S. M. „Korzeń”

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 18 kwietnia 2013

Są teksty, które powinny być publikowanie wyłącznie ku przestrodze, jak nie należy pisać. I omawiany tekst jest tego doskonałym przykładem. Myślę, że autor nie zadał sobie nawet trudu przeczytania własnego dzieła. Jest bowiem kompletnie niemożliwe, by błędy tego kalibru umknęły podczas sprawdzania tekstu nawet średnio rozgarniętemu uczniowi trzeciej klasy szkoły podstawowej.

Tekst sponsoruje literka „i” jak IG-NO-RAN-CJA i jeszcze kilka innych liter alfabetu.

 

– Korzeń! Znów korzeń! Jebany… [Niezwykle uroczo się zaczyna.][Niektórzy to by chcieli, żeby wszystko estetyką spływało, a to jest, psiakrew, jebany realizm.][Ach! Ja bym nawet autora posądziła o nieporadny turpizm, z którego wyszedł zaledwie trupizm.] − krzyknął pan Jarosław, odstawiając na bok łopatę i chwytając siekierę – korzeń korzeń pogania! W cholerę korzeni…[Hm, czyżby pan Jarosław kopał w terenie zadrzewionym?] – unosił się coraz bardziej, opuszczając ostrze raz po raz [Unosił się, opuszczając ostrze, hm, dwoje na huśtawce?][Hm, może nie tyle huśtawka, co substytut skrzydeł.] – Nieeeee! No nie mogę no! Nie mogę… takie kopanie o kant dupy rozbić… [Niech zgadnę – przez korzenie?]

 

Stop. Pomijając absolutny brak umiejętności tworzenia dialogów ciekawi mnie wielce, kto podsunął autorowi pomysł, by swojego głównego bohatera darzyć w tekście tak wielką estymą. Konsekwentnie, przez całe opowiadanie, stosuje zwrot „pan Jarosław”. Może by i to miało sens, gdyby pan Jarosław był panem na zamku albo inszych włościach, ale nie klnącym szpetnie grabarzem. Uprzedzam więc, „pan Jarosław” będzie was drażnił do końca czytania. Zresztą, nie tylko on, ale o tym za chwilę.

Najgorsza to ta yntelygencja, co to ją prawda w oczy, zasnute zakłamaną estetyczką, kole. A tak!, a pan Jarosław! To już, jak niepełnosprawny intelektualnie grabarz, to nie pan? Podoba mi się prospołeczna wymowa dzieła: grabarz – człowiek czarnego trudu, niezbyt mądry, ale pracuje, mimo urągających… tych no warunków, bo pracodawca mu korzenie pod nogi. Nie wystarczy dać człowiekowi pracę, o nie. Trzeba mu jeszcze godziwe warunki do jej wykonywania zapewnić. I pan Jarosław ma tego świadomość, i wyraża ją szczerze, bez obłudy. Prostym językiem, bo trzeba walczyć o swoje, nie patysiowac się z takim proboszczem, który korzysta z tego, że pan Jarosław z powodu ułomności do tej pory nie dostrzegł związku między zadrzewieniem cmentarza a jego ukorzenieniem.

Szefowa chciała przez to powiedzieć, że ceni ideę pracy u podstaw i niewykluczone, że autor inspirował się dziełami Elizy Orzeszkowej. I ja ze swojego ynteligenckiego piedestału pokornie zwieszam głowę i przyrzekam jeszcze bardziej wytężoną pracę u podstaw – ku chwale redakcji Fahrenheita, rzecz jasna.

 

– Szczęść Boże w pracy – zaintonował śpiewnie proboszcz ksiądz [Widać taki miał nawyk wyniesiony z ambony ten proboszcz ksiądz. Alleluja, aallelujaa…], wychylając się delikatnie zza kopca ziemi [Niezwykłej delikatności ten ksiądz i nawyki wynosi nie tylko z ambony, ale również z czeskiej bajki o kreciku.]– z kim pan prowadzi ten dialog ożywiony? [Za to w szkole nie nauczyli proboszcza księdza, że gadanie do siebie jest monologiem.][Ale może ksiądz nie widział, że to monolog, bo ksiądz siedział za kopcem. Poza tym, jaka piękna archaiczna składnia, można rzec – biblijna. Nie dziwota, ksiądz wszak słowem bożym żyje. A w ogóle uważam, że to słodziaczkowe gadanie księdza jeszcze bardziej ujawnia jego prawdziwe oblicze, czyli mamy do czynienia ze świadomym zabiegiem artystycznym.]

 

Powyższe zdanie [ciemnym drukiem!] jest dowodem na to, że w stosunkowo skromną ilość literek można wtłoczyć nieograniczoną liczbę głupot. Uprzedzam lojalnie. Takich zdań będzie więcej. Wszystkie takie będą, gwoli ścisłości.

 

Pan Jarosław nie odpowiedział na pozdrowienie. Na zapytanie rzecz jasna też nie odpowiedział. Rąbał siekierą pomiędzy szeroko rozstawione nogi. [To musiało boleć!] Błoto leciało wysoko ku niebu, aż proboszcz ksiądz musiał się cofnąć o kilka kroków. [Pan Jarosław miał siekierę dalekiego zasięgu.] Pan Jarosław był dzisiaj bardzo zdenerwowany. Z trzech powodów: po pierwsze, bo padający od kilku dni deszcz, zdążył tak napoić ziemię, że pan Jarosław stał do połowy łydek w wodzie, po drugie, bo padający od kilku dni deszcz przestał padać i była straszna palma [Straszne palmy kiełkują, gdy deszcz przestaje padać.], po trzecie wreszcie i najważniejsze, bo Niewolak umarł właśnie dzisiaj.

– Właśnie dzisiaj musiał umrzeć kapcan jeden [Koniecznie należało powtórzyć w dialogu informację, którą znamy z narracji.][Oczywiście, wcześniej była narracja, teraz jest ekspresja własna bohatera. Ktoś tu chciałby zamknąć usta panu Jarosławowi, ha!] [Już nie będę, obiecuję!] – mruczał pod nosem pan Jarosław – właśnie dzisiaj… − uderzył siekierą – stary grzyb stękał i cherlał… [Hę?][No cherlak był, więc cherlał, jakby był mocarz to by się mocował.] [No tak, logiczne! A autor na aut!] − wciągnął powietrze – od kiedy pamiętam cherlał… – powiedział na wydechu – ale nie! Właśnie dzisiaj musiał… – urwał i oddychał ciężko. Raz po raz wypuszczał powietrze szeroko otwartymi ustami.

 

Drogi czytelnik miał właśnie okazję zapoznać się z przykładem kompletnego braku umiejętności w konstruowaniu dialogu. Pomijam takie błahostki, jak interpunkcja i wiedza, w którym miejscu rozpocząć świetlaną myśl autorską wielką literą, ale nie mogę milczeć, gdy pan Jarosław mruczy, że Niewolak „cherla”, i któryś z nich wciąga powietrze. Podejrzewam, że pan Jarosław, bowiem Niewolak śmiał umrzeć właśnie dzisiaj. Co więcej: zakładając, że grób jest przeznaczony dla Niewolaka, odkrywamy nowe zasady pochówku. Po co zakład pogrzebowy, msza i inne duperele. Niewolak wycharlał się na śmierć, przechodząc koło cmentarza, wiec od razu proboszcz ksiądz klienta na miejsce pochówku zataszczył i zlecił panu Jarosławowi pospieszne wykopanie grobu. Może parafia wprowadziła usługi ekspresowe „Tylko u nas! Zgon i pochówek za jednym zamachem. Zaoszczędź na kosztach transportu.”?A może panu Jarosławowi chodzi o umowy śmieciowe albo płacę minimalną?Aluzją taka. Trudno powiedzieć, o co chodzi panu Jarosławowi, ponieważ ma on problemy ze zbornością wypowiedzi. Myślę jednak nad tym, jak tu zarobić na tych ekspresowych pochówkach i nawet wymyśliłam promocję: doczołgaj się do dołu o własnych siłach, a zasypiemy cię za pół ceny. Albo: atrakcyjne zniżki grupowe!

 

– Niech pan mniej mówi panie Jarosławie – podjął proboszcz ksiądz [Proboszcz-ksiądz? Już trzeci raz autor zastosował ten niezwykły zabieg stylistyczny, więc nie może to być pomyłka, tylko kompletny brak znajomości rzeczy] – to się pan nie będzie tak męczył. [Boże, czytasz i nie grzmisz!] [Poniekąd racja, to jak z tą krową, co dużo ryczy – grabarz co dużo gada, słabo groby kopie] [No w sumie racja. Niepotrzebnie się czepiam.]

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Powiązane wpisy

Dwie łyżeczki dziennie
Bookiety - 12 lutego 2018

Zgodnie z definicją zawartą w słowniku języka polskiego, antologia to „publikacja zawierająca…

Co dalej?
Recenzja fantastyczna - 14 listopada 2014

Tytuł: „Fundamenty wiary” Autor: David Weber Tłumacz: Robert J. Szmidt Wydawca: Rebis…

35. rocznica śmierci Philipa K. Dicka
Aktualności - 2 marca 2017

2 marca 1982 roku w wieku zaledwie 53 lat zmarł jeden z najsłynniejszych i najbardziej kontrowersyjnych pisarzy science-fiction…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!