XY „Złośliwość rzeczy martwych”

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 29 stycznia 2013

W prezentowanym tekście można znaleźć błędy chyba każdego rodzaju. Są tu ich stada, tabuny nieprzebrane, do wyboru i do koloru. Oczywiście nie wiadomo także, o czym tekst jest, i co jest właściwie puentą dzieła. Do tego dochodzi zupełnie nic nie mówiący tytuł. Tekst jest tak zły, że najpewniej trafi do kolekcji pewnej redaktorki z upodobaniem do krwi.

Zatem setka, albo dwie, i jedziemy!

 

Słoneczny dzień już od kilku godzin pokryła mroczna zasłona nocy. <Pierwsze zdanie i od razu wtopa. Nie „pokryła”, a „pokrywała”, skoro jest odniesienie do przedziału czasowego. Poza tym podoba mi się astrofizyka Autora, który twierdzi, że noc to też dzień, tylko taki przykryty. Mroczną zasłonką.> Powietrze, mimo sierpniowej pory, nieprzyjemnie chłodziło ręce i twarz. Wąską uliczkę oświetlały małe latarnie, pozostawiając uczucie niedosytu. <Taa… Niedosytu… W domu, na deser, proponujemy jeszcze creme brulee z żyrandola w sosie z lampki nocnej. I nie trzeba tego już nawet podpalać. Samo świeci.> Nieznacznie spękany asfalt i – wyłożona chyba ze sto lat temu – kostka pobocza odbijały echo powolnych kroków. <Czy każde zdanie w tym tekście musi zawierać jakiś błąd? Echo, Autorze, to dźwięk odbity, zatem słychać było echo odgłosu kroków odbitych ewentualnie od ścian domów, nie od podłoża, bo tam jest źródło dźwięku. Si?> Było już dawno po drugiej w nocy, kiedy opustoszałe zakątki miasteczka znów rozbrzmiały odgłosem miękkich, sportowych butów. <Miał podkute tenisówki…? I jakie „znów”? Wcześniej to kiedy było?> Psy czatujące w pobliskich śmietnikach czujnie nadstawiły uszu. <Czatowały na kolejną porcję śmieci, to jasne. I zastanawiały się, czemu nocą to nigdy nie wychodzi…> Małe, pracownicze miasteczko, za dnia ciasne i tłoczne, w nocy sprawiało wrażenie widma. <Robiło się takie półprzejrzyste. Ekshibicjoniści byli zachwyceni, wszyscy inni – wręcz przeciwnie.> Stare samochody, stojące zawsze w tych samych miejscach, <Porzucone?> ciemność bijąca z okien, <Mroczne światło, ani chybi…> absolutna cisza, nawet bezpańskie zwierzęta wyglądały jak woskowe figury. <Takie nieruchome? Tu ptaszek w locie… Tam sikający pies… A tam dwie małpy się… No, nieistotne. Ważne, że mamy tu filię muzeum madame Tussaud. Autoru klimat buduje. Albo przynajmniej tak mu się wydaje…> Mężczyzna, który zdołał jak na razie pokonać kilkustopniowe schody, <Gratulujemy zdobycia szczytu. Korona Ziemi słusznie się należy.> <ale z kontekstu chyba wynika, że on je „pokonał” w dół, nie w górę – wyszedł skądś…> spojrzał smętnie na wyludnioną ulicę. <Tu należy tylko zapamiętać, że tajemniczy „on” obejrzał doskonale znaną mu ulicę.>

 

To zaznaczone na ciemnozielono, to mój pierwszy komentarz do autorskiej uwagi o „pokonanych” schodach, zaś na jasnozielono wypowiedziała się redaktor tego wydania ZakuŻonej. Oczywiście, miała rację – tak wynika z kontekstu. Postanowiłem to zostawić, aby pokazać jak wielkie są umiejętności Autora w mieszaniu ludziom w głowach. Mnie przynajmniej zamieszał.

Czasownik pokonywać jest już podejrzany, jeżeli w ten sposób określimy fakt wejścia na kilka stopni. Żaden to wyczyn, nawet dla osoby w podeszłym wieku. Co zostało pokonane? Stąd moja pierwsza uwaga; nie przyszło mi do głowy, że można tak określić inny kierunek niż do góry. Ale nie. Okazuje się, że wyczyn polegał na zejściu z tych kilku stopni, co oczywiście jest jeszcze łatwiejsze niż wejście – niemniej nadal jest określane słowem pokonywać. Na marginesie dodam, że dalszej lektury wynika, iż ów „schodów pokonywacz”, to młody i zdrowy fizycznie mężczyzna. Cóż, będzie wesoło…

 

Znał już na pamięć każdy szczegół otoczenia. Przyrdzewiały <Do czego?> dodge sąsiada stoi dokładnie dwieście kroków od niego. <Skoro przyrdzewiał, to co w tym dziwnego? Nigdzie się nie może ruszyć.> Zapewne nadal nie wyczyścił zeschniętych śladów po ptasich odchodach.

<- Brzydkie auto! Brudas! Jeszcze się nie wyczyściłeś?! Każę na żyletki przerobić! Marsz do myjni!!!

Nie mogę, przyrdzewiałem…>

Za dodgem sportowa honda będzie świeciła bardziej niż wszystkie latarnie razem wzięte. <A na razie jeszcze nie, bo komplety lampek choinkowych wyszły w okolicznym AGD…> Dzieło młodego cwaniaczka; nie widzi nic poza swoim cackiem. W domu naprzeciwko pewnie znowu prawa zasłonka – ta, która ma w kącie <Gdzie zasłonka ma kąt?> plamę od kawy – będzie odsłonięta. <Plama rzucała się w oczy nawet w nocy. A za dnia tłumy przychodziły ją oglądać. To Matka Literatura Cierpiąca się objawiła.> Nieduże drzewka wzdłuż całej ulicy <Aktualnie obserwowanej ulicy…> będą rzucać złowieszcze cienie na bladą drogę. <A na razie są niedorosłe i nie wiedzą jeszcze jak rzucać taki przyzwoity, mhoczny cień na bladą drogę> Trzy kundle zza rogu ulicy znowu nastroszą wielkie uszy. <To jest ekstrawaganckie, ale logiczne, skoro zwierzaki przypominają figury woskowe, to są szczegółami otoczenia. Trzy kundle na rogu ulicy. Stroszą uszy. 24 na 24 godziny i 365 dni. Obok latarnia zostawiająca uczucie niedosytu.> Dioda w olbrzymiej terenówce rektora ciągle ostrzegać będzie o alarmie <Ale co o alarmie? Że go w diodę tablica rozdzielcza uwiera?> , choć on <Rektor?> dobrze wie – właściwie to sprawdził – że to zwykła lipa. Co więcej, stary ramol <Rektor?> do tego stopnia czuje się lepszy od innych, że nawet nie widzi, iż bateria w pilocie do drzwi padła. < Skacze też na główkę do pustego basenu i wchodzi na jezdnię z zamkniętymi oczami. Taki jest lepszy od innych!> Po prostu wychodzi dumnie z auta, przechodzi przez ulicę i – nie patrząc za siebie – teatralnie wciska guzik blokujący zamki. <Wszyscy wiedzą, że rektorzy uczelni wyższych lubią lans i takie przedstawienia. Garniak od Bossa, złoty łańcuch na napakowanej klacie, obok blachara w lateksie. Jest się w końcu tym rektorem, nie?> Stary pierdziel <Rektor??? Ja się chyba powtarzam…> nie zorientował się <Eee tam, zaraz nie zorientował się. Gość ma pewnie osobowość mnogą i niektóre osobowości jeszcze nie wiedzą o popsutym autoalarmie… Co w tym dziwnego?> , że wielka toyota od ponad dwóch tygodni stoi na ulicy z otwartymi drzwiami. Wystarczy jeden złodziej i chluba zarozumiałego profesora odjeżdża z piskiem opon. <Zawsze myślałem, że włączenie autoalarmu potwierdzane jest dźwiękiem. Właśnie by uniknąć sytuacji takiej, jak tu…>

 

We fragmencie powyżej występują wszystkie czasy dostępne w języku polskim. Zaczyna się, konwencjonalnie, od czasu przeszłego – normalna narracja. Potem przez chwilę autor posługuje się czasem teraźniejszym, co nie jest może specjalnie uzasadnione, ale może służyć do podkreślenia aktualności opisywanej sytuacji. Niestety, Autorowi to nie wystarczyło. Zastosował czas przyszły i przestrzelił cel. Zamiast podkreślenia powtarzalności zdarzeń (było, jest i będzie), zdołał tylko po raz kolejny zamieszać w głowie czytelnikowi. Przecież bohater stoi i patrzy na ulicę “właśnie teraz”. Wcześniej narrator poinformował, że bohater spojrzał na uliczkę, widzi dom naprzeciwko, widzi drzewa rzucające cień, to co powyżej to lista obiektów w zasięgu wzroku „onego”. Z wyjątkiem psów i terenówki rektora, te faktycznie są za rogiem ulicy, bohater ich nie może widzieć. Tylko kto mi wyjaśni, czemu czas przyszły jest użyty zarówno w stosunku do rzeczy aktualnie obserwowanych, jak i tych, które bohater dopiero zobaczy?

Ściągnij tekst:
Strony: 1234567

Powiązane wpisy

FOX prezentuje pierwsze 5 minut premierowego odcinka 9. sezonu „The Walking Dead”
Film i muzyka - 7 października 2018

Już tylko kilka dni dzieli nas od premiery 9. sezonu „The Walking…

Nominacje do Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego 2017
Aktualności - 18 kwietnia 2017

Wczoraj została ogłoszona lista powieści, które uzyskały nominacje do Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego…

Raport Obieżyświata #34
Aktualności - 12 kwietnia 2013

Raport Obieżyświata #34:  Powrót Neverwintera oraz filmy od ArrowStorm Neverwinter wraca w nowej odsłonie od zupełnie…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!