ISSN: 2658-2740

Adam Cebula „Koło, czyli ersatz muła” (3)

Felietony Adam Cebula - 6 kwietnia 2021

Zwykle opowiadamy o postępie naukowo-technicznym jako o nieustannym radosnym pochodzie ku coraz to bardziej epokowym wynalazkom. O porzucaniu z ulgą starych technologii, o tym, że ich zastępowanie przez nowsze jest oczywiste. A wizja postępu jako nieustannego poszukiwania ersatzów? Zapewne jest o wiele mniej pociągająca, zapewne trochę szokująca. Chyba już napisałem: z tymi metalowymi ostrzami, nożami, grotami strzał i dzid – to nie takie proste. Metal nigdy nie daje tak pięknych krawędzi jak jakieś tlenki czy krzemiany. Nawet dziś wyrabia się bodaj kwarcowe skalpele do najbardziej precyzyjnych operacji.

Posługiwanie się kamiennymi narzędziami wymagało zręcznych pracowników. Trzeba umieć je wyłupać, trzeba umieć nie połamać. Narzędzia metalowe nie pozwalają tak pięknie sprawić upolowanego zwierzęcia, ale nie połamią się, a robotę wykona nawet homo sapiens, nie potrzeba takiej objętości mózgu, jaką miał neandertalczyk. Oczywiście że złośliwie powiedziane.

To kwestia oceny, ale zważmy, że lwią część atrakcji, jaką są metalowe noże, stanowi (to), że posłuży się nimi każdy głupi. Są gorsze pod wieloma względami, lepsze jedynie z punktu widzenia tego głupiego. Jeśli jednak jesteś odbiorcą skór, to pewnie wolałbyś, aby zajmowali się nimi ludzie umiejący operować ostrymi i precyzyjnymi jak skalpel obsydianowymi narzędziami.

Jest taki przykład, gdzie technologię wyparły umiejętności. To powstanie kawalerii. Przed kawalerią jeżdżącą w siodle na koniach były rydwany bojowe. Sam rydwan był bardzo kosztowny. Wytwarzał go rzemieślnik o wysokich kwalifikacjach, potrzebne było opanowanie wielu technologii, m.in. zmajstrowanie lekkich i wytrzymałych kół. Załoga nie mogła być wzięta z ludu i na szybko przysposobiona. Lecz jednak zapewne i tak nie musiała, jak jeźdźcy, ćwiczyć od chłopaka.

Choć wyszkolenie kawalerzysty wymagało bardzo wiele pracy, to jednak po zaawansowanych technicznie rydwanach nie pozostał ślad, bo przewaga faceta siedzącego bezpośrednio na koniu była za wielka. W sumie w siodle nic się nie kręci, a byle rymarz uszyje coś używalnego. Rydwany, wiele danych archeologicznych na to wskazuje, były robione przez niewielu najlepszych rzemieślników. Tymczasem umiejętności jeździeckie i to proste siodło wygrały jeszcze kilka razy z technologią. Zakuty w blachy rycerz rychło został zastąpiony przez gnających na zbitą twarz, niczym niechronionych jeźdźców.

Ta historia, że muszkiet to ersatz łuku, jest chyba wszystkim znana. Dobry łucznik to jakieś 10 lat ćwiczeń. Opowiada się, że w Anglii zaczynali ćwiczyć 6-letni chłopcy. Do muszkietu można było przysposobić chłopa w kilka tygodni. Muszkiety miały mniejszy zasięg, na początku żadną celność, ale na łuczników stać było jedynie Anglików. Ile w tym prawdy, że skutecznie walczyli tą bronią jeszcze w II wojnie światowej, nie wiem, ale podobno w nocy nie sposób było wypatrzeć, skąd strzały lecą, żadnego huku i błysku, była wielka szansa, że sprzątnie się strażnika po cichu. Byle umieć obsłużyć broń z czasów średniowiecza czy wcześniejszych (tu trzeba by się umówić o jakim łuku opowiadamy).

A jeśli opowiadamy o zręcznym cięciu krzemiennym nożem, słówko się wcześniej rzekło: to jedynie dla tych najzręczniejszych. Dziś takowymi posługują się chirurdzy okuliści. Co prawda nie wyłupują oni własnoręcznie swych narzędzi, bo to za trudne, ale zauważmy: ten najprymitywniejszy materiał, który został na początku znaleziony i stosowanym przez być może jakieś pół miliona lat, dziś używamy tylko do tych prac, gdzie potrzebna jest najwyższa precyzja. Stal tylko do zwykłego ciachu-ciachu.

Oczywiście że samochód jest jednym z najważniejszych wynalazków naszych czasów. Oczywiście że powóz nie umywa się dziś do niego jako środek transportu. Ale już jako środek wyrazu prestiżu, to… Jak się jednak motoryzacja zaczynała, to na przykład nie było dróg. To znaczy było coś, co dziś kwalifikujemy jako drogę gruntową nieutrzymywaną. Różnica w prędkości przemieszczania się była niewielka, zasięg dramatycznie na korzyść konia zaprzężonego do powozu, bo nie istniała sieć stacji benzynowych. Więc samochód, to podówczas ersatz bryczki.

Po szacunkach, co ile wówczas kosztowało, to – zależnie od wariantu – samochód mógł z powodzeniem być tańszą wersją powozu, zwłaszcza gdy wypadało udać się na raut w mieście czy do opery. Oczywiście że w końcu taniej, bo nie jest potrzebna stajnia, jej obsługa, która musiała mieć kwalifikacje bardzo wysokie i dużą odpowiedzialność, bo konie nie wytrzymują tyle, co auta, bo auto można postawić na kołkach i nic przy nim nie robić.

Czy pisałem, że rozrusznik to ersatz szofera? Około roku 1911 pierwszy rozrusznik zbudowany według patentu inżynierów General Motors, Clyde’a Colemana i Charlesa Ketteringa,, zaczęto montować w cadillacu. Wiele wskazuje na to, że właśnie chodziło o to, aby pozbyć się szofera. Ale w samochodach jest wiele urządzeń, które powstały w tym właśnie celu. To znaczy eliminacji tego drogiego, choć zazwyczaj bardzo przydatnego szofera. Jedno z mniej znanych to aparat zapłonowy za automatyką kąta zapłonu. Tak, w dawnych czasach to się ustawiało ręcznie, ręcznie ustalało się skład mieszanki, długo został przełącznik tzw. ssania, jeszcze w maluchu była dźwignia.

Opowiada się o tych wszystkich usprawnieniach jak o oczywistym postępie, mało kto się zastanawia, że to ersatz – przynajmniej umiejętności obsługi samochodu. Owszem przyznaję, niesynchronizowana skrzynia biegów to masakra, ale masakra z punktu widzenia gościa, który po prostu nie wytrenował jej obsługi.

Nikt jakoś nie miał wątpliwości, o co chodzi w aparatach fotograficznych: pewna klasa tych urządzeń uzyskała żargonową nazwę „małpka”. Bynajmniej nie były to czasy cyfrowe, małpka to aparat na film. Wówczas do kaset dodano kod, który pozwolił, by maszyneria sama, bez udziału użytkownika, ustaliła czułość i rodzaj taśmy filmowej. „Małpka” oznacza aparat z pełną automatyką, który w dogodnym zakresie warunków sam zrobi zdjęcia. Wystarczy tylko wycelować, automat ustawi resztę, jeśli konieczne, uruchomi lampę błyskową. Choć nie zawsze ma to sens, o czym poza czasami COVID-19 można się przekonać, patrząc z wrockowego rynku wieczorem na wieżę Kościoła św. Elżbiety, gdzie cały czas błyska. To tłum turystów za pomocą swoich już cyfrowych małpek usiłuje robić panoramy Wrocławia. Cóż… aparat nie ma pojęcia, czego chce właściciel.

Zamiast czego jest ta zawiła technologia w aparacie typu „małpka”, synchronizowana skrzynia biegów, automatyczne ssanie czy nóż ze stali? Nasuwa się niepokojące przypuszczenie, że zamiast tych mniej więcej 350 centymetrów sześciennych rozumu, których mamy mniej od neandertalczyka…

Jedynie w przypadku kawalerii mamy do czynienia z rozwiązaniem, które zastąpiło gorsze. Bo rydwany przegrywały z jeźdźcami na koniach.

Czy chyba najsłynniejszy wynalazek ludzkości, najbardziej przysłowiowy, najbardziej oczywisty symbol postępu, czyli zbudowanie i zastosowanie koła, można potraktować jak ersatz? Obejrzyjmy to: https://www.bostondynamics.com/spot

Strony: 12345

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Woda utleniona w medycynie ludowej”
Para-Nauka Adam Cebula - 5 października 2018

Aha… Że co?! Znaczy się, szkodzi, ale nie szkodzi, używać, ale nie…

Adam Cebula „Katastrofa poza horyzontem marzeń”
Para-Nauka Adam Cebula - 18 marca 2015

Niemal tradycyjnie przychodzi mi się tłumaczyć z włażenia w techniczne szczegóły. Powód…

Adam Cebula „R20”
Para-Nauka Adam Cebula - 25 maja 2018

Działa to tak, że technologia idzie do przodu, i gdy poprawiamy choćby…

Fahrenheit