Adam Cebula „Jak idee Lenina, psiakrew, wiecznie żywe”

Para-Nauka Adam Cebula - 20 kwietnia 2015

dymy baronaByły czasy, gdy byłem młody (piękny to nie wiem), czytywałem wtedy „Młodego Technika” i wszystko z fantastyki naukowej, co się dostało w moje ręce. Do tego zajmowałem się konstruowaniem urządzeń elektronicznych. Ależ tak, byłem niepoprawnym entuzjastą przyszłości. Oczywiście nic nie mogło podważyć mojej wiary, że po roku 2000 będziemy seryjnie latać na Księżyc. Że świat będzie wyglądał zupełnie inaczej. Jak? Mądrzej.

Jedno mi się zdawało zupełnie pewne: nauczymy się nie popełniać w koło Macieju tych samych błędów. W przeszłość odejdą upierdliwe przesądy i mity, które zatruwają nam codzienne życie. Zamiast plotkami o tym, że w czasie burzy trzeba zamykać lufcik, będziemy się kierować podręcznikową wiedzą – i na ten przykład zamiast gromnicy będziemy jednak używać odgromnika.

Piorunochrony spadły jakoś z pola widzenia ludności i niestety mam silne przekonanie, że bynajmniej nie za sprawą zrozumienia ich działania. Zwyczajnie są montowane „z domysłu”. Nie z przekonania, że są potrzebne; przyzwyczailiśmy się, że różne tak zwane urzędy stawiają nam różne niezrozumiałe wymagania. Jedni gonią do szczepień przeciwko Odrze (albo odrze – diabli wiedzą, jak jest naprawdę), stacja diagnostyczna wymaga odpowiedniego składu spalin, by mogła wydać nam zaświadczenie o ważności kolejnego przeglądu technicznego samochodu, a policjant wlepia mandaty za przekraczanie prędkości. Nic tu nie ma praktycznego znaczenia, nie ma związku z bezpieczeństwem czy komfortem życia, godzimy się potulnie na ingerencję mitycznego Państwa w nasze życie. I tyle.

Za młodego – jak mówiono w wojsku – byłem pewien, że ludność jednak zmądrzeje. Szkoły wtłaczały do głów właśnie owo działanie piorunochronów, na fizyce w szkole podstawowej było działanie silnika czterosuwowego, i nie ma zmiłuj, nawet dziewczyny musiały opowiedzieć, czym się różni suw ssania od suwu pracy, i w jakiej kolejności oraz po co występują. Umieliśmy nawet prąd trójfazowy, łącznie z tym, że jak połączyć w gwiazdę cewki w silniku, to ów punkt złączenia można uziemić, i że prądy oraz napięcia się tamże znoszą.

Współczesny opis świata pochodzi od dziennikarzy? Jakoś trudno mi w to do końca uwierzyć. Moim zdaniem, po kontaktach z kilkoma redakcjami, to pismacy produkują obraz świata, jaki sobie życzy publiczność. Pismakowi jest całkiem obojętne, po czyjej stronie staje, jakie poglądy wypowiada. To nie znaczy, że poglądów nie ma, ale jak zapłacą, jak zmieni redakcję, napisze to, co ludzie przeczytają, a nie co on myśli.

Niestety jego poglądy dziś już nie pochodzą z książek… choćby szkolnych. Można powiedzieć gorzej: w podręcznikach mamy poglądy gazetowe. Na przykład na temat wyczerpywania się zasobów paliw i surowców. Muszą się wyczerpywać, skoro… czerpiemy. Oczywiste?

Tak oczywiste, że przeczytałem kiedyś w owym „Młodym Techniku” opowiadanie, w którym miałem opis Ziemi po wyeksploatowaniu wszelkich złóż. Oczywiście obraz nędzy i rozpaczy, wydobywanie skał, w których mamy śladowe ilości surowców. Tyle że było to dziale science fiction. Dziś jest obowiązującą wizją.

Na przykład zbieramy puszki po piwie, bo to cenne aluminium. Jak przeczytałem w artykule rozentuzjazmowanego ekologa w bardzo poważnej gazecie centralnej, zasoby rzadkiego pierwiastka zwanego z polska glinem są już na wyczerpaniu. Poniekąd… Co jest prawdą w tej informacji? To, że w kraju mamy prawdopodobnie śladowe ilości boksytów w okolicach Nowej Rudy. Aluminium produkuje się obecnie właśnie z tej skały. Za Wikipedią: około 1995 roku jakieś 39 procent jej wydobycia przypadało na Australię. Około 30 procent to kraje Ameryki Łacińskiej. 2 procent przypada na Gwineę, w Europie jakieś złoża są w Grecji i na Węgrzech, ale udział tych krajów w wytwarzaniu aluminium jest znikomy, nie przekracza nawet 2 procent.

Światowe zasoby boksytów są oceniane na 20 do 38 mld ton (za Wikipedią). Czyli mamy pewien dobrze określony zasób. Konkluzja jest taka, że jak się podzieli zasób przez roczne wydobycie, to wyliczmy rok, w którym nie będzie piwa w puszkach. Czyż to nie oczywiste?

Z pewnością jest tak, że jesteśmy uzależnieni od importu owego boksytu. Już to jedno jest wystarczające, by zbierać wszelki złom aluminiowy, bo jak nam przykręcą sprzedaż, będziemy mieli taką jazdę, jak już nie raz mieliśmy z gazem. To chyba nie podlega dyskusji?

Otóż prawie to wszystko jest prawdą. Pierwszą bajką jest, że aluminium to rzadki pierwiastek. Jest go w skorupie ziemskiej „zaledwie” trochę ponad 8 procent. To trzeci pod względem powszechności występowania w naszym otoczeniu pierwiastek. Tak dla wyjaśnienia: na kilogram skały przypada mniej więcej 250 gramów metali.

Biadanie nad wyczerpywaniem się złóż boksytów, czy bodaj tylko nad uzależnieniem się naszego – dzielnego niewątpliwie – kraju od obcych surowców ma sens, i owszem, ale jedynie w odniesieniu do obecnie stosowanej technologii produkcji aluminium. Rzecz można powiedzieć tak: problem leży zupełnie gdzie indziej, nie w złożach boksytów, tylko w tym, że nie ruszyliśmy dupska, by opracować metody produkcji tego metalu z innych surowców.

Kilka razy już się z tego nabijałem. W pewnym – skąd inąd miłym mi – czasopiśmie napisano sążnisty artykuł o nowych materiałach półprzewodnikowych. Autor prace nad nimi musiał podeprzeć jakimś bardzo silnym argumentem, wszak krzem jest diablo dobry. Co napisał? Że złoża krzemu są na wyczerpaniu. Tiaaa…

Zawartość krzemu w skorupie ziemskiej to jakieś 27,7 procent. Wszystko, co mamy pod nogami, jest z krzemu. Jedynym powodem, że do pozyskania tego pierwiastka używa się faktycznie nie za często występujących piasków jest to, że są one wprawie w 100 procentach czystym związkiem SiO2 i dzięki temu nie ma problemu z oczyszczaniem surowca. Ale krzemu jest po tlenie najwięcej w naszym otoczeniu. Podejrzewam, że z palcem w… dałoby się go wydusić z dowolnej skały, gdy chodzi o ilości potrzebne dla przemysłu elektronicznego, że w kosztach produkcji tranzystorów czy układów scalonych nie dało by się nawet odczuć komplikacji technologii. Ale nie ma potrzeby komplikowania sobie życia.

Podobnie jak w przypadku produkcji aluminium, jakby ktoś labidził, że nam się wyczerpały zapasy czystego kwarcu, to nie ma problemu braku złóż surowca, jest problem ewentualnie braku dopracowanej technologii produkcji z czegoś innego. Co jest możliwe, nawet proste, ale wymaga nieco więcej zachodu, a może posiedzenia w laboratorium i główkowania. Generalnie potrzebny jest jakiś wynalazek.

Co się stanie, jak nam braknie rud żelaza? Jasne: tragedia znacznie gorsza niż po wyczerpaniu się ropy naftowej: to, jeśli odejdziemy od biadań serwowanych przez wyznawców „oil-piku”, cofnęłoby nas do okolic XIX wieku; brak żelaza – w daleką przeszłość, zwłaszcza że wtedy brązu też braknie… to pewnie do paleolitu.

Ściągnij tekst:
Strony: 1234

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Wizja klockowa”
Para-Nauka Adam Cebula - 29 maja 2015

Jak to się dzieje, że jednym coś wychodzi, a inni ludzie szamocą się z różnymi zadaniami…

Adam Cebula „O sensie samym w sobie”
Para-Nauka Adam Cebula - 4 listopada 2015

Niezbędnym sprzętem każdego poszukiwacza rzeczy istotnych powinno być możliwie gęste sito. Za jego…

Adam Cebula „Ósme przykazanie na rok 2019”
Felietony Adam Cebula - 25 marca 2019

Dawno temu wyczytałem, czemuż to poważny czytelnik nie sięga po fantastykę naukową.…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!