Adam Cebula „Bełkotliwie” (3)

Felietony Adam Cebula - 30 stycznia 2015

Technologia jest bezlitosna, nawet w zawodach typowo męskich morduje klanową etykę. Nie jesteś podległy majstrowi na budowie dlatego, że był kiedyś najdzielniejszy w bitce, że cieszy się poparciem innych z rady starców, ale z powodu ukończenia przez niego szkół, przejścia szczebli kariery wedle wzorców przyniesionych z Europy. Technologia deprecjonuje męskie cechy: psu na budę mięśnie, gdy jest się operatorem suwnicy. Za to trzeba umieć przeczytać ze zrozumieniem instrukcję obsługi.

Tracisz społeczną pozycję, tracisz władzę nad kobietami, nie pociupciasz sobie. Na dodatek religie nie pozwalają ci stłuc. Zadziwia mnie zawsze, z czego wynika zajadłość religii Wschodzu i Zachodu w tej materii, wszak oryginalny grzech Onana zasadzał się na zupełnie innych okolicznościach. Nie szkodzi – na samo wspomnienie wali się piorunami, zieje siarką i piekielnym Pozostaje tylko jedna przyjemność, dostępna dla całej męskiej populacji, znana też Europejczykom: zginąć za ojczyznę, bo żyć się nie da. Ba, gdybyż to islam pozwalał choćby zalać mordę w samotności…

Diagnoza brzmi zabawnie, ale wiele wskazuje, że seksualna składowa powtarzających się rebelii jest bardzo silna. Porwania uczennic, targi niewolnic, masowe gwałty pokazują, że w lwiej części chodzi właśnie o to – po prostu o chuć. Diagnoza niestety jest mało optymistyczna, raczej powiedziałbym tragiczna, bo mówi nam, że nie zmieni się wiele, dopóki faceci ze Wschodu nie pokonają kulturowego dystansu. A jego wyznacznikiem jest postać z filmów Woody Allena, człowiek, który wie, że w sprawach seksu człowiek musi radzić sobie sam. Jak daleko jest Bollywood od Hollywood? Chyba mniej więcej tak samo, jak ta szacowna dzielnica wytwórni filmowych od naszego pozbawionego złudzeń nowojorskiego reżysera…

Może ów wywód brzmi nazbyt perwersyjnie, wyda się – jak na wyjaśnienie – nazbyt ekscytujący, jak ów (usunięty przez autora) pierwszy rozdział wiekopomnego dzieła „Moskwa – Pietuszki”, jednak chciałbym zwrócić uwagę, że w teorii tej nie posługuję się terminami wytrychami typu „niezasymilowane mniejszości”. Może sformułowania są wiejsko-ludyczne, ale wszystko jest raczej jasne i dotyczy szarej codzienności.

Jak odróżnić opis świata oparty na medialnej mitologii (czy na różnych bytach wyczarowanych z mieszania modnymi słówkami) od rzeczywistej próby zrozumienia czegokolwiek? Ano właśnie: jest to TRUDNE. Zjawisko dżihadu nie za bardzo mnie interesuje, o wiele bardziej jestem zaniepokojony kierunkiem, w jakim podąża publicystyka. Opisy, które obwiniają USA, ale i w istocie obdarzają je mocą sprawczą nakręcającą losy świata. Ta moja wizja, mówiąca, że ani powstrzymanie tego, co się stało, ani wygaszenie niepokojów nie zależy od władców z Zachodu, brzmią na ucho tak samo. Równie uczenie, a nawet uczeniej, bo ekhem… holistycznie wyglądają pomysły o bidzie sprowadzonej interwencją USA w Iraku. Albowiem w powszechnym przekonaniu USA ma wpływ na wszystko.

Mechanizmy generowania medialnego bełkotu obnażają się czasami. Gdy pan spec od terroryzmu wypowiada się o zasadności łamania prawa, może sięgnąć do zbioru diabełków i demonów wygenerowanych i wpuszczonych do świadomości jedynie przez tych bajkopisarzy, którzy zajmują się zamachami terrorystycznymi i temu podobnymi atrakcjami. Ano tak: jeśli zaczynamy mówić hasłami, aby nie dopuścić do wyjścia z konwencji, do tego, by słuchacz nie zaczął się za bardzo zastanawiać, musimy się odwołać do pewnego zbioru wcześniej ustalonych, dobrze zaakceptowanych przesądów, stereotypów, fabularnych schematów: skarbczyka bożków, wspólnego dla prawie wszystkich. A kto generuje bożków w kwestiach związanych ze służbami specjalnymi, terrorystami, bombami i podobnymi atrakcjami? Twórcy filmów klasy B i C. W tych produkcjach nie ma miejsca na rozważania o dochowaniu paktów w świetle zasady rebus sic stantibus – i co w związku z tym? Tym sposobem nie dyskutujemy o rzeczywistym świecie, ale o zasadach pisania scenariuszy bardzo złych akcyjniaków.

Niestety, z głów wywiało i łacińskie maksymy, a tym bardziej ich znaczenie; w danym temacie (wysadzania) dysponujemy wspólnie jedynie terminologią z tychże kretyńskich strzelanek i gier komputerowych. Wyparowała z głów wiedza historyczna, społeczna, nikt się nie połapie, jakie kompromitujące rzeczy się wygaduje. W rezultacie nowoczesna publicystyka, choć operuje tymi samymi metodami opisu świata, co nawet nie religie, ale ludowe ich interpretacje, potrafi coraz doskonalej udawać mędrca, który wie i rozumie, który potrafi przewidywać. Ta publicystyka genialnie stroi się w piórka nowoczesnej wiedzy. Niestety, wraz z przyrostem takich umiejętności mamy coraz mniejsze zapotrzebowanie na faktyczne rozumienie świata.

Sam bym tego nigdy nie przewidział, ale gdy kierunek został wyznaczony, mogę prorokować, jak to będzie wyglądało w przyszłości. Nazywa się to „generator bełḱotu intelektualnego”. Jak kto pogrzebie w starych numerach Fahrenheita, odnajdzie i moje eksperymenta w tej dziedzinie, które, choć miałem większe artystyczne ambicje, dość dobrze oddają istotę rzeczy. Ów program wygeneruje dla stworzenia wrażenia polemiki na przykład analizę optymistyczną i pesymistyczną, obie niosące tyle informacji, co liczba startowa generatora pseudolosowego, czyli nic. Obie doskonale się czytają. Albo trzy, pięć, dziesięć – do wyboru. Mniejsza, że na bruk polecą publicyści. Mniejsza, bo od dawna działają jak opisany powyżej typ programów.

Nikt nic nie będzie rozumiał, wszyscy będą wyglądali na bardzo mądrych, powtarzając gracko pozszywane frazy ze „stabloidyzowanych” mediów. Wszyscy będą zadowoleni. Aż do momentu, gdy jakiś brodaty facet pojawi się w drzwiach, i ciągnąc za zawleczkę, zabełkocze „Allach Akbar”.

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Litości dla zaradnych!”
Felietony Adam Cebula - 3 września 2015

Światem rządzą bogowie, człowiek ma swoją misję i los wyznaczony z góry, cokolwiek by robił,…

Adam Cebula „O sensie samym w sobie”
Para-Nauka Adam Cebula - 4 listopada 2015

Gdy w Polsce zaczynał się komputerowy boom, to w czasopismach poświęconych królującym wówczas pecetom zwyczajnie nie było…

Adam Cebula „Political niefiction”
Felietony Adam Cebula - 14 maja 2018

Nie sądzę, że to propaganda ukształtowała Billa czy Johna, który wyleciał z roboty i ujrzał na swoim miejscu Meksykanina. On…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!