Adam Cebula „Wizja klockowa”

Para-Nauka Adam Cebula - 29 maja 2015

latarenkaJak to się dzieje, że jednym coś wychodzi, a inni ludzie szamocą się z różnymi zadaniami – i ani-ani? Dawno temu sformułowałem sobie odpowiedź: „bo mają klocki”. To poetyckie sformułowanie kryje banalną treść: po prostu ktoś opanował kilka metod, które razem dają całość, pozwalającą rozwiązać jakieś zagadnienie.

Ta z pozoru trywialna diagnoza pozwala odpowiedzieć na inne pytanie: dlaczego pewne zadania okazują się za trudne dla większości? Albo są po prostu trudne dla każdego, kto próbuje je wykonać? Ano, banalne, składają się z kilku – że się tak wyrażę – nie do końca banalnych onych klocków. Aby problem w całości ugryźć, najpierw trzeba go podzielić na te klocki (autonomiczne zadania), nauczyć się je rozwiązywać każde z osobna, a potem dopiero złączyć w całość.

Takim zagadnieniem jest zapewne posługiwanie się lampą błyskową w fotografii. Choć to nadzwyczaj pożyteczne urządzenie, choć daje mnóstwo możliwości, bardzo wielu fotografów unika jej używania. Sam też muszę się przyznać, że nie opanowałem tego narzędzia w takim stopniu, bym potrafił uniknąć różnej maści wpadek, by nie zdarzały mi się przykre niespodzianki.

Problem widzę właśnie w tym, że występuje tu najmniej kilka zagadnień, których opanowanie, choć potem zdają się zupełnie banalne, nastręcza całkiem sporo trudności i niestety wymaga zarówno pewnej wiedzy, jak i wysiłku. O czym myślę? Choćby o prawie odwrotnych kwadratów.

Na pozór dość pozafotograficzna sprawa: natężenie światła od źródła punktowego dla ścisłości maleje z kwadratem odległości od źródła. Wiedzą to właściwie wszyscy i wpadają w pułapkę, jaką jest bardzo silna zależność, która wynika z tego prawa. Zazwyczaj fotografujemy z lampą z odległości kilku metrów. Jeśli coś znajduje się metr od lampy, a następny obiekt trzy metry, na przykład na imprezie fotografujemy dwoje ludzi, to jak się będzie miało do siebie natężenie światła na tych dwóch odległościach? Jak 1:9. W fotograficznej skali mówimy, że to ponad trzy przesłony, bo trzy przesłony to różnica 1:8. Oznacza to, że jeśli dobrze naświetlimy obiekt bliższy, to dalszy będzie całkiem ciemny.

Co można dodać? Choć lampa błyskowa nie spełnia dokładnie prawa odwrotnych kwadratów (bo nie jest punktowym źródłem światła), to jednak zwłaszcza dla tzw. lamp wbudowanych w korpus aparatu odstępstwa są właściwie pomijalne dla fotografa i mamy taką prostą konsekwencję: jeśli nic nie zakombinujemy, lampa nadaje się dobrze do oświetlenia „płytkiej sceny”, czyli takiej, w której odległość fotografowanych obiektów od tej lampy jest stała. Nie od aparatu, ale od lampy. Oznacza to tyle, że jeśli fotografujemy sporą grupę osób, to dla osiągnięcia optymalnego naświetlenia zdjęcia powinniśmy ustawić ją na fragmencie okręgu, w środku którego stoi owa lampa. Sami możemy stanąć w innym miejscu, jeśli oczywiście nie używamy takiej wbudowanej lampy.

Z prawa odwrotnych kwadratów wynika też zasada, że o wiele niebezpieczniejsze jest zbliżanie się do lampy, niż oddalanie się od niej. Jeśli fotografujemy coś w odległości dwóch metrów od lampy i wpadnie nam w kadr jakiś obiekt. np. dla kawału ktoś wyciągnie rękę w odległości metra, to owo coś będzie oświetlone cztery razy silniej niż właściwy obiekt. Jeśli w kadrze pojawi się coś w odległości trzech metrów – metr dalej niż właściwa odległość – będzie oświetlone 2,25 raza słabiej. W pierwszym wypadku na zdjęciu pojawi się prawdopodobnie tzw. przepał, czyli obiekt za bliski zostanie odwzorowany z brzydkimi fragmentami całkowicie białymi, pozbawionymi szczegółów; w drugim będzie on wyraźnie ciemniejszy, ale nie zaobserwujemy żadnej katastrofy.

Także z tego prawa wynika prosta porada, jak unikać katastrof przy oświetlaniu planu bezpośrednim światłem błysku: świecić możliwie z daleka, unikać bliskich planów. Z jak z daleka? Tak, by lampa jeszcze bez kłopotu wypełniła swoje zadanie. Można powiedzieć, że jeśli chcemy uzyskać dramatyczne oświetlenie z dużymi kontrastami, postąpimy odwrotnie: lampę zbliżymy do planu. Lecz wówczas musimy uważać, aby nie przedobrzyć, i by nie powstały owe przepały, które praktycznie zawsze szpecą zdjęcia.

Łatwo zauważyć że jeśli błyśniemy lampą na coś, co znajduje się w odległości dziesięciu metrów, i w kadrze znajdzie się coś bliższego o metr, czyli w odległości dziewięciu metrów, to będzie jaśniejsze o ciut mniej niż 20 procent, praktycznie na zdjęciu nie będzie widać różnicy. Gdy błyskaliśmy na odległość dwóch metrów, metr bliżej dawał katastrofę – tu wszystko jest w porządku.

Opowieść fotograficzną zakończę tak, że zazwyczaj bezpośrednie oświetlanie planu lampą, już obojętne, czy błyskową, czy inną, daje bardzo kiepskie efekty i raczej stosujemy tę metodę wówczas, gdy nic lepszego zrobić nie można.

Zatrzymałbym się jednak na czymś innym: wszystko, co wyżej piszę, jest poniekąd banałem – chciałoby się rzec do kwadratu – i oczywista oczywistość. Jednak niechęć do używania lamp jak i błędy które nie raz można podziwiać teraz już i na tzw. poważnych portalach internetowych skłaniają do refleksji, że jednak te sprawy nie są tak proste, jak by się zdawały.

Cóż, w temacie odwrotnej proporcjonalności do kwadratu siedzi jeszcze zagadnienie samych proporcji. Diabli już wiedzą (ja nie) dlaczego, ale ułamki z jakiegoś powodu są matematyczną pułapką dla ogromnej liczby ludzi. Temat sprowadzania do wspólnego mianownika w celu dodania 1/2 do 1/3 przyprawił mnie o lekki szok, gdy się okazało, że wywiało zagadnienie ze szkolnej edukacji od podstawówki do matury i trzeba klienta nauczyć od podstaw. Dlaczego wywiało? Bo zapewne sprawiało kłopot dydaktyczny i pozbycie się kompetencji z listy wymaganych, jak to dziś mawiamy, dawało znaczny zysk dla nauczających.

Dla posiadającego owe kompetencje w zakresie ułamków jest oczywisty przebieg funkcji 1/x, która w okolicy zera skacze do niebotycznych wartości. Rozumiemy bardzo dobrze, że dla małych odległości zmiana ich o jeden metr daje zupełnie inny wynik, gdy metrów jest wiele. Oczywiście kolejnym klockiem jest przebieg zmian wartości funkcji kwadratowej oraz komplikacja w postaci wzięcia jej odwrotności.

Przeciętna znajomość matematyki na elementarnym poziomie daje oczywistą odpowiedź, co zrobić, aby zmiany rozstawienia przedmiotów na planie o – powiedzmy – jeden metr nie dawały katastrofalnych zmian wartości funkcji 1/r^2. Trochę poza tematem jest zagadnienie logarytmicznego widzenia jasności i tak zwanej krzywej gamma, grającej pierwszą rolę w różnych fotograficznych rozwiązaniach. W pudełku z klockami logarytmy nie zawadzą, a uzupełnią się z resztą z wyraźnym zyskiem. To właśnie one gracko uzasadniają wniosek, że 20 procent różnicy oświetlenia to tyle, co nic.

Nie będę się upierał, ale moim zdaniem jednym ze składników niechęci fotografujących do używania lamp błyskowych jest niestety brak owych klocków w postaci znajomości kilku zagadnień elementarnej matematyki, czy raczej arytmetyki. Owszem, można się tego wszystkiego bezliczbowo i bezwzorkowo wyuczyć na jakimś kursie foto, ale – powiedzmy sobie – wypadałoby być na tyle wyuczonym, by to wszystko wymyślić samemu.

Ściągnij tekst:
Strony: 12

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Panegiryk dla Paracelsusa, czyli o hormezie ekologicznej”
Para-Nauka Adam Cebula - 10 listopada 2017

Walka ze smogiem jest słuszna. Tego… ekhem… politycznie poprawna. Albo niepoprawna. To…

Adam Cebula „Troll sam w sobie”
Felietony Adam Cebula - 23 lutego 2018

Troll w Internecie jest gatunkiem tępionym. Powód jest oczywisty: tacy osobnicy potrafią…

Adam Cebula „Moje sądzenie sędziów Powstania”
Felietony Adam Cebula - 13 sierpnia 2014

  Chciałem zacząć od tego, że podziwiam łatwość wygłaszania przez ludzi historycznych sądów. To nieprawda. Nie podziwiam.…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!