Adam Cebula „Bełkotliwie”

Felietony nimfa bagienna - 30 stycznia 2015

941337_382295698546402_541533001_nPewnymi tematami futurolodzy nigdy się nie zajmowali. Dlaczego? Być może dlatego, że wydawały im się kompletnie nieinteresujące, a być może dlatego, że nie mieli pojęcia, w jakim kierunku mogą pójść zmiany. A najprawdopodobniej dlatego, że tych zmian sobie najzwyczajniej na świecie nie wyobrażali. W głowie się im nie mieściło, żeby mogło się coś zmieniać w na przykład w sposobie rozumienia świata, żeby cokolwiek mogło być lepsze albo gorsze. Powinno być tak jak teraz, najwyżej treść tych przemyśleń zmieniłaby się, ale na przykład publicystyka powinna się posługiwać – tak jak się posługiwała – reportażem czy felietonem, i owe wypowiedzi pismaków powinny wyglądać mniej więcej jak te współczesne.

Otóż na moich oczach dokonały się bardzo istotne zmiany. Tak, zdarzyło mi się pracować dla czasopism, i to za czasów mojej pismackiej bytności redakcje sukcesywnie skracały materiały, bo ilość dopuszczalnego tekstu na rzecz zwiększenia liczby obrazków musiała się zmniejszyć. Za moich czasów zdarzyły się pretensje redaktorów, że zrzuty ekranowe, których wygląd jest wynikiem jedynie pracy programistów biblioteki graficznej, gdy nie mamy możliwości dorzucenia jakiś atrakcyjnych obrazków, jest zbyt surowy. Za mojej bytności w najmniej dwóch redakcjach poczułem wiatr historii, który wyznaczył kierunek wyraźnych zmian. Uświadomiłem sobie, że o ile faktycznie futurologowie nie mieli szans, by je przewidzieć, to oznaczają one, że nic już nie będzie takie samo. Gdyby ktoś wyrwał się ze światłą obserwacją, od razu uprzedzę: owszem, coś tam zmienia wprowadzenie czytników e-booków, aliści elektronika ma najmniejsze znaczenie, prawdę powiedziawszy, chyba żadne wobec tego, co się już stało.

Zmiany określamy takimi słowami jak „tabloidyzacja”, „komercjalizacja”, czy „portalizacja” – chyba to ostatnie jest nie zawsze akceptowanym neologizmem. Na moje wyczucie sam zestaw tych określeń dobrze definiuje zasadniczy i kierunek, i skutek tych zmian. Jaki? Jak mi się zdaje, można to dobrze pokazać na przykładach. Chyba dość drastycznych.

Przez tiwi przetoczyła się niedawno fala dyskusji wywołanych opublikowaniem przez Kongres USA raportu dotyczącego stosowania tortur i tajnych więzień w zaprzyjaźnionych krajach. Miałem okazję wysłuchać, jak to pewien – jak sam zaznaczał – poseł wielu kadencji przekonywał uczonych współdyskutantów, że on wie lepiej, jak z terrorystami należało postępować, bo był szkolony zarówno przez CIA, jak i przez Mosad, a metodami zgodnymi z prawem wygrać się nie da. Kilkoro intelektualistów próbowało z nim niemrawo dyskutować, powołując się na humanitaryzm czy empatię. Zdawać by się mogło, że gdy o sprawach zasadniczych wypowiadają się utytułowani luminarze nauki polskiej, nie kwestionowani jako moralne autorytety, erudyci, oraz – z racji przebytej kariery i pełnionych funkcji na uczelniach doskonali znawcy sięgających przecież starożytności zasad działania społeczeństw i państw – wszelkie pomysły tego typu spotkają się ze zdecydowanym potępieniem. Aż się prosiło albo o górnolotne łacińskie maksymy, których jest całkiem sporo na taką okoliczność, albo o zdecydowane stwierdzenie, żeś się pan z choinki urwał.

Otóż nic takiego nie powiedziano. Owszem, zauważono niestosowność, nawet zaznaczono, że intelektualiści nie zgadzają się z tak radykalnymi poglądami, ale najwyraźniej z przyczyn estetycznych, a nie zasadniczych. Autorytet moralny instytucji o ekscytujących , filmowo brzmiących skrótach jak CIA i MOSAD najwyraźniej skasował drobne dwa tysiąclecia bolesnych, wielokrotnie powtarzanych w tej materii doświadczeń i wyszło że torturowanie jest jakby… nieładne.

Nie wiem, czy ów poseł, człowiek wydający się światowym i wykształcony, wierzył w to, co mówił, czy rżnął głupa. Obstawiam, że jedno i drugie, bo reprezentuje partię, która – przemalowawszy się z czerwonego na kolor TKM (tera k… my), partii, która przerżnęła koncertowo wybory, mniejsza że samorządowe, i po tej klęsce podała sobie łapki ze swoimi prawie śmiertelnymi wrogami, która właśnie zafundowała Rzeczplitej kompromitację z więzieniami CIA – nie miał niczego innego do wyboru, niż bronić kumpli wbrew wszystkiemu.

Myślę, że delikwent, o którym mowa, entuzjasta łamania prawa, gdy się nam zdaje, że inaczej sobie z przeciwnikiem nie dajemy rady, po przydługiej edukacji w lewicowej formacji zetknął się z problematyką prawa, został przymuszony do jakiegoś wyuczenia się historii, i generalnie jego zasady nie mogły by mu być obce, skoro koledzy wkuwali dzieła Marksa, Engelsa i Lenina, tak zwane nauki społeczne. Na skutek tych przykrych przeżyć powinien wiedzieć, że we współczesnym świecie pewne sprawy są bardzo dobrze ustalone, niektóre nawet słowo się już rzekło, od czasów rzymskich. Do nich należy generalnie kwestia przestrzegania prawa. Pacta sunt servanda, a jeśli ktoś to kwestionuje, to nie mieści się w kręgu cywilizacji, do której chce się zaliczać na przykład Unia Europejska. Zasadą jest także niestosowanie tortur, i wynika ona z daleko bardziej dramatycznych doświadczeń, niż walka z dżihadystami. Ów poseł, jako że był kształcony jeszcze przez komunistów, musiał dobrze wiedzieć, że w XX wieku dwie wojny światowe zaczęły się na terytorium Europy, i mniej więcej zna ich przebieg. Za to, że odróżnia wojnę stuletnią od trzydziestoletniej, i kto kogo w nich wyżynał, nie dałbym puszki piwa, ale sądzę, że zdaje sobie sprawę, że nasza wysoka kultura, starająca się być wzorcem dla reszty świata, ma wielkie doświadczenia we wzajemnym bezsensownym mordowaniu się.

Z tejże przyczyny obstawiam, że jego powoływanie się na speców z CIA i Mosadu w kwestii łamania prawa nie było do końca szczere, ale twierdzę także, że szczera była wiara, że to może trafić do znaczącej części widzów lub słuchaczy, bo ktoś mógł akurat w ekran nie patrzeć. Myślę, że także szczerze uznawał – choćby ograniczoną – moc swoich argumentów, albowiem nie potrafił w swych wywodach prawidłowo użyć pojęcia prawa (czy podobnych). Proszę mi wybaczyć skrótowość, ale taka dysfunkcja to cecha zwykle wystarczająca, by nie przejmować się jakimiś rzymskimi zasadami.

Efekty dyskusji były zgodne z medialnymi zasadami. To znaczy: strony się obraziły w granicach dopuszczalnych prawem prasowym słowami niegrożącymi pozwami sądowymi, wyraziły emocje i pozostawiły, jak sadzę (w zamyśle autorów programu) w przeświadczeniu, że to „panie kolego, wszystko nie jest takie proste”. Albowiem proste jest tylko w przypadku, gdy się atakuje tych z jedynej, zupełnie niesłusznej partii, a ta odpowiedzialna za aferę z więzieniami, jakkolwiek słuszną nie jest, w ramach medialnych zasad nie ma być do końca rozjeżdżana. Zwłaszcza że ten pan poseł medialnym jest, bo w filmach występował.

Niczego nie wyjaśniono, nikt wypowiedział tej prostej kwestii, że o stosowaniu jakichkolwiek tortur w krajach pretendujących do bycia cywilizowanymi żadnej dyskusji nie ma i być nie może, że nie zdarzyło się nic, co by do tej dyskusji kogokolwiek upoważniało. Wręcz przeciwnie, doświadczyliśmy po raz kolejny, że przemoc obróciła się gracko przeciw tym, którzy ją stosowali. Można powiedzieć, że – oceniając telewizyjną awanturę z punktu znajomości zasad funkcjonowania świata nie tak dawno wymaganych od licealisty – była to kompletna kompromitacja. Mniej więcej coś takiego, jak dyskusja, czy porażonego piorunem zakopywać do ziemi, czy może raczej przystąpić do reanimacji, stosując masaż serca.

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Powiązane wpisy

Adam Cebula „Średnio o średniej”
Para-Nauka - 23 grudnia 2015

Osobliwe i niezrozumiałe rysunki odnoszą się do kabalistycznie mistycznego zjawiska, jakim jest wartość średnia.…

Adam Cebula „Prawie”
Felietony - 22 sierpnia 2014

Zebranie większej liczby obserwacji w jednej dziedzinie często prowadzi do uogólnień, które dotyczą czegoś…

Adam Cebula „Political niefiction”
Felietony - 14 maja 2018

Nie ma jak dreszczowiec – nic lepiej nie przyciąga publiki. Czym żyją tzw. media?Pewna…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!