R.Ch. „Oddech agonalny” (4)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 1 czerwca 2012

– I myślisz, że tak można? Że one nie czują? – krzyczała.

– Uspokój się. Dostają za to pieniądze, nikt ich do tego nie zmusza.

– Tylko facetów może podniecać wkładanie w kobietę drutu kolczastego, albo pałki![Tyle lat żyję i ciągle się czegoś nowego o facetach dowiaduję. Chyba że to aluzja do przedmiotów, jakie niektórzy pacjenci odkrywają w sobie po operacji.]

Tak. Wtedy miałem zacząć pracę w firmie, produkującej filmy porno. Ale nie takie zwyczajne. Bardzo okrutne, elitarne i drogie. [Teraz to się firma nazywa?] Miałem być kamerzystą. Nie do końca w ten sposób chciałem spełnić swoje marzenia o byciu artystą. [Ciekawe, jaki z tego wniosek?]

– Słyszysz mnie? – wyrwała mnie z letargu. [Dobrze, że nie było glin z letargomatem, parę punktów by pękło.]

– Słyszę.[Druga sensowna kwestia dialogowa.]

– To odpowiedz.

– Ktoś to kupuje. Wolisz być biedna? [Ktoś tu widzi jakiś związek?]

– Tak!

– Ale ja nie!

Wtedy się na mnie rzuciła. Zaczęła drapać mnie po twarzy, a ja chcąc ją odrzucić puściłem kierownicę. Pamiętam tylko światła ciężarówki. Potem budzę się w szpitalu i dowiaduję się, że ona nie żyje[Szkoda ciężarówki, fajna była]. Przestałem o siebie dbać, dbać o cokolwiek. [Pytanie za sto punków, kim była kobieta z samochodu?]

W bagażniku często woziłem taśmy z pracy. [Było sobie kupić dobrego pendrive`a, albo co. No cyfrowego coś.] Dlatego tak bardzo bałem się zatrzymania przez policję. A wtedy, gdy zobaczyłem poszkodowanego miałem bardzo mocny materiał. Były w nim dzieci… Z resztą, to nie jest głównym tematem. [A co jest?, siódma strona, a ja jak ta tabula rasa.]

Obudziłem się w szpitalu i usłyszałem pstryknięcie. Teraz znalazłem się w jakieś spelunie. Tanim barze, do którego normalnie się nie zagląda. Znowu byłem poszkodowanym, [Autor ma chyba na myśli bohatera-który-miał-manekin. Chyba?] a naprzeciwko siedział nieznajomy w moim ciele. Przede mną stała szklanka ze szkocką. Przed nim też.

– Pij. – powiedział.

Rozejrzałem się dookoła i ze strachu wypiłem wszystko naraz.[Ta, czego to człowiek nie wymyśli, żeby się nie przyznać do alkoholizmu.]

– Nie podoba ci się tu? Boisz się czegoś?

– Nie… Tylko…

Znowu pstryknął palcami. [Absolutnie, ale to absolutnie nie mogę znaleźć żadnego uzasadnienia dla epizodu barowego.]

Znaleźliśmy się na cmentarzu. Za jakąś płytą nagrobkową. Obserwowaliśmy czyjś pogrzeb.

– Za chwilę mój ulubiony moment. – powiedział mój towarzysz.

– Czyj to… – przytknął mi palca do ust. [Palec, palec, autorze.]

– Ciii… – wyszeptał.

Wkładali trumnę do środka. [Nie pytam czego?] Niewiele osób stało dookoła. Bardzo mało jak na pogrzeb, było to wręcz przygnębiające. [Przez moment miałam nadzieję, że chowali bohatera tego opowiadania, ale wtedy publiczność byłaby znacznie liczniejsza, a tańcom i śpiewom nie byłoby końca.] Podejrzewam, że była tam tylko najbliższa rodzina.

Na co on czekał? Pogrzeb jak pogrzeb. Nikt nie chciał tam być. Szczególnie osoba w smarowanej kadzidłem trumnie [Trumny smaruje się kadzidłem, żeby się ładnie ześlizgiwały do grobu.. To taka świecka tradycja jest. Stąd zresztą stare powiedzenie, które w pełnej wersji brzmi: Pomoże jak umarłemu kadzidło trafić do grobu.]. Rodzina musiała być bardzo ortodoksyjna. [Zaiste.]

– Poczekaj chwilę. – powiedział mój towarzysz.

– Na co?

– Nie boli cię, że twoja ukochana właśnie idzie do piachu?

– Nie jest moją ukochaną!

– A przypomnij sobie kim jesteś… [Pytanie za sto punktów, kto właściwie leży w trumnie? Manekin czy drapiąca Justyna? I kim w tej chwili jest bohater? A właściwie, co za różnica.] Nie boli cię, że jej ciało już nigdy ci nie posłuży?

– Zamknij się!

– Nic z tym nie zrobisz?

– Nie! [I słusznie, kradzież trumny mogłaby oburzyć żałobników, w końcu nie po to wydali kasę na kwiaty i tłukli się na cmentarz, żeby nie obejrzeć przedstawienia do końca.]

– Chociaż się odwróć.

Tak zrobiłem. Stała tam jakaś kobieta. Ubrana na czarno i w ciemnych okularach. Skrywała się bardziej niż my. Wydawało mi się, że widzę ją pierwszy raz w życiu. Obrączka na moim i jej palcu zalśniła w słońcu.[Mieli wspólny palec?] Już wiedziałem kim jest.

– To zrób coś… [Ale po co?]

– Tu jest moja żona! – za bardzo wczułem się w sytuację.[No nie pierwszy raz.]

– No właśnie.

 

Jednak żona bohatera-który-nie-jest-tym-bohaterem-za-którego-się-uważa musiała mieć niezwykle niemiłą aparycję skoro nastąpiło to, co nastąpiło.

 

Nie wiedziałem dlaczego, ale moje nogi zaczęły biec. [A ja wiem, bo mogą! Już w czwartym akapicie autor nas poinformował, że nogi bohatera, który-jest-kim-nie-jest, są niezależne i samorządne.] Trumnę spuszczali właśnie na linach do wykopanego dołu.[Słyszałam o takich dołach, choć na ogół widuję usypane.] Biegłem tam, coraz szybciej i szybciej. Po drodze potrąciłem starszą kobietę, matkę jak mniemam, [Matkę, żonę, kochankę, co za różnica?, mało to staruszek kręci się po cmentarzu.] ale nie robiło mi to większej różnicy. Chciałem się zatrzymać i wrócić na poprzednie miejsce. Zamiast tego skoczyłem prosto na drewniane wieko. [Eee, ja myślałam, że to jakiś epizod pełen dramatyzmu, a to zwykły parkour.]

Przytuliłem się do niego twarzą, a liny powoli zaczęły pękać. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli [Zaskakująca reakcja, zas-ka-ku-ją-ca.], ale mnie to nie obchodziło. Chciałem być z nią. Nie wiedziałem czemu, ale nagle poczułem, że ją kocham i nie mogą mi zabrać jej ciała. Jedna lina pękła, trumna się osunęła.

– Nie odchodź! Błagam! Wyciągnijcie ją! – wyłem.

Pękła druga lina. Wieko trumny było niepodtrzymywane i leciało razem ze mną dwa metry w dół. [A gdzie jest trumna? Wieko powinno mieć swoją trumnę.] Zatrzymaliśmy się w końcu, [Ja i moje wieko, oby na wieki.] a ja dalej płakałem.

– Wyjdź stamtąd! – usłyszałem nieznoszący sprzeciwu, kobiecy głos.

Podniosłem głowę. To była moja żona. Patrzyła na mnie i była wściekła.[Strona ósma i już pierwsza wiarygodna reakcja. Co za tempo.]

– Wyłaź! – powtórzyła.

– Ale ona… – nie wiem po co to powiedziałem.

– Już! – krzyknęła.

Stanąłem na końcu trumny i podpierając nogami [co?], wspiąłem się po linie. Ludzie patrzyli na mnie jak na ostatniego idiotę. Ciężko było im się dziwić.[I pierwsza wiarygodna konstatacja.]

Gdy wyszedłem, ze łzami w oczach, przytuliłem się do małżonki. Poklepała mnie po plecach. [To jest prawdziwa żona, i z grobu wyciągnie, i po plecach poklepie.]

– Wiesz, że z nami koniec? – zapytała.[ …i wbije nóż w bezbronne męskie plecy. Hiena!]

Ściągnij tekst:
Strony: 123456

Mogą Cię zainteresować

Jose Freches „Ja, Budda”
Fantastyka Fahrenheit Crew - 18 czerwca 2007

Siddhartha Gautama, znany jako Budda, przyszedł na świat sześć wieków przed Chrystusem. Urodził się…

Naomi Novik odwiedzi Polskę (22-25 października)
Aktualności Fahrenheit Crew - 21 października 2008

Planowane spotkania z autorką: – w czwartek 23.10.2008, o godzinie 19.00 – Warszawa, Paradox Cafe…

Nancy Farmer „Szkoła Bardów”
Fantastyka Fahrenheit Crew - 17 kwietnia 2010

Jaguar Ostatnia część niezwykłej, napisanej przepięknym językiem trylogii przywołującej do życia prastare nordyckie…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!