Konie jak ludzie

Stajnia pod tęczą jest domem dla wielu stworzeń. Głównymi lokatorami są oczywiście konie, ale oprócz nich budynek zamieszkują także inne zwierzaki. Od ptaków poczynając, na gryzoniach kończąc. I całe to kolorowe towarzystwo żyje sobie we względnej harmonii, kontemplując mijające dni. Niby pięknie, ale materiału na książkę w tym nie ma, więc nic dziwnego, że pojawić się musi coś, co wprowadzi trochę zamętu i chaosu do spokojnego życia w stadninie. I tym czymś okażą się dwaj nowi lokatorzy stajennych boksów. A że będą to przybysze dosyć nietypowi, zarówno pod względem gatunkowym, jak i obyczajowym, to i nic dziwnego, że akcja ruszy (nomen omen) z kopyta.

Lorneta i Rakieta, bo o nich to właśnie mowa, przyjechali z cyrku, gdzie stanowili gwiazdorski duet. Taki Flip i Flap świata koni. Lub koniopodonych raczej, gdyż Rakieta jest normalnym (aczkolwiek bardzo przebojowym) kucem, a Lorneta to zebroń. Tak – dokładnie tak jak myślicie – to krzyżówka konia i zebry. Czyli stwór bardzo nietypowy i nieznany z punktu widzenia stałych mieszkańców stadniny. I tu właśnie pojawia się zalążek konfliktu, gdyż okazuje się nagle, że nie wszyscy lokatorzy są psychicznie gotowi na kontakt z taką „gatunkową anomalią”. No cóż, coś takiego jest nieuniknione, jeśli mamy do czynienia z koniem, który swoje poczucie wartości od lat budował na tym, że jest czystej krwi arabem.  Tak to właśnie zaczyna się fabuła drugiej części cyklu pani Katarzyny Dowbor i pana Marcina Kozioła o Stajni pod tęczą (uwaga – można czytać bez znajomości tomu pierwszego!).

„Maść na maść” jest oczywiście książką dla dzieci. Pełną gadających stworzeń przeżywających przygody, obfitującą w zabawne ilustracje autorstwa Joanny Grudnik i poruszającą całkiem poważną i aktualną problematykę rasizmu, tolerancji, akceptacji inności. Jako że przetestowałem tę pozycję na moich dzieciach (6 i 8 lat), mogę stwierdzić, że autorom udało się to, co najtrudniejsze – stworzyć fabułę, która zaciekawi młodszych nieletnich i może stanowić materiał do całkiem interesującej dyskusji. Oczywiście tak stać się może jedynie gdy uważacie, że warto rozmawiać z dziećmi na taki trudne tematy.

Wartością dodatkową jest walor edukacyjny tej książki. Autorzy wplatają w treść całkiem sporo fachowej stajennej terminologii, ale czynią to tak, że dziecko od razu dostaje odpowiedź, co owo nowe, tajemnicze słowo znaczy.  I odbywa się to bez nadmiernego dydaktyzmu; wszystko zostaje wplecione w treść tak, by było w zgodzie z zasadą nauki przez zabawę. W czym pomagają także wspomniane już wyżej ilustracje, które nie tylko obrazują treść książki, ale też zapraszają do zabawy i interakcji. Jak? Otóż część z nich to zadania dla naszych pociech, więc bez ołówków czy kredek się nie obejdzie. A do tego wszystkiego znajdziecie w środku tajemnicze kody, które po wpisaniu ich na stronie internetowej cyklu umożliwią obejrzenie filmów objaśniających niektóre końskie tajemnice. I chyba nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę telewizyjną przeszłość pani Katarzyny Dowbor.

Moje dzieci oceniły „Maść na maść” pozytywnie. W przypadku córki (ta młodsza w stadzie) nie jest to trudne, ona kocha wszystko, co traktuje o zwierzątkach, ale syn jest już bardziej oczytany i wymagający. Nie da się jednak ukryć, że jest to książka skierowana do młodszych dzieci – nastolatki raczej po nią nie sięgną. Jeśli jednak chcecie kupić lekturę dla starszego przedszkolaka czy młodszego szkolniaka, to zachęcam do rozważenia nabycia opowieści o przygodach lokatorów Stajni pod tęczą. Zwłaszcza jeśli jesteście, tak jak ja, zwolennikami idei, że ludzie dzielą się nie na białych, czarnych, czy żółtych, a na dobrych i złych, i podobne przekonania chcielibyście zaszczepiać młodemu pokoleniu.

Jacek Falejczyk

Autor: Katarzyna Dowbor, Marcin Kozioł

Tytuł: „Stajnia pod tęczą” część 2. „Maść na maść”

Wydawca: Prószyński i S-ka 2018

Stron: 96

Cena: 29,90 zł

Ściągnij tekst: