Adam Cebula „Political niefiction”

Felietony Adam Cebula - 14 maja 2018

Nie sądzę, że to propaganda ukształtowała Billa czy Johna, który wyleciał z roboty i ujrzał na swoim miejscu Meksykanina. On zagłosuje na kogoś, kto obieca może i całkiem głupie rozwiązanie, jak choćby płot na granicy, ale które zda się (na prosty rozum) krokiem we właściwą stronę. Tak, ludzie nie mają naszych doświadczeń ani przemyśleń i nie zachowują się zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Bo, całkiem prawdopodobne, działaliby przeciw sobie.

Przeciw teorii Big Data świadczy drugi bardzo ważny fakt: czy widział ktoś produkty tego narzędzia, owe wysublimowane propagandowe przesłania? Problem w tym, że jak sobie poczytać, to dostrzeżemy jedynie w gruncie rzeczy wtopy. Donald T. kilka razy niemalże pogrzebał swoją kampanię, m.in. wycieczkami antyfeministycznymi, które do niczego mu nie były potrzebne. Gdyby faktycznie stosował się do zaleceń jakichś może nie speców od wizerunku, ale bodaj ludzi mających elementarne polityczne wyczucie, nie błysnąłby pomysłami kuriozalnymi w polityce zagranicznej, które, jak demonstracyjna prorosyjskość, są mu teraz kamieniem u szyi. Jeśli przyjrzeć się kampanii, to w oczy się rzuca raczej kompletny chaos, dość drastyczna nieporadność, a żadnych produktów noszących sznyt finezyjnej analizy osobowości nie widać. Jedyne elementy cybernetyczne to na przykład e-maile wykradzione ze skrzynek konkurentki czy zwyczajne paszkwile, kłamstwa dla niepoznaki zwane fake news, produkowane może przez Rosjan. Cybernetyczność tego elementu zawiera się tylko w sposobie rozpowszechniania. Tymczasem paszkwil jako taki w kampaniach wyborczych jest obecny zapewne od czasów egipskich.

No więc czytam sobie o tej niezwykłej skuteczności Big Data i nie widzę ani jednego konkretu, cóż to za pomocą wyrafinowanych metod wyprodukowano. Przecież, jak ulotki po wyborczym wiecu, powinno to leżeć tonami na ulicach.

Jeszcze jedno: powinny pojawić się narzędzia, które dałoby się sprawdzić przynajmniej w „laboratoryjnych” warunkach. Gdyby to działało, na poziomie publikacji naukowych pojawiłyby się jakieś prace, może niekoniecznie dające się wykorzystać komercyjnie, ale byłyby zajawkami metody.

Jest wreszcie wbrew pozorom pewnie bardzo silny argument literacki. Trzeba – właśnie to zabrzmi bardzo górnie i chmurnie – zrozumieć ludzi, oraz – wyrażę się poetycko – swój czas. Nie tylko tych ludzi, którymi chcemy manipulować, ale też np. nielegalnych imigrantów, którzy nie mają prawa głosu. W drugiej części warunku (tym rozumieniu świata) chodzi o to, że aby zadziałał jakikolwiek przekaz, najpierw trzeba go skonstruować z głową. Statystyka, jak napisałem wyżej, nie działa z automatu, proste i najbardziej wyrafinowane metody są jak sklepy MediaMarkt: nie dla idiotów. Jeśli chcemy wydobyć z ludzi nieuświadomione lęki albo chciejstwa, wpłynąć na mechanizmy społeczne, trzeba najpierw samemu je sobie jakoś zdefiniować. Za takie osiągnięcia dostaje się literackie Nagrody Nobla. To „zrozumienie świata” jest zadaniem, które z ludzi czyni geniuszów, zaś po tym, jak tego dokonamy, reszta – np. ustalenie, jakiej części społeczeństwa dotyczy mechanizm – jest już prosta. Bez kłopotu dowiadujemy się, ile osób w najbliższym czasie zamierza inwestować i… że to nie przekłada się w żaden sposób na inwestycje.

Rzecz w tym, że zaczynanie od analiz statystycznych to stawianie zadania na głowie. Najpierw musimy zrozumieć świat, a potem? Potem zazwyczaj już nic nie trzeba: będzie albo konkurs literacki, albo wybory, a statystyka najwyżej może nam w tym trochę pomóc.

Mogę natomiast dodać ostatni argument: to jeden z wielu przypadków, gdy udowodnienie, że patent nie działa, jest diabelnie trudne. Typowe dla ściemy.Informacje są tak skonstruowane, że żadnego konkretnego eksperymentu przeprowadzić się nie da. Nie da się nawet spekulować, jak to może funkcjonować na poziomie konkretów. Że kant – to widać po poziomie ogólności wiadomości, jakimi się nas karmi. A że będziemy wierzyć, świadczy o tym choćby historia teorii reklamy podprogowej. Zerknij https://pl.wikipedia.org/wiki/Percepcja_podprogowa

To ten typ niusa.

Czym więc jest teoria Big Data? Pewnie autoreklamą jednej firmy (wynajmijcie nas zanim wynajmie wasza konkurencja!), pewnie dość prostackim chwytem w politycznej wojnie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jak by się nie obracał, prostacki populizm jest nieszczęściem. Niczego nie będzie dobrego z Donalda T. – ani dla Ameryki, ani dla świata, ani dla Polski. Tak, obawiam się wpływu Jarosława również na stan polskiej fantastyki. Populizm jest niedobry, jednak nie można go zwalczać populizmem, tylko trochę inaczej skonstruowanym.

Wygląda na to, że chodzi o przesłanie skierowane zapewne do własnego elektoratu, coś w rodzaju: „przepitoliliśmy, bo przeciwnicy sięgnęli po brudne, nieetyczne metody”. „Kto głosował na Trumpa, został zmanipulowany. Mamy też czarownicę, którą trzeba by spalić na stosie, i są nią media społecznościowe”.

Ewenementem jest, że w propagandzie pojawiają się elementy SF. No tak, to fantastyka naukowa. Bo gdyby istniały te metody manipulowania ludźmi, gdyby były skuteczne, ale to… SF, bo ubiera się rzeczy w szatki naukowe, pojawia się jakiś pan, który niby jest szanowany w świecie akademickim, mamy jak najbardziej zdawałoby się podparte nauką metody, bo padają mądrze brzmiące hasła w rodzaju „analiza danych” czy „profilowanie”.

Konkluzja zaś jest taka, że… abyście przypadkiem sami nie uwierzyli w to, co wypisujecie. Inna nauka – historia – uczy, że zawsze jest tak samo. Fatalni wodzowie pojawiają się, gdy główni poważni gracze na politycznej scenie słabną, biorą się za łby, gdy zaniedbuje się „sprawy ludu”. W takiej sytuacji wybuchły rewolucje francuska i sowiecka. W takiej sytuacji doszedł do władzy Hitler. A przeciw Trumpowi wystawiono z braku laku żonę byłego prezydenta, która prócz tego, że była etykietą zastępczą, miała sporo trupów w szafie. I to zdecydowało o sukcesie Trumpa, nie jakieś Big Data.

Kocham SF i mimo upływu lat ciągle stanowi dla mnie źródło radości. Fantastyka jest taka fajna, bo robi to, co każda mocna używka: odrywa nas od rzeczywistości. Niestety z używkami jest zawsze ten sam kłopot: są bezpieczne tylko dla ludzi, którzy potrafią zapanować nad nałogiem. Przedawkowanie, po którym zaczynamy przyjmować świat przedstawiony jako rzeczywistość, kończy się katastrofą.

Adam Cebula

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Powiązane wpisy

Adam Cebula „Elegia na koniec żółtego światła”
Para-Nauka - 6 marca 2017

Czy zastanowiliście się nad tym, że właśnie następuje zmiana dekoracji w naszym…

Red-Akcje nr 11
451 Fahrenheita - 9 lutego 2018

Oj sypią się gromy na superprodukcję TVP o tytule „Korona królów”. Najnowszej…

Adam Cebula „R20”
Para-Nauka - 25 maja 2018

Czy ktoś pamięta baterie R20? A owszem, tym czymś jeszcze się handluje. Lecz to jedynie wywołanie…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!