Adam Cebula „Jak coś nie działa” (2)

Felietony Adam Cebula - 8 stycznia 2019

Cokolwiek to znaczy, ja też się irytowałem, że Canon nie podąża za Nikonem w produkcji matryc… no właśnie, dających dużą dynamikę w zakresie małych czułości. Źle – bo? Ano właśnie… szczegóły techniczne, które szybko przechodzą w socjologię. Owa dynamika służy temu, że daje się wykonać operację „ciągnięcia z cieni”. Można też „ciągnąć ze świateł”. Za tymi terminami kryją się operacje, dzięki którym na zdjęciach zamiast czarnych i całkiem białych plam wszędzie są jakieś szczegóły. Przynajmniej w słowach wygląda to zachęcająco dla fotografa. Aliści w pewnym momencie połapałem się, że często gęsto uatrakcyjniam swoje zdjęcia odwrotnie: podciągając kontrasty. Czyli doprowadzając właśnie do powstania tych czarnych i czasami białych plam.

Uświadomiłem sobie, że jestem typem pstrykacza, który patrzy na fotografię nie pod względem jej technicznej doskonałości. Raczej ze świadomością, jaką rolę pełni finalnie. Że znajdzie się np. jako obrazek nagłówkowy w Fahrenheicie z rozdzielczością trochę większą niż znaczek pocztowy, nikt nie da rady sprawdzić tych cieni i świateł. Doświadczenie mówi mi, że prawie zawsze fotografie tracą na mnogości szczegółów i lepiej je zamazać dla podkreślenia głównych motywów czy skupienia uwagi oglądającego na tym, co stanowi o treści zdjęcia.

Aha, chyba ze mnie tzw. „canoniarz”. Coś przeciwstawnego (zdaje mi się, że lepiej oddaje rzecz słówko „protiwpałożno”) do domniemanej sylwetki niektórych „nikoniarzy”. Wydaje mi się, że różnica tkwi tym, że są pstrykacze, którzy akceptują techniczną niedoskonałość, i tacy, którzy nie darują nie tylko niedoróbkom, ale stosowaniu niedozwolonego sprzętu. Dwa różne światy. Zupełnie inna historia, po czyjej stronie jest „moralna racja”. Sztuka, choćby zabawiająca na jarmarku tandetnym kuglarstwem, ma to do siebie, że można tak, ale można – a nawet trzeba – dla przyciągnięcia publiki zupełnie inaczej. Tak jak komedia nie jest lepsza od tragedii (i na odwrót), tak nie ma za bardzo sensu rozprawianie, czy dbałość o szczegół aż do przesady jest lepsza od nonszalancji, za to z naciskiem na treść zdjęcia. Chyba jest tak, że jeśli fotograf nauczy się jednego podejścia, to nie ma szans – zabraknie mu życia, aby przerzucić się na ów drugi nurt.

Nie mogę udowodnić, że te dwa światy artystyczne tak właśnie statystycznie wyglądają, ale tak sobie to wyobrażam. W jednym worku mamy produkcję fotografii informacyjnej, masowej. Fotograf pędzi na spotkanie z politykiem i nie ma ochoty na wyprodukowanie zdjęcia Wielkiego Wodza Narodu typu słynnego portretu Churchila, jaki mu zrobił Yousuf Karsh. Mamy raczej typ paparata, który najchętniej strzeliłby skandalizującą fotkę, która będzie ilustracją chwili, emocji, chętnie z jakąś złośliwą wymową. Robi tych zdjęć wiele. Nie są obliczone na długie trwanie, pokazują aktualne wydarzenia i uczestniczących w nich ludzi. Z najbardziej znanych fotografów typ Roberta Capy.

Pewnie lepszym wzorcem byłby Erich Salomon, który dla treści zdjęć „odpuszczał” ich jakość techniczną, starając się wykonywać je np. w słabym oświetleniu.

Na przeciwnym biegunie postawiłbym takich ludzi jak wspomniany Yousuf Karsh czy Helmut Newton. Prezentował typ fotografii, w której niczego nie można zostawiać przypadkowi. W fotografii modowej mamy do czynienia z planem zdjęciowym zorganizowanym podobnie jak plan filmowy. W czasach przed rozwojem komputerowego retuszu podczas sesji był zatrudniany jeden asystent, który zajmował się wyłącznie tym, by w kadrze nie znalazły się jakieś niepotrzebne przedmioty, by aparat nie zarejestrował innych niechcianych widoków. Usuwał np. waciki po makijażu czy przeganiał muchy. Pilnował, by nie zostały, co się często przytrafia, jakieś fotograficzne akcesoria typu wzornika kolorów czy tzw. szarej kartki. W tego typu fotografii nie ma mowy, by fotograf przystosowywał aparat do oświetlenia, zakładając np. filmy o wysokiej czułości czy jasne (cokolwiek to znaczy) obiektywy. Trzeba zorganizować oświetlenie, jakie sobie artysta wymarzył.

Upraszczam straszliwie. Nikon to w zasadzie był sprzęt „profi” dla jednego i drugiego typu fotografii, w tym teleobiektywy, z którymi kojarzymy paparatów. Coś się wydarzyło w momencie wchodzenia do masowego użytku fotografii cyfrowej.

Historię próbuje się tłumaczyć w sposób zrozumiały jedynie dla wąskiej grupy znawców tematu. Prawda, Canon wprowadził lecz znacznie wcześniej nim zaczęła się epoka cyfrowa standard mocowania obiektywów EF, Nikon dopiero teraz coś kombinuje. Być może ma to coś wspólnego z faktem, że Nikon spadł z piedestału producenta sprzętu dla profi, że Canon zajął jego miejsce. Mam wątpliwości, że sami użytkownicy tak to widzą. Rzecz jest widoczna dopiero w ogólnych statystykach, mówienie o zamianie jest ucieczką od opisania co się stało w efektowny skrót. Jednak krótka wizyta w necie przekona nas, że mamy zwalczające się nawzajem plemiona „canoniarzy”, „nikoniarzy” czy „pentalibów” (od marki Pentax), które nie tylko nie dotkną sprzętu wrażej firmy, ale zwalczają też sposób fotografowania.

Chodzi o zilustrowanie zjawiska: da się przeprowadzić bardzo skutecznie linię podziału pomiędzy klientami zdawał by się z identycznymi potrzebami, którzy chcą kupić identyczny produkt. Co więcej, ten podział da się wzmocnić, wręcz wygenerować od podstaw.

Istnieje w świecie fotografii tak zwany „zaawansowany amator”. Osobnik na pierwszy rzut oka nieróżniący się od profesjonalisty. Między innymi przez to, że bardzo często publikuje swoje zdjęcia za niemałe pieniądze, ma także poważne wymagania sprzętowe. Często nawet bardziej wyśrubowane od zawodowca. Ale to nie zawodowiec.

Zawodowiec wykalkuluje, że w coś już się nie opłaci inwestować, bo się nie zwróci, dla amatora fotografia jest przyjemnością samą w sobie i wywali wielkie pieniądze, byle uzyskać upragnione zdjęcie. Jednak liczba zdjęć robionych przez profesjonalistę i amatora może się różnić o więcej niż rząd, spokojnie 100 razy. Amator odpuści fotografowanie w deszczu, bo jest nieprzyjemnie. Dlatego amator nie będzie miał ochoty zapłacić za uszczelnienia obiektywu ani za superwytrzymały mechanizm migawki, który przeżyje ze dwa pokolenia fotografów niezawodowych. I tak mamy kolejną specjalizowaną niszę rynkową.

Tę niszę można jeszcze podzielić na kolejne półki: dla tych amatorów, których stać na wszystko, i tych którzy skąpią kasy. I jak się przyjrzeć modelom wypuszczanym na rynek, coś podobnego się uskutecznia.

Czy można na przykład wyprodukować aparat fotograficzny dla blogera? Mam wrażenie, że coś takiego powstało, i nie tylko Canon, ale np. Olympus celują w tę grupę odbiorców Co do Olympusa, to kolega z pracy wynalazł reklamę skierowaną do blogerek modowych. Bynajmniej nie do blogerów w ogóle, ale do blogerek. A tak, seksistowskie, ale procesu nie będę wytaczał, odnotowuję tylko taki fakt. Segmentacja rynku posuwa się do takich szczegółów.

A wszystko skutkuje tym, że konkurencja zostaje dramatycznie osłabiona. Są jednak jeszcze mocniejsze metody, powiedziałbym „atomowe” . Taki przypadek. Nic szczególnego, firma Nikon wypuściła obiektyw. Cena – jakieś mniej więcej 6 kpln, tak zwany „standard” albo „długi standard” 58 mm jasność f/1,4. Mniejsza, co to wszystko znaczy. Cóż napisał o tym wynalazku portal zajmujący się testowaniem sprzętu? „Nie będę dalej pastwił się nad testowanym Nikkorem, bo szkoda na to czasu”.

Ściągnij tekst:
Strony: 1234

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Idea fantastyczna, nie polityczna”
Felietony Adam Cebula - 3 maja 2016

To technologia, a nie na odwrót, spowodowała rozwój społeczeństwa sterowanego pieniądzem. Tak, w pewnym momencie pojawiły się…

Adam Cebula „Pophistoria, czyli sos z uralskiego bombowca”
Para-Nauka Adam Cebula - 11 lipca 2016

Niemcy potrzebowali konstrukcji, która dawałaby się tłuc ze sztancy w ogromnych ilościach, łatwej do transportu, możliwej…

Adam Cebula „Ósme przykazanie na rok 2019”
Felietony Adam Cebula - 25 marca 2019

Dawno temu wyczytałem, czemuż to poważny czytelnik nie sięga po fantastykę naukową.…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!