ISSN: 2658-2740

Adam Cebula „Politpunk, czyli dlaczego katastrofa musi się zdarzyć” (2)

Felietony Adam Cebula - 12 czerwca 2019

Probreksitowe ugrupowania z Anglii są konserwatywne tylko w tym sensie, że marzy im się powrót do tego, co było dużo dawniej. To konserwatyzm mniej więcej taki, jaki prezentują polscy monarchiści. To coś, co nie jest przeznaczone do realizacji, to poza, dzięki której zdobywa się lajki na Facebooku. Realizacja pomysłów staje się katastrofą dla pomysłodawców. Gdyby Donald Trump był przekonany do kapitalizmu, nie próbowałby uwalać konkurencji, uznałby, że dla gospodarki na dłuższą metę współzawodnictwo zawsze wychodzi na zdrowie. Nawet jeśli są to firmy motoryzacyjne z Niemiec, a konkurencja regulowana umową TTIP.

Nie wiem, czy słówko „protokomuna” na coś się przyda, ale mi akurat najbardziej pasuje na wspólny mianownik tych ruchów. Wódz pierwotnej hordy, jaką mamy w wyobraźni, ale której chyba nigdy nie było, sięgałby po podobne środki. Zasadą, która dominuje, to „Kali komuś ukraść krowy, dobrze”. Najwięcej wspólnego widzę z ludowymi buntami z okresu mniej więcej drugiej połowy XIX wieku typu rewolty Jakuba Szeli.

Niestety, słówko „populizm” jest mylące. Sugeruje, że owe ruchy to coś, co jedynie można wyrzucić do kosza. Nieprawda. To coś jak bunty tkaczy z Bielawy i Pieszyc z końca XVIII wieku – nie wzięły się z powietrza. Gdy dochodzimy do konkretu, opowiada się tę humanistyczną część prawdy. Tkacze głodowali przez nierówny czy niesprawiedliwy podział dóbr. Bo faktycznie w XVIII wieku nie było zasiłków dla bezrobotnych. Jakaś racja w tym jest, ale najpierwsza przyczyna jest tak banalna, że aż niedostrzegalna. Tylko ten od SF powie, że za mała była produkcja.

Aby dobra podzielić – jakkolwiek, źle, lub dobrze – trzeba je najpierw wyprodukować.

Dziś raczej mało kto ma wątpliwości, że do zwycięstwa Hitlera przyczynił Wielki Kryzys. Czarny czwartek (24 października 1929 roku) zdarzył się za oceanem, ale chaos, jaki wywołał, dotarł do już ledwo zipiących Niemiec. Cały ten proces zwykle opisuje się poprzez szalejącą inflację, jak się elegancko mówi, kryzys sfery bankowej, ale to ma zawsze nieuchronną konsekwencję: ograniczenie produkcji. Jak nie da się sprzedać towaru za cenę, która gwarantuje opłacenie robotników i surowców, produkcja musi się zawalić. Jeśli by jakimś cudem dalej trwała, jest sto sposobów, by ów bankowy kryzys wyminąć. Od wymiany towar za towar po rozdawnictwo.

Po II wojnie światowej nie nałożono kontrybucji na Niemcy. A tak, mamy słynne zdjęcia filmowe, jak żołnierze rozrzucają w tłum bochenki chleba. Uruchomiono Plan Marshalla. Aby ludziom nie ckniło się za Hitlerem albo za czerwonymi, należało zapewnić im możliwość dostatniego życia i rozwoju. Dziś już rzadko się wspomina, że okres powojenny był okresem szybkiego wzrostu gospodarki i w USA i w Europie Zachodniej.

Lata 50. w USA to rock and roll, wielkie kabriolety, rozwój transportu lotniczego, czas prosperity praktycznie we wszystkich dziedzinach. Oraz ostrego przeciwstawiania się komunizmowi. Bo szła produkcja samochodów, domków jednorodzinnych oraz płyt z szaloną muzyką. Żadnych ekstremizmów, żadnych rewolucji, gdyż ludziom żyło się dobrze.

Żarło, żarło i zdychać zaczęło gdzieś tak w połowie lat 80. Kiedy padł ZSRR i niektórzy ogłosili, że zaczyna się okres wiecznej szczęśliwości, w rzeczywistości ruszyła destrukcja. Kilka lat temu na pewnym specjalistycznym portalu ukazał się rodzaj felietonu na temat rynku foto. Autor rozczarowany jego stanem doszedł do wniosku, że zbliża się czas wymierania „dinozaurów (wielkich firm, które zdaje się okopały się na swoich pozycjach i oferują towary kiepskie i drogie). A co najważniejsze, takie, które jedynie udają nowoczesność. To nie ja, malkontent, ale ktoś młodszy, z innego środowiska, można by rzec, w apogeum cyfrowej rewolucji w fotografii spostrzega, że coś jak w „Kongresie futurologicznym” nie jedziemy wygodnie windą, ale małpim sposobem zasuwamy, wspinając się po linie. Komfort jest jedynie złudzeniem.

Wokół nas szaleje postęp. Zwłaszcza w informatyce. Procesory już dotarły do ściany wyznaczonej przez prędkość światła. Tymczasem… Wiele razy o tym pisałem: jak powstał Linux? Bynajmniej nie jest to, jak pisali szefowie koncernów informatycznych, „wynalazek lewackich intelektualistów”. Tak zwyczajnie po wyprodukowani procesora Intel 386 wielkie firmy nie potrafiły napisać na niego systemu operacyjnego, który wykorzystywałby jego najważniejsze możliwości. Ten procesor mógł pracować jak centra obliczeniowe, z wieloma użytkownikami, wieloma pracującymi jednocześnie uruchomionymi programami. Było dość ludzi, którzy na to czekali. I okazało się, że system gospodarki towarowo-pieniężnej nie potrafił za pieniądze wyprodukować tego, co zrobiono za friko.

A teraz o sprawie dużo poważniejszej. Skąd się wziął oil peak? Pisaliśmy dawno temu w naszym dzielnym pisemku. Był taki czas w historii, że ceny ropy naftowej poszybowały z poziomu 60 $ w okolice 140 $ za baryłkę. Jak to się stało, że po pewnym czasie zanurkowały, o ile pamiętam, do 40 $? O pierwszej składowej zjawiska jeszcze powiemy: spekulacja. Ropa leży w ziemi, jej wydobycie jest relatywnie łatwe. Państwa OPEC mogą się zebrać, namówić i przykręcić kurki. Ceny poszybują w górę. Ale moim zdaniem ważniejszy był powód drugi: przerwanie poszukiwań złóż.

Można to napisać tak: są ludzie którzy zajmują czymś, co nazwiemy „produkcją złóż”. Dziwne? Muszą wykonać bardzo konkretną robotę: znaleźć, gdzie jest ta ropa, oszacować, ile jej jej jest, podać metody wydobycia, oszacować ewentualne zyski i potrzebne nakłady.

Tłumaczono nam, maluczkim, że na skutek tego, że ceny ropy przez długi czas były niedoszacowane, nie było kasy na tę robotę. Być może, ale jak by nie kombinować, nie wykonano jej i w pewnym momencie towaru złoża zabrakło.

To już szczęśliwy zbieg okoliczności, że na skutek zmowy producentów ropy ceny wywindowano tak wysoko, że nie tylko ruszyły poszukiwania, ale opracowano sposoby eksploatacji owych słynnych łupków i okazało się, że żadnego końca świata nie będzie, ropy jest dużo za dużo i trzeba szukać specjalnego powodu w postaci Globalnego Ocieplenia, aby wygenerować problemy z paliwami.

Kolejny temat z okolicy motoryzacji: a czemuż to przez wiele lat koncerny samochodowe omijały instalacje gazowe jak coś nieprzyzwoitego? Czemu przez wiele lat ten „wynalazek” był montowany po amatorsku przez rzemieślników? Pomimo masowego zainteresowania, pomimo wyraźnych korzyści ekonomicznych? Czemu tę innowację ludzie musieli jak Linuksa robić sami?

Plaga współczesnego populizmu: ludzie nie wierzą w szczepienia. Dlaczego? A gdyby medycyna wykazała się w ostatnich 30 latach jakimś spektakularnym wynikiem? A choćby jedynie odczuwalnym postępem? Taka ciekawostka: Światowa Organizacja Zdrowia WHO uznała (okolice roku 2013) jako pierwsze państwo na świecie Kubę, w którym wyeliminowano przypadki przeniesienia z matki na dziecko przenoszenie kiły i HIV. Cóż… Kuba jedno z najbiedniejszych państw świata i coś takiego? Jak to możliwe?

Strony: 1234

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Moralizowanie o wysadzaniu komet”
Para-Nauka Adam Cebula - 9 lutego 2015

Jak już wcześniej pisałem, współczesna popularyzacja nauki z lubością sięga do wizji apokaliptycznych –…

Adam Cebula „Głosy z portek patriotycznych, czyli znowu o popkulturze”
Felietony Adam Cebula - 20 maja 2016

Ubarwianie rzeczywistości, która już minęła? Czemu nie… ale może jednak w pewnych granicach. Adam Cebula…

Adam Cebula „Świadomość krzywej”
Para-Nauka Adam Cebula - 20 lipca 2018

Zawsze podziwiałem ludzi, którzy rozumieli. Co rozumieli, to dalsza sprawa, ale imponowało…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!