Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

Strata dla polskiej fantastyki. Wspomnienie Tomka Pacyńskiego – Robert J. Szmidt

Źródło: https://www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f46/08.html

Możecie mi nie wierzyć, ale powtórzę z całą stanowczością to, co mówię od lat: przedwczesną śmierć Tomka Pacyńskiego należy traktować jak jedną z największych, jeśli nie największą stratę dla polskiej fantastyki XXI wieku. Nie zdziwi mnie, jeśli nie zgodzicie się z moim zdaniem. W ciągu ostatnich lat odeszło przecież kilkoro znakomitych autorek i autorów, zmarł także Maciej Parowski, największy spośród redaktorów naczelnych. Tymczasem o pisarzu, którego wspominam, część z was, zwłaszcza tych młodszych, mogła nigdy nawet nie słyszeć, o znajomości jego nielicznych książek nie wspominając.

Pech Tomka polegał na tym, że odszedł przedwcześnie, stojąc u progu kariery, i choćby dlatego możecie odnosić wrażenie, że śmierć Mai czy Witka (znanego wam jako Feliks) była znacznie większym ciosem dla rodzimej fantastyki. Trudno porównywać dokonania autorów spełnionych, którzy tworzyli całymi dekadami, ze skromnym dorobkiem człowieka, który dopiero zaznaczał swoją obecność na scenie pisarskiej, zwłaszcza że odszedł tak dawno i nie mieliście okazji poznać go osobiście.

Ja miałem to szczęście, że nie tylko publikowałem jego opowiadania, ale też utrzymywałem z nim stały, niemal codzienny kontakt, dzięki czemu wiem, jak ogromną stratę ponieśliśmy my wszyscy, tracąc szanse na przeczytanie wielu znakomitych opowiadań i książek, które w ciągu tych dwudziestu lat wychodziłyby cyklicznie spod klawiatury Tomka, gruntując jego pozycję w panteonie sław polskiej fantastyki. Jestem pewien, że traktowalibyście go dzisiaj na równi z największymi mistrzami fantastycznego pióra, a listy bestsellerów i laureatów znaczących nagród wyglądałyby zupełnie inaczej. Dla mnie to jest fakt, który nie podlega dyskusji.

Żałuję niezmiernie, że los zdecydował inaczej, ponieważ od publikacji pierwszego tekstu Tomka wierzyłem, że był mu pisany sukces na niwie literackiej. Już wtedy widać było w jego opowiadaniach tę iskrę geniuszu i tę sprawność w operowaniu słowem, której brakuje zdecydowanej większości debiutantów. Umiał bawić się konwencją, lecz nie stronił od podejmowania trudnych czy bolesnych tematów, dzięki czemu te nieliczne z jego opowiadań i powieści, które zdążyły powstać, nieodmiennie wybijały się ponad przeciętność. Jeśli nie znacie „Września”, powinniście koniecznie nadrobić tę zaległość. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie. Ta znakomita powieść nie zestarzała się w ogóle, choć powstała niemal ćwierć wieku temu.

Zachęcam was serdecznie do sięgnięcia po wydane przed laty książki i opowiadania Tomasza Pacyńskiego, mam też nadzieję, że znajdzie się w końcu wydawca, który je wznowi, ponieważ bezwzględnie są tego warte.

Robert J. Szmidt

    Mogą Cię zainteresować

    Tak swobodnie oddycha się teraz w odrodzonym Arkanarze!
    451 Fahrenheita Fahrenheit Crew - 18 kwietnia 2013

    Drodzy Czytelnicy! Cóż stało się! Duch korporacyjny, który opanował już co się da i gdzie…

    Requiescat in Pacek
    451 Fahrenheita Fahrenheit Crew - 30 maja 2015

    Mówią, że pisarz umiera, kiedy umiera jego ostatni czytelnik, a to oznacza, że właściwie nie umiera nigdy.…

    Mija 20 lat od śmierci Tomasza Pacyńskiego
    Rocznice i urodziny Fahrenheit Crew - 30 maja 2025

    30 maja 2005 roku zmarł przedwcześnie Tomasz Pacyński.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *