ISSN: 2658-2740

Adam Cebula „Koło, czyli ersatz muła” (4)

Felietony Adam Cebula - 6 kwietnia 2021

Nie za wesoła prawda: koło (czy wóz na kołach) zastąpiło niezbyt udatnie zwierzęta juczne, których ktoś miał za mało. Inna sprawa, że temu, jak działa koło i dlaczego na przykład skutecznie oszczędza pracę rozumianą w sensie fizycznym, energię wydatkowaną na transport, trzeba by poświęcić pewnie osobny tekst, ale to, że nasze genialne koło można potraktować jak środek zastępujący coś, ersatz, nie jest jedynie efektownym bon motem. To prawda.

Jak widać na załączonym filmiku, po kilku tysiącleciach wielkim wysiłkiem inżynierów próbuje się powrócić do zwierząt jucznych .

O czym jest ta opowieść? O tym, że ersatz to typowy cel wynalazcy. Gdy chodzi o aparat fotograficzny, to doskonałą konstrukcję zbudowano już w XIX wieku. Aparat skrzynkowy miał przysłowiową cechę fotografii. Fotograficzna wierność czy dokładność to ogromna rozdzielczość liczona w liniach na wysokość lub szerokość zdjęcia. Może kiedyś napiszę, czemu w ten sposób mierzy się własności aparatów fotograficznych i wszelkich przyrządów optycznych, dziś zatrzymajmy się na stwierdzeniu, że te z dzisiejszego punktu widzenia prymitywne urządzenia były po prostu znakomite. W XX wieku stały się jeszcze lepsze dzięki obiektywom podobnym do tych z aparatów, które zna każdy z nas. Współcześnie ocenia się standardowe (o wymiarach 8×10 cali) zdjęcie z aparatu wielkoformatowego (tego skrzynkowego) na równoważnik jakichś 300-600 megapikseli . Dla porównania aparaty cyfrowe o matrycach 50 megapikseli uważa się już za doskonałe pod względem rozdzielczości właśnie matrycy. Ale nie oznacza to rozdzielczości całego aparatu z założonym obiektywem. O czymkolwiek mówię, w XIX wieku m.in. niejaki Ernst Abbe podał teorię, z której wyliczono, że gdy zbudujemy taki aparat fotograficzny, jaki widujemy na filmach o Dzikim Zachodzie, to zgubimy problemy z optyką obiektywu, ze strukturą emulsji fotograficznej, dowolnego nośnika obrazu. Zdjęcie będzie znakomite.

Wszystko, co konstruowano potem, było próbą zmajstrowania jakiegoś ersatzu wielkiej skrzyni z filmem w kasecie. Wszystko było gorsze. Owszem, zmniejszano wagę, powstał aparat na film małoobrazkowy, przenośny, średnioformatowy, ale to wszystko był ersatz doskonałości tej pierwszej konstrukcji. Oczywiście że aparat skrzynkowy do wielu rzeczy się nie nadawał, ale do jak wielu się nadawał, można być bardzo zdziwionym. Na przykład konstrukcja o nazwie Graflex to był przez długi czas podstawowy aparat reporterski.

Nie mam specjalnych refleksji na temat roli telefonów komórkowych w fotografii. Fotograf prowadzący bloga napisał coś takiego „przeczytałem wypowiedź znanego fotografa w jednym z popularnych magazynów podróżniczo-naukowych, że najnowszy model jakiegoś telefonu z funkcją robienia zdjęć jest w stanie swoją sztuczną inteligencją być jak doświadczony mentor, który pokaże ci, jak uchwycić światło.” Zadrżałem.

Zapewne czytałem tę samą reklamę i we mnie cała historia wzbudziła nieco inne uczucia. Autor dalej pisze: „Skoro bowiem już sami fotografowie pozbawiają się wpływu na fotografię i oddają swoje umiejętności łapania światła w szpony „sztucznej intelygencji” jakiegoś kolejnego smartfona, to w jakich my żyjemy czasach?” Ma rację. Tekst jest powiem szczerze mądrzejszy od tego, co tutaj piszę, dotykający poważniejszych rzeczy. Moim zdaniem jednak w tym przypadku sedno sprawy jest inne: ów znany fotograf, reklamując smartfon, po prostu… reklamował. Bowiem pierwsze, co powinien powiedzieć fotograf, zakładam: rozumiejący jak działa sprzęt, że nie ma sposobu, aby aparat fotograficzny tych rozmiarów, jaki siedzi w smartfonie, nie był ersatzem.

W tym przypadku mamy do czynienia z regularną reklamową ściemą. Mogę oczywiście rozwinąć temat i próbować wytłumaczyć, że obiektyw o średnicy wejściowej soczewki ok. 105 mm (tyle, co rozmiar niejednego całego telefonu) jednak okaże się (trochę?) lepszy od guziczka z plastiku w smartfonie. Niestety, znaczna część optyki telefonicznej jest plastikowa, mimo zapewnień producentów, że to szkło. Muszę jednak przyznać, że nie spodziewałem się, że ersatzem okażą się także rzekomo genialne metody fotografii obliczeniowej (pono jest coś takiego), i jak byś kolego nie liczył, to i tak przegrasz z prymitywną metodą postawienia aparatu czy smartfona na statywie i zrobienia zdjęcia z długim czasem naświetlania. Pozwolę sobie tu na jeszcze jedną techniczną dygresję o tak zwanej dynamice.

Jest zasada używania – zwłaszcza w nocy – możliwie najmniejszej czułości. Kliszy czy matrycy – działa tak samo. Oczywiście że zupełnie przeciw warunkom, w jakich robimy nocne zdjęcie. O ile się da, nadrabiamy długim czasem naświetlania, akurat to nie jest ersatzem czegokolwiek. Poza szumem bowiem podniesienie czułości dodaje problem za małej dynamiki przetwarzania. W pewnym uproszczeniu: przy wysokiej czułości znikają wszelkie szczegóły w światłach i cieniach, bo zakres jasności, jaki jest w stanie przetworzyć aparat, jest za mały. Jeśli obniżymy czułość, pojawią się nie tylko szczegóły, ale i kolory, zdjęcie wygląda znacznie lepiej. Jeśli mamy czas, to robimy jeszcze jedną rzecz przeciwną intuicji: przysłaniamy obiektyw, bo mniejszy otwór wycina flary (światło rozproszone na soczewkach), zniekształcenia zwykle mocno uwydatniające się w obszarach, gdzie jest wielki kontrast.

Więc uczciwy fotograf powinien powiedzieć, że piękny mamy postęp naukowo-techniczny, zachwycające metody cyfrowej obróbki obrazów, lecz gdy chcesz zrobić porządne zdjęcie, tak porządne, jak robił dziadek, to weź i statyw, i aparat może największych rozmiarów. Chcesz zrobić nocne zdjęcie? Jak dziadek weź ciężki statyw, ustaw długi czas naświetlania. I tak będzie krótszy niż czas wykonywania serii. Nie jest wykluczone, że uda się w kadrze zatrzymać ruch np. falowanie wody.

Łapiemy się na to, że wielkie słowa, postęp naukowo-techniczny, że nieustannie technologia i technika zastępują gorsze rozwiązania lepszymi, że co nowoczesne, to wspanialsze tylko przez to, że dopiero co opracowane. Nie ma dyskusji, musimy sięgać po najświeższe, inaczej zostaniemy gdzieś z tyłu.

Nie. Jednym z najczęstszych zadań inżynierów, technologów czy naukowców bywa opracowanie ersatzu. Czegoś, co jest imitacją, co działa podobnie jak pierwowzór, ale jednak gorzej. Czasami przyczyną jest dostosowanie się do głupoty użytkownika, zwykle konieczność nauczenia się obsługi tego pierwotnego urządzenia. Czasami ersatz zmniejsza koszty, wysiłek, usuwa konieczność wykonania jakiejś pracy, jak na przykład użycia statywu podczas robienia zdjęć nocnych. Lecz skutki są takie, jak wypraktykowałem. Bardzo często nic nie robimy lepiej niż znanymi do tej pory sposobami, tylko sami się oszukujemy, że dzięki prawie magicznym zabiegom coś-tam udało się uzyskać.

A z postępem jest tak, że to wymysł humanistów. Tyle że oni nie wiedzą, o co naprawdę chodzi. Obserwują, że świat się zmienia, że żyjemy coraz dłużej, pracujemy coraz krócej, coraz lżej. Budujemy coraz większe i wygodniejsze domy, ludzi jest coraz więcej. Poza tym, że dolecieliśmy na Księżyc, widać gołym okiem, że od tego lądowania dzięki technologii możemy coraz więcej.

Strony: 12345

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Emocjonalnie o tranzystorach”
Para-Nauka Adam Cebula - 30 grudnia 2016

Proszę państwa, oto miś! To znaczy – oto tranzystor. Jak wyglądał wąsaty…

Ding dong, idą święta
451 Fahrenheita Adam Cebula - 23 grudnia 2018

Wyjątkowe, bo bożonarodzeniowe życzenia, spisane w formie krótkiego felietonu, od Adama Cebuli…

Red-Akcje 1.09.2015

Błoto, deszcz czy słoneczna spiekota, wszędzie słychać wesoły bredni szum, to panoszy…

Fahrenheit