Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

Wywiad z Magdaleną Miśką-Jackowską „Widziałam Willow ze sto razy!”

Muzyka Andrzej Piętka - 21 kwietnia 2023
Zdjęcia: Piotr Litwic

O ile Fahrenheit jest portalem literackim, o tyle przecież nie samymi książkami człowiek żyje. W muzyce fantastycznej również drzemie wręcz nieograniczona siła i moc. Dlatego, razem z zespołem redakcyjnym Polskiej Fundacji Fantastyki Naukowej, chcielibyśmy bliżej przyjrzeć się muzyce towarzyszącej twórczości science-fiction. Zatem, drodzy czytelnicy, w najbliższym czasie możecie spodziewać się publikacji wywiadów z ciekawymi twórcami, redaktorami oraz recenzentami muzycznymi. Oto drugi z nich:

Magdalena Miśka-Jackowska – prezentuje, opowiada, tłumaczy i odkrywa przed słuchaczami coraz to kolejne muzyczne perły i ciekawostki. Jest dziennikarką, radiowcem i cenioną konferansjerką. Przez wiele lat była współtworzącą klimat i ornament muzyczny radia RMF Classic. Należy do wąskiego grona profesjonalnych europejskich dziennikarek muzycznych, których główną specjalizacją jest muzyka filmowa. Autorka książki Kilar (PWM, „Małe Monografie”, 2022), a także podcastu o muzyce filmowej Score and the City. Od kilkunastu lat prowadzi prestiżowe wydarzenia kulturalne, festiwale i koncerty w całej Polsce.

PFFN: Pani Magdo. Zacznijmy od forte. Diuna. Niedługo druga odsłona widowiska wejdzie do kin. Jakie są Pani odczucia i oczekiwania, zwłaszcza te muzyczne?

MMJ: Zwycięskiej drużyny się nie zmienia, prawda? Zatem w ogóle nie dziwi mnie nazwisko Hansa Zimmera wśród twórców filmu. Diuna wpłynęła też znacząco na bieg jego kariery – dostał za nią drugiego Oscara, który na pewno był od lat wyczekiwany, jeśli nie przez samego Zimmera, to przez jego fanów. To była bardzo ciekawa ścieżka, jednocześnie nowa i „stara”, jeśli mogę to tak ująć. Z jednej strony dronowe brzmienia, brak orkiestry, z drugiej coś tak przejmująco pierwotnego, jak ludzki głos, no i jedne z najstarszych instrumentów świata, na przykład duduk, czyli ormiański klarnet. Poza tym Hans Zimmer wspaniale kontynuuje w muzyce filmowej tradycję takich mistrzów jak Bernard Herrmann, mianowicie tradycję konceptu, pomysłu, czegoś więcej, co stoi za kompozycjami, nawet jeśli są najlepsze na świecie. W każdej jego ścieżce mamy taką ideę, więc czekam właśnie na nią! Czekam, co nowego wymyśli, jak to zaplanuje. Jest prawdziwym wizjonerem współczesnej muzyki filmowej i zdaje się doskonale rozumieć kino science fiction. A przy tym nadaje mu odrobinę charakteru w takim starym, dobrym stylu. To mnie zawsze w kinie urzeka.

PFFN: Mamy obecnie dobry czas dla muzyki filmowej. Twórcy stali się rozpoznawalni, muzyka stosunkowo łatwo dostępna dla fanów, a wytwórnie i reżyserzy zauważyli, jak wiele dzięki dobrej muzyce film może zyskać. Tak jest również w twórczości, która nas, fanów sci-fi najbardziej interesuje, gdzie Vangelis, Carpenter czy przedstawiciele nowej fali, jak Max Richter lub Ludwig Göransson, są postaciami rozpoznawalnymi i bardzo poważanymi. Na jakich twórców muzyki do filmów sci-fi chciałaby Pani nam zwrócić uwagę?

MMJ: Odwróciłabym to pytanie. To nie gatunek determinuje dobrą muzykę, a człowiek. Zatem kto w ogóle dzisiaj dobrze komponuje dla kina i odnajduje się w science fiction? Na pewno Michael Giacchino. On jest dla mnie jak spełnienie amerykańskiego snu – przed laty pracował w marketingu Disneya, zanim nie zaczął komponować na tę skalę, co dzisiaj.

A dzisiaj łączy umysł kompozytora i reżysera, to bardzo cenne, bo na wiele pytań zna już odpowiedzi. To słychać w jego muzyce. Jego nowy Batman mnie zaczarował i wciągnął! Mamy też tu starszych, prawdziwych mistrzów, jak Danny Elfman (Doktor Strange w multiwersum obłędu, Spider-Man) czy Alan Silvestri (Avengers). Bez pierwszego w ogóle nie byłoby kina fantasy, drugi to wirtuoz przygody. Oni wciąż mają wiele do powiedzenia. A Ludwig Göransson ma polskie korzenie! To dodaje smaku temu, jak słuchamy kina. Trudno nie wymienić też Johna Williamsa, który im wszystkim przetarł szlaki. Pod koniec lat 70-tych zrobił bowiem na dużą skalę coś rewolucyjnego – udowodnił, że komercyjnemu filmowi, który ma nam sprawiać przyjemność, może towarzyszyć romantyczne symfoniczne brzmienie. Jak z lat 40-tych. Frajdą jest móc powiedzieć, że on nadal jest z nami.

PFFN: Kino science-fiction. Czy ma pani swoich faworytów? Ulubione obrazy, reżyserów?

MMJ: Jestem niepoprawną romantyczką i pozostaję dość staroświecka. Gdy dzisiaj prowadzę koncerty muzyki filmowej, są może trzy, cztery ścieżki, które zawsze sprawiają, że mam ciarki. Należy do nich Batman Tima Burtona i Elfmana właśnie. Tak, ten stary Batman z Michaelem Keatonem z 1989 roku, bez wątpienia jeden z najbardziej porywających filmów mojego dzieciństwa. Oglądałam go w telewizji (musiałam dorosnąć!) ze strachem, ale i wielką fascynacją. Wszystko to się kumuluje w muzyce, nie wiem, czy można napisać dla Batmana coś lepszego, chociaż, jak już wspomniałam, doceniam też Giacchino. Być może miłośnicy science fiction kręcą teraz nosem, że mówię o takiej ramotce, ale to klasyk i wspaniale skomponowana muzyka. Z uwagą śledzę wszystko to, co robi reżyser J.J. Abrams. Można się łatwo domyślić, że moi faworyci to ci, którzy potrafią iść do przodu, szanując filmową i muzyczną przeszłość. Cóż, naprawdę jestem romantyczką.

PFFN: Chyba każdy amator muzyki filmowej miał taki moment, w którym nastąpiło przełamanie i ze zwykłego lubienia muzyki zaczął intensywnie jej słuchać już bez obrazu. W moim przypadku były to takie trzy momenty: pierwszym był po prostu Johann Strauss w „Odysei Kosmicznej” Kubricka, drugim muzyczna rozmowa z kosmitami u Spielberga w „Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia”, a końcowym etapem, gdzie całkowicie utonąłem, była uwertura do Michaela Kamena do „Robin Hooda”. Jak to było u Pani? Czy potrafi Pani wskazać jakieś konkretne utwory czy filmy, dzięki którym weszła Pani do świata muzyki filmowej?

MMJ: To się działo etapami. Stopniowo, wolno, wszystko w swoim czasie. Oczywiście bardzo pomogło mi wykształcenie muzyczne i filmowe, 15 lat pracy w radiu RMF Classic, tysiące poprowadzonych koncertów, a wreszcie życie prywatne dzielone z kompozytorem muzyki filmowej. To wszystko sprawiło, że dotykałam muzyki mocniej niż przeciętny widz. Z czasem nauczyłam się z nią pracować i uczynić z muzyki kina swoją specjalizację, ale ten proces zajął kilkanaście lat i nadal trwa. Rozwijam się z każdym miesiącem, bo dzieją się nowe rzeczy, także w mojej pracy spotykam zupełnie nowe wyzwania. Ostatnio mogłam sobie „pobyć” z Marvelem tak intymnie, że bardzo mnie to zbliżyło do całego uniwersum. Gdyby nie zawód, nie miałabym tej możliwości. Nie mogę jeszcze nic zdradzić, wiadomo, ściśle tajne. Wychowałam się w muzycznym domu, w którym zwracano uwagę na to, co i jak gra. Kto gra. Miałam kilka lat, gdy moi rodzice organizowali i wykonywali już muzykę filmową, na długo przed boomem, jaki mamy na nią teraz. Z domu wyszłam ze znajomością podstaw twórczości Ennio Morricone, Wojciecha Kilara, Krzysztofa Pendereckiego. Od zawsze lubiłam jazz, także jazz w kinie. Wielką rolę w kształtowaniu się mojej wyobraźni, z czego korzystam do dzisiaj, odegrało kino fantasy. Widziałam Willow ze sto razy!

Dzisiaj na rodzinnych pokazach oglądamy sobie E.T. czy Harry’ego Pottera, pokazuję też maluchom wszystkie stare filmy z lat 40-tych, a nawet 30-tych, które były realizowane z myślą o małym widzu, chociażby Czarnoksiężnika z Oz. I znów się na nich czegoś uczę, znowu patrzę i słucham ich inaczej. Fakt, że kończę książkę, która je wszystkie mieści, ale to jest przede wszystkim moje prywatne doświadczenie. Natomiast obserwowanie reakcji dzieci na kino to jest coś najpiękniejszego, co można zobaczyć w dorosłym życiu. Szczerze polecam! Całkiem niedawno oglądaliśmy – przymierzając się do analizy muzyki – pierwszą część Harry’ego Pottera z moimi studentami Akademii Muzycznej w Łodzi. To są wspaniali młodzi muzycy. Ich reakcje były jednak takie same – dziecięca fascynacja i zaciekawienie.

PFFN: Na co zwróciła by Pani uwagę początkującym słuchaczom. Od czego zacząć swoją przygodę z muzyką filmową, czego szukać? Po czym poznać, że dany score jest bardzo dobry?

MMJ: Przede wszystkim liczą się chęci. Podkreślam to, bo spotykam wielu młodych ludzi, których muzyka jakoś specjalnie nie obchodzi. Nie chodzą do kina, oglądają w sieci tylko to, czym się interesują, mały lub bardzo mały wycinek tego, co mogliby poznać. Ale to nie ich wina, że tak jest. Wrażliwego dorosłego widza i słuchacza kształtuje wszystko – spotkania, doświadczenia, a nawet to, co ma pod ręką w radiu i telewizji. Mamy trudne czasy dla mediów tradycyjnych, szczególnie w tej najmłodszej grupie odbiorców. Dlatego tak dobrze, że istnieją: RMF Classic, podcasty i blogi. W tradycyjnej telewizji nie ma już właściwie nic, co pozwoliłoby „dorosnąć kulturalnie”. Czasem spotykamy na swojej drodze ludzi – rodziców, przyjaciół, nauczycieli – którzy pokazują nam wartościową sztukę. Ale jeszcze w latach mojej wczesnej młodości, naprawdę to nie było aż tak dawno, w telewizji był teatr, muzyka klasyczna, jazzowa, interesujące koncerty, dokumenty. Dziś trzeba tego szukać.

A szukanie zawsze oznacza wysiłek.

Nie mam pretensji, że w natłoku zajęć młodzież nie chce go podejmować, mogę tylko być wdzięczna, że moje pokolenie chyba jako ostatnie dostało to „na tacy”. Jeśli mam komuś poradzić cokolwiek, powiem, że zacząć należy od chęci. Podoba ci się coś, cokolwiek – film, muzyka, bohater – zanurkuj w to. Poczytaj, wbij w Google, zobacz, kto za tym wszystkim stoi. Zostań na napisach końcowych w kinie, bo może się okazać, że znajdziesz tam przyjaciół na całe życie. Lubisz czyjąś muzykę? Zaobserwuj go w mediach społecznościowych. Nawet 91-letni John Williams ma dziś doskonale prowadzone konta z masą nowości. I najważniejsze – pamiętaj, że skądś przyszliśmy. Zanim nastał Zimmer, byli inni, których on sam też uwielbia. Czemu nie dołączyć? Zapraszam do słuchania mojego podcastu Score and the City – naprawdę staram się tam w przystępny sposób opowiadać o teraźniejszości, przyszłości, ale i przeszłości muzyki filmowej. Dbam też o to, aby pojawiały się rozmowy z twórcami. Jednym z najczęściej odtwarzanych odcinków zeszłego roku jest odcinek, który zatytułowałam: Jak słuchać muzyki filmowej?. Tak proste pytanie, wydaje się nawet głupie, a tyle odpowiedzi.

I mam dowód, że słuchacze ich szukają. Gdybym mogła zmienić jedną rzecz w powszechnej edukacji, dodałabym w liceum przedmiot o kulturze popularnej. Bardzo potrzebny i obejmujący – wbrew pozorom – wiele aspektów kultury wysokiej. Cóż, nie mamy tego, ale mamy podcasty, portale. Warto to wykorzystać. A co sprawia, że muzyka jest dobra? Dobra muzyka pasuje do filmu (czytaj: nie przeszkadza). Bardzo dobra – działa (zauważamy ją, podnosi sceny, wpływa na nasze emocje, steruje nawet umysłami widzów). Muzyka wybitna nadaje się do grania i słuchania także w oderwaniu od obrazu. Od wielu lat Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie przyznaje kompozytorom za to nagrodę specjalną, za całokształt. Nosi ona imię Wojciecha Kilara.

PFFN: Kolejny Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie przed nami. Czy będzie można tam Panią spotkać? Mieliśmy już okazję oglądać z muzyką na żywo np. “Star Trek”. Czy fani sci-fi znajdą coś dla siebie na tegorocznym FMF?

MMJ: Ach, Star Trek! Fantastyczna, chyba mało doceniona muzyka Giacchino. A w tym roku jakże mogłoby być inaczej, skoro tak ważnym motywem będzie kosmos! W programie m.in. Avatar: Istota wody, Grawitacja, SolarisNowy początek, a to tylko część. Wiem, że będą koncerty większe i kameralne, E.T. z muzyką na żywo, a wszystkie przygotowywane z udziałem kompozytorów. Każda edycja FMF-u to wielkie przeżycie dla miłośników muzyki filmowej, w tym roku fani science fiction powinni być wyjątkowo zadowoleni.

Tu znów zachęcam do prywatnej eksploracji – zerknijmy w program i wybierzmy wydarzenia dla nas najciekawsze. Może to będzie koncert, a może spotkanie z jakimś artystą? Takie spotkania zmieniają życie. Wiem, bo zmieniły kiedyś moje, a dzisiaj zmieniają życie moich studentów i słuchaczy.

PFFN: Serdecznie dziękujemy za czas i rozmowę. I czekamy na kolejne wspaniałe imprezy muzyczne z muzyką filmową, a najlepiej tą sci-fi. Zapraszamy także do zaglądania do podcastów Score and the City oraz na świetnie zapowiadający się koncert FMF Space Gala, zaplanowany na sobotę 27 maja w Krakowie w Centrum Kongresowym ICE Kraków.

Linki do podcastów:

Spotify: https://open.spotify.com/show/3P7IWFg3Fm4QcMKpPoC8j0

Apple: #

YouTube: https://www.youtube.com/@magdamiska-jackowska9683

…i próbka wykonania muzyki Michaelo Giacchino z filmu Star Trek:

https://www.youtube.com/watch?v=LKiNeFOovzo




Pobierz tekst:

Mogą Cię zainteresować

Wywiad z Norbertem Palejem „Spojrzenie w rozgwieżdżone niebo”

O ile Fahrenheit jest portalem literackim, o tyle przecież nie samymi książkami…

„Ku gwiazdom. Antologia Polskiej Fantastyki Naukowej 2021”

Zbiór Ku gwiazdom. Antologia polskiej fantastyki naukowej 2021 to zwieńczenie jednego z…

Wywiad z Maciejem Liziniewiczem „Staram się pisać tak, by najlepiej oddać opisywaną historię”

Maciej Liziniewicz, autor powieści z nurtu fantasy historycznego pt. „Czas pomsty” opowiada…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Fahrenheit