R.Ch. „Oddech agonalny” (3)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 1 czerwca 2012

– Uratujesz nieznajomego. – wyszeptał.

– A co ty będziesz z tego miał?

– Niewiele… Twoją duszę, twoje życie. [Faktycznie, drobiazg.] – powiedział, gdy się odsunął.

 

Ogłoszenie parafialne. Logikę pilnie wynajmę. Może być używana.

 

Moje [czyli czyje?] życie było paskudne, dusza czarna jak smoła. Rzeczywiście nie miałem wiele do stracenia. Z resztą[khem] będąc mną i tak długo nie wytrzyma. [ Pan Czarny Charakter-Wysłannik Szatana? Zdziwiłbyś się, chłopie.]

– Dobrze. A co ja będę z tego miał?

– Jeśli masz rację, jeśli jej nie tknąłeś, wrócisz do swojego samochodu jako ty i będziesz dalej wiódł to, jak myślisz, plugawe życie. [Przekroczenie pewnego poziomu bzdur powinno być uwzględnione w kodeksie karnym, bohater nie mógł jej tknąć, albowiem jej nie znal! Jakby nie życzyło sobie autorskie chciejstwo, bohaterem utworu jest pan-który-ma-volkswagena i tylko on, i żadne przesiadki tego nie zmienią. Niestety, Autor uważa inaczej.]

– Mi pasuje.[Ale o dialogach to uprzedzałam?]

Byłem coraz bardziej pewny swojego.

 

Ciekawe, bohater stracił kontrolę nad swoim życiem, podgrandzili mu ciało, robią z nim co chcą, a on nie dość, że się targuje to jeszcze jest pewny swego?

 

Podszedł do mnie i położył kciuki na moich skroniach. Skuliłem się z bólu.[No wreszcie!] Jakby prąd przeszedł przez mój mózg. Padłem na ziemię i rzucałem się. Nie mogłem tego zatrzymać, oczy same mi się zamknęły. Czułem niesamowity ból.

 

Poniższa scena wzbudziła moje wątpliwości, co do jej upubliczniania. Nie jest to jedyna tego typu scena w tym tekście, ale jako jedyna nie została przeze mnie wycięta (czytaj: ocenzurowana), ponieważ jest wyjątkowo bzdurna i groteskowa, może więc posłużyć za przykład, jak NIE należy pisać, i jako ilustracja braku dobrego smaku. Jednak postanowiliśmy: nieletnim dostęp do niej nieco utrudnić, a osoby wrażliwe zniechęcić.

 

{spoiler title=Kliknij aby obejrzeć opened=0}

I wtedy widziałem. Własne… No właśnie, niby moje, ale jednak nie, ręce, które krzywdziły blondynkę zakneblowaną i przywiązaną do łóżka. Dziewczyna nie mogła nic zrobić, nawet krzyknąć. [Z kneblem w ustach ciężko się krzyczy, ale medycyna notuje różne przypadki.] A ja…

Ja miałem nóż. Nacinałem jej nogi i badałem reakcję. Jak lekarz. [O w mordę, w życiu do lekarza nie pójdę!] Małe nacięcie pod kolanem, noga się uniosła. Nad kolanem ta sama sytuacja. W końcu wbiłem ostrze w sam środek. To musiało boleć. [Ten komentarz odautorski pominę milczeniem, bo klawiatura mogłaby mojej reakcji nie wytrzymać.] Czułem, że to robię, a jednocześnie, że próbuję się powstrzymać. Jak widz interaktywnego teatru, wystawiony na pośmiewisko. [Raczej, jak bohater beznadziejnego opowiadania, ale poza tym wszystko się zgadza.] Spod knebla dało się słyszeć zduszany krzyk. Z jej oczu płynęły łzy, gdy patrzyła jak szpecę, jej piękne ciało.[One zawsze mają piękne ciało.]

Zszedłem niżej. Do stóp.[No miała kobitka ładnych parę metrów wzrostu.] Najpierw trochę ją połaskotałem. Wierzgała się. [O matko polszczyzno!] Potem wyciąłem jej mały pentagram na pięcie. [No tak, do pełni grozzzy brakowało nam tu pentagramu. Koniecznie! Pentagram musi być, inaczej nie jest strasznie. To że zupełnie nie ma powodu, dla którego bohater nie miałby zwyczajnie pociąć kobiecie pięty (skoro już musi coś jej pociąć), nie ma znaczenia. Pentagram to dopiero czad. No proszę, Autor młody, niedoświadczony i wie, a taki King na przykład nie.]  Widziałem jak leci z tego krew. To samo zrobiłem z drugą stopą. Nie chciałem na nią patrzeć, ale płakała, a ja czułem podniecenie. [Też bym nie patrzyła, nie lubię kiedy stopy płaczą.]

Podniosłem się szybko i przystawiłem jej nóż do gardła. [Też bym chciała mieć w domu drabinę] Ściągnąłem spodnie i zacząłem w nią wchodzić.[Biorąc pod uwagę gabaryty kobiety, możemy uznać, że wiemy już kim był karaluch.]  Ssałem jej sutki i czułem się jak w niebie. Nagle naciągnąłem jednego i szybkim machnięciem noża go odciąłem.[Bardzo przewidywalne, w każdym podręczniku psychologii to omawiają.] Jej krzyk czułem w sobie [Pułapka w pułapce wewnątrz pułapki?], ale go zignorowałem. Właśnie wtedy doszedłem.

{/spoiler}

 

– Dość! – tylko tyle udało mi się wykrztusić broniąc się przed obrazami. [I tu się z bohaterem zgadzam, niestety Autor w szale tworzenia nie raczył na ten okrzyk zwrócić uwagi.]

Poczułem jak znowu dotyka moich skroni. Obudziłem się i przestałem wierzgać [się].

– Dlaczego on… Dlaczego ja to zrobiłem? – zapytałem.

– Przegrałeś zakład. – powiedział z uśmiechem.

– Nie! Daj mi jeszcze jedną szansę.

– I tak jeszcze się nie nauczyłeś.[Czego???]

– Dlaczego?

– Przypomnij sobie. [Otóż dialogi w tym tekście… a no tak.]

Obrączka na moim palcu zaświeciła. Teraz byłem żonaty, ona była moją kochanką[Obrączka?]. Rzeczywiście pamiętałem. Groziła mi. Groziła nożem, że mnie zostawi, [Po co od razu nóż, wystarczyło powiedzieć?] bo poznała kogoś innego i albo opuszczę żonę, albo ona[żona?] mnie. Nie mogłem zrezygnować ani z jednej, ani z drugiej. [Sądząc z późniejszej reakcji bohatera na widok żony, o ile była to żona tego-bohatera-a-nie-tego-bohatera to spokojnie mógł się rozwieść.]

– Pamiętasz coś jeszcze? – zapytał. – Pierwsze dni po jej śmierci?

– Nie…

Pamiętałem. Leżała ciągle przywiązana do łóżka. Ja tu przychodziłem. Myłem ją i przebierałem. [Gdyby bohater jednak ją rozwiązał, było by mu łatwiej.] Ubierałem w najpiękniejsze suknie. Dawałem prezenty, jedliśmy obiady. Właściwie to ja jadłem. Potem dochodziło do tego co zawsze… Pieprzyliśmy się.[„Generalnie dobrze się między nami układało (ona wisiała pod stropem, ja kroiłem trupy…)” – zawsze marzyłam, żeby to zacytować, yes!*] 

Spojrzałem na jej okaleczone ciało. Dopiero teraz zauważyłem na niej ślady spermy, trochę wypłynęło spomiędzy jej nóg. [Nie, nie, nie, to był karaluch.]

– Pamiętam…

– I jak się czujesz?

– Nie chcę tu być…[Też by stąd poszła – bałagan jakiś w tym pokoju.]

– Teraz wiesz czym jest ból? Ból jest wtedy, gdy stajesz się kimś…[Psiakość!, a moja mamunia zawsze marzyła o tym, żebym była kimś, jak dorosnę. Nie kochała mnie?] Najobrzydliwszą osobą jaką możesz sobie wyobrazić, albo i nie. Kimś, kim nigdy nie chciałeś być. To jest ból! A nie jakieś skaleczenie.[A ja myślę, że jednak ból zęba.] Przyznaj… Nawet strata najbliższej osoby tak nie boli, prawda?

Pstryknął palcami.

Znowu stałem się sobą. Byłem sobą w najgorszym dniu w moim życiu. Wtedy, kiedy ją straciłem. [Jeśli sądzicie, ze ona-to-ona to jesteście w błędzie.]

Jechaliśmy moim Volkswagenem. Miał wtedy dopiero rok. Działał bez zarzutu. Trochę padało, ale widoczność nie była zła. [Być może sądzicie, że opis stanu technicznego samochodu czy warunki pogodowe mają jakiś związek z czymkolwiek, mylicie się.]  Justyna siedziała na miejscu pasażera. Kłóciliśmy się o coś. O moją nową pracę.

Ściągnij tekst:
Strony: 123456

Mogą Cię zainteresować

Drugie życie małej książki! „Odmiana przez przypadki” dostępna za darmo online
Aktualności Fahrenheit Crew - 17 stycznia 2015

Chyba niewielu z nas decyduje się na zakup debiutanckiej książki autora, którego nazwisko nie kojarzy nam…

Oficjalna strona Nagrody J. Żuławskiego
Aktualności Fahrenheit Crew - 28 czerwca 2009

Z satysfakcją donoszę, że 27 czerwca 2009 r. została udostępniona nowa oficjalna strona Nagrody. Jej autorami…

Katherine Neville „Gra”
Fantastyka Fahrenheit Crew - 25 listopada 2009

Rebis Rok 2003, Kolorado: Alexandra Solarin zostaje zaproszona na urodziny do domu swojej matki.…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!