R.Ch. „Oddech agonalny” (2)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 1 czerwca 2012

 

Machałem rękoma, aby ją przerzedzić.[Nie jest to bowiem zwyczajna para.] Po kilkunastu sekundach znajdowałem się na obrzeżach lasu [Eee tam, zwykła para teleportacyjna.], a przede mną stał ktoś, kto wyglądał jak ja. Klaskał w dłonie.

– Więc empatia nie zginęła. – powiedział z uśmiechem[choć bez sensu].

– Ale… Ale… Ty… Jesteś mną…[Skąd ten wniosek???] – wydukałem.

– Myślisz?[No tytanem umysłu to bohater nie jest.]

– A nie?[Nie, choć wcale nie z tego powodu, jaki sobie Autor wymyślił.]

– To spójrz na siebie.[Czyli na kogo?]

 

Jest to pierwszy dialog, jaki pojawia się w opowiadaniu. Będzie ich więcej. Wszystkie równie, albo jeszcze bardziej niedobre. Żeby nie było, że nie uprzedzałam.

 

Spuściłem głowę w dół.[Dobrze, że nie w górę.] Miałem na sobie zupełnie obce ubranie.[Precz garniturze! Nie zostaliśmy sobie przedstawieni.] Może nie całkiem.[Choć, chyba jednak gdzieś się widzieliśmy.] Widziałem je na poszkodowanym, któremu próbowałem pomóc.[Odetchnęłam z ulgą, obcy garnitur w ciemnym lesie to byłoby straszniejsze niż sarenka. Na marginesie pragnę podkreślić, że bohater dysponuje świetnym wzrokiem, skoro był w stanie dostrzec w ciemności i zapamiętać odzież ofiary, która, o ile mnie pamięć nie myli, była cała pokryta krwią.] Garniturowe, czarne spodnie z paskiem, który na środku miał srebrną klamrę w kształcie orła.[Garnitur  jest raczej spoko gość, ale paskowi bym nie ufała. Każdy pasek z klamrą na środku musi wzbudzać podejrzenia.] Czarna koszulka, bez dodatków i marynarka, również cała czarna. Dotknąłem twarzy. Nie czułem zarostu, a byłem pewien, że w aucie był całkiem spory, [O jeżu!, co ten facet woził w bagażniku, zarost z przemytu!?] gdyż nie goliłem się od tygodnia. Do tego dłuższe włosy, sięgające za ucho. To zdecydowanie nie było moje ciało. [No jasne, przecież twoje ciało, mondziole, ma ten facet, co klaskał]

– Jak to możliwe? – zapytałem.

– Znalazłeś się w agonii…[Ja! Ja znalazłam się w agonii!] Wiesz co to ból?[Nooo, ząb pewnie kiedyś bohaterowi dokuczał, choć ja tylko domniemywam.]

– Wiem. Ale…[A nie mówiłam?]

– Ja teraz mówię. Czym dla jest ciebie ból?

– No jak się pojawi krew, albo jakieś rany.[Pisałam już, że bohater nie jest tytanem intelektu?] Co się tu dzieje?[Ale zdarza mu się czasem zadać sensowne pytanie. I to już na trzeciej stronie!]

– To ja ci pokażę prawdziwy ból! [Logiczna odpowiedź na pytanie: Co tu się dzieje?] – krzyknął, tak głośno, że ptaki zerwały się do lotu i usłyszałem szelest liści.

– Wyjaśnij…

– Nic z tego! Sam się zorientujesz.

[Uprzedzałam.]

Pstryknął palcami.

Gdy otworzyłem oczy, jak mi się wydawało po mrugnięciu, siedziałem na skraju jakiegoś łóżka, w jakimś domu z białymi ścianami. [Białe ściany domu były doskonale widoczne z wnętrza budynku, jakże by inaczej.] Biurko pokrywała sterta zapisanych papierów, oświetlała je mała lampka. Wyglądało jakby ktoś tam niedawno pracował i miałem nieodparte wrażenie, że tym kimś było moje nowe wcielenie. [Jak każde wrażenie i to nie wymagało żadnego logicznego uzasadnienia.]

Położyłem się na łóżku, musiałem to przemyśleć. Pod głową poczułem jakiś twardy kształt.[Pragnę podkreślić: „twardy”] Ktoś tam leżał, [Stary manekin z Domów Centrum?] ale był przykryty w całości. Odkryłem kołdrę.[Najwyższa pora, bo zaczynała się pocić.]

Kobieta… [Manekin z DT „Sawa”?] Ładna… [Dajmy na to, pamiętam te manekiny.] Blondynka… Naga… Z zamkniętymi oczyma. Zrzuciłem z niej całe okrycie. Z jej krocza wypełzł karaluch. [Jak mniemam, przerażenie czytelnika ogarnia.] Czułem zgniliznę lub jakby ktoś palił mięso. [Karaluch nie lubił surowego?] Miała liczne rany na brzuchu, piersiach i udach. Po nożu i po przypalaniu. [Gdyby nie owa twardość, obstawiałabym lalkę z sex-shopu, ale bądźmy wyrozumiali, nie każdego stać, a manekin to i na śmietniku można znaleźć.] Wyciągnąłem i odpaliłem papierosa, to nie działo się naprawdę. [Bez wątpienia, gdyby się działo naprawdę, kobieta na łóżku nie byłaby twarda, etap stężenia pośmiertnego ma już raczej za sobą. Byłaby raczej… a mniejsza z tym] Znowu usłyszałem klaskanie.

 

Czas, proszę o czas! To że Autor nie panuje nad słowami, cóż, nie od razu Mickiewicz „Pana Tadeusza” napisał, ale że Autor nie panuje nad myślami, że wypisuje duby smalone, bo mu tak do głowy przyszło, że nie raczy się choć przez chwilę zastanowić, tego już darować nie sposób!

 

To on… Znaczy ja, tylko nie ja. [Jak to było? Pies, a właściwie suka?] Nie wiedziałem jak go nazwać. [Pan obiecanki-straszanki, miał być ból, a bohater wygniata manekina.]

– Kim jesteś?

– Jestem tobą.

– A ja tobą? – z nerwów zacząłem ironizować. [Mistrz szybkiej riposty, normalnie.]

– Nie. Ty jesteś nim.

– To znaczy kim?

– Ja jestem tobą, a ty nim. Ja nazywam się Rafał Krzemiński, a ty Kamil Wyrdęga. [A ja, Wesoły Romek.]

– Ale…[I tu się z bohaterem zgadzam.]

– Tak, wiem. Kiedyś było inaczej. Zawsze ta sama śpiewka. [Tak, rutyna, rutyna i jak tu czerpać zadowolenie z pracy?]

– Przecież…

– Tyle razy patrzyłeś jak robią obleśne i obrzydliwe rzeczy młodym kobietą. [Ortografio, przybywaj!] A na tą nie możesz spojrzeć? [Ha! Wiedziałam, że bohatera coś z tym manekinem łączy.]

– Kim ona jest?

– Twoją kochanką. [Ha!]

– Pierwszy raz ją widzę.

– Zamknij oczy.

Tak zrobiłem. Poczułem jak dotknął mojego czoła. W głowie widziałem obrazy. Dużo obrazów. Wielki kolaż. Idę z obecnie martwą [Oj tam, oj tam, martwa nie martwa, grunt, żeby kochała.] za rękę po mieście. Kłócimy się. Całujemy. Idziemy do niej. Pieprzymy się bez opamiętania. Pijemy. Obrazy są coraz bardziej zamazane. Przystawia mi nóż do gardła. Ja przystawiam jej. [Nie pytam co?] Grozi mi. Płacze. Pocieszam ją. Pieprzymy się. I tak przez kilka minut.[Przedwczesny wytrysk faktycznie może prowadzić do frustracji.]

Rzeczywiście wyglądało na to, że teraz ją znam i to bliżej niż bym tego chciał. Przepraszam, znałem. Wspomnienia w moim umyśle, były tak silne, że nie mogłem uwierzyć, że obok mnie leży jej ciało. [Niektórzy po stosunku palą, inni leżą, co kto lubi.]

– Chcesz wiedzieć co jej zrobiłeś? – zapytała postać wyglądająca jak ja.

– Nic!

– A założymy się? [Przecinam!]

Niczego nie mogłem być pewien, ale postanowiłem podjąć grę. Zrobiłem dobrą minę.[Dzięki czemu sprawiałem teraz wrażenie dobrego człowieka.]

– O co?

– Nie chcę wiele. Zrobisz to, co zamierzałeś, zanim tu trafiłeś.

– To znaczy?

Podszedł do mnie i nachylił się do mego ucha. W jego oddechu poczułem zapach szkockiej i jakiegoś cygara. Pewnie drogiego.[Pan Czarny Charakter zawsze pali drogie cygara]

Ściągnij tekst:
Strony: 123456

Mogą Cię zainteresować

Harlan Ellison „Niebezpieczne wizje. Antologia”
Fantastyka Fahrenheit Crew - 24 stycznia 2010

Solaris Obsypana nagrodami, zdecydowanie najsłynniejsza antologia fantastyki XX wieku, przetłumaczona na wiele języków.…

John Flanagan „Zwiadowcy. Wczesne lata. Tom 2. Bitwa na wrzosowiskach”
Fantastyka MAT - 6 grudnia 2016

Autor: John Flanagan Tytuł: Bitwa na wrzosowiskach (The Battle Of Hackham Heath) Seria:…

Krótki Przegląd Filmów Krótkometrażowych: Fantasy
Film MAT - 16 lutego 2017

W piątek (17.02.2017) w ramach Krótkiego Przeglądu Filmów Krótkometrażowych będzie można zobaczyć…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!