Adam Cebula „Kot a sprawa polska w kosmosie”

Felietony Adam Cebula - 8 listopada 2019

Foto: pexels.com

Kot a sprawa polska w kosmosie

Mam wątpliwości, czy pytanie o populizm jest tym, co najbardziej rozgrzewa teraz ludzi na (przynajmniej) kontynencie europejskim. Można tak powiedzieć o publikatorach. Te nagrzewają się polityczną albo społeczną bijatyką, nabijają sobie liczbę wejść, starają się podgrzać publikę. A owszem, jak już pisałem, jest problem i jest powód, by fantasta się nim zainteresował. Możemy zadać godne wielkiego pisarza pytanie: zali świat nie cofa się gdzieś w otchłanie średniowiecza? Idzie, gdzie niedawno jeszcze dzielnie jeszcze lazł (ku gwiazdom?), czy podał tył wyzwaniom straszliwej przyszłości i przerażony szuka ratunku w starych jaskiniach i norach, w których ratował się przed stuleciami przed najazdami Mongołów, atakami tygrysów szablozębych i demonami ciemnych nocy, których obecność domniemał po znalezionych obgryzionych kościach współziomków?

Tak możliwie najdalej od polityki – czy kot w polskiej mitologii i bogoojczyźnianej literaturze ma jakieś swoje miejsce? Jak mi się zdaje, prędzej pies. Jest choćby spory fragment „Pana Tadeusza” poświęcony sporowi dwóch charakterystycznych bohaterów, czyj pies jest bardziej myśliwski. Kot, owszem, ma swoje miejsce w kulturze brytyjskiej. Tamże spotkamy fizycznie istniejące zwierzaki z królewskimi odznaczeniami, na przykład za podnoszenie na duchu rannych marynarzy. Czy kot(y) Prezesa mogą pretendować do podobnej świetności? To już sprawa spekulatywna, ale zmieniło się ustawodawstwo, i kot, który niedawno był przedmiotem bez jakichkolwiek praw (Ba! Wedle woli uznawany za szkodnika!), uzyskał prawną ochronę. Nie tylko za zabicie zwierzęcia, ale złe jego potraktowanie można mieć dziś poważne problemy.

Zauważmy, że obie wysokie, okładające się po łbach strony politycznego sporu w tym względzie są zgodne. Nie ma sporu o prawa kota. Tymczasem uważny propagandzista dopatrzy się konfliktu z tradycyjnym podejściem do zwierząt, nie tylko rodem z Kościoła Katolickiego. U nas przecież obowiązywała zasada „chłop żywemu nie przepuści”. Coś się drastycznie zmieniło – i zmienia się wciąż.

Kolejne pole minowe to hodowla zwierząt futerkowych. Można się jedynie domyślać, że tu Prezes chętnie stanąłby po stronie tak zwanej lewackiej młodzieży, gdyby nie groziła mu utrata głosów. Czyżbyśmy mieli dywersję światopoglądową na samym szczycie władzy?

Tak właśnie działają zmiany kulturowe (czy światopoglądowe). Lata umykają i zmienia się wszystko. Pomału, pewnie rzadko, szybko, czasami całkiem niespodziewanie – i w końcu pojawia się coś, co jest niepodobne do niczego, co znaliśmy. To jest właśnie owa pyszna strawa dla pisarzy fantastyki.

Zadziwiła mnie szybkość tych procesów. Sądziłem, że takie zmiany w mentalności muszą zajmować dziesiątki lat, że są one praktycznie niedostrzegalne podczas życia jednego człowieka. A tymczasem… Mogę tylko domniemywać, że napędza je zmiana ekologii systemu, w którym żyjemy. Gdy Polska wydobyła się z komunistycznej czarnej dziury, okazało się, że stać nas na wiele kapitalistycznych fanaberii, w tym na ochronę zwierząt. To osobna sprawa, jak sprzęgają się ze sobą informatyzacja, równe chodniki i prawa kotów.

Obserwacja jest taka, że istnieją procesy wynikające bynajmniej nie z ducha historii (heglowskiego?), ale powiedzmy sobie szczerze, nieopanowane, bo dla nas niezrozumiałe. Nie do końca wiem, czemu kiedyś kota traktowano jak wyłączną własność właściciela, każdy mógł go zatłuc, a dziś (ludzie to akceptują!) pogonienie tego zwierzaka może skutkować poważnymi kłopotami z prawem.

Oglądałem sobie animowany film o pewnym malarzu. Film słynny w Warszawie na cały świat, bo jest w dużej części dziełem Polaków. Vincent van Gogh to osobna sprawa, to także dla niektórych symbol „zepsucia nowych czasów”, co nie zmienia faktu, że ów artysta stworzył zupełnie nową estetykę. Ci sami, którzy obruszają się na oszukańcze malarstwo, nawet nie zauważają, gdy wybierają zdobienia wywodzące się z jego wizji gwiaździstego nieba czy niemal płonących słoneczników.

Lecz zwróciłem uwagę na zupełnie inny szczegół: znamienne zdanie o kocie. Jeden z bohaterów opisuje kogoś, że „jak kot z kilometra wyczuwa dobrego człowieka”.

Nie wiem, jakiego kręgu kulturowego może to dotyczyć, lecz sądzę, że mamy tu projekcję czegoś na kształt ludowej mądrości. Jacyś ludzie zastanawiali się nad kotem. A i owszem, kot kartuski ma swoje miejsce w historii. Pierwsza udokumentowana wzmianka o rasie została sporządzona przez francuskiego przyrodnika Buffona dopiero w XVIII wieku, ale legenda głosi, że sprowadzili je do Francji w XIII wieku krzyżowcy. Koty te miały się zasłużyć jako wyjątkowo sprawni łowcy gryzoni, ale w późniejszych czasach dostrzeżono ich inteligencję i inne cechy charakteru, w tym skłonność do zabawy i umiejętność wydawania różnych dźwięków. Słynnymi właścicielami kotów kartuskich byli francuska powieściopisarka Colette i francuski prezydent Charles de Gaulle (za Wikipedią).

Jak mi się zdaje, w kulturze Bliskiego Wschodu kot do dnia dzisiejszego zajmuje szczególne miejsce. Oglądałem film o kotach w Stambule. Film „Kedi – sekretne życie kotów” podbił cały świat, doczekał się recenzji pisanych niemal na kolanach. A czy ktoś w Polsce wie, kim był Muezza?

Nie bardzo zdajemy sobie sprawę, jak bliskie mamy związki kulturowe z islamem i Turcją. Nasze szable wyparły miecze, bo potykaliśmy się z wojami z głowami zawiniętymi w turbany, którym ponoć miecze nie dawały rady. Dopiero cięcia krojące dawały Lechitom szanse. A szlachecki strój, czyli tak barwnie opisany w „Panu Tadeuszu” kontusz, w oczywisty sposób wywodzi się ze Wschodu.

Muezza… Może ktoś się domyśla, ale ja imienia ulubionego kota Mahometa nie pamiętałem i pewnie nie zapamiętam. Tak sobie myślę, że kot to za wielkie wyrafinowanie. Kota nie rozumieli mieszkańcy naszego pięknego, rozłożonego na puszczach i bagnach kraju, nie rozumiał wymachujący karabelą szlachcic, nie rozumiał tym bardziej wieśniak. Możemy się zastanowić na wydrą Jana Chryzostoma Paska. Lecz ta jedna wydra wiosny cywilizacyjnej nie uczyni. Nie przyjęliśmy wraz z krzywymi szablami i złoconymi strojami ze Wschodu pewnej części finezji tej kultury. To prawda, że w imperium otomańskim już przepadło to, co pozwalało wypieścić i pałac Alhambry, i pielęgnować dzieła starożytnych uczonym różnych wyznań i pochodzenia. Ale trudny do zrozumienia szacunek do niemyśliwskiego i niezależnego zwierza pozostał, a wraz nim także do nieoczywistych wartości. Kot dla Polan na długo okazał się za trudny, jak za trudny dla wielu jest van Gogh.

Tak… Kot jest najwyraźniej po stronie postępu. Dlaczego – inna sprawa. Jednak, jak to mawiano w ekonomii politycznej socjalizmu, dopiero gdy podniesiemy poziom wytwórczości – o zgrozo, w takich dziedzinach jak matematyka czy fizyka, o filozofii nie wspominając – dopiero gdy poziom cywilizacji dojdzie do pewnego poziomu, zauważymy w siedzibach człowieka obok siebie książki, koty i lampy oliwne (albo LED-y), dzięki którym można będzie spędzać czas w sposób charakterystyczny dla Świętych Mężów. Do przemyślenia dałbym tu myśl taką, że gdy już ktoś raz wlezie na ten poziom bywania z kotem na kolanach i książką w ręce, to raz poznawszy tajniki metod perskiego matematyka Muhammada ibn Mūsā al-Khwārizmīego (tego co potrafi „al-dżab”, czyli algebrę), to raczej znajdzie drogę ku gwiazdom, niż wróci w puszcze i ostrowy na bagnach.

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Wernyhorzenia ciąg dalszy”
Felietony Adam Cebula - 1 września 2014

Tak sobie pomyślałem, że gdybym miał napisać na cito jakiś tekst w konwencji fantastyki naukowej, i na dodatek tak,…

Adam Cebula „Świętej pamięci sceptycyzm”
Felietony Adam Cebula - 19 września 2019

Jest taka teoria chętnie opowiadana m.in. w kontekście efektu cieplarnianego – tzw.…

Adam Cebula „Struktura chaosu, czyli uśmiech local guru”
Para-Nauka Adam Cebula - 15 maja 2015

Człowiek boi się chaosu. Dlaczego? Bo dzieją się rzeczy nieprzewidywalne. Gdy jest jakiś…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!