R.Ch. „Oddech agonalny” (5)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 1 czerwca 2012

– Skąd wiedziałaś?

– Śledziłam cię… Teraz i kiedyś.

– Nie mam nikogo…

– To była twoja decyzja.

Puściła mnie i ruszyła w stronę zaparkowanych aut. Nagle zamarła w bezruchu. Tak samo reszta. Klaskanie.

– Brawo! Piękne przedstawienie! – rzucił mój towarzysz.

Skoczyłem na niego z pięściami. Nawet się nie bronił. Czekał co mu zrobię z uśmiechem na ustach. [Też jestem ciekawa co takiego może zrobić bohater z uśmiechem na ustach?]

– Mocniej! – krzyczał. – Krzywdź siebie!

Dziwne. Im mocniej biłem go po twarzy, tym bardziej moja mnie bolała. Po chwili pluł na mnie krwią. Chciałem zlikwidować uśmiech z jego twarzy, ale on śmiał się coraz bardziej. Głośniej. Tak jakby nic sobie nie robił z moich ciosów. Denerwowało mnie to. W końcu go puściłem.

Stanęliśmy naprzeciwko siebie. W jego oczach był ogień. Chciał mnie zniszczyć, wiedziałem to. [Brawo, po raz pierwszy do bohatera zaczęło coś docierać, a strona dopiero dziewiąta.]

– Jak ci się podoba nowe życie? – zapytał otrzepując ubranie.

Wyciągnąłem i zapaliłem papierosa.

– Spierdalaj. [A ta wypowiedź ma sens. Tak, dziewiąta strona rządzi.]

Odwróciłem się i ruszyłem przed siebie. Niestety nie mogłem przed nim uciec. Ciągle był przede mną, a gdy się odwracałem też tam był. Ze złości zacząłem krzyczeć.

– Brawo! – zaczął klaskać. – Widzisz? Dwie ukochane osoby naraz. Czyż to nie piękne uczucie? Powiedz, że teraz chcesz umrzeć?

– Nie chcę! – krzyknąłem.

Odwróciłem się, a on znowu tam był.

– I dobrze! Patrz!

Pstryknął palcami.

Byliśmy w jakiejś leśniczówce. Znałem to miejsce. Przeszedłem przez drzwi i zobaczyłem ekipę kręcącą film. [I tu wszystko staje się jasne, a przynajmniej dowiadujemy się wreszcie kim był bohater kiedy nie był nim tylko sobą, choć właściwie i tak już to wiedzieliśmy]

Dziewczyna. Młoda, koło piętnastu lat, leżała nago na łóżku. Znałem tę sytuację. Nic dziwnego. Moje ciało stało tam z kamerą. To się działo trzy lata temu. Pamiętam. Jedno z najbardziej wyuzdanych zamówień jakie mieliśmy. [No i niech mi ktoś powie, kto jest narratorem w tym akapicie?]

Dziewczyna miała… Nie chcę o tym mówić. [Słuszne to i sprawiedliwe, choć o kilka stron spóźnione.]

Moje ciało… Ja… Spojrzałem na obecnego siebie z pogardą. Pamiętam to. Stałem tam i nie mogłem się ruszyć. Patrzyłem tylko jak [CENZURA] To zbyt trudne. Nie powiem o tym. [Ależ po co ten wstyd? Tak nagle, po obcinaniu sutka, dziurawieniu kolana i wycinaniu pentagramu? Po napisaniu tego, co zostało właśnie wycięte, i przed napisaniem tego, co zostanie wycięte zaraz? Ależ, bez krępacji.]

Kamerzysta, czyli moje dawne ciało, podszedł do mnie. Filmował to z mojego punktu widzenia.  Podszedłem do reżysera.

– Mógłbym zostać z nią sam? – zapytałem.

Reżyser spojrzał na dziewczynę współczującym wzrokiem. [„pytającym” byłoby logicznie, ale gdzie logika śpi tam budzą się upiory, i słowo „współczującym” nijak się ma do późniejszych słów reżysera] Znowu robiłem coś, nie wiedząc dlaczego. Dziewczyna przytaknęła.

– To będzie więcej kosztowało. – powiedział reżyser.

– Pieniądze nie grają roli. – odpowiedziałem.

– Bierz ją pan.[Jeśli kiedykolwiek ktoś zacznie Wam współczuć, zastrzelcie go od razu.]

Reżyser powiedział coś ekipie i wszyscy wyszli na zewnątrz. Pamiętam to. Jako kamerzysta stałem z innymi i rozmawialiśmy, żartowaliśmy.

[CENZURA.] akapit następny, to punkt widzenia bohatera-ktory-ma-volkswagena

W tym dniu, żartowaliśmy przed leśniczówką. Nagle usłyszeliśmy krzyk. Rzuciliśmy w połowie niedopalone papierosy, a moje ciało upuściło kamerę na ziemię. Wbiegliśmy do środka.

[CENZURA] a to już bohater-który-miał-manekina I oni weszli. Moja ekipa i moje ciało.

Ściągnęli mnie z ofiary i zaczęli okładać jak najmocniej. Krwawiłem. Wyleciały mi dwa zęby. Zasłużyłem, więc nie oponowałem. Śmiałem się, a moje dawne ciało kopało coraz mocniej. Mój śmiech, mnie przerażał.

W końcu mnie zostawili. Podeszli do dziewczyny i odwiązali ją. Ja ledwo co się podniosłem.

– Tylko na tyle was stać, pedały? – zapytałem.

Wtedy do mnie wrócili. Przy dziewczynie został tylko reżyser i ją przytulał.[Współczuł pewnie] Reszta ekipy biła mnie. Zasłużyłem na to. Chciałem tego. [Normalnie: Zbrodnia i Kara.]

W końcu znowu się znudzili. Wstałem, jakimś cudem, o własnych siłach i ruszyłem w stronę wyjścia.

W drzwiach czekał na mnie mój towarzysz. Ciągle wyglądał jak ja. [Cały czas tak wyglądał,  po co więc o tym informować?]

– Czego chcesz? – zapytałem.

– Myślisz, że to wszystko? Że tak łatwo się wywiniesz?

– Co?

– Na co zasłużyłeś? Przecież nie tylko na pobicie. Wiesz kim jesteś.

Nie chciałem tego, ale pobiegłem do łazienki. Zamknąłem się od środka, a z zewnątrz ktoś się dobijał.

Z kieszeni wyciągnąłem nóż. Ten sam, którym wcześniej kroiłem moją kochankę. Zacząłem ciąć swoje żyły. [Niestety, innych żył w pobliżu nie było.]

– Tylko tyle? – zapytał mój towarzysz.

Odwróciłem się. Rzeczywiście stał za mną. Patrząc na niego wbiłem sobie ostrze w prawe oko. Nawet się nie skrzywił.[A powinien?] Dalej się uśmiechał. Rzuciłem w niego gałką. Nie ruszył się.

Odciąłem sobie prawe ucho. Też nim w niego rzuciłem. Stał tam. [Twardy gość, myślicie sobie, nic go nie rusza, ani gałka, ani ucho? Mylicie się, tak naprawdę Pan Czarny Charakter-Wysłannik Szatana jest wrażliwy, co widać poniżej.]

Ściągnąłem spodnie i podłożyłem ostrze pod jądra. Wtedy mnie zatrzymał.

– Nie przesadzaj. – powiedział.

 

Ech ta męska solidarność. I tym sposobem, Autorze, nie przekonałeś mnie, że bohater odczuł jakiekolwiek wyrzuty sumienia/obrzydzenie do samego siebie/postanowił wymierzyć sobie sprawiedliwość czy co tam jeszcze ergo całe to samookaleczanie bohatera to dym w oczy. Dym w oczy. Podobnie jak i ten cały Pan Sprawiedliwość. Iście po męsku: okrucieństwo tak, ale przecież nie po jajach!, to byłoby zbyt okrutne.

 

Położyłem nóż na umywalce i wyszedłem. Tym razem nikt się na mnie nie rzucił. Nawet moje dawne ciało stało spokojnie.

Wyszedłem z leśniczówki i poszedłem w stronę ulicy.

Po kilku minutach marszu znaleźliśmy się, ja i mój towarzysz, na skraju lasu. Stanęliśmy na poboczu.

– Jesteś mój. – powiedział.

– Wiem co mam robić. [Bohater tym razem naprawdę wiedział, co ma zrobić, postanowił wreszcie zakończyć to opowiadanie. Chwała bohaterom.]

Położyłem się z boku drogi i czekałem. Słyszałem tylko oddalające się oklaski. Przejechało jedno auto. Drugie. Trzecie. Oklaski umilkły. Czwarte się zatrzymało.

Zrobił wszystko jak należy. Przystawił twarz do moich ust i nosa. Czekałem. Po pięciu sekundach wydałem z siebie jęk i oddech agonalny. Podejrzewam, że jego oczy zaszły parą. [I to jedyne, co dobrego można powiedzieć o opowiadaniu. Jest klamra, albo coś w tym stylu.]

Ściągnij tekst:
Strony: 123456

Mogą Cię zainteresować

Graham Masterton „Infekcja”
Fantastyka Graham Masterton - 23 stycznia 2019

Zapowiedź książki Grahama Mastertona „Infekcja”.

Maite Carranza „Przekleństwo Odi”
Fantastyka Fahrenheit Crew - 7 grudnia 2009

Jaguar Wojna czarownic, tom III Ostatni tom osadzonej we współczesnym świecie trylogii fantasy,…

Maja Lidia Kossakowska „Upiór Południa” – wydanie jednotomowe

14 czerwca do księgarń trafi nowe wydanie zbioru niezwykłych powieści Mai Lidii…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!