Adam Cebula „Bełkotliwie” (2)

Felietony Adam Cebula - 30 stycznia 2015

W temacie dżihadu przeczytałem sobie sążnisty wywiad w „Gazecie Wyborczej” z jakimś, jak się domyślam, autorytetem w temacie. Zawsze muszę dodać, obrywa się „Wyborczej” ode mnie, bo ją czytam, gazet tak zwanych „prawdziwych Polaków” nie tykam, bo są tam głupoty zbyt durne, by dało się z nimi dyskutować. Otóż ów autorytet, pewna –wierzymy – dobrze zorientowana pani usiłowała wyjaśnić, dlaczegóż to powstało ISIS. Dlaczego w szeregi tak zwanego państwa islamskiego zaciąga się zdumiewająco wielu młodych ludzi. No więc ponoć z tego samego powodu, z jakiego młodzi Niemcy zaciągali się do Hitlerjugend.

Tylko że my, w tej bidnej Europie, do dnia dzisiejszego nie bardzo rozumiemy, co się wtedy w Niemczech stało. Wydaje się, że wystarczy przywołać Ericha Fromma i jego słynne działo „Ucieczka od wolności”, i wszytko jest jasne. Ale to jedynie hasła. Wydaje się, że rozumiemy ciąg zdarzeń, który nieodmiennie prowadzi do zarozumiałego dla Europejczyka wniosku, że to nasza wina, co można przetłumaczyć, że mamy na wszystko wpływ. Gdyby generalnie nie bryndza, jaka spadła na kraje arabskie wskutek obalania w 2003 roku Saddama Husajna, byłoby dobrze. To mniej więcej tak mądre, jak tłumaczenie antysemityzmu w Niemczech po I wojnie światowej kryzysem i biedą. Tylko że w Polsce, która była postrzegana jako mniej antysemicka niż Francja, np. przez rodzinę Polańskiego, bo się nieszczęśliwie do nas przeniosła, ekonomiczne antagonizmy pomiędzy Polakami i Żydami były nieporównanie silniejsze, większa były bida i beznadzieja.

Jakimś cudem nazistowska propaganda przyniosła skutek tam, gdzie było łatwiej, a w kraju, gdzie faktycznie rządziła wojskowa faszyzująca junta, nie dało się utworzyć kolaboracyjnego rządu, podczas gdy w krajach o starej, okrzepłej demokracji te rządy posłuszne hitlerowcom powstawały. Otóż nie mamy pojęcia, dlaczego w Przywiślańskim Kraju nie ruszyła ludzi ani propaganda komunistów, ani faszystów, a tuż za naszymi granicami znalazły posłuch szalone ideologie i przyniosły katastrofę na światową skalę.

Jak wygląda publicystyka XXI wieku? Ano… staje się coraz bardziej zamknięta we własnym wirtualnym świecie. Cóż bowiem oznacza słówko „tabloidyzacja”? To pewnie uproszczenie, ale też hasłowość. Opisywanie przemian właśnie takimi słówkami, jak „komercjalizacja” czy wałkowana „tabloidyzacja” to zabieg udawania wyjaśniania czegoś poprzez nazywanie uczonymi słówkami, które zdają się coś znaczyć, ale w istocie są jedynie pustymi hasłami. Przyciśnięci do muru ludzie nie będą potrafili ich wyjaśnić. Na czym polega „komercjalizacja”? Ekhem… na „tabloidyzacji”.

Opisywanie świata sprowadza się do użycia odpowiedniej formy wypowiedzi. Pismacy skutecznie uczą się ukrywać przed czytelnikiem kompletny brak treści. Metody, jakie stosują, nie są bynajmniej nadzwyczaj wyszukane. To używanie czegoś, co ludzie stosują od tysiącleci do oswajania świata: wymyślanie bytów, duchów bożków, demonów poruszających różne wymyślone koła fortuny. Nie widzimy tego, bo panteon został dokumentnie odświeżony, a zasiedlające go stare diabły otrzymały nowoczesne karoserie. Choć ich wnętrze jest dokładnie takie samo jak za czasów, gdy straszono się przy darciu pierza, albo może przy oprawianiu zdobyczy w jaskiniach.

Aliści wydaje się nam, że przekaz jest funkcjonalny i nowoczesny. Ot, zbuntował się nam ciemny lud, bo mamy oswojonego diabełka buntu, który objawia się nam, gdy pojawia się bida. Diabełka owego obłaskawiamy metodą znaną z czasów kamienia łupanego: składaniem ofiar. Tak, Drogi Czytelniku, masz rację, że to działanie wydaje się racjonalne. Tak racjonalne, jak za czasów starożytnego Egiptu stosunek ze świętym kozłem wydawał się niezawodnym sposobem na bezpłodność. W zaklęciach autorytet bogów został zastąpiony Erichem Frommem i budzącym respekt tytułem tajemnej księgi.

Skąd się biorą nowoczesne zaklęcia i imiona nowych bogów? Ze współczesnej mitologii. Jeśli człek nie wie, dlaczego pioruny walą, potrzebny mu skarbczyk udatnych literacko pomysłów. Wyciągnie z niego w odpowiedniej chwili Gromowładnego, postać barwnie wymyśloną, krwistą, łatwą do zapamiętania i interpretacji. Albo owego diabełka buntu ciemnego ludu. Współczesny panteon zapełniają pismacy. Czasem podli, czasem z polotem, ale dzięki nim mamy zbiór demonów medialnych, ślicznie udających opis rzeczywistości. Wyskoczył klient z okna – to przez demona depresji, wziął spluwę i rozwalił kilkunastu kumpli z klasy – wszystko jasne, zadziałał czarcik niskiej samooceny. A jeśli, czytając te bzdury, człek łapie się na tym, że tak zwane media niczego nie wyjaśniają, wszystkiemu jest winna „tabloidyzacja”.

Ależ można coś o świecie powiedzieć. Domyślam się przynajmniej jednej składowej buntów, które wybuchają nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale też choćby w Afryce czy w regionach dalekiej Azji, z którymi zapoznawał się nas rodak Joseph Conrad. To chyba działanie drugiego instynktu – jeśli chodzi o władanie nad organizmami – po strachu przed śmiercią, czyli dążeniu do prokreacji. W społeczeństwach, w których etyka jest oparta na ekologii stada kóz, najważniejszą rolą kozła jest nieustanne pokrywanie samic. Aby mu się to udawało, musi mieć nad nimi władzę. Cóż, dobór naturalny, moim zdaniem, miał silne powody, by preferować genotyp kobiety, która potrafiła obiecać, ale nie dać. Jej potomstwo w warunkach przymusu seksualnego miało największe szanse na przeżycie; kobieta, która ciągle rodziła, szybko umierała, nie miała szans na doprowadzenie dzieci do wieku samodzielności. Proszę wybaczyć obserwacje starszego pana, lecz coś mi się zdaje, że bez instytucjonalnego, umocowanego w klanowych prawach zezwolenia na gwałcenie, nasz kozioł se nie poużywa. Owszem, przyjdzie mu się zgodzić z kolegą z dalekich zimnych krajów, że Barbórka lepsza niż seks, bo częściej.

Technologia dramatycznie zmienia ekologię ludzkich stad. Kobieta, która dawniej potrzebowała chłopa, właściciela stada owiec lub wielbłądów, poważanego w radzie starszych, usamodzielnia się. Facet staje się średnio atrakcyjnym dodatkiem do życia. Wystarczy mieć jakiś zawód, nawet umieć czytać i pisać, by mieć środki do przeżycia. Na dodatek – obserwuję ten proces od lat – chłopcy niechętnie się uczą, chyba z biegiem czasu coraz gorzej. Owszem, bywają wyjątki, ale generalnie kobieta z jakiś niezrozumiałych powodów okazuje się lepszym uczniem. Skutkiem tego zdobywa zielone papierki ze znakiem $ oraz pozycje w radach starszych zarządzających firmami.

Faceci z etyką wywiedzioną ze stada kóz tracą wszystko. Wali się ich pozycja w rodzinach, nie dlatego, jak pisze „wywiadowana” znawczyni Wschodu, że kraj nawiedza zły duch bidy, ale dlatego, że nic nie potrafią. Ich system wartości oparty na klanach wyklucza możliwość, by w miejscach, gdzie żyją, powiodła się jakaś samoorganizacja społeczeństwa na wzór Europy. Wali się też władza innych kobiet, starych babek, ciotek, pierwszych żon w haremach. Ci ludzie mają tylko jeden pomysł na ratowanie siebie: zachowanie klanowego systemu organizacji społeczeństwa. A młodzi mężczyźnie nie potrafią inaczej zapewnić ujścia swym instynktom, jak poprzez przemoc w stosunku do kobiet.

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Pamięci świetnych wynalazków, czyli o fantastyce w futurologii”
Para-Nauka Adam Cebula - 14 grudnia 2015

Dziś właściwie można zadać pytanie: „Po jasny gwizdek mielibyśmy się tam pchać?”.…

Red-Akcje nr 15

Giętkość dziennikarskiego języka niezmiennie zadziwia RedAkcję F-ta. Na portalu TVN24 czytamy w…

Adam Cebula „Pophistoria, czyli sos z uralskiego bombowca”
Para-Nauka Adam Cebula - 11 lipca 2016

Niemcy potrzebowali konstrukcji, która dawałaby się tłuc ze sztancy w ogromnych ilościach, łatwej do transportu, możliwej…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!