Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

Adam Cebula „Niepokoje niepiśmiennego”

Felietony Adam Cebula - 3 lipca 2026

Niepokoje niepiśmiennego

Andrzej Drzewiński nie byłby sobą, gdyby nie powiedział „Oj, będzie ciężko”. Potrzebowałem zaświadczenia. To nie było zaświadczenie o niekaralności – zaświadcza się, że wnioskujący „nie figuruje”. (Cholera wie, co ten wnioskodawca wywinął, i czy ma czy nie jakiś wyroków? Jakby się co okazało, to my zaświadczyliśmy jedynie, że u nas „nie figuruje”).

No i rzeczywiście było ciężko. Ale główny problem nie tkwił w „figurowaniu”. Przy okienku dowiedziałem się, że tak faktycznie to powinienem od nowa założyć swój „profil zaufany”, czy jak mu tam. Dałem się nabrać. Jakiś geniusz od interface’u użytkownika tak to wymyślił, że przycisk wyglądał, jak na facebooku, gdzie mogę sobie założyć kolejne konto. Dopiero pani urzędnik objaśniła, że byłe konto jest byłe, choć udaje że działa… Najważniejsze: z uśmiechem poradziła, że jeśli jestem z wnuczkiem, to rzecz da się zrobić z telefonu. Może nawet mogę sam, o ile opanowałem smartfona.

Przypomniałem sobie, jak parę dziesiątek lat temu służyłem na poczcie pomocą starszemu (ale młodszemu niż ja dziś) człowiekowi w wypełnianiu jakichś druczków. Trzeba było to zrobić czytelnie, a biedak niewprawnymi rękami stawiał kulfony. Przeleciało trochę czasu i wyszło na to, że to ja jestem funkcjonalnie niepiśmienny. Może tylko niezbyt, powiem dla poprawienia (sobie) humoru, bo coś na tej klawiaturze „macanej” wykciukałem. Lecz w końcu, spuściwszy pokornie uszy, udałem się do kompa z klasyczną klawiaturą. Klawiaturą potrafię pisać (w odróżnieniu od pisania „na klawiaturze”) wielopalczasto, może nie bezwzrokowo, ale na tyle sprawnie, by pisać kilka razy za wiele i za szybko, jak na możliwości mojego rozumu. I cóż z tego? Dla urzędu okazałem się niepiśmienny.

Ta przygoda postawiła mi w zupełnie innym świetle biadania dotyczące nieustannego ślęczenia nad „komórczakiem” i młodych i starców w moim wieku. Oki, można wpaść pod tramwaj, ale taka jest cena za bycie PIŚMIENNYM. Tak, kochani. Mnie męczono przez dobre kilka lat przepisywaniem tekstów jeszcze głupszych i bardziej pozbawionych treści niż te z mediów społecznościowych (czy jak im tam). Bo cóż wydobyć z „Ala ma kota”? Ani Ali, ani kota. Chodzi wyłącznie o laseczki i kółka oraz o to, by nie naspuszczać za wiele kleksów. Tak! Pisało się atramentem z kałamarza, pióra wieczne były zabronione, bo coś tam… Długopisy? Pojawiły się jakoś później.

Piśmienność sprawdza się w urzędzie lub na poczcie. Dla mnie sposób obsługi klawiatury kciukowej jest tajemniczy i, niestety, wymaga wyćwiczenia. Takiego, jak „Ala ma kota” albo jeszcze lepiej „nazwa_usera@adres_serwera”. Rozkminienie, jak zmusić androidowe AI do zrezygnowania z automatycznego uzupełniania i zamieniania znaków zostawiłem sobie na przyszłość.

Może i młodzi (oraz niekiedy także starzy) wpadają pod tramwaj przez to kciukowanie na komórkach, ale są piśmienni. Oto szok przyszłości. Stało się jutro i mało kto to zauważył. Nadeszło tak szybko, że nie dotarło jeszcze do świadomości zbiorowej, czy to publicystycznej, czy społecznej. Przegapiliśmy ten moment i staramy się sobie, z oślim uporem, tłumaczyć świat po staremu.

Upływ czasu spowodował, że kochana sci-fi stała się przeszłością. Pewnie usłyszę protesty, ale… Ta współczesna sci-fi jest, oczywiście, współczesna. Unika zakładania podwójnego nelsona na rozum czytelnika, stawia o wiele mocniej na formę i przyczynę jej powstania. Za to, mam wrażenie, nie jest zatroskana czy choćby zadumana nad tym dokąd zaprowadzi nas postęp. Proszę wybaczyć, dziś, tak w ogóle, tworzy się prawie wyłącznie dla rozrywki. Pisarz, który miałby pomysł, by czytelnika jakoś urabiać, (Panie Boże Broń!) przerabiać w anioły, natychmiast przepadnie w rankingach, ponieważ niezbędna jest mu ta „siła fatalna”, która miast poprawiać humor, będzie zasilona geniuszem twórcy gniotła, niczym przyciasne buty.

A że dziś butów mnóstwo, a tekstów jeszcze więcej, to te gniotące się wywali i wymieni na coś wygodnego.

Jeden z najcenniejszych przekazów całego nurtu sci-fi – utworów zarówno tych bardzo dobrych, jak i kompletnie złych, a nawet naiwnych – brzmi: technologia, nawet taka prosta jak zmiana sznurówek na rzepy, zmienia kompletnie świat. A ludzie, bardzo mi przykro, muszą się do tej technologii dostosowywać.

Ci „najpoważniejsi” pisarze sci-fi w swych najpoważniejszych utworach, moim zdaniem, zajmowali się tymi najbardziej bliskimi, jeśli nie po prostu współczesnymi (im) konsekwencjami postępu. Lecz jeśli ktoś serio próbował zaglądać ciut dalej, to przyprawiał utwór solidną futurologią. Długo jednym z ważniejszych wyznaczników wartości tekstu było prawdopodobieństwo, że jego wróżba się zrealizuje. Na przykład, do dziś podziw dla Lema opiera się na tym, że zdaniem czytelników trafnie przewidział na przykład powstanie Wikipedii.

Usprawiedliwiam się, bo to, o czym chcę napisać, tradycyjnie należy do zwyczajnej publicystyki – głównego nurtu dziennikarstwa opisującego bieżące wydarzenia.

Nie… Trumpa nie przewidziałem. Tak, to „zwyczajna” publicystyka, ale z użyciem tej właściwej Sci-Fi perspektywy czasowej. Po co temu Trumpowi była interwencja w Wenezueli? „W interwencji zbrojnej chodziło nie tylko o obalenie dyktatora i przejęcie władzy nad krajem, ale również o kontrolę nad ropą w Wenezueli – a może wręcz przede wszystkim o to”.

Nie wysilałem się, lecz na tzw. popularnych portalach można było znaleźć komentarze jeszcze bardziej entuzjastyczne dla sprytu pana prezydenta. Obracały się (obracają?) wokół tego, że co prawda ta wenezuelska ropa jest (super)ciężka, ale przecież potrzeba diesla i asfaltu…

Czemu amerykańskie koncerny nie palą się do inwestycji?

Chyba nie chodzi tylko o zagrożenie zrabowaniem majątku firmy przez kolejny rząd. Jeśli spojrzymy z właściwej perspektywy czasowej, to się okaże, że owe złoża uzyskały swoją (nie za wielką…) wartość, dzięki postępowi w przerobie ropy, który nastąpił całkiem niedawno.

To nie jest tak, że z ropy lekkiej, np. Brent, nie da się wydestylować oleju napędowego. Da się i to całkiem sporo. Co więcej, jest to wysoce opłacalne.

Gdyby ktoś chciał wiedzieć czemu ropa Brent, to tu.

Cóż, nie jestem nafciarzem, mam tylko popularną wiedzę, ale ona jest „od zawsze” taka sama. To znaczy, uzupełniła się za mojego życia, bo już od czasów, gdy pisaliśmy w „F-cie” o ropie ta, tzw. ciężka ropa stała się surowcem, ale to, co pisano o jej właściwościach, nie. I to przynajmniej gdzieś od lat 70-tych XX wieku, gdy czytywałem Młodego Technika. To „coś”, „wyrób ropo-podobny”. Jak za peerelu wyrób „czekolado-podobny”.

Ciężka ropa, na przykład, nie tryska z ziemi efektowną fontanną. Żeby wypłynęła, trzeba kombinować: wtłaczać parę o temperaturze 120 stopni, rozpuszczalniki, bo to coś, ma wielką lepkość. Potem trzeba się ponownie nakombinować, by oddzielić piach, potem siarkę, a na końcu mamy substancję, z której da się odzyskać te najmniej cenne, ciężkie frakcje węglowodorów. Instalacje do przerobu wenezuelskiej ropy muszą mieć specjalną konstrukcję, by wytrzymać kontakt z siarką. Obstawiam, że to jest poważną składową niechęci koncernów naftowych do inwestycji w tym kraju. Na dzień dobry trzeba mieć kupę kasy na sprzęt, a do tego jeszcze  wejścia w rewolucyjnym rządzie, tym samym, który wcześniej znacjonalizował (czytaj: zrabował) poczynione inwestycje. Trzeba utrzymać te stosunki, by i tym razem majątek firmy nie przeszedł w ręce ludu. Utrzymać się musi również rząd, na co nafciarze, którzy się wkupili, nie mają już zasadniczego wpływu. Trzeba zatem mieć dużo szczęścia, by dużo kasy, którą wtopiliśmy w interes, zdążyło się zwrócić. Znacznie więcej niż tam, gdzie jest słodka lekka ropa i mamy szansę na szybki zysk, gdzie, nim do kolejnej rewolucji albo wojny dojdzie, zarobimy dość. Wziąwszy całość w bilans zysków i strat, lepiej inwestować np. w Kanadzie, gdzie ropa równie kiepska, ale znacznie spokojniej…

Co się powinno napisać? Że ta Wenezuela z ropą to nie Kuwejt, nawet nie Karlino. Najlepiej zająć się czymś innym.




Pobierz tekst:

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Furiosa – recenzowanie recenzji”
Felietony Adam Cebula - 23 października 2024

Furiosa jest „po”, jest kontynuacją i to chyba powinien recenzent zauważyć i…

Webb pozwolił odkryć egzoplanetę
Para-Nauka Adam Cebula - 18 stycznia 2023

Przez strony internetowe przetoczyła się fala informacji o wykryciu przez Teleskop Webba…

Adam Cebula „Grzech niepierworodny”
Opowiadania Adam Cebula - 12 lutego 2016

Podatek z jajec złożony to dycht poważna sprawa, zwłaszcza gdy podgrodzie w ruinie… Adam Cebula uczynił…

Komentarze: 5

  1. freynir pisze:

    Jeżeli chodzi o kciukologię, pokonałem ją inaczej. Z zasobów F-Droid pobrałem Hacker’s Keyboard (można też AnySoft) i po instalacji mam klawiaturę jak w laptopie. Może mniejsza, co za tym idzie da się pisać tylko jednym (na upartego dwoma palcami) i dużo wolniej, ale układ wyuczony od lat, podpowiedzi Googla nie pojawiają się (nie potrafi odgadnąć, co ja właściwie rzeźbię na ekranie) i ta satysfakcja- jeszcze jeden element dostosowania urządzenia do siebie, a nie siebie do urządzenia.

    • A.Mason pisze:

      Ja z FDroid polecam Heliboard jako niezły zamiennik. Trzeba się przyzwyczaić, bo to ciągle jednak klawiatura telefonu, a nie laptopa, ale daje radę i co ważne – nie zbiera danych i nie ma dostępu do internetu.

  2. Adam Cebula pisze:

    Dzięki za pomysł :-)

  3. Q pisze:

    Widzę inteligentną polemikę z doktryną postpiśmienności Dukaja (nie – katastroficznie traktowany regres – zmiana), a potem jest jeszcze lepiej.

  4. flamenco108 pisze:

    O, nareszcie Adam Cebula! Jakże się cieszę! Co do rozważań na temat posunięć Trumpa, to ja bym się jeszcze wstrzymał, bo on jeszcze nie skończył. Może jednak będzie miał więcej sukcesów, niż dziś się ogłasza… Poza tym należy pamiętać, że on od początku deklarował, że gra wyłącznie na USA, a nie na mityczny „świat” (a przy okazji oczywiście na swoją rodzinę, ale kto z psychopatycznych demokratycznych polityków tego nie robił).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *