Adam Cebula „Polak nowych czasów”

Felietony Adam Cebula - 30 października 2019

Foto: pexels.com

Fantastyka – naukowa czy nie – zajmuje się innym czasem. Najlepiej wychodzi, gdy to jest przyszłość. Jeśli światy alternatywne – mamy fantasy. Mniej czy bardziej osadzona w historii świata – mamy fantastykę historyczną. Jednak tym, co mnie interesuje, jest „fantastyka podstawowa”, która żyje z przewidywania przyszłości. A tak dokładniej, zajmuje się rozbieraniem naszego dzisiejszego świata na części pierwsze i oglądaniem ich już to w ultrafiolecie, już w podczerwieni, już to prześwietlonego promieniami Roentgena. Te zabiegi ujawniają często coś zupełnie innego, niż wiemy na podstawie codziennej lektury różnych publikatorów.

Nie wiem, na ile dziś fenomen fantastyki działa, ale jeśli ten gatunek jest atrakcyjny, to pewnie w znacznej części dlatego, że zajmuje się nie drobiazgami, ale zasadniczymi zmianami, jakie zachodzą w życiu całej ludzkości. To procesy o monstrualnej skali, które często przewracają porządek rzeczy. Dla każdego jest ciekawą przygoda wyobrażenie sobie, że coś wygląda albo toczy się zupełnie inaczej niż dzisiaj. Postęp w nauce i technice zmienia świat najmocniej. Jednak w literaturze najciekawsze jest wyobrażanie sobie skutków zmian w technologii. Szybciej podróżujemy, łatwiej się ze sobą komunikujemy… to akurat małe piwo, bo za tym idą zmiany zachowania, upodobań, zmienia się też często katechizm wartości.

Zadaniem pismaka jest dostrzeganie tych procesów. Właśnie procesów, bo te najbardziej znaczące zmiany zwykle zachodzą wolno, czasami wręcz niedostrzegalnie, gdy spoglądamy codziennym okiem. Tymczasem coś postępuje i naraz uważne ucho słyszy: trach! Coś pękło w trzewiach lodowca. Do oderwania się góry lodowej jeszcze daleko, lecz już wiadomo, że sprawy idą w jednym kierunku.

Trzasnęło – i o tym chciałem napisać. „Stany Zjednoczone to najbogatszy kraj Trzeciego Świata.” Tak przeczytałem w tytule portalu noizz.pl.

Moje ucho nie jest zbyt czułe, to nie jest chyba pierwsza wypowiedź w tym stylu. Coś się jednak zmieniło. Krytycznie o USA mogli się do tej pory wypowiadać komuniści, dziwacy, ludzie koniecznie chcący zwrócić na siebie uwagę. Tym razem jednak dzieje się coś innego. Po raz pierwszy pojawia się chłodny dystans w wypowiedzi z perspektywy „zwykłego Polaka”. Zaś zdawać by się mogło złośliwa czy zgryźliwa diagnoza, przyrównanie największej militarnej potęgi światowej do krajów Trzeciego Świata, jest w tym przypadku wyceną (nie oceną), takim biznesowym przedstawieniem sprawy.

To fakt, dla Polaka z paszportem UE, największej organizacji gospodarczej na świecie (tak, rynek UE jest większy niż rynek USA nawet pod odejściu Wielkiej Brytanii!) jest oczywiście większy niż rynek chiński. Ameryka przestała być legendarną Ameryką. Wystarczyło trochę funduszów spójności z Brukseli, a legendarne polskie drogi zaczęły wyglądać jak europejskie. Trochę inwestycji, przemysł stanął na nogi.

Jednak o Ameryce nie wolno było pisać inaczej niż z zachwytem. Jeśli chodzi o opinie pojedynczych ludzi, dawno spotkałem się z bardzo krytycznymi, lecz w publicystyce wszystkich obowiązywał ton może nie bałwochwalczy, ale, powiedzmy, zachwycony.

Skąd się wziął mit Ameryki? Mogę tylko podejrzewać. Młodsi mogą już nie pamiętać wariackiego czarnorynkowego kursu dolara. Zarabiałem miesięcznie równowartość jakiś 15 USD. W takich warunkach oczywiście dla Polaka sama możliwość otrzymywania pensji w wymienialnej walucie była niebiańskim marzeniem niemożliwym do zrealizowania w doczesnym życiu.

Z pewnością dolar zleciał z piedestału za sprawą reform Balcerowicza. Nie zarabiam jak w Ameryce, ale jeśli doliczyć wszystkie socjale, ubezpieczenia i daniny dla opiekuńczego państwa, to nie wychodzi jakaś szokująco niska kwota. Nawet po wyjeździe do Bawarii da się żyć.

Legendy potrafią się długo utrzymywać. Zapewne pozapominaliśmy, jak było, nawet ci, którzy zaznali socjalizmu na własnym garbie, już dawno stracili wiele odruchów (jak kupowanie, bo „rzucili”). Lecz gdzieś w podświadomości utrzymało się przeświadczenie, że wystarczy dotrzeć do kraju za Wielką Wodą i wszystko pobiegnie zupełnie innymi torami. A może pozostało tylko „Ameryka jest wielka”? Nie wiem.

W każdym razie po jakiś 30 latach od upadku komuny, od czasów, gdy wypisywało się na ścianach „Matko Bosko, chroń prezydenta Regana”, pojawia się nowy schemat publicystyczny: USA to owszem, wielki kraj, w którym niektórzy są bardzo bogaci, ale niektórzy są w dużo gorszej sytuacji niż niejeden Polak. To normalny kraj, do którego nie należy podchodzić na klęczkach.

Coś tąpnęło w narodowym katechizmie.

Zmiany są coraz mocniej widoczne. Nie chodzi mi o Amerykę. Dość jasno widzę przyszłość świata, także w obszarze polityki. To będzie spłaszczenie. Sądzę, że nie da się inaczej. Wyrównanie i ekonomiczne, i światopoglądowe pomiędzy Europą, Azją, Amerykami i Afryką. Sądzę, że dobrze widać już dziś, że to następuje. Dodatkowo mamy coś, co można nazwać globalizacją podziału pracy. Nie ma sensu, by wszyscy produkowali wszystko.

Co jeszcze? Coraz większe organizacje handlowe i gospodarcze, i za tym spadek znaczenia tak zwanych państw narodowych. Część władzy pójdzie wyżej, nie ma sposobu.

Fantastyka z zasady zajmuje się procesami o globalnej skali, a jeśli tylko lokalnymi, to o mocy przewracania wszystkiego do góry nogami. Jeśli szukać dzieł tyczących naszego polskiego podwórka, to chyba wart zainteresowania jest nurt historii alternatywnych. Dywaguje, co by było, gdyby Polacy sprzymierzyli się z III Rzeszą i ruszyli na ZSRR, produkuje jakieś Polski 2.0 (niczego nie ujmując Jackowi Inglotowi).

Czego tam brak? Coś mi się zdaje, że w głowach naszych pisarzy nie powstała prosta myśl, że obywatel Przywiślańskiego Kraju po kilku wyprawach na Zachód, w których zauważył po pierwsze brak granicy, po drugie przekonał się, że naprawdę jest obywatelem UE i na ten przykład może się zatrudnić na warunkach, nie będę się spierał, że takich samych, ale podobnych jak tubylec, poczuł, że sroce z pod ogona nie wypadł. Bluźniercza myśl mu zaświtała „Jestem, piii, Europejczykiem”. Za „piii” można wstawić sobie odpowiednie „piii”, żeby brzmiało dość stanowczo.

Dobrze, być może z tym Europejczykiem przesadziłem, ale ze sroczym „piii” już nie. Polak zaczyna się wyzbywać kompleksów. Zamiast papugą narodów, chce zostać albo biznesmenem, albo koszącym kasę freelancerem, aspiruje na wysokie (bez przesady…) stanowiska w korporacjach. Ja jeśli chce zamieszkać w Berlinie, to po prostu pojedzie i zamieszka.

Teza, że Polak wyłazi z polskich kompleksów, jest (nieoczywiste?) z gruntu bluźniercza, zwłaszcza dziś. Z jednej strony mamy tę dobrą zmianę, która nie potrafi się kompletnie znaleźć w Europie. Albo wyprowadza cichcem unijne flagi, albo opowiada, że my tę UE naprawimy, czytaj: unieszkodliwimy. Jeśli mówimy o psychologii, to strona dobrej zmiany czuje się niekompatybilna z resztą świata. W głowie jej się nie mieści, jak można wieszać na ambasadach „pedalskie” flagi. Zachód to upadek, rozpusta, a we Francji biją pomarańczowych. Co jest znaczące w kontekście historii Wrocławia.

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Jak idee Lenina, psiakrew, wiecznie żywe”
Para-Nauka Adam Cebula - 20 kwietnia 2015

Były czasy, gdy byłem młody (piękny to nie wiem), czytywałem wtedy „Młodego Technika” i wszystko z fantastyki…

Adam Cebula „Jak miłość do fantasy fałszuje historię”
Felietony Adam Cebula - 6 lipca 2015

Nie wyrzucajcie nieudanych tytułów, zawsze mogą się przydać. Tak jak tytuł tego felietonu przydał…

Adam Cebula „Houston, mamy problem”
Felietony Adam Cebula - 13 lutego 2017

Ludziska bez mózgów plenią się bez opamiętania, czyli Adam Cebula i jego…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!