Wstępniak – Na dobry (lepszy?) początek

(Zgodnie z mądrością ludową – podobno tylko winny się tłumaczy. I chociaż nie czuję się niczemu winny, a nawet wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że ktoś mnie tu chyba trochę wrabia, to jednocześnie uważam, że wszystkim należy się kilka słów wyjaśnienia).

Część osób, wcale niemała rzesza, uważa, że historia kołem się toczy. Inni mówią o jej linearnym charakterze z określonym początkiem i końcem, którego jednak raczej nie widać. Trudno powiedzieć, co o tym wszystkim myśli sama historia, ponieważ dotąd nikt jej jeszcze o to nie zapytał.

W każdy razie Fahrenheit powstał gdzieś, kiedyś, w tak mrocznych odmętach Internetu, tak dawno temu, że najstarsi górale już tego nie pamiętają (tj. w czerwcu 1997 roku). Od tego czasu minęły ponad dwie dekady. Fahrenheit przyjmował formę ukazującego się nieregularnie czasopisma, później miesięcznika, w końcu portalu literackiego. Przez jego łamy przewinęła się grupa różnego rodzaju twórców – literatów, tłumaczy, recenzentów i grafików. Z kolei na świecie w ciągu upływających lat politycy pozostali bez zmian, ale często zmieniały im się poglądy, w (pop)kulturze pojawiali się kolejni znani z tego, że są znani, ogólnie zatem było dość ciekawie i wesoło. Wszystko się zmieniło – poza poziomem czytelnictwa, które leży, jak leżało. A Fahrenheit trwał. I trwa nadal.

Kiedy ponad pięć lat temu rejestrowałem się na forum (www.forum.fahrenheit.net.pl), nie przypuszczałem, że poznam nie tylko grupę fascynujących ludzi zafiksowanych na punkcie fantastyki, lecz również znane autorki i znanych autorów (no dobrze – to oczywiście truizmy, do tego szyte grubymi nićmi. Oczywiście, że przypuszczałem. Więcej – na to właśnie liczyłem. W końcu przecież nie po to napisałem do najstarszego polskiego e-zinu literacko-publicystycznego, żeby jedynie móc wyładowywać swoje frustracje niespełnionego literata na książkach innych osób. A nie, zaraz…). Początki współpracy nie były może zbyt udane, pierwsza recenzja w ogóle się nie ukazała, ale wszystko wynikało z drobnego nieporozumienia (ograniczenia w znakach? Jakie ograniczenie w znakach?). Kiedy okazało się, że właściwie mogę pisać co chcę i jak chcę, o ile tylko w tekście pojawia się choćby sporadycznie tytuł i autor, a całość sprawiała wrażenie, jakbym książkę rzeczywiście przeczytał, było już w porządku. Szczęście towarzyszące debiutantowi sprawiło, że niedługo potem zostałem członkiem RedAkcji odpowiedzialnym za aktualności (tak, tak – ukazująca się od pewnego czasu na głównej stronie Fahrenheita codzienna porcja różnego rodzaju głupot to moja niecna sprawka). A że los bywa przewrotny po dwakroć, to wcale niedawno członkowie RedAkcji uznali, że nadaję się na Naczelnego.

Wchodzę w buty, które kiedyś nosili więcej niż wybitni i popularni pisarze science-fiction (ojcowie założyciele – Andrzej ZiemiańskiEugeniusz Dębski – oraz dobre mzimu Tomasz Pacyński) i niemniej wybitne redaktorki i tłumaczki (Dominika Repeczko i Dorota Pacyńska). Bez odpowiedniego doświadczenia, tak naprawdę anonimowy w środowisku fandomu, z dużą dozą entuzjazmu i dziecinnym przekonaniem, że się po prostu uda.

Czy coś może zatem pójść nie tak?

 

Maciej Tomczak

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

Osadzony Jeffrey Archer
Bookiety MAT - 14 lutego 2018

„Dzienniki więzienne” są fascynującym obrazem zderzenia człowieka dotąd nieskazanego za umyślne przestępstwo…

Fahrenheit nr 33
Archiwum Fahrenheita Fahrenheit Crew - 1 grudnia 2003

FAHRENHEIT NR 33 12-2003 DZIAŁY STAŁE OKŁADKA SPIS TREŚCI 451 FAHRENHEITA – Tomasz Pacyński…

Fahrenheit nr 57
Archiwum Fahrenheita Fahrenheit Crew - 1 marca 2007

FAHRENHEIT NR 57 01-2007 / 03-2007 DZIAŁY STAŁE OKŁADKA 451 FAHRENHEITA LITERATURA BOOKIET RECENZJE…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!