Adam Cebula „Co dwa lata koniec świata”

Felietony Adam Cebula - 5 stycznia 2015

Za czasów mojego dzieciństwa takim powiedzeniem kwitowano agitację, jaką uprawiał pewien obecny w okolicy odłam chrześcijan. Są zasadnicze powody, dla których współczesny „pijar” nie może się obyć bez argumentów zupełnie ostatecznych. Jeśli jednak natkniemy się na nie w codziennej publicystyce, to warto się zastanowić, skąd się biorą i czy raczej nie byłoby polityczniej z nich zrezygnować. Choćby dlatego, że zaczyna to wyglądać idiotycznie, gdy co sięgniemy po gazetę, co klikniemy w jakiegoś linka, to wyskakuje nam opowieść o rychłym końcu, zazwyczaj wszystkiego.

Te opowieści mają pewną wspólną cechę. Jaką? Chyba tezę warto podeprzeć kilkoma przykładami. Weźmy sobie coś, co się chyba już definitywnie skompromitowało, a o czym pisaliśmy na łamach naszego dzielnego pisma: www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f58/20.html
Kryzys surowcowy jest jednym z ulubionych tematów pisarzy SF. Cóż bowiem jest bardziej fabuło-twórcze niż bijatyka o dobra, a zwłaszcza takie, które są nieomal warunkiem przeżycia? Ależ oczywiście, pogarszające się warunki życia, spadające pensje, rosnące ceny muszą nieuchronnie prowadzić do awantur na ulicach, rozpadu struktur społecznych i na końcu, o pisarska radości!, do jakże malowniczego społeczeństwa rodem z dziewiętnastowiecznych wyobrażeń o średniowieczu. Tak, zniknie cała organizacja, rozleci się infrastruktura, uleci gdzieś w kosmos cała wiedza… Błądząc po Internecie, dojdziemy do wniosku, że mamy wręcz ruch zwolenników oil-peaku. Mają oni całkiem sporo atomowych argumentów za szerzeniem paniki. Jednym z nich jest diaboliczne, zabójcze w swej skuteczności rozumowanie. Mianowicie każda nowa technologia prowadzi do zwiększenia zużycia energii. Więc nie masz, ach nie masz żadnej nadziei, także w swojej łepetynie. Cała twoja inteligencja, która od dziesiątek tysiącleci stanowi o przewadze homo sapiens, tym razem na nic. Czego byś nie wymyślił, co miało być panaceum na kryzys energetyczny, obróci się z definicji przeciw tobie. Nic tylko czekać coraz to większej ruiny gospodarczej, a jedyne, nad czym warto główkować, to: jaki moment będzie właściwy, by palnąć sobie w łeb. Nieuchronnie czeka nas bowiem to, co oglądaliśmy w filmie Mad Max, oczywiście w optymistycznej wersji, bo do fazy gangów walczących o resztki paliwa dotrwają jakieś nędzne resztki ludzkości, a 99.9% wyginie z straszliwych męczarniach znacznie wcześniej.

W zalinkowanym artykule z naszego dzielnego pisma autor bardzo ładnie wypunktował technologiczne błędy takiego rozumowania. Wzięty zupełnie z kapelusza jest pomysł, że rozum na nic się nie przyda. Jeśli bowiem sięgnąć w technologiczną historię, to można powiedzieć, że postęp opiera się na wymyślaniu sposobów pozyskiwania i wykorzystywania nowych rodzajów energii, na coraz to efektywniejszym niąj gospodarowaniu. Dość przytoczyć historię rodzajów ogrzewania. Zaczyna się od ogniska, przy którym można przetrwać nawet przy ujemnych temperaturach, ale na pewno nie da się nie zamarznąć w syberyjskich czy arktycznych mrozach. Wynalazek w postaci schronienia odcinającego, wyrażę się technicznie i przemądrzale, wymianę ciepła z otoczeniem poprzez transport powietrza, na przykład jurta, pozwolił zwiększyć zasięg gatunku w strefy, gdzie temperatura spada do minus kilkudziesięciu stopni Celsjusza. Ognisko ma sprawność na poziomie kilku procent. Kominek w porywach ma ich kilkanaście. Ale w pewnym momencie ludzie połapali się, że chodzi o grzanie powietrza, i wymyślili piece, które dają już dobrze ponad pięćdziesiąt procent sprawności. W dziedzinie ogrzewania dokonał się postęp kilkudziesięciokrotny, gdy weźmiemy za wskaźnik efektywność wykorzystania paliwa. Warto to sobie zapamiętać. Ale nie koniec na tym. Sięgnęliśmy po coś znacznie efektywniejszego od grubych polan wyrąbanych w puszczach.

Węgiel kamienny w ognisku to naprawdę kiepski pomysł, niedobry także w kominku, i tu, i tam kiepsko się będzie palił. Zrozumienie procesu spalania doprowadziło do zmajstrowania dziś oczywistego urządzenia, paleniska z rusztem, w którym można spalać paliwa kiepsko się palące w innych okolicznościach. Jednak kiepeła pracuje i myślenie daje doskonałe rezultaty.

To ono doprowadziło do zastąpienia wioseł na łodziach żaglem, zbudowania wiatraków i młynów z kołami wodnymi do mielenia zboża. Rozum doprowadził nas do ropy naftowej, ale też do budowy wielkich hydroelektrowni, odkrycia i używania gigantycznych złóż węgla brunatnego, a także – naprawdę to drobiazg – użycia energii jądrowej.

Zasadniczy powód do panikowania, że przecież nic się nie da wymyślić, jest kompletnie wydumany. Nie dość, że wymyślaliśmy od zawsze, ciągle wymyślamy. Oil peak, oglądany głównie z okien samochodów przez osobników, którzy nie potrafią wymienić cykli czterosuwowego silnika spalinowego, może wyglądać strasznie, ale prawdziwy entuzjasta motoryzacji przypomni, że silnik spalinowy wewnętrznego spalania jest tylko jednym z możliwych rozwiązań. Nie mamy pewności, że najrozsądniejszym, a nawet najłatwiejszym do wprowadzenia. Tak się złożyło, że postawiliśmy na ropę, w znacznej części był to splot decyzji politycznych i historycznych zaszłości. Ależ tak, mamy w odwodzie gotowe konstrukcje, które mogą załatwić najbardziej benzynową część problemów cywilizacji.

Z pewnością jakimś sposobem są samochody elektryczne, ale kiepskim. Wypróbowano natomiast napęd pneumatyczny, działało to z wielkimi sukcesami pod nazwą systemu Mękarskiego w transporcie miejskim, potem bardzo długo w kopalniach. Innym rozwiązaniem – już opracowanym i dobrze działającym – są wszystkie odmiany silnika pastora Stirlinga. Często na internetowych portalach wypisuje się mądrości, że nadaje się on jedynie do pracy na łodziach czy statkach z powodu konieczności intensywnego chłodzenia, ale to bujda, nie ma żadnego fizycznego powodu, by nie działał w powietrzu. Wielokrotnie już pisałem – silnik zewnętrznego spalania pokręci się na dowolnym paliwie, nawet na suszonych krowich plackach.

Oil peak na dzień dzisiejszy jest już byłą teorią. Przykładem paniki, która wpuściła nas w kompletne maliny. Jaki błąd popełniono przy jej wymyślaniu? Cóż, ktoś nie doczytał, co napisano w tabelkach, skąd się wzięły dane. Kryzys galopujących cen ropy naftowej był kombinacją różnych czynników i nie miał nic wspólnego z ilością niewydobytej ropy naftowej. Owszem, wielkość złóż w giełdowych danych gwałtownie malała, ale były to ZINWENTARYZOWANE złoża, kolejne ważne słówka, ROPY LEKKIEJ. W czasach, gdy ceny benzyny szybowały w górę, a panikarze szykowali się do realizacji filmowych scenariuszy, pies z kulawą nogą nie chciał się zająć prowadzeniem nowych odwiertów, raczkowała technologia wydobycia z piasków roponośnych (to jest ropa nie-lekka), a o łupkach słyszeli jedynie geologowie.

Gdyby ktoś sprawdził, dowiedziałby się, że złożami ciężkich węglowodorów nie bardzo się zajmowano i nie ujmowano ich w statystykach. Chyba do dziś nie bardzo wiadomo, jak wielkie są te złoża. Dowiedziałby się, że gdy przez długi czas ceny surowców energetycznych trzymały się w zakresie bardzo niskich przedziałów, nie prowadzono poszukiwań nowych złóż, badania nad nowymi technologiami energetycznymi zostały wyparte do sfery akademickich, nikomu niepotrzebnych zagadnień i że nawet ta bardzo ograniczona działalność doprowadziła w końcu do tego, że dziś mamy energię z niekonwencjonalnych źródeł.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Bełkotliwie”
Felietony Adam Cebula - 30 stycznia 2015

Pewnymi tematami futurolodzy nigdy się nie zajmowali. Dlaczego? Być może dlatego, że wydawały im…

Adam Cebula „Milczenie jest złotem, czyli o mechanice Newtona”
Para-Nauka Adam Cebula - 24 listopada 2015

Nieboszczyk Newton sformułował trzy fajne zasady… oczywiście zanim został nieboszczykiem. W mitycznych czasach,…

Adam Cebula „Political niefiction”
Felietony Adam Cebula - 14 maja 2018

Nie ma jak dreszczowiec – nic lepiej nie przyciąga publiki. Czym żyją tzw. media?Pewna…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!