Adam Cebula „Tylko widz go unika”

Felietony Adam Cebula - 26 czerwca 2013

Mam wrażenie, że zasada jest prosta: im bezpieczniej, tym więcej paniki. Jakie było prawdopodobieństwo tego, że osobnik homo sapiens p(ł)ci męskiej dożyje wieku, powiedzmy, lat 64, za czasów mojego tatusia? Oszacowałem to prawdopodobieństwo kiedyś na mniej niż 0,5. Jak się zdaje, nawet wojna nie miała na to wielkiego wpływu. Szacunku dokonałem podczas spaceru po cmentarzu, materiał badawczy był dość porządny, można trochę dyskutować nad sposobami opracowania wyników, ale doprawdy: bezpiecznie wtedy nie było. Jaka  była główna przyczyna śmierci? Tak po połowie – dość banalne choroby i wypadki. Choróbska typu zapalenie ślepej kiszki, wypadki typu koń kopnął.

Moi rówieśnicy zabijali się na torach, konie i choroby miały już mniejsze znaczenie, ale jako przyczyna zgonów pojawiło się na przykład sikanie na trakcję elektryczną. Tym niemniej długość życia wyraźnie się wydłużyła. Średnio oczywiście, ale z braku koni i wojen zdecydowanie zrobiło się bezpieczniej.

Zapewne jednak, w porównaniu z moim ojcem, wysłuchałem wiele razy więcej mrożących krew w żyłach opowieści. Głównie na szkoleniach BHP. Ale też, będąc w wojsku, tylko kilka procent czasu poświęciłem na uczenie się, jak strzelać, natomiast ponad 90% czasu uczyłem się, ćwiczyłem intensywnie, jak spier…, by unieść d… w całości. Uczono mnie masażu serca, gaszenia butli z acetylenem, odłączania delikwentów od obwodów elektrycznych, może najmniej czasu dziadek poświęcił na nauczenie tego, co faktycznie pozwoliło mu dożyć swoich już lat: jak obchodzić kobyłę, która zagięła na mnie parol i próbowała skasować.

Wiem, jak zakładać OP1 w razie ataku chemicznego, że do wybuchu jądrowego obracamy się d…, że maskę p-gaz można uratować na siedem czy osiem sposobów, gdy się okular wybije, wąż przedziurawi, uszkodzi zawór, że można się udusić, gdy się nie wyciągnie korka zabezpieczającego, jak gasić urządzenia elektryczne, jak postępować ze wspinaczem, któremu czekan przebił płuco…

Matko Boska! Żeby tylko to! Niewybuchów nie wrzucamy dla jaj do ogniska, unikamy przypadkowych kontaktów, – tak przeszliśmy wielokrotne i usilne szkolenia, jak zapobiegać rozprzestrzenianiu się chorób wenerycznych. Zacukałem się… AIDS do nich należy? Nie wiem. Natomiast w celu zapobieżenia rozprzestrzenianiu się gruźlicy plujemy do spluwaczki. Z gruźlicy nie ma co się śmiać: bestia jest lekoodporna.

Zapewne powinienem wykonać sobie jakieś nagie zdjęcia, abym mógł pilnować, żeby ich nie umieszczać w sieci. Dla uniknięcia cyberzagrożeń. Tu mnie sumienie gryzie: na przykład nie stosuję się do ochrony antywirusowej. Nie chce mi się, bo wirusów pod Linuksa ani dudu.

Zapamiętałem sobie takie zdanie jednego felietonisty z pingwinianych stron: nie boisz się, to cię nie ma. Ot co. Jak świat światem, wypada wernyhorzyć alibo kasandrzyć. Kolumbienie, że tam za oceanem czekają bogactwa, działa tylko w okolicznościach odkrycia Ameryki, a poza tym kulturalni ludzie nie lubią happy endów. A nawet tylko, bo to jednak coś innego, szczęśliwych zakończeń.

Już starożytni Grecy odkryli tę regułę: chcesz należeć do elity, powinieneś uważać, że świat upada, a najlepiej zmierza prostą drogą do zagłady. Kiedyś były wieki złote i srebrne, a dziś…

Dziś grozi nam na przykład zagłada z powodu efektu cieplarnianego. Chciałbym zwrócić uwagę na głębokie etyczne przesłanie leżące u źródeł, czyli nadmierny konsumpcjonizm. W domyśle ­– ruja i porubstwo. Albo poróbstwo (za „Słownikiem Języka Polskiego” dopuszczalne w grach). Co prawda onanizm jako źródło wszelkich klęsk nie jest ostatnio w modzie, ale generalnie trzeba pościć, umartwiać się, jedząc mało, najlepiej pokarmów roślinnych, spać w zimnym pokoju z rękami na kołdrze.

Czy pamiętasz, Drogi Czytelniku, Dziurę Ozonową? Ciekawe, że jakby spadła z planu… Otóż, jeśli nie pamiętasz, to przypomnę ci, że ludzi, którzy się nią zajęli, media awansowały mniej więcej do poziomu Supermena; ni mniej nie więcej wyszło, że uratowali świat. Ale uratowali i teraz cisza, bo? Chyba wyszło, że jakby mniej, że nie bardzo, tak tylko trochę, troszeczkę. Albowiem pojawiała się nowa dziura. Jedna była od strony Antarktydy, druga się zrobiła w Arktyce. No trza było powiedzieć: Bóg wi(e), czemu… Bo my nie.

Jak mi się zdaje, w świetle danych, badań i obserwacji pełne grobowych tonów kasandrzenie, że wypali nas promieniowanie ultrafioletowe, spotkało się z dostatecznie głośnym i dostatecznie gremialnym pukaniem się w czoło i przestało przynosić spodziewane splendory.

Kasandrzyć trzeba umieć. Trzeba nawiązać do greckich posłów, dobrze by było, żeby była jakaś Helena, Troja do zdobycia, bo jak zaczniemy tak, siedząc w szałasie pastuszym, to możemy usłyszeć: „a komu by się chciało w te pustacie wyprawiać po stadko chudych kóz”?

Coś mi się widzi, że z dziurą ozonową to ani Troi, ani posłów. Za bardzo się rozlazło z rzeczywistością, bo na przykład nie otrzymałem nigdy odpowiedzi na pytanie, czemuż to po zniszczeniu warstwy ozonowej wysoko, nie miałaby się ona utworzyć w troposferze, gdzie tlenu jest kilkadziesiąt razy więcej?

Zapewne kasandrzący zostali zaskoczeni. Nie spodziewali się, że ktoś wie, że ciśnienie powietrza na wysokości kilkudziesięciu kilometrów jest resztkowe, chyba sami nie rozpoznawali wielkości zwanej koncentracją i różniącej się od gęstości.

Tak czy owak, obserwujemy taki fakt (medialny?): spadło się dziurze ozonowej z plakatu. Publikacji jak kot napłakał, nie ma już apokaliptycznych wizji.

Kiepsko zaczęło się wieść efektowi cieplarnianemu. Po prostu mniej więcej około roku 2000 załamał się trend ocieplania się klimatu. Warto zwrócić uwagę na aspekt prawdopodobieństwa. Ryzyka. Otóż na przykład w przypadku dziury ozonowej mieliśmy ryzyko, że coś z tym wpływem freonów jest. Diabli wiedzą, jak to odbije się na życiu na Ziemi, ale powiedzmy, wprowadzaliśmy do obiegu substancje chemiczne, których nigdy wcześniej w nim nie było. A przynajmniej tak nam wmawiano. Albowiem tak naprawdę chodziło o chlor, a tego w naszym otoczeniu jak lodu albo i znacznie więcej w różnych związkach chemicznych, często daleko mniej trwałych od freonów. Tym niemniej mogliśmy się obawiać, że owe wraże nam freony narobią czegoś takiego jak pierwsza para królików wypuszczona w Australii.

W przypadku efektu cieplarnianego rozumianego jako zmiany klimatyczne spowodowane wypuszczaniem do środowiska dodatkowego węgla w postaci CO2 wykopanego z ziemi, pojawia się bardzo wyraźnie silny argument przeciw: to musiało się zdarzyć wiele razy w przeszłości. Mamy geologiczne dowody, że średnia temperatura Ziemi była kiedyś znacznie niższa, że była wyraźnie wyższa, że się podnosiła w szybkim tempie. Otóż, jeśli warunki są jak widać, to są one ”utrzęsione”. Leżą w pobliżu wartości najbardziej prawdopodobnych.

Analogią może być nóż stojący na ostrzu. Owszem, realny nóż tak postawiony przez chwilę postoi, ale wystarczy byle podmuch wiatru, byle wstrząs, a się wywróci. Z pozycji leżącej już nie da się go wytrącić „bele czym”, puknięciem czy chuchnięciem.

Ściągnij tekst:
Strony: 1234

Mogą Cię zainteresować

Zmarł John Updike
Aktualności Fahrenheit Crew - 28 stycznia 2009

27 stycznia zmarł w Massachusetts John Updike, autor ponad pięćdziesięciu książek m.in. znanych ze świetnej ekranizacji,…

Adam Węsek „Strażniczka Królestw”
Patronaty F-ta Fahrenheit Crew - 18 października 2008

Na dwa tygodnie przed czternastymi urodzinami Marysi w jej życiu niespodziewanie zaczynają pojawiać się tajemnicze,…

Górą i doliną, rzeką i równiną
Recenzja fantastyczna nimfa bagienna - 17 lipca 2015

Xiao Long spotkał Dawida Juraszka i opowiedział mu co ciekawsze fragmenty swego jakże…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!