Pecado „Interacta” (8)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 26 czerwca 2013

Wyższy poziom organizacji tekstu jest tak samo beznadziejny.

Tekst naturalnie dzieli się na dwie części. Pierwsza – bohaterka w kapsule. Druga – bohaterka u obcych. W zasadzie nie ma połączenia między tymi częściami, bohaterka mogłaby być porwana bezpośrednio ze swojego statku, przewieziona do miasta obcych, transferowana do innego ciała i tak dalej. Autor uniknąłby wielu wpadek związanych z brakiem jakiejkolwiek wiedzy na temat kosmosu i brakiem wiarygodnego wyobrażenia na temat zachowania w obcym, potencjalnie wrogim, środowisku. Przeprowadźmy eksperyment myślowy – gdyby owa kapsuła wylądowała na Ziemi i to nie w żadnej dżungli, tylko w zwyczajnym lesie środkowoeuropejskim, to jak mogłoby się skończyć wpieprzanie nieznanych jagódek z pierwszego lepszego krzaka? Właśnie. A przecież Ziemia to rodzinna planeta bohaterki.

O obcych bakteriach czy wirusach nie wspomnę. Autor najwyraźniej zapomniał o czymś takim jak mikroflora.

Też się zastanawiam, jakim cudem powstała kapsuła ratunkowa pozbawiona jakichkolwiek systemów informujących pasażera w środku, gdzie się obecnie znajduje. Tak, pasażer jest zahibernowany, ale przecież nie na wieczność, kiedyś się obudzi i będzie chciał wiedzieć gdzie jest, jak długo przebywał w kapsule, z jaką prędkością kapsuła się poruszała i tak dalej. W kapsule powinny być też podstawowe racje żywnościowe, woda i leki.

Tymczasem, w zamyśle Autora, kapsuła to taka latająca trumna.

Dziwi też brak jakiejkolwiek kwerendy na temat podstawowej choć fizyki przestrzeni kosmicznej. Bohaterka na przykład w ogóle się nie odnosi do grawitacji. Nie chodzi mi nawet o to, że może jej, tej grawitacji, tam nie być. Bohaterka może być w jakiejś super-hiper zaawansowanej kapsule z generatorem sztucznego ciążenia, ale bohaterka w ogóle nie bierze tej zmiennej pod uwagę w procesie wnioskowania.

Pojawia się też kombinezon. Bohaterka jest w niego ubrana w kapsule. Jednak chyba niecałkowicie, bo ani razu nie pada uwaga, że bohaterkę hełm uwiera lub że musi podnosić osłonę twarzy, na przykład, by zjeść jagódki… Za to dłońmi w rękawicach jest w stanie wymacać maleńką bruzdę. Oczywiście może to być bardzo cienkie rękawice, niemniej w taki razie należałoby to opisać – czytelnik wyobraża sobie kombinezon kosmiczny tak jak on wygląda obecnie – bo dlaczego miałby wyobrażać sobie inaczej? Tylko takie kombinezony zna.

Kombinezon ma możliwość przetwarzania odchodów w witaminizowaną wodę (o węglowodanach, tłuszczach, białku i mikroelementach Autor zapomniał). No ok, niech i tak będzie, pomińmy kwestię, co jak w odchodach nie mam stosownych pierwiastków… 

Tylko dlaczego w pierwszej część, kiedy  bohaterka jest w kapsule, się o tym nie wspomina? Przecież bohaterka powinna choć próbować napić się wody odzyskanej przez kombinezon, powinna wspomnieć o istnieniu takiej możliwości… Nic.

Ta funkcja kombinezonu wyskakuje z próżni fabularnej po wylądowaniu, gdzie jest średnio potrzebna, bo bohaterka zaspakaja pragnienie jagódkami… 

Pojawia się też pytanie po co dodawać takie funkcje do kombinezonów? W kapsule są nieprzydatne, bo podróżnik jest zahibernowany. W miejscu lądowania też nie, bo przecież system Irydius wybiera miejsca „zgodnie z potrzebami organizmu”. Czyli raczej to nie będzie odpowiednik naszej Sahary. Bohaterka zaspakajała pragnienie jagódkami, przecież….

To po co właściwie było dodawać taką średnią przydatną funkcję?

No i żeby takie coś działało, skafander musi mieć hełm i rękawice. Musi być absolutnie szczelny. Nie tylko sikanie do zbiorniczka. Dużą część wody traci się podczas oddychania i przez skórę (nawet nie trzeba koniecznie się pocić).

Kolejna ftopa, Autorze.

No i słychać szelesty. W przestrzeni kosmicznej. Gdzie nie ma powietrza, które przenosi dźwięk.

O dziurce, która się zrobiła podczas ostrego wejścia w atmosferę aż szkoda gadać.

Przykro mówić, ale nauka w tym tekście to żenada.

Kreacja głównej bohaterki – Moniki Eden, to chyba największa wpadka ze wszystkich. Niby naukowiec, z tytułem, ale w zasadzie chyba żadnej z nauk ścisłych. Fizyka i astronomia odpada, także biologia i pochodne… Doprawdy nie wiem, co miała robić pani naukowiec, szef i pewnie twórca Projektu Eden w zespole badającym życie w Mgławicy Raka. Może jest filozofem i ma w wolnej chwili tłumaczyć obcoplanetnikom różnicę między Kantem a Heideggerem? A zrobili ją szefem projektu, żeby niczego zepsuć za bardzo nie mogła? Ciężko się powstrzymać od złośliwości. Myślę że to swego rodzaju sukces wykreować postać tak tępą i wkurzającą jak bohaterka. Autor osiągnął to, starając się osobliwą nowomową pokryć braki bohaterki w każdej dziedzinie. Stąd detaliczna relacja i wysilone zdania zdania w rodzaju: „Statek jest koloru białego o pofałdowanej niczym fale strukturze, w kolorze bieli i błękitu.” czy „Temperatura jest zadowalająca, mogło by (ORT!) być nieco chłodniej.”. Wyraźnie widać próbę pisania językiem quasi-naukowym. Próbę kompletnie nieudaną – do tego dochodzi łopatologia i komentowanie oczywistości w stylu: „Dookoła mnie rozpościera się las o dziwnej, nienaturalnej barwie. Nie są to drzewa znane mi z Ziemi.” Skoro czytelnik wie, że bohaterka jest na obcej planecie, to doinformowywanie, że drzewa nie są takie jak na Ziemi, to łopatologia. Skoro bohaterka komentuje to, jakby dokonywała epokowego odkrycia, to ma IQ muszki owocówki.

Mam jednak wrażenie, że to nie jest ważne, ważna jest część druga i spójrzmy prawdzie w oczy… bełkot tam zawarty. Czym są te jakieś gęstości fizyczne, druga, czwarta, szósta, siatki strukturalne i świadomości? Co to jest dopasowanie algorytmiczne? Czym jest fala czy też impuls? Co to za jakieś sprawdziany? Kim są Starożytni?

O CO TAM W OGÓLE CHODZI???

Autorze, opowiadanie to utwór samodzielny. Powtórzę: SAMODZIELNY. Do jego zrozumienia nie są i nie mogą być potrzebne żadne inne dzieła czy publikacje. Wszystko ma być wyjaśnione w trakcie rozwoju fabuły. Nie wystarczy rzucić jakimś zlepkiem wyrazów w błogim przekonaniu, że sprawa odfajkowana. Nie, nieodfajkowana.

Piszesz dla ludzi, Autorze, którzy niekoniecznie podzielają Twoje fascynacje literackie i nie tylko. Trzeba niestety wyjaśniać pomysły swoje i cudze – taki to zawód. Oczywiście, można tego nie robić, ale wtedy Autor=Czytelnik.

Twój wybór, Autorze. Na razie droga przed Tobą długa. Co przecież nie znaczy, że w końcu nie osiągniesz sukcesu.

 

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Martyna Raduchowska w ekipie „Cyberpunk 2077”
Gry MAT - 7 listopada 2016

Wiedźmin: Dziki Gon (The Witcher: Wild Hunt) wraz z dwoma dodatkami (Serca z Kamienia…

Marcin Mortka „Miecz i kwiaty t.1, wyd.2”
Ksiażki fantastyczne Fahrenheit Crew - 30 maja 2010

Fabryka Słów Przed śmiałkami z chrześcijańskiej Europy jeden cel – Ziemia Święta. Mówią: w Ziemi…

Brian McClellan „Jesienna Republika”
Ksiażki fantastyczne MAT - 25 lutego 2016

Brian McCellan Jesienna Republika (The Autumn Republic) Tłumaczenie: Dominika Repeczko Fabryka Słów…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!