Adam Cebula „Woda utleniona w medycynie ludowej”

Para-Nauka Adam Cebula - 5 października 2018

Aha… Że co?! Znaczy się, szkodzi, ale nie szkodzi, używać, ale nie używać?  To, drogi czytelniku, dobrze znana z konferencji (nie tylko z innych nieznośnych nasiadówek) figura. Nie wiem, czy retoryczna. Taki popis taneczny, hop siup stosowany wówczas, gdy biedak został zmuszony do dania głosu (w odróżnieniu  zabrania), a nie miał nic do powiedzenia. Jestem za, a nawet przeciw. Więc gdyby się ktoś czepiał, stojąc na gruncie  i w świetle dowolnych pryncypialnie ustalonych  zasad  (bardzo mi przykro, że sięgam do nowomowy z czasów komuny, ale tylko ona oddaje sedno sprawy), to zawsze mam rację.

Jest tam jeszcze jeden lapsus. O użyciu rękawiczek w celu uniknięcia zakażenia ran podczas opatrywania. Że wtedy niby nie wszczepimy opatrywanemu przenoszonych na rękach zarazków. Sęk w tym, że rękawiczki gumowe także nie są sterylne ale nawet gdybyśmy je wyciągnęli idealnie pozbawione wszelkich żyjątek z jakiegoś superpojemnika, niewiele to pomoże, ponieważ przeniesiemy bakterie znajdujące się przynajmniej na skórze poszkodowanego. No i wystarczy. Co zrobić, by zminimalizować skutki tegoż?

Przynajmniej polać wodą utlenioną.

Gdy obrażenia są poważne, to zupełnie inna bajka. Nie bawimy się w dezynfekcję, bo to robota dla lekarza, i agresywne chemicznie środki jak alkohol czy nasz rozcieńczony perhydrol mogą wniknąć do organizmu, ale gdy mówimy o małych skaleczeniach, z którymi nie mamy zamiaru biegać do doktora, to jeśli uważnie poczytamy choćby owe porady ratownika medycznego, dobra jest przynajmniej woda utleniona (do przemycia).

Pytałem oczywiście Pana Doktora. I cóż powiedział? „Jezus Maria! Czy ci ludzie powariowali?!” Powiedział, że oczywiście lać, lecz co więcej, nie głupio użyć kilku środków dezynfekcyjnych, w tym jak najbardziej wody utlenionej, mimo że szczypie.

Więc o co chodzi?

Na przykład octenisept. Jedyne sześć dych za butelkę. Woda utleniona – czasem siedemdziesiąt groszy. Oraz temu podobne wynalazki.

I tu koniec szczegółowych dywagacji. Ściema, kochany czytelniku. Pogrzebałem w Internecie: ściema. Nie ma żadnych mądrych porad w tej sprawie, żadnych faktów, choćby wyników badań. Owszem, wiemy, o co chodzi: coś wyprodukowano, więc chciałoby się to sprzedać. Taka jest geneza krążącej po necie opowieści.

Powiesz mi: przecie nic w tej historii o tym octa-coś-tam nie ma! Ano właśnie.

Właśnie to jest zjawisko warte chwili uwagi. Jakaś firma promuje coś. Co jest kilkadziesiąt razy droższe, w czymś być może (nie wiemy w czym) ciut lepsze, całkiem prawdopodobne, że w czymś gorsze (działanie na bakterie beztlenowe?), i chce wcisnąć się z tym na rynek. Cóż robi? Klasyczną kampanie negatywną. Podkopuje opinię naszej wody utlenionej, rozsiewając niejasne podejrzenia, że szczypie.

Dotąd wiemy doskonale qui bono, kto za tym stoi itd. Ale… Pojawia się modyfikacja tej historii, która przecie już chyba reklamą nie jest.

Pisałem kiedyś o rozpaczliwym braku treści w necie.  Kolejne zjawisko: ludzie zauważyli, że o ile tzw. parcie na szkło, czyli robienie kariery poprzez tradycyjną tiwi, napotyka na ogromną barierę w postaci konkurencji,  to w necie można się wypromować równie skutecznie (Kasia Tusk?), byle tylko z czymś wyskoczyć. Na przykład z rewelacją, że lejąc wodę utlenioną na ranę, „popełniasz błąd”. Tytuł chwytliwy, klasyczna treść z teorii spiskowych, że jest całkiem na odwrót, wszystko razem wzięte daje nadzieję, że występując jako „ratownik medyczny” wpadniemy ludziom w ucho czy oko. A internetowym pismakom, jak ten pożyteczny idio… przepraszam, ekspert, który na zawołanie pod własnym nazwiskiem rypnie nam sensację porównywalnego kalibru.

Aby nie było jasne, że ów zerżnął z reklamy – z opowieści zniknął octenisept. Aliści wszystko wskazuje, że zerżnął. Lecz to nie koniec. Ponieważ nie kończy się na zamieszczeniu sensacji na jednej stronie. Głód treści wymusza, że z drobnymi modyfikacjami pojawia się na wielu innych.

Złośliwie (bo możemy dopuścić, że wszystko jest tu opłaconą agitką) można to opisać następująco: ktoś z braku lepszych swoich pomysłów wymyślił kampanię negatywną, ktoś spiratował reklamę, ktoś jeszcze inny spiratował pirata. A wszystko razem jest ilustracją bryndzy panującej w necie.

Nie wiem, czy ta bryndza się powiększa, czy bijemy kolejne rekordy w robieniu ludziom wody z mózgu, gdy przyrównamy to do obiegowych prawd krążących w pisemkach z XIX wieku, kiedy stan wiedzy był zupełnie inny. Istotne jest, by zdawać sobie sprawę, że współcześnie można chyba nie dla sławy, ale dla zwyczajnego zatkania dziury na szpaltach, publikować wieści, od których lekarz łapie się za głowę.

Ważne, że medyk. Były czasy, gdy pisanie – zwłaszcza medycznych – bzdur było zagrożone specjalną klątwą. Bo głupot z innych dziedzin, które nie grożą śmiercią, nie tępiono tak zajadle. Ktoś tam w społeczeństwie był kompetentny i gdy jakiś fajans wyrwał się z rewelacją, która groziła ludziom, można było liczyć na dość stanowczą reakcję, by znachorowi poszło w pięty i więcej się nie odzywał.

Na dzień dzisiejszy, jak widać, wykręcono wszystkie bezpieczniki dziennikarskiej przyzwoitości, coby nie rozgłaszać bzdur. Inna rzecz, że nie wstyd już robić niusa z reklamy. Wreszcie miej, drogi czytelniku, świadomość, że na portalach, które reklamują się rzetelnością, możesz trafić na coś równie mądrego jak zalecenie, by porażonego piorunem ratować przez zakopanie go w ziemi.

 

Adam Cebula

Ściągnij tekst:
Strony: 12

Powiązane wpisy

Adam Cebula „Bardzo filozoficznie o energii”
Para-Nauka - 26 kwietnia 2016

Energia energii nierówna, czyli Adam Cebula dłubie palcem w dżulach, kaloriach i elektronach. Bełkot…

Adam Cebula „W obliczeniach tkwi błąd”
Felietony - 16 września 2015

A może by tak przyjąć ryzykowną i ekstrawagancką tezę, że książki fantastyczne nie opisują przygód zielonych marsjańskich fifoludków…

Adam Cebula „Panegiryk dla Paracelsusa, czyli o hormezie ekologicznej”
Para-Nauka - 10 listopada 2017

Walka ze smogiem jest słuszna. Tego… ekhem… politycznie poprawna. Albo niepoprawna. To…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!