Nie zawsze znajdziesz to, czego szukasz

Bookiety Cintryjka - 21 kwietnia 2015

ogrodzbrazuAutor: Gustavo Malajovich
Tytuł: Ogród z brązu
Tłumaczenie: Joanna i Grzegorz Ostrowscy
Wydawnictwo: Albatros, 2015
Stron: 576
Cena: 42,90

Mam z debiutem Malajovicha problem nieco zbliżony do tego, który kiedyś miałam z Cieniem wiatru Zafona, choć w zasadzie są to pozycje zupełnie odmienne. Ogród z brązu zaczyna się po prostu fenomenalnie, autor ma niesamowicie lekkie pióro i umiejętność stopniowania napięcia, wyniesioną zapewne z wcześniejszej pracy przy scenariuszu popularnego serialu. Potrafi równocześnie przekonująco oddać powolny rozpad niegdyś szczęśliwego związku głównych bohaterów, Fabiana i Lili, relacji, dla której ostatecznym ciosem jest zniknięcie ich czteroletniej córeczki Moiry. Dziewczynka pewnego dnia wychodzi na urodziny ze swoją peruwiańską nianią i pomiędzy stacją metra w centrum Beunos Aires a miejscem imprezy obie po prostu zapadają się pod ziemię. W pierwszym okresie po zdarzeniu sprawa jest na czołówkach wszystkich gazet, miasto dosłownie pokrywają plakaty przedstawiające zaginione, a policyjni oficjele rzucają do poszukiwań kobiety i dziecka wszystkie siły. Stawką jest prestiż służb.
Mija czas, nie ma żadnych śladów ani wyników, i w końcu sprawa jest ważna już tylko dla zrozpaczonego ojca Moiry. Ba, nadzieja na odzyskanie dziecka jest wszystkim, co mu w życiu pozostało. Wreszcie jednak nawet Fabian zamierza się poddać, i właśnie wtedy na jego drodze staje Doberti, ekscentryczny prywatny detektyw (zdecydowanie najlepiej napisana postać powieści), zainteresowany nagrodą, jaką władze wyznaczyły za rozwikłanie tajemnicy zaginionych. W rekordowym czasie udaje mu się dokonać imponujących odkryć, potem jednak sprawa ponownie utyka w martwym punkcie.
Realizm policyjnego dochodzenia, pełnego wewnętrznych starć i elementarnych niedoróbek, boleśnie obnażonych przez upór prywatnego detektywa, stanowi wielką zaletę powieści. Kontynuacją tego podejścia jest przedstawienie prywatnego śledztwa, które — po początkowych sukcesach — również trafia na mieliznę, i wyeksponowanie znaczenia zwykłego zbiegu okoliczności. A potem Doberti znajduje przełomową poszlakę. I zaczynają się schody, strome, z których poziom satysfakcji płynącej z lektury (dotąd ponadnormatywnie wysoki) leci na łeb, na szyję. Oraz sygnalizowane na wstępie pokrewieństwo z Cieniem wiatru.
Nie mam pojęcia, skąd wzięły się w tak doskonałym page-turnerze rozwiązania rodem z argentyńskiej telenoweli (tak, w najgorszym stylu, spod znaku rodzinnych powiązań i mrocznych sekretów z zamierzchłej oraz nieco bliższej przeszłości). Być może to na południowoamerykańskim rynku komponent obowiązkowy dla debiutanta, który chce się przebić. Moim zdaniem końcowa partia i rozwiązanie zagadki tożsamości porywacza, choć sygnalizowane już w prologu, kompletnie nie przystają stylistycznie do całej reszty powieści. I mimo że samo słodko-gorzkie zakończenie jest obiektywnie nie najgorsze, od tego, co znajduje się pomiędzy nim a kluczowym przełomem w poszukiwaniach, naprawdę chce się zgrzytać zębami. Zamiast całej znakomitej, wciągającej powieści rozrywkowej dostajemy w efekcie tylko trzy czwarte. To i tak sporo, ale reszta tym mocniej rozczarowuje, silnie zaniżając ocenę utworu.

Agnieszka Chojnowska

Ściągnij tekst:

Powiązane wpisy

Słowa, słowa, słowa…
Recenzje - 5 lutego 2016

Dobry smartfon nie jest zły, ale co za dużo, to niezdrowo. Maciej Tomczak recenzuje powieść Aleny…

W moim magicznym domu
Bookiety - 23 stycznia 2015

Tytuł: „Latarnia” Autor: Deborah Lawrenson Tłumacz: Anna Dobrzańska Wydawca: Albatros 2014 Stron:…

Graham Masterton „Manitou”
Książki - 16 marca 2018

Autor: Graham Masterton Tytuł: Manitou (The Manitou) Tłumaczenie: Wiesław Marcysiak Wydawnictwo: Albatros…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!