ISSN: 2658-2740

Adam Cebula „A jednak wojna”

Felietony Adam Cebula - 16 marca 2022

Rozmawiałem z Andrzejem Ziemiańskim o wojnie na Ukrainie i zapytałem, czy ma w domu jakiś rosyjski produkt. Dziwne? Tak, uważam, że trzeba napisać o tym, co się dzieje teraz, nie w wymyślonych światach, ale tu i teraz. Choćby dlatego, że te zdarzenia będą pewnie przez długie dziesięciolecia opisywane, filmowane, pewnie powstaną oparte na tych realiach gry komputerowe, komiksy, to będzie inspiracja dla tej całej gałęzi kultury, którą nazywamy rozrywką. Lecz nim się po tej tragedii pozbieramy, nim emocje opadną na tyle, że znowu zapragniemy dawki adrenaliny, to warto spróbować zrozumieć cokolwiek z tej niewymyślonej rzeczywistości.

Nie od rzeczy owo pytanie o rosyjski produkt. Owszem, obaj coś mamy, ale pochodzące jeszcze z czasów ZSRR: ja obiektywy lustrzane, on lornetkę. Nie nabyliśmy nigdy niczego rosyjskiej produkcji. Owszem, wiem o czymś, co może bym kupił (ot, moje osobiste embargo, nałożyło mi się natychmiast i sam nie wiem, kiedy i w jakich warunkach je zdejmę), ale to coś – kolejny obiektyw o nazwie Rubinar – zaprojektowano także za owego minionego Związku Radzieckiego.

To określa, jaki ma podstawowy problem Rosja: gospodarka. W języku powieści fantasy rzeczy się prosto i malowniczo opisuje: podle wyprawione skóry, marne żelazo, z którego nie da się  nie tylko miecza, ale nawet drwalskiego topora wykuć, wreszcie handel na podgrodziu. Na rynek nikt tych kupców nie wpuszcza. Nie tylko przez kiepski towar, ale i brak zaufania.

Jeśli chcesz sprawnie handlować, musisz to zaufanie zdobyć. Klient, dając zadatek za misiurkę, której dziś nie ma na straganie, musi mieć to doświadczenie, że jesteś solidny: albo jutro dostanie, co zamówił, albo zwracasz zadatek. Obaj wiecie, że pomysł, aby za jego pieniądze wynająć zbirów, którzy w karczmie go obiją i obiorą ze wszystkiego, nie opłaci się.

No i właśnie. Jak powiedziała Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, 75 chyba procent uzbrojenia (tłumaczenie…) Rosji zostało zbudowane z części wyprodukowanych w UE. Boris Johnson, nakładając sankcje na Rosję, przypomniał, że to kraj, który produkuje 2% światowego PKB, grozi grupie państw odpowiedzialnych za połowę światowego produktu. Jak mi się zdaje, to oszacowanie, że chodzi o połowę, jest optymistyczne dla Putina, bo lista krajów, które dochodzą do wniosku, że nie opłaca się być obojętnym wobec awantury, że opłaci się poprzeć Ukrainę, rośnie.

Tu refleksja: liczby to podstawowy argument w handlu i na wojnie, oraz fatalny w  literaturze i publicystyce. Trzeba się postarać, by liczby zaczęły do człowieka przemawiać. Zaś te liczby mówią jedno: współczesna Rosja jest cieniem potęgi ZSRR.  Pisze się, że w okolicy roku 1953 dawało ono ok 10% światowego PKB. To ciągle było dużo za mało, aby zagrozić światowi kapitalizmu, ale pewnie drobne pięć razy więcej niż udaje się uzyskać imperium Putina.

Chciałbym zrozumieć, czemu ruskie teraz, w tych okolicznościach, to zrobili, co zrobili. Oczywiście, że nie mam pojęcia. Myślę, że w łysiny drapią się najlepsi spece z CIA i Mosadu. Nie wiadomo, co wadzi Putinowi NATO. Nie, nie wiadomo, bo co opowiada, to tępa propaganda. Miał mnóstwo okazji się przekonać, że to jest organizacja, którą wystarczy ignorować. Akurat Rosji nikt z tego towarzystwa nie chciał nadeptywać na żadne bolące miejsca. Takie Niemcy bardzo starały się nie widzieć, co imperium wyczynia. Lecz nawet jeśli założymy, że Putin tam już wie, ma jakiś swój powód, to całkiem niedawno mieliśmy tę organizację w stanie ekhem… rozkładu. Jeszcze nie tak wiele czasu minęło od ewakuacji amerykańskich baz z terenu Turcji. Mieliśmy kompromitującą ucieczkę Amerykanów z Afganistanu. Więc… gdybyśmy chcieli NATO zaszkodzić, wystarczyło nic nie robić.

Jak wszyscy publicyści, politycy, analitycy podkreślają, w tej materii Putin dostał wszystko to, czego nie chciał. Bilans w temacie zahamowania rozszerzania NATO jest taki, że przed awanturą Ukraina kandydowała „niespiesznie”. W tej chwili na tapecie  są Finlandia i Szwecja. Przy czym, o ile Ukraina to – o czym kurtuazyjnie się  nie mówi – kandydat kłopotliwy, nie tylko przez konflikty, ale po prostu przez wewnętrzny bałagan, to te oba kraje są wręcz idealne. Na dodatek oba już współpracują z Paktem Północnoatlantyckim.

Kiedy Stalin w 1939 roku ruszył na Finlandię, jak się przynajmniej zdaje, miał na oku konkretne korzyści. To były – między innymi – bogate złoża miedzi i niklu w rejonie Petsamo. Tyle że to były zupełnie inne czasy, generalnie na świecie mieliśmy znaczny udział gospodarki surowcowej. Nie przychodzi mi do głowy nic, co byłoby na terenie Ukrainy i mogło po zajęciu dać przynajmniej spodziewane zyski. Nawet, gdyby inwazja przebiegła w takim „administracyjnym” trybie, jak zajęcie Krymu, to Putin i jego doradcy powinni mieć to zasadnicze doświadczenie z czasów socjalizmu: ludność zajętego kraju będzie w najlepszym razie wykonywać plany, ale nie produkować.

W chwili gdy piszę te słowa zrealizował się ten najgorszy wariant, jakiego Rosjanie mogli oczekiwać. Wybuchła regularna wojna pomiędzy dwoma krajami ze wszystkimi konsekwencjami. W obszarze stosunków międzynarodowych wydarzenia pędzą z oszałamiającą prędkością. Zapewne wykluczenie Rosji z konkursu Eurowizji jest raczej humorystyczne, ale już zmiana pacyfistycznej śpiewki Niemców, którzy doszli do wniosku, że do hełmów mogą dorzucić wyrzutnie pocisków przeciwlotniczych i jakąś broń jednak naprawdę strzelającą, to już coś bardzo przeciwpancernego i wielkiego kalibru.

Dla międzynarodowej reakcji ogromne znaczenie ma tworzenie się legendy tej wojny. Cokolwiek się stało z obrońcami Wyspy Węży, są legendą; Witalij Skakun, inżynier, który zgłosił się na ochotnika do wysadzenia mostu i zginął; prezydent Zełeński w hełmie, w okopach; Poroszenko z kałachem na ulicy – to wszystko stało się już obowiązującym obrazem bohaterskiej walki z okrutnym najeźdźcą. Ta legenda ma ogromne znaczenia dla dalszego oporu. Choć prawda o obronie Westerplatte jest trochę inna od legendy, to pod jej wpływem  Krzysztof Kamil Baczyński, poeta, którego Armia Krajowa chciała chronić jako szczególne dobro narodu, po prostu wziął karabin i „poszedł do powstania”.

Ludzie właśnie dokonują tych czynów, którym później dodaje się słówko „bohaterskie”. Z którymi przez dziesięciolecia zmagają się różni literaci, o których opowiada się dzieciom w szkołach.

Współcześni opisywacze konfliktów: publicyści, historycy, blogerzy zwykle koncentrują się na tych najbardziej wizualnych zdarzeniach. Wybuchy, czołgi, helikoptery, parametry techniczne. To trochę jak boks czy zapasy, powód starcia nie jest ważny. Lecz nim armie stają naprzeciw siebie, to legenda, te opowieści o obrońcach Sparty, Reduty 54 pod dowództwem Juliana Ordona, ostatnie zdanie obrońców Wyspy Węży, „nuts” którym miał odpowiedzieć hitlerowcom  Anthony McAuliffe, dowódca obrony Bastogne – to powoduje, że ludzie chwytają za broń. Gdy rodzi się legenda, to znak, że opór będzie długi i nieustępliwy. Putin powinien wiedzieć, że komunę rozwalali wnukowie tych, którym czerwona armia ten ustrój narzuciła.

Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Heretycka żerdź”
Felietony Adam Cebula - 12 września 2019

Zapewne jesteśmy przekonani (po opisach w różnych książkach przyrodniczych), że zadaniem piorunochronu…

Adam Cebula „Termotransfer a 3D socjologia”
Felietony Adam Cebula - 10 września 2018

Gdy pojawiły się drukarki 3D, przeczytałem, że niemal zaczęła się jakaś nowa…

Stephen King dołącza do bojkotu rosyjskiego rynku wydawniczego
Aktualności A.Mason - 6 marca 2022

Jeden z najbardziej znanych pisarzy świata potwierdził, że podobnie jak inni pisarze,…

Fahrenheit