Adam Cebula „Żelazko niewiernego Tomasza” (3)

Felietony Adam Cebula - 19 marca 2019

No dobrze, odpowiadają całuniści, lecz cóż to wszystko wobec faktu cudowności wizerunku, którego powstania nauka, mimo tylu wysiłków nie potrafi wyjaśnić?

Ekhem… tiaaa…

Jak się zdaje, właściwie każdemu zdarzyło się uzyskać efekt Całunu Turyńskiego – i niestety prawie na pewno nie skutkowało to podniosłym nastrojem. Prawie każdy musiał kląć brzydkimi słowy, gdy przysmędził żelazkiem jakąś cenną część garderoby. Bynajmniej: nie jest potrzebna pewność, że dokładnie tak Całun powstał. Tym niemniej w necie możemy znaleźć trochę relacji różnych eksperymentatorów, którzy uzyskali tą metodą bardzo dobre wyniki. Wbrew temu, co znalazłem w żarliwych filipikach pisanych w obronie autentyczności całunu, wystarczy, gdy wiemy, że „jakoś tak”. Metoda czy technologia nie musi odwzorować wszystkich właściwości całunu. A to dlatego, że nie wiemy dokładnie, jakie przechodził koleje losu. Odkrycie na tkaninie śladów biologicznych, np. krwi, nie oznacza nic więcej niż to, że całun nią pomazano czy pochlapano. Czy celowo, czy przypadkiem – nie sposób ustalić. Inna sprawa, że krwi tam nie znaleziono.

Z braku łatwego i kontrolowanego dostępu do artefaktu nie można do końca wierzyć ustaleniom na jego temat. Wiele wskazuje, że kolejne „bardzo naukowe” i „niezwykle kompetentne” zespoły, jakie miały się nim zajmować, miały charakter naszej komisji smoleńskiej. Z tej przyczyny nie bardzo wiadomo, czym należy się przejmować. Być może faktycznie jest tak, że – dajmy na to – nadpalenia płótna świecą w ultrafiolecie, a wizerunek nie. Ale być może tak to widzieli „eksperci”.

Dlatego wystarczy, jeśli wiemy, że bardzo podobny efekt da wyprasowanie gorącym żelazkiem płaskorzeźby. Mamy efekt zabarwienia włókien tkaniny jedynie na powierzchni, braku śladów użycia pędzla, efekt negatywu oraz bardzo podobny obraz śladów w dużym powiększeniu.

I to było by na tyle. Problem z kuglarstwem jest taki, że gdy się dowiemy, w jaki sposób magik wyciąga królika z kapelusza, ostaje się tylko rozczarowanie. Jak wygrzebali współcześnie niewierni Tomasze, w mieście Troyes handlowano starym płótnem, byli tam rzemieślnicy trudniący się miedzy innymi wyrobem pieczęci. Możemy gdybać i domniemać, czemu ktoś wybrał taką właśnie metodę, czemu chciał uzyskać taki efekt. Lecz nie trzeba wielkiej wiedzy, by uświadomić sobie, że ktoś średnio biegły w snycerce mógł bez kłopotu wykonać wzór np. w glinie, że niepotrzebna była do tego żadna specjalna wiedza, najwyżej kilka prób, by wykonać wizerunek. Szczegóły nie są już ważne. Może użyto kilku zmoczonych warstw materiału jako podkładu, by uzyskać efekt „cieniowania”, może to wyszło samo. Nie trzeba też wielkiej wyobraźni, żeby zrozumieć, że motywacja do pracy była ogromna. Że bynajmniej nie był to akt szczególny czy świętokradzki, jeśli wziąć pod uwagę rozmiar handlu relikwiami, który trwa do naszych czasów.

Nic nie wskazuje, by Całun Turyński był czymkolwiek więcej niż tym, co wynikło z dochodzeń kościelnych dostojników, czyli jedną z licznych sfałszowanych relikwii. Nie ma żadnych znamion niezwykłości ani tylko autentyczności. Jedyne, co wynika z tej historii, to możliwość zanalizowania procesu budowania się legendy wokół całkiem zwykłych zjawisk, historii czy przedmiotów. Jedną z charakterystycznych cech jest to, że zaczyna się od sytuacji zupełnie jasnej. Nawet jeśli są jakieś wątpliwości, to będąc początkowo na marginesie, narastają z czasem. Wreszcie początkowo oczywista historia okazuje się albo zupełnie nie do wyjaśnienia, albo początkowo nie ma w sobie nic niezwykłego, dopiero z biegiem lat staje się się kompletnie nadprzyrodzona.

Z czasem do każdej historii, która wydaje się dość atrakcyjna, doklejają się kolejne. Na przykład do upadku balonu meteorologicznego w Roswell mamy niezbyt udany filmik z sekcji zwłok kosmitów. Wcześniej pojawiły się zeznania świadków, którzy widzieli na miejscu coś, co miało wyglądać na statek obcej cywilizacji. Dziś wiemy o tej historii niemal wszystko, potrafimy powiedzieć, skąd pochodziła taśma klejąca, która zostawiała wyglądające na pismo kosmitów ślady na listewkach konstrukcji balonu. Tak, statek kosmiczny był z listewek. Niczego to jednak nie zmienia – to kosmici i basta!

Im dalej od zakończenia II wojny światowej, im więcej wiemy na jej temat, i tym więcej fantastycznych teorii o podziemiach zbudowanych przez hitlerowców w pobliżu Ludwikowic Kłodzkich. Dokładnie to samo się dzieje się w przypadku Całunu Turyńskiego. Zapewne w syndologii – czyli nauce o Całunie Turyńskim – jest coś z nauki, lecz faktycznie kolejne ekipy całunistów wymyślają coraz to nowe problemy czy tajemnice, i nie ma znaczenia, że np. wczesne wizerunki Jezusa ukazują kogoś zupełnie niepodobnego do wyobrażenia, które trwa do dziś i ustaliło się zapewne w okolicy III w. n.e. Nie ma znaczenia, że nie zgadzają się wymiary przodu i tyłu ciała na wizerunku. Powstają coraz to nowe dowody, np. badacze dopatrują się odbicia rzymskich monet położonych na oczach Jezusa. Dowodów na prawdziwość relikwii będzie coraz więcej i więcej. Ponieważ niezwykłość ludzi fascynuje, a pokazywanie, że coś jest zwykłe – nudzi.

Z upływem czasu ludzie wymyślają coraz to bardziej fantastyczne teorie. Na przykład wspomniane odciski rzymskich monet na oczach Jezusa: dostępne są w sieci zdjęcia Całunu i widać na nich, że… niewiele widać. To kwestia wiary, że plamy w coś się układają. Im więcej mamy czasu, tym większe prawdopodobieństwo, że znajdzie się kolejna wystarczająco niekompetentna osoba, by wysunąć jeszcze bardziej niedorzeczną teorię. Fizyk by prawdopodobnie nigdy nie wpadł na to, że podczas trzęsienia ziemi mają być emitowane neutrony, jednak wystarczyło trochę poczekać, a odpowiedni ignorant się znalazł.

Adam Cebula

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

Kobieta bardzo fatalna
Opowiadania Adam Cebula - 5 kwietnia 2019

Co ta miłość robi z człowiekiem… wystarczy chmurka wysoko wydajnych feromonów, a…

Adam Cebula „Jak coś nie działa”
Felietony Adam Cebula - 8 stycznia 2019

Czy warto pisać o tym, jak coś nie działa? Pomysł wydaje się…

Adam Cebula „Jak miłość do fantasy fałszuje historię”
Felietony Adam Cebula - 6 lipca 2015

Cóż ma z tym wszystkim wspólnego fantasy? To już kilka razy pisałem: za opisywanie świata…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!