Wownik „Koń Ferdynand i jego brzuch” (3)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 26 września 2013

– Przyjdź zaraz do stodoły – odparł T [Odparł na co? Odparł tę falę nieodwzajemnionej sympatii, ani chybi], gdy znalazł się obok Ferdynanda [Do rozlicznych wad T należało również to, że miał problemy z wysłowieniem się, gdy stał naprzeciw rozmówcy. Bał się, że Ferdynand wyczyta Plan z jego oczu].

– T! Przestań szczekać na Ferdynanda – powiedział ksiądz Albert [Ale zwrócił uwagę owczarkowi spokojnie, bo T jest nerwowy i ze strachu robi pod siebie].

Koń tylko kiwnął głową [To koń nie ma łba? Obcy!] i poszedł za księdzem do stajni [Jak za panią matką]. Zastanawiał się, co chciał od niego T [Ale niedomyślny – no przecież, że crème brûlée. Jak to – żeby polazł do stodoły. Szybki rozwój ograniczał się najwyraźniej do sfery fizycznej…]. Bardzo się cieszył, że w końcu znalazł przyjaciela [Co wywnioskował z zaproszenia do stodoły. Byle kogo się tam nie zaprasza… Stodoła to w końcu nie obora!].

 

□   □   □

 

Kiedy Ferdynand wszedł do stajni zdał sobie sprawę, że znajdują się w niej wszystkie zwierzęta księdza [I mamy tutaj totalny rozjazd sceny. T każe iść (w domyśle ze sobą) do stodoły, więc Ferdynand miast tego idzie z księdzem do stajni. A tam – niespodzianka, czekają wszystkie zwierzęta. Księdza to nie dziwi, bo chłop w drzwiach znikł, zapewne w wyniku teleportacji. A gdzie jest T? Poszedł do stodoły :>], i wszystkie się do niego uśmiechają [Taaa, zwłaszcza dziobami. Nie bądź rasistą:>]. Ferdynand był bardzo zdziwiony tym faktem, ponieważ do tej pory zdawało mu się, że inne zwierzęta za nim nie przepadają [Ciekawe, dlaczego?]. Koń odpowiedział uśmiechem [Chodziło nam o odgłos paszczą] i podszedł do Macieja.

– Ferdynandzie – zaczął paw. – Mamy dla ciebie pewną misję.

– Misje? – zdziwił się Ferdynand [My też się dziwimy, skąd tam misie. I to przez J. Lub jak misja cudownie się rozmnożyła].

– Tak. Jako, że stałeś się już dorosłym koniem musisz wykonać misję [Zgodnie ze starym końskim zwyczajem, który paw świetnie zna. Studiował zwyczaje innych gatunków].

– A na czym miałaby ona polegać? – dopytywał się Ferdynand.

– Musisz nas opuścić. Będziesz mógł wrócić tylko wtedy, kiedy znajdziesz liść dębu.

– Och, a co się stanie jak znajdę? [Zapytał inteligentnie Ferdynand, który zignorował znaczną część wypowiedzi pawia

– Będziesz mógł wrócić – wtrącił T [Rozumiejąc po wpadce ze stodołą, że koń jest przygłupi i trzeba mu wszystko powtarzać], który wrócił ze stodoły i z głupią miną stanął obok Macieja. – I zostaniesz oficjalnym członkiem naszej ekipy [Ja pierdziu, Drużyna A jak w mordę, i Mr. T się zgadza, tylko kto robi za Buźkę? Paw Maciej to chyba za Murdocha. Obstawiam księdza!].

Koń Ferdynand na wieść o tak wspaniałej nowinie [Na wieść o wieści robię wyrzyg treści], aż parsknął z radości [Jak wyżej wskazano, był nie tylko przytępawy, ale też niedorozwinięty emocjonalnie. Poza tym bolała go już grzywa od nieustannych zabiegów księdza Alberta, więc chętnie powitał pretekst do opuszczenia jego obejścia].

– Zgoda – oznajmił, po czym ruszył w stronę wyjścia. Musiał jeszcze zjeść kolację, przecież nie pójdzie w tak długą podróż z pustym brzuchem [Słusznie. Choć mógłby się w nią z pustym brzuchem udać – to możliwe. Z pustym łbem za to bez kłopotu i oporów].

– Myślisz, że to bezpieczne? [Debilizm psa się pogłębia – toż ta wyprawa ma być dla konia niebezpieczna] – zapytał T, kiedy Ferdynand znalazł się poza zasięgiem jego wzroku [Ale w zasięgu jego słuchu – co tu ma wzrok do rzeczy? Nie można napisać zwyczajnie – gdy Ferdynand wyszedł? Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal]. – A co jeśli znajdzie? [I kolejny raz T robi z siebie imbecyla – toż przed chwilą sam odpowiadał koniowi na to samo pytanie. Ja wiem, że autorowi chodzi o coś innego, więc niech autor coś innego napisze, a nie robi głupka z bohatera i czytelnika na dokładkę

– Spokojnie – uspokoił go paw Maciej. – Najbliższe dęby są w miasteczku położonym ze trzydzieści kilometrów od nas. A tak poza tym… przecież dookoła rozciąga się pustynia – w tym momencie wszystkie zwierzęta wybuchły szyderczym śmiechem [Czy mnie się tylko wydaje, czy przypadkiem Maciej wyjawił już zwierzętom swój plan i jego implikacje? Ponadto 30 kilometrów od pustyni chyba nie rosną dęby. Znaczy, nigdy nie byłam dobra z geografii, ale mimo wszystko. Nawet mnie wydaje się to mocno naciągane. No i w dodatku, w kontekście wyprawy przez wielkie „W” – co to jest dla konia trzydzieści kilosów?].

 

□   □   □

 

Kiedy Ferdynand wyszedł ze stajni na zewnątrz [Eee tam, gdyby wyszedł ze stajni do wewnątrz, to byłby hardcor! Mógł się przedostać podziemnym tunelem prosto do sypialni księdza Alberta. Gdyby miał ochotę. Ale nie miał. Na myśl o księdzu grzywa boli. Zły dotyk boli całe życie] było już bardzo ciemno. Młody koń [Autor długo wystukiwał słowo „koń” na wszelkie sposoby i w wielu wyszukiwarkach, ale synonim „ogierek” nigdy mu się nie pojawił… Pewnie wulgaryzm] zastanawiał się, czy nie przełożyć wyprawy na następny dzień, ale nie mógł się doczekać przyjęcia do ekipy Macieja. Może jak szybko znajdzie to otrzyma jakąś super rangę? [Za dużo gier komputerowych i for internetowych, autorze] Może tak fajną jak T? [Zagadka – jaką super rangę ma T? No, jak, a B.A.? To super ranga sama w sobie. I złote łańcuchy w pakiecie! Niezła zbitka – B.A.T. Aż człowiek nie wie, w którą stronę skojarzenia poniosą: albo zgodny z funkcją porządkowego bat albo… batman! Czyli, pozostając w polu semantycznym, operator bata. Zantropomorfizowany

Już miał przejść przez bramę, gdy nagle coś stanęło mu na drodze [pewnie wierzeje tej bramy].

– Nigdzie nie pójdziesz – odparł [Podejrzliwie rozglądam się – kto zajumał wypowiedź Ferdka?] tajemniczy przybysz.

– Mama? – zdziwił się Ferdynand. [PO CZYM POZNAŁ? Aaa, wiem, jego matka jest jedyną klaczą na świecie klasyfikowaną jako rzecz. Chyba raczej jedyną opisywaną w rodzaju męskim].

– Wszystko słyszałam – powiedziała. – Oni chcą się ciebie pozbyć… [Czyli, zgodnie z przewidywaniami, matka znalazła się w stodole tylko po to, by usłyszeć o planach reszty zwierzaków. Znaczy chciejstwo

– Przestań – przerwał jej Ferdynand.

– … w pobliżu nie ma żadnych dębów…[Luzik, matka, se pojdem trochie dalij i znajdem. A pytania są tendencyjne! Misje, znaczy

Ściągnij tekst:
Strony: 123456

Mogą Cię zainteresować

Tomasz Kołodziejczak „Czerny Horyzont, wyd.2”
Ksiażki fantastyczne Fahrenheit Crew - 20 stycznia 2011

Fabryka Słów Szukaliśmy życia w Kosmosie. Zagłada przyszła z innego wymiaru Czas Gehenny. Europa…

Dawid Juraszek „Jedwab i porcelana: Czerwony ptak”
Ksiażki fantastyczne Ebola - 9 lipca 2014

Autor: Dawid Juraszek Tytuł: Jedwab i porcelana: Czerwony ptak Wydawca: RW2010, 2014, e-book…

Antologia „Na Nocnej Zmianie”
Ksiażki fantastyczne MAT - 8 października 2016

Autorzy: Praca zbiorowa Tytuł: Na Nocnej Zmianie PIÓRA FALKONU Premiera 28 października 2016 Antologia…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!