ISSN: 2658-2740

R.Ch. „Oddech agonalny” (4)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 1 czerwca 2012

– I myślisz, że tak można? Że one nie czują? – krzyczała.

– Uspokój się. Dostają za to pieniądze, nikt ich do tego nie zmusza.

– Tylko facetów może podniecać wkładanie w kobietę drutu kolczastego, albo pałki![Tyle lat żyję i ciągle się czegoś nowego o facetach dowiaduję. Chyba że to aluzja do przedmiotów, jakie niektórzy pacjenci odkrywają w sobie po operacji.]

Tak. Wtedy miałem zacząć pracę w firmie, produkującej filmy porno. Ale nie takie zwyczajne. Bardzo okrutne, elitarne i drogie. [Teraz to się firma nazywa?] Miałem być kamerzystą. Nie do końca w ten sposób chciałem spełnić swoje marzenia o byciu artystą. [Ciekawe, jaki z tego wniosek?]

– Słyszysz mnie? – wyrwała mnie z letargu. [Dobrze, że nie było glin z letargomatem, parę punktów by pękło.]

– Słyszę.[Druga sensowna kwestia dialogowa.]

– To odpowiedz.

– Ktoś to kupuje. Wolisz być biedna? [Ktoś tu widzi jakiś związek?]

– Tak!

– Ale ja nie!

Wtedy się na mnie rzuciła. Zaczęła drapać mnie po twarzy, a ja chcąc ją odrzucić puściłem kierownicę. Pamiętam tylko światła ciężarówki. Potem budzę się w szpitalu i dowiaduję się, że ona nie żyje[Szkoda ciężarówki, fajna była]. Przestałem o siebie dbać, dbać o cokolwiek. [Pytanie za sto punków, kim była kobieta z samochodu?]

W bagażniku często woziłem taśmy z pracy. [Było sobie kupić dobrego pendrive`a, albo co. No cyfrowego coś.] Dlatego tak bardzo bałem się zatrzymania przez policję. A wtedy, gdy zobaczyłem poszkodowanego miałem bardzo mocny materiał. Były w nim dzieci… Z resztą, to nie jest głównym tematem. [A co jest?, siódma strona, a ja jak ta tabula rasa.]

Obudziłem się w szpitalu i usłyszałem pstryknięcie. Teraz znalazłem się w jakieś spelunie. Tanim barze, do którego normalnie się nie zagląda. Znowu byłem poszkodowanym, [Autor ma chyba na myśli bohatera-który-miał-manekin. Chyba?] a naprzeciwko siedział nieznajomy w moim ciele. Przede mną stała szklanka ze szkocką. Przed nim też.

– Pij. – powiedział.

Rozejrzałem się dookoła i ze strachu wypiłem wszystko naraz.[Ta, czego to człowiek nie wymyśli, żeby się nie przyznać do alkoholizmu.]

– Nie podoba ci się tu? Boisz się czegoś?

– Nie… Tylko…

Znowu pstryknął palcami. [Absolutnie, ale to absolutnie nie mogę znaleźć żadnego uzasadnienia dla epizodu barowego.]

Znaleźliśmy się na cmentarzu. Za jakąś płytą nagrobkową. Obserwowaliśmy czyjś pogrzeb.

– Za chwilę mój ulubiony moment. – powiedział mój towarzysz.

– Czyj to… – przytknął mi palca do ust. [Palec, palec, autorze.]

– Ciii… – wyszeptał.

Wkładali trumnę do środka. [Nie pytam czego?] Niewiele osób stało dookoła. Bardzo mało jak na pogrzeb, było to wręcz przygnębiające. [Przez moment miałam nadzieję, że chowali bohatera tego opowiadania, ale wtedy publiczność byłaby znacznie liczniejsza, a tańcom i śpiewom nie byłoby końca.] Podejrzewam, że była tam tylko najbliższa rodzina.

Na co on czekał? Pogrzeb jak pogrzeb. Nikt nie chciał tam być. Szczególnie osoba w smarowanej kadzidłem trumnie [Trumny smaruje się kadzidłem, żeby się ładnie ześlizgiwały do grobu.. To taka świecka tradycja jest. Stąd zresztą stare powiedzenie, które w pełnej wersji brzmi: Pomoże jak umarłemu kadzidło trafić do grobu.]. Rodzina musiała być bardzo ortodoksyjna. [Zaiste.]

– Poczekaj chwilę. – powiedział mój towarzysz.

– Na co?

– Nie boli cię, że twoja ukochana właśnie idzie do piachu?

– Nie jest moją ukochaną!

– A przypomnij sobie kim jesteś… [Pytanie za sto punktów, kto właściwie leży w trumnie? Manekin czy drapiąca Justyna? I kim w tej chwili jest bohater? A właściwie, co za różnica.] Nie boli cię, że jej ciało już nigdy ci nie posłuży?

– Zamknij się!

– Nic z tym nie zrobisz?

– Nie! [I słusznie, kradzież trumny mogłaby oburzyć żałobników, w końcu nie po to wydali kasę na kwiaty i tłukli się na cmentarz, żeby nie obejrzeć przedstawienia do końca.]

– Chociaż się odwróć.

Tak zrobiłem. Stała tam jakaś kobieta. Ubrana na czarno i w ciemnych okularach. Skrywała się bardziej niż my. Wydawało mi się, że widzę ją pierwszy raz w życiu. Obrączka na moim i jej palcu zalśniła w słońcu.[Mieli wspólny palec?] Już wiedziałem kim jest.

– To zrób coś… [Ale po co?]

– Tu jest moja żona! – za bardzo wczułem się w sytuację.[No nie pierwszy raz.]

– No właśnie.

 

Jednak żona bohatera-który-nie-jest-tym-bohaterem-za-którego-się-uważa musiała mieć niezwykle niemiłą aparycję skoro nastąpiło to, co nastąpiło.

 

Nie wiedziałem dlaczego, ale moje nogi zaczęły biec. [A ja wiem, bo mogą! Już w czwartym akapicie autor nas poinformował, że nogi bohatera, który-jest-kim-nie-jest, są niezależne i samorządne.] Trumnę spuszczali właśnie na linach do wykopanego dołu.[Słyszałam o takich dołach, choć na ogół widuję usypane.] Biegłem tam, coraz szybciej i szybciej. Po drodze potrąciłem starszą kobietę, matkę jak mniemam, [Matkę, żonę, kochankę, co za różnica?, mało to staruszek kręci się po cmentarzu.] ale nie robiło mi to większej różnicy. Chciałem się zatrzymać i wrócić na poprzednie miejsce. Zamiast tego skoczyłem prosto na drewniane wieko. [Eee, ja myślałam, że to jakiś epizod pełen dramatyzmu, a to zwykły parkour.]

Przytuliłem się do niego twarzą, a liny powoli zaczęły pękać. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli [Zaskakująca reakcja, zas-ka-ku-ją-ca.], ale mnie to nie obchodziło. Chciałem być z nią. Nie wiedziałem czemu, ale nagle poczułem, że ją kocham i nie mogą mi zabrać jej ciała. Jedna lina pękła, trumna się osunęła.

– Nie odchodź! Błagam! Wyciągnijcie ją! – wyłem.

Pękła druga lina. Wieko trumny było niepodtrzymywane i leciało razem ze mną dwa metry w dół. [A gdzie jest trumna? Wieko powinno mieć swoją trumnę.] Zatrzymaliśmy się w końcu, [Ja i moje wieko, oby na wieki.] a ja dalej płakałem.

– Wyjdź stamtąd! – usłyszałem nieznoszący sprzeciwu, kobiecy głos.

Podniosłem głowę. To była moja żona. Patrzyła na mnie i była wściekła.[Strona ósma i już pierwsza wiarygodna reakcja. Co za tempo.]

– Wyłaź! – powtórzyła.

– Ale ona… – nie wiem po co to powiedziałem.

– Już! – krzyknęła.

Stanąłem na końcu trumny i podpierając nogami [co?], wspiąłem się po linie. Ludzie patrzyli na mnie jak na ostatniego idiotę. Ciężko było im się dziwić.[I pierwsza wiarygodna konstatacja.]

Gdy wyszedłem, ze łzami w oczach, przytuliłem się do małżonki. Poklepała mnie po plecach. [To jest prawdziwa żona, i z grobu wyciągnie, i po plecach poklepie.]

– Wiesz, że z nami koniec? – zapytała.[ …i wbije nóż w bezbronne męskie plecy. Hiena!]

Ściągnij tekst:
Strony: 123456

Mogą Cię zainteresować

Dojazd na Dni Fantastyki!
Aktualności Fahrenheit Crew - 21 czerwca 2011

Zbliża się start Dni Fantastyki, czas na zaplanowanie dojazdu na naszą imprezę! Oto kilka…

Akredytacja na Kapitularz 2012
Aktualności Fahrenheit Crew - 13 czerwca 2012

Łódzki Festiwal Fantastyki „Kapitularz 2012” ujawnia ceny wejściówek – koszt pełnej akredytacji…

Fantastyczny Konkurs Literacki „Ja gorę”
Aktualności Fahrenheit Crew - 2 sierpnia 2017

Do 16 października 2017 roku można nadsyłać prace na konkursy literacki ogłoszony przez Centrum Kultury AGORA. Pisarze…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!