ISSN: 2658-2740

Adam Cebula „Koło, czyli ersatz muła”

Felietony Adam Cebula - 6 kwietnia 2021

Foto: pexels.com

Koło, czyli ersatz muła

Co jakiś czas nachodzi mnie ochota wypróbowywania jakiś genialnych (albo wcale) metod fotografowania. Tym razem miałem okazję się przekonać, że praktyka – jak sądzę, w leninowskim znaczeniu – może mistrza nie czyni, ale wybija głupoty z głowy. To jest tak, że ostatnimi czasy bombardują mnie reklamy smartfonów. Smartfon, jak powszechnie wiadomo, nie służy do telefonowania, tylko do robienia zdjęć.

Nie mam smartfona i jeśli kiedyś kupię, to prawdopodobnie tablet – do sterowania aparatem fotograficznym, może gimbalem, ale dopóki mogę, nie będę się podłączał do światowej sieci przez okrągłą dobę. Nic w tym z ideologii. Nie widzę zastosowania.

Tymczasem pochód smartfonowej fotografii, jak mi się zdaje, budzi grozę fotografów i miłośników fotografii. Są tacy, którzy biadają, że teraz każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej, są i tacy, którzy biadają o wiele bardziej merytorycznie. Chodzi o to, jak smartfon robi zdjęcia, że z musu człowiek coraz mocniej jest oddzielany elektroniką od samego procesu, że ma coraz mniejszy wpływ na to, co otrzyma.

Biadanie, że teraz każdy może, nie jest pozbawione sensu. Natłok zdjęć powoduje, że potencjalnemu odbiorcy coraz trudniej selekcjonować, często mu się zdaje, że komórką zrobi to samo i gdzie tu jakaś sztuka? Łatwość idzie w parze z coraz gorszym rozumieniem, co się właściwie robi i jak to działa. W rezultacie nie rozumiemy, co widzimy na zdjęciach. Program przerobił jakiś obraz „wlotowy” na „wynikowy”. Dość łatwo się przekonać, jak nasza zarzucona toną obrazów wyobraźnia gubi się w najbardziej elementarnym zakresie, gdy na przykład porównujemy zdjęcia z reklamówek hotelu z rzeczywistym pokojem. Zazwyczaj zaskakuje nas „jak tu jednak ciasno”. Bo ktoś zrobił zdjęcia szerokokątnym obiektywem. Jesteśmy zawaleni takimi zdjęciami, a gdybyśmy je widywali rzadziej, to prawdopodobnie przy pierwszym spojrzeniu uruchomiłby się sygnał ostrzegawczy, że coś tu nie gra.

To osobna sprawa – popatrzeć z punktu widzenia miłośnika fantastyki naukowej, jak się zmienia rola pewnych mediów. Pamiętam scenę z opowiadania, które działo w odległej przyszłości, gdzie bohater w opuszczonym osiedlu znalazł ruchomą fotografię. Jak pamiętam, wyświetlała ona sekwencje klipów filmowych. I co? Mamy urządzenie pod nazwą „elektroniczna ramka do fotografii”.

To jest dość ważne zagadnienie do przemyślenia: obrazy towarzyszą człowiekowi od początku cywilizacji. Niektóre malowidła z Australii są datowane na 40 tysięcy lat przed naszą erą. Zawsze towarzyszyły nam rysunki czy malowidła; znaki, jak się zdaje, są późniejsze. Nie mam żadnych wątpliwości, że to, co się dzieje w obszarze plastyki, ma wpływ na całą kulturę i cywilizację… nawet po konstruowanie tranzystorów.

Jeśli sobie to powiemy, to zrozumiałe staje się, że bacznie trzeba się przyglądać, co się dzieje w fotografii. To nie jest stara technika produkcji obrazów, ma może jakieś 150 lat . Wiemy, kiedy zrobiono pierwsze zdjęcia, ale bywają bijatyki, od którego miejsca mamy do czynienia z „prawdziwą” fotografią. Inna sprawa: jest to środek komunikacji, który towarzyszy nam już tak dawno, jak wiele podstawowych wynalazków społecznych, na przykład nowoczesne państwo, liberalna demokracja, konstytucje i regulacje prawne pochodzące z Kodeksu Napoleona.

Fotografie mają w kulturze takie miejsce jak wybitne obrazy, a może nawet mocniejsze. Słynne zdjęcie „Sztandar nad Iwo Jimą”, historyczna fotografia wykonana 23 lutego 1945 roku przez Joego Rosenthala, to ikona XX wieku, coś, co kształtuje emocje do dnia dzisiejszego.

Jedno takie zdjęcie jest wystarczającym powodem, by bacznie obserwować, co się dzieje z fotografią. A dzieje się cały czas. Oczywiście co chwila pojawiają się nowinki technologiczne, co chwila fotografia staje się łatwiejsza. Trzeba jednak przyznać, że władowanie aparatu fotograficznego do telefonu było czymś przełomowym. Tym sposobem posiadanie aparatu fotograficznego przestało być kwestią wyboru. To urządzenie stało się wręcz obowiązkowym wyposażeniem, takim jak zegarek. Kody QR wręcz wymuszają posiadanie i używanie aparatu fotograficznego. Nie masz go? Jesteś ułomnym członkiem społeczności.

Od momentu wyposażenia komórczaka w aparat każdy w jakimś stopniu jest fotografem, każdy produkuje zdjęcia. Ciut wcześniej potrzebny był choćby kompakt czy „małpka” jeszcze za analogowych czasów, i trochę bezczelności, że się potrafi. Od sytuacji, że każdy może, przeszliśmy do tego, że teraz pstrykać każdy… musi.

Oczywiście fotki są telefonicznej jakości, mało kto sadzi się na jakieś elementy rzemiosła, przemyślane kadrowanie, zastanawianie się nad ekspozycją, nawet wybór ogniskowej zdarza się jedynie bardziej zaawansowanym użytkownikom.

A tymczasem reklamy wciskają mi, że mam w zasięgu abonamentu smartfon z jakością studyjną do portretów, że sześć (pewnie jednak więcej) aparatów, że jakość lustrzanki w kieszeni. Zwłaszcza tego typu teksty budzą moją nieufność. Bo jakość czyni nie lustro, ale format matrycy lub filmu. Więc jeżeli ktoś wypisuje takie rzeczy, to albo sam się nie zna, albo zakłada, że nie zna się odbiorca.

Mówimy o wpływie na kulturę, miejscu fotografii w w naszym świecie – to sprawy straszliwie ogólne. Diabeł tkwi w szczegółach. Aby wyjaśnić sobie, jak to będzie w przyszłości z ikonicznością zdjęć albo jej brakiem, a zwłaszcza co może oznaczać na przykład niemal przymusowe uzbrojenie w aparaty fotograficzne każdego człowieka, musimy niestety zejść na dno, do samej maszynowni. Bo jeśli chcesz się dowiedzieć, czy w przyszłości będzie miał sens zawód fotografa, to warto wiedzieć, co ten delikwent robi i dlaczego. Chcesz wiedzieć, czy sztuczna inteligencja zastąpi – już obojętne kogo lub co? Dobrze jest wiedzieć, co ona może. Ale bądźmy szczerzy, jeśli eksperymentuję, to bynajmniej nie z jakimś programem badawczym w garści. Tak mam, że od czasu do czasu robię eksperymenty. Więc beż żadnego wyraźnego powodu, dla zabawy, postanowiłem wypróbować raz jeszcze pewną technikę, która bynajmniej nie zaczęła się w smartfonach. Jest tamże stosowana, inna sprawa.

Składanie zdjęć jest wykorzystywane w różnych celach, bodaj najbardziej znana jest technika HDR. Składanie, bo z serii zdjęć robimy jedno. Zdjęcia oczywiście różnią się od siebie, a metoda ich łączenia musi dać coś sensownego. Np owo HDR to (z dokładnością do kłótni o nazwę „HDR”) służy temu, żeby np. sfotografować wnętrze ciemnego kościoła tak, aby widać było witraże i zakamarki pogrążone w mroku. Wykonujemy kilka zdjęć, jedne naświetlane na te zakamarki, inne na zalane słońcem witraże, potem (w istocie prosty) algorytm skleja to do kupy.

Mniej oczywiste zastosowanie to redukcja szumów na wysokich czułościach. Podejrzewam, że tu już wyszedłem poza zakres wytrzymałości wielu z czytelników: chodzi o zdjęcia robione w ciemności. Aby było cokolwiek widać, aparat podciąga wzmocnienie sygnału z matrycy, ale skutkiem tego są ciapki i łatki, czasami nawet duże kolorowe plamy.

Strony: 12345

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „O odgrzewanych kotletach”
Felietony Adam Cebula - 17 listopada 2017

Wspominki to pewnie najstarsza forma literackiej opowieści. Mogę sobie wyobrazić wojowników ponoć…

Adam Cebula „Litości dla zaradnych!”
Felietony Adam Cebula - 3 września 2015

W życiu trzeba sobie jakoś radzić, powiedział baca, zawiązując buta dżdżownicą. Adam…

Adam Cebula „Bardzo filozoficznie o energii”
Para-Nauka Adam Cebula - 26 kwietnia 2016

Energia energii nierówna, czyli Adam Cebula dłubie palcem w dżulach, kaloriach i…

Fahrenheit