Adam Cebula „Termotransfer a 3D socjologia” (3)

Felietony Adam Cebula - 10 września 2018

Gdybym miał wywalić 20 kpln na wykonanie kilku zdjęć, o których wiem, że to kicze, pomyślałbym, jak robić zupełnie inne focie. Czasami termotransfer przeniesie coś z krainy marzeń ściętej głowy do realu – taka jest waga tego zastosowania laserowej drukarki 2D.

Aby wpaść na pomysł, że tu brakuje nam cudownego pudełeczka, i że to pudełeczko da się zrobić, musi się spotkać ze sobą szereg wiadomości. Także jakieś doświadczenie, nazwijmy to artystyczne, znajomość cen, wiedza techniczna jak to wszystko działa i jak działać jeszcze może.

Chciałem napisać, że nie zdajemy sobie sprawy, ile rzeczy jeszcze można poprawić czy w ogóle uruchomić dzięki elektronice. Lecz

takim wnioskiem chyba nie warto zawracać sobie głowy. Tak, elektronika wiele może. Także bardzo prosta. Zdaje się, że żyjemy w świecie, w którym technologia, tym bardziej ta wszechobecna elektronika, ustawiła wszystko w sposób całkowicie optymalny, i wszelka ingerencja jakiegoś wandala-amatora może tylko popsuć zastany porządek – ale tak nie jest.

Zastanawiałem się, skąd zapotrzebowanie na bunt. Nie wiem, czy coś takiego szczerze odczuwają pismacy niby to fascynujący się możliwością wydrukowania sobie spluwy, ale z pewnością trafiają tym w szeroką publiczność, która już nie ma powodu udawać, że tego potrzebuje. Podejrzenie jest takie, że jednym ze składników tych banickich nastrojów jest „wizualna doskonałość” tego świata. Taka, która sprawia, że nie widać w nim miejsca na naszą osobistą niedoskonałość. Właśnie to przekonanie

(czy też podejrzenie), że gdy cokolwiek zmienimy, to sknocimy.

To osobna sprawa, takie socjologiczne obserwacje na technicznym tle. Widzę symptomy czegoś podobnego na przykład w fotografii. Wspominałem już o „kundlach” (obiektywach produkowanych przez tzw. niezależne firmy). Otóż ich używanie w opiniach osób niby to doświadczonych jest chyba… niemoralne. Głupia sprawa, bo gdy przychodzi do konkretów, co w nich gorszego, to pada na takie cechy, których nie sposób zmierzyć. Na przykład mają fatalne tzw. bokeh. Rozmycie. Językoznawcom zostawiam zagadkę użycia tego słowa w zdaniu, obowiązująca w fotografii teoria mówi, że bokeh jest „ono”. Zostawiając na boku te szarady, zauważyłem taki efekt, że „niewierność instrukcji” czy „systemowi” musi w jakiś sposób zostać ukarana. I jak nie daje się znaleźć jakiś

rzeczywistych technicznych parametrów, to sięgamy po coś albo arcytrudnego do zweryfikowania (na przykład autofokus się myli), albo zupełnie subiektywnego. Jak ono bokeh.

A tak, w fotografii pojęcie systemu, jak już wspominałem, jest często używane. System, drogi czytelniku, to zestaw urządzeń, które do siebie pasują, produkowanych oczywiście przez uznanego producenta. Masz tzw. body, korpus aparatu, do niego podłączasz obiektywy, lampy błyskowe, radiowe sterowniki do nich, wężyki spustowe, battery packi i inne rzeczy, aż po firmowe torby z wielkim napisem, żeby złodziej dobrze widział, co kradnie. W tym systemie nie może być miejsca na banicką inicjatywę, choćby taką, że zakupimy coś od innej (co z tego, że wielkiej i uznanej) firmy. Niewierność systemowi musi się źle skończyć.

Któregoś dnia patrzysz na focię i mówisz sobie: różnicy nie widać. A skoro różnicy nie widać, albo, o zgrozo, na ten przykład z kundlem lepiej, to… I tak zostajesz buntownikiem. Tyle że nie w swoich oczach. Jesteś

nim dla tych doświadczonych czy zaawansowanych. Nie przyjdzie ci do głowy, by wydrukować se spluwę. Potrzebny ci kolejny obiektyw, może wiertarka, jakaś lampa. Ponieważ wiesz już, jak to działa, co jest ważne. Drobiazg: opanowałeś coś w stopniu dostatecznym, by wiedza była użyteczna. W tym przypadku po prostu wiesz, jak powinno wyglądać zdjęcie, i zacząłeś odnosić się nie do magicznych właściwości składników systemu, tylko do tego, co widzisz swoimi ślepkami. Coś jest nie tak? Widzisz – i przesuwasz lampę Łucz M1, aż światło będzie takie, jakie chciałeś zobaczyć. A jeżeli ktoś powie, że potrzebny był softbox marki Chimera i lampa Bowens, to odpowiesz, że przecież widać…

Jeżeli człowiek nie ma tej wiedzy, a chce zaistnieć, to jedyne, co mu do głowy przychodzi, patrząc na zamknięty system, to coś sknocić. Nasmarować coś sprayem na ścianie albo gwoździem na karoserii, złamać zakaz przekraczania prędkości czy coś równie wytwornego. Jak taki dostanie do ręki drukarkę 3D, to wydrukuje spluwę. Z prostej przyczyny: nic pożytecznego nie przyjdzie mu do głowy. Nie opanował żadnej technologii,

zawodu, umiejętności – jak to zwał, tak zwał – w takim stopniu, żeby to było użyteczne.

To osobna sprawa, czy takich ludzi mamy coraz więcej.

Adam Cebula

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Powiązane wpisy

Adam Cebula „Średnio o średniej”
Para-Nauka - 23 grudnia 2015

na drugim efekt uśrednienia. Musze od razu zaznaczyć, że aby uzyskać tak zaszumione zdjęcie, musiałem się…

Adam Cebula „Error displaying the error page”
Felietony - 1 czerwca 2018

Ogólniej można powiedzieć, że te szalone dziś możliwości konfiguracyjne to możliwość pozostawienia najważniejszej części…

Adam Cebula „Świadomość krzywej”
Para-Nauka - 20 lipca 2018

Zawsze podziwiałem ludzi, którzy rozumieli. Co rozumieli, to dalsza sprawa, ale imponowało…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!