Adam Cebula „Troll sam w sobie”

Felietony Adam Cebula - 23 lutego 2018

Czy chaotyczna polemika nauczyła mnie czegoś? A owszem, przekonałem się, jak bardzo odjechane od rzeczywistości historie potrafią lansować różnej maści pismacy. Człowiek ma tendencję do poważnego traktowania słowa pisanego, nawet w Internecie, lecz gdy rozbierze rzecz na chłodno, zaczyna się drapać w łysinę: nie szkoda li czasu na kolejne pomysły w stylu Dänikena? Tak, spodziewałem się, że to baje szyte grubymi nićmi, lecz trochę zaskoczyło mnie, jak bardzo grubymi.

Jeśli potraktujemy taką działalność (produkcję fantastycznych teorii od wpływu człowieka na klimat poprzez różne własne pomysły jak działają współczesne gadżety do historycznych) jak trollowanie, to czy zaprawdę dobrze by było bez owych trolli?

Nie wiedziałbym, co to transfer radiacyjny, gdyby się nie wdał osobiście w bijatykę, z klimatologami. Zaś powtarzające się awantury na internetowych forach sprawiły, że zamiast smacznie drzemać po obiedzie, już to grzebałem po książkach, już to sam eksperymentowałem. No i mam własny pogląd na sprawę.

Nie, trollowanie nie jest dobre. Jest nie do uniknięcia. To oczywiste, że przez wodzenie po manowcach traci się mnóstwo energii i czasu, że troll zmusza do udowadniania, że Księżyc nie jest zbudowany z zielonego sera, ale niestety tak ludzie dyskutowali zawsze. Bezsilność ludzkiego rozumu wobec wszelkiej maści problemów, na jakie napotyka, jeśli tylko pogrzebać w historii, jest nader dobrze udokumentowana. Jednak do tych pomników ludzkiej głupoty nie jest tak łatwo dotrzeć jak do internetowych forów.

Wydaje się nam, że w końcu wieku XX i w wieku XXI technologia informatyczna zrobiła ludzkości jakieś kuku powołaniem sieci i wyhodowaniem w niej trolli. Nie, durni ludzie byli od zawsze. Np. do XIX wieku lekarze uznawali onanizm za poważną przypadłość. Od czasów Hipokratesa. A w XIX wieku podobno wpisywano go do dokumentów szpitalnych jako oficjalną przyczynę zgonów. Warto sobie uzmysłowić, jak długo i bez żadnej przyczyny obowiązywały zgubne dla ludzkości poglądy w sprawach przyczyn powstawania i rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych. Pierwsze mikroskopy optyczne zbudowali ok. 1590 roku ojciec i syn Hans i Zachariasz Janssenowie. Dokonywano za ich pomocą obserwacji, opisywano i rysowano cuda, jakie udawało się zaobserwować i… wierzono w teorię samorództwa. Ludzie widzieli drobnoustroje i aż do XIX wieku nie wyciągali z tego żadnych wniosków. Za przyczynę cholery uznawano „coś” nazywane miazmatem. Szczerze mówiąc, smród.

Skuteczne przeciwdziałanie powstawaniu epidemii tej choroby stało się możliwe dopiero od roku 1883 dzięki badaniom Roberta Kocha. Dziś wiemy, że przecinkowiec cholery przenosi się przez wodę, brudne ręce, ale najważniejsze, że nie ma żadnego związku ze smrodem, i gdy w środowisku nie ma tych bakterii, to nie powstaną z brudu zgodnie z teorią samorództwa.

Tysiące doświadczeń oraz praktyka lekarzy, która przyniosła niezwykłe w swoich czasach sukcesy aseptyki, gdy na przykład ranni żołnierze z obrażeniami, przy których tradycyjna medycyna nie dawała im szans, wracali niemal cudownie do zdrowia po przemyciu ran karbolem, wydawało się nie dawać najmniejszych szans starym poglądom.

Tymczasem podejrzewam, że zwolennicy teorii samorództwa… wymarli. Nie udało się ich przekonać. Przynajmniej w opisach historii życia i odkryć Pasteura czy innych sławnych biologów tego okresu brak informacji, by ci, którzy mieli już ustalony pogląd, zmienili go.

Dość dobrze udokumentowane jest także to, że wymarli przeciwnicy atomistycznej teorii budowy materii. Do co najmniej połowy XIX wieku wykładano duże (relatywnie) pieniądze na budowę perpetuum mobile, choć zasada zachowania energii była dobrze znana. Zaś choć wyniki szczególnej teorii względności służą w urządzeniach GPS uzyskiwaniu dokładności pomiarów, do dnia dzisiejszego znajdują się mniej lub bardziej (nie)poważni uczeni, którzy próbują tę teorię obalić.

Nieliczne dyskusje, których uczestnicy nie starają się nie trollować, prowadzone są zazwyczaj w specjalnych okolicznościach i przez niezwykłych ludzi, którzy latami ćwiczyli się w poszukiwaniu prawdy, i przekonali się do stosowania zaledwie kilku prostych reguł metodologii naukowej.

Jak to jest z tym nieszczęściem trollowania? Moim zdaniem wolność klepania w klawiaturę jedynie odsłoniła to, co było starannie skrywane. Byliśmy przyzwyczajeni do czytania tekstów, ba, polemik, ale zredagowanych.

Niewinne słówko „redakcja” oznacza, że ktoś siedział i starał się wyłowić z tekstu jakiś porządek, wywalał to, co wodziło po oczeretach i nie prowadziło do celu, czyli wyrzucał ewidentne bzdury.

Redaktor nie dopuszczał kiedyś do druku fantazji o tym, że posągi na Wyspie Wielkanocnej postawili kosmici, bo przy nakładzie minimum 40 tysięcy egzemplarzy plus kilkaset, tak się podówczas pisało, szkoda było papieru i roboty. Redaktor merytoryczny wiedział, że był jakiś Thor Heyerdahl, napisał popularną książeczkę „Aku-aku”, i wyjdzie bardzo głupio, jeżeli na teorię kosmitów nadzieje się czytelnik, który ją zna.

Były czasy, że do szerokiej publiczności docierały tylko wygładzone wersje sporów, nie docierała choćby w ogóle głupota ludu, który coś tam w szkole słyszał o teorii Darwina, ale w głowie to mu się nie zmieściło. I musiał ją wyłożyć po swojemu.

Nie, trollowanie nie narodziło się z powstaniem sieci. Adwersarze obrzucali się inwektywami od starożytności, o czym świadczy klasyfikacja „argumentum ad personam”. Już starożytni Rzymianie… Niestety, ludzie tak dyskutują, bo mądrzej nie potrafią.

Adam Cebula

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Powiązane wpisy

Ding dong, idą święta
451 Fahrenheita - 23 grudnia 2018

Wyjątkowe, bo bożonarodzeniowe życzenia, spisane w formie krótkiego felietonu, od Adama Cebuli…

I znowu 451 Fahrenheita…
451 Fahrenheita - 4 kwietnia 2019

Cóż, nie interesujemy się polityką. Niestety, polityka interesuje się nami. Tak, nami,…

Red-Akcje nr 15
451 Fahrenheita - 8 lutego 2019

Giętkość dziennikarskiego języka niezmiennie zadziwia RedAkcję F-ta. Na portalu TVN24 czytamy w…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!