Andriej Astachow „2013”

I przyszedł dzień, kiedy Najważniejszy Pan Naturalnego Biegu Rzeczy zrozumiał nagle, że wszystko idzie zupełnie nie tak, jak planował.

Miał wiele przyzwyczajeń i słabości, ale najbardziej kochał trzy rzeczy: wczesny letni poranek, waldurski antrykot w ostrym kwiatowym sosie, który tak biegle przyrządzała jego osobista kucharka, i – zwłaszcza – niezniszczalną matematyczną logikę, która pozwalała przewidzieć i prognozować wszystko, co działo się i powinno było się wydarzyć w każdym ze światów, zgodnie z wolą tego, który je stworzył. Uwielbiał uczucie intelektualnej satysfakcji, pojawiające się za każdym razem, kiedy zdarzenia rozwijały się właśnie tak, jak zaplanował. Ale dzisiaj, przeczytawszy raport, dostarczony dzień wcześniej do jego rezydencji z Centrum Pełnej Znajomości, nagle zrozumiał, że jego prognozy mogą się nie spełnić. Natychmiast wezwał do gabinetu swoją sekretarkę.

– Kaju, to ostatnie zestawienia? – zapytał, wskazując tabliczki.

– Tak, nieomylny – odpowiedziała melodyjnym, głębokim głosem, zamierając w uprzejmej i zarazem bardzo wykwintnej pozie. – Zostały dostarczone kilka minut przed twoim przybyciem.

– Rozumiem. – Kątem oka zerknął na pulsujący światełkami panel łączności. – Wszyscy członkowie Rady Demiurgów je otrzymali?

– Tymczasem tylko Główny Archiwariusz i ty, nieomylny.

– Skąd o tym wiesz?

– Kiedy kwitowałam odbiór raportu, dostrzegłam notkę, że kopię otrzymał też Archiwariusz.

– Jesteś bardzo spostrzegawcza. Możesz odejść.

Kiedy sekretarka wyszła, miękko szeleszcząc wspaniałymi skrzydłami i zostawiając po sobie subtelny zapach „Łez anioła”, Najważniejszy połączył się z Centrum Pełnej Znajomości. Odezwał się sam Pelenginus, Pan Pomiarów.

– Kłaniam się z szacunkiem, nieomylny – powiedział.

– Kłaniam się z szacunkiem, Pelenginusie. Co się tam u was wydarzyło? Mam na myśli tabliczki, które mi dostarczono.

– Mamy wątpliwości odnośnie perspektyw projektu „2013”, nieomylny. Resort Nowych Światów skorzystał z piątego punktu instrukcji i zadecydował o włączeniu do projektu dodatkowych parametrów modelowania.

– Jak znaczna jest derywacja od pierwotnego modelu? Na tabliczkach o tym się nie wspomina. I jakie są wasze prognozy?

– Nie wiemy. Został zmieniony parametr „Kluczowa figura”. Co z tego wyniknie, jeszcze nie wiadomo. Myślę, że wyjaśni się to pod wieczór. Jak tylko otrzymamy wszystkie probabilistyczne modelu, nastąpi twoja kolej.

– Dziękuję, Pelenginusie. Błogosławieństwo Rozumu spoczywa na tobie.

– I na tobie, nieomylny.

Rozmowa z innymi nie miała sensu i Najważniejszy wyłączył panel. Trzeba pomyśleć, jeszcze raz przejrzeć dane. Cała sprawa opiera się tylko na jednym punkcie, który niewiele znaczył w pierwotnym modelu rozwoju. Pan Pomiarów zaznaczył go świecącym zakreślaczem, dlatego korekta rzucała się w oczy.

– Istnieje prawdopodobieństwo wprowadzenia nowych parametrów dla kluczowej postaci projektu – przeczytał jeszcze raz i się zamyślił. Niby nic szczególnego. Alternatywny parametr bohatera często był eksploatowany w licznych, dawniejszych projektach, ale Pan Naturalnego Biegu Rzeczy doskonale pamiętał, że w projekcie „2013” pierwotnie go nie było. W jakim celu został wprowadzony? Najważniejszy zasępił się. Jest tylko jedna osoba zainteresowana podobnymi rzeczami. Trzeba znów włączyć panel kontaktowy.

– Patrzcie, któż to nam przeszkadza! – Antynomiczny odważył się złożyć szyderczy ukłon swojemu byłemu naczelnikowi. – Mój szacunek, monsinior.

– Kłaniam się z szacunkiem – sucho odpowiedział Najważniejszy. – Mam pytanie: To ty przekonałeś grupę roboczą, by wniosła zmiany do projektu „2013”?

– O, już jesteś w kursie? A to dobre. Tylko nie wrzeszcz i nie pluj dookoła, zgoda? Dawno uprzedzałem o tym Radę, i ta zaakceptowała moją inicjatywę. Wziąłem projekt „2013” pod osobistą kontrolę i zamierzam być kuratorem prac grupy z Resortu Nowych Światów, aż do logicznego zakończenia. W pełnym zakresie. Poręczyłem przed Radą za sukces i otrzymałem carte blanche. Nie musisz więc jej niepokoić i jeśli potrzebujesz wyjaśnień, jestem gotów ci ich udzielić.

– Dlaczego Rada nie zapytała mnie o zdanie?

– Punkt 23 Regulaminu – z bezczelnym uśmieszkiem oświadczył Antynomiczny. – Nie uczestniczysz bezpośrednio w tym projekcie, dlatego twoje zdanie nie musi być brane pod uwagę.

– Wiesz, sprzykrzyły mi się twoje idiotyczne niespodzianki.

– A nam sprzykrzyła się twoja nienaganna logika. Wszystkie światy, które tworzą się z wykorzystaniem twoich prognostycznych modeli, są diabelnie nudne. Jeszcze nie zdążą się narodzić, a już wszyscy wiedzą, jak będą się rozwijać i kiedy umrą. Żadnej przestrzeni dla fantazji, zero zaskoczenia.

– Powiedz, dlaczego nie zostałem poinformowany o wniesieniu zmian do pierwotnego modelu?

– Nie? Ależ poinformowano cię. Czyż nie otrzymałeś tabliczek? Otrzymałeś. Rada dawno podjęła decyzję, że między resortami trzeba urządzić coś w rodzaju zawodów. Każdy nasz oddział gotuje się we własnym sosie, dlatego wszystkie ostatnie światy okazały się identyczne i nudne. Jawny zastój fantazji i szablonowe działania.

– Mnie o to oskarżasz?

– Nie ja. – Antynomiczny wskazał kościstym palcem na sufit. – Rada tak uważa.

Najważniejszy przygarbił się. Oczywiście, Antynomiczny mówi prawdę: nie przepuści okazji, by zakomunikować TAKĄ prawdę! No cóż, jeśli zawody, to zawody. Można spróbować przedstawić swój atut.

– Dobrze, zrozumiałem cię – powiedział. – Nie mam już wątpliwości, że to był twój pomysł. Ale ja też znam doskonale nasze prawa. O ile wiem, dziesiątego punktu Pergaminu Demiurgów nikt nie unieważniał, prawda? A to znaczy, że mogę podjąć adekwatne kroki, mój bracie Antynomiczny.

– Oczywiście, że tak! Czekam z niecierpliwością, kiedy raczysz zdzielić mnie po nosie. Tylko pamiętaj, że Rada nas obserwuje i w ostatecznym rozrachunku dowie się, co czyni światy lepszymi: przypisany z góry i niezniszczalny bieg rzeczy, czy wniesiona w jakimś momencie kropelka nieprzewidywalności. À propos, właśnie zamierzałem wysłać ci nowy algorytm. Oceń go i spróbuj wymyślić cokolwiek… alternatywnego. Kłaniam się z szacunkiem, nieomylny!

Ekran panelu zgasł i w następnej sekundzie przed Najważniejszym pojawiła świecąca chmurka, która zmaterializowała się w lśniącą, nowiutką tabliczkę. Na niej, niedbałym charakterem pisma Antynomicznego, było napisane:

 

If (getglobalvalue karma >=300)

hero.kill

elseif (getglobalvalue karma <300)&&(getglobalvalue >0)

hero.additem moneyitem001 10 000 000

set karma to -300

else

rewardkarma 0

endif

 

– A to sukinsyn! – burknął Najważniejszy, patrząc na tekst. – Wszystko postawił na głowie.

Czas jakiś gapił się jeszcze w osłupieniu na gryzmoły Antynomicznego, a potem włączył panel i wezwał sekretarkę.

– Kaju – powiedział – pilnie odszukaj Effectusa i powiedz mu, że chcę spotkać się z nim, jego grupą, i porozmawiać. Natychmiast, Kaju. Niech zostawi wszystkie sprawy. Szczegóły przy spotkaniu. I proszę, postaraj się, by ta rozmowa odbywała się w paśmie kodowanym…

 

1.

 

Kapitan Gaston Ledoux triumfował. Jeszcze chwila i z Hiszpanem koniec. Ze swego mostku przez lunetę korsarz mógł już zobaczyć blade, przestraszone twarze hiszpańskich żołnierzy, których oficerowie rozstawiali na pokładzie. Idioci, przecież się nie utrzymają, kiedy sześćdziesięciu najlepszych zabijaków Morza Karaibskiego ruszy do abordażu. Jaka siła, na tym lub tamtym świecie, zdoła powstrzymać ludzi, którzy znajdują się o dwa kroki od miliona złotych piastrów?

– Zwrot o czterdzieści stopni! – zakomenderował Ledoux. – Artylerzyści pokładowi na prawej burcie, przygotować się!

– Nakarmimy hiszpańskim mięsem krakeny, chłopaki! – krzyknął jednooki bosman Lefevre, wymachując szerokim, wyszczerbionym kordzikiem. – I złoto będzie nasze! Chwała królowi Ludwikowi, chwała Francji!

Grupy abordażowe zajęły pozycje, a potem zabrzmiała salwa z dwunastu armat prawej burty. Kiedy rozwiał się dym, Ledoux zobaczył, że jego pociski zamieniły w drzazgi prawie cały takielunek fokmasztu hiszpańskiego galeonu i „Święty Sebastian” z miejsca utracił szybkość. Czas na atak.

– Do abordażu! – krzyknął kapitan i obnażył szpadę.

Sytuacji nie mogły już zmienić bezładne strzały armatnie Hiszpanów. Statki dzieliło nie więcej niż pół kabla i Francuzi pałali żądzą krwi wroga. Ledoux spojrzał przez lunetę – bawiły go zakłopotane twarze przeciwników. Zaraz te fizjonomie skwaśnieją jeszcze bardziej.

Kątem oka zauważył dziwny, spieniony ślad w wodzie, z lewej burty jego „Barrakudy”. Gdyby martwi mogli opowiedzieć, o czym myśleli w ostatnich chwilach życia, Ledoux na pewno przyznałby się, że bardzo go zdziwiło to zjawisko. Pomyślał, że to jakaś wielka ryba szybko podpływa do okrętu. W następnej chwili rozcinające fale wrzecionowate ciało wbiło się w burtę i gruchnął taki wybuch, jakby równocześnie eksplodowały wszystkie prochownie Tortugi. „Barrakuda” przekształciła się w oślepiającą, ognistą kulę, a potem na wstrząśniętych Hiszpanów, gromadzących się na pokładzie „Świętego Sebastiana”, zaczęły spadać z nieba odłamki drewna i krwawe łachmany, w które przekształcił się jeden z najlepszych pirackich szkunerów Morza Karaibskiego i cała załoga kapitana Gastona Ledoux, zwanego Francuskim Diabłem.

– Cud! – wrzeszczał w ciszy, jaka zapadła, ojciec Michael de Niños, kapelan hiszpańskiego statku. – Ręka Pańska uratowała nas! Bóg objawił swoją łaskę, paląc przeklętych Francuzów! Na kolana, dzieci moje, i podziękujmy Panu!

Cała załoga w bogobojnym przerażeniu i zachwycie upadła na kolana i zaczęła gorąco się modlić, dziękując Panu za to, że niebiańskim ogniem spopielił obrzydliwych heretyków, noszących się z zamiarem rozgrabienia skarbów, które były przeznaczone dla Jego Katolickiej Mości, króla Hiszpanii.

*

Effectusa ubawiło to widowisko. Dość długo obserwował przez peryskop modlących się ludzi i tylko żałował, że nie może usłyszeć, o czym z płonącym wzrokiem mówi mnich na pokładzie uratowanego statku. A potem w kabinie pojawiła się Robin i Effectus zmuszony był przyznać, że nadal potrafiła go zadziwić. Tym razem nie była w stroju hiszpańskiego hidalga (przez ostatnie dni starała się żyć zgodnie z duchem epoki, wybierając sobie taki niespodziewany image), a w skąpym, czarnym bikini, które dopełniały sandałki na szpilkach, złoty łańcuszek dookoła bioder, jeszcze jeden na prawej kostce i cienka złota bransoleta na lewym nadgarstku. W złociste włosy wpięła piękny kwiat lotosu, a oczy były mocno podkreślone zielonym kolorem.

– Nowy styl? – zainteresował się. – Pięknie.

– Niesamowite, zauważyłeś. – Wywróciła oczami. – Czy powinnam być za to wdzięczna wybuchowi twojej torpedy?

– No, nie całkiem mojej – powiedział, nadal zachwycając się dziewczyną. – To dzieło naszego technicznego geniusza, ja tylko napisałem na niej coś niecoś, zanim rozniosła na kawałki tę łajbę. Żałuj, że nie widziałaś, odlotowy fajerwerk.

– Na pewno napisałeś jakieś świństwa. – Zmarszczyła brwi. – Czy nasze zadanie skończone?

– Całkowicie. Teraz Sam na pewno pozwoli nam odpocząć z tydzień, gdzieś w Elfidiumie. – Zalotnie mrugnął do dziewczyny. – Zechcesz mi towarzyszyć, milutka?

– Rozczaruję cię. Powinnam zająć się swoją dysertacją. Zadając się z wami, zupełnie ją zarzuciłam.

– O! – Zrobił wielkie oczy w udanym przerażeniu. – Dysertacja! To słowo zupełnie do ciebie nie pasuje. Bardziej mi odpowiada to bikini. Takie… miniaturowe.

– Na marginesie, te ozdoby są od Cartiera – pochwaliła się. – Końcówka dwudziestego wieku.

– Uwaga! – rozległ się ze sterówki głos Habilisa. – Effectus, Robin, natychmiast na dół! Mamy kontakt ze sztabem!

– Góra przypomniała sobie o nas – stwierdził Effectus, po raz ostatni spoglądając przez peryskop na pływające po wodzie resztki pirackiego okrętu i hiszpański galeon, na którym załoga z fanatycznym blaskiem w oczach kontynuowała modły dziękczynne. Wyszedł za Robin do sąsiedniego przedziału.

Habilis siedział w fotelu za pulpitem i obserwował muchę, która, nie wiadomo jakim sposobem, znalazła się na pokładzie.

– Świetna robota, Hab – oświadczył Effectus. – Rozniosło ich ze szczętem.

– Tak miało być – odparł technik. – Bardzo dokładnie obliczyłem ładunek. Kiedyś ktoś przywłaszczy sobie mój wynalazek… Ale to nieważne. Teraz najważniejsze: Kaja połączyła się przed chwilą i oznajmiła, że Sam zamierza z nami rozmawiać.

– Jestem gotów – oznajmił Effectus.

– I ja też – dodała Robin.

– Hallo! – zabrzmiał w przedziale dźwięczny, piękny, żeński głos. – Słyszycie mnie? Effectusie, słyszysz mnie?

– Kaja?

– Doskonale, poznałeś. Miałam kłopot, by was znaleźć. Sam dopiero co się tobą interesował. Skończyliście operację „Złoto królów”?

– Pięć minut temu. Wszystko przebiegło perfekcyjnie. Francuski król nie otrzyma hiszpańskich pieniędzy i rewolucja we Francji wybuchnie, tak jak zaplanował nieomylny. Przypuszczam, że zasłużyliśmy na nagrodę i odpoczynek.

– Gratuluję z całego serca, ale o odpoczynku zapomnij. Sam zamierza dać ci nowe zadanie.

– Uleciały nasze marzenia, Robin – westchnął Effectus. – Jakie zadanie?

– Wszystkiego dowiecie się podczas spotkania z Nim. Gdzie teraz jesteście?

– Habilis, gdzie jesteśmy?

– Siedemdziesiąt mil na południe-południowy wschód od przylądka Canaveral – zakomunikował technik, spojrzawszy na monitor systemu nawigacyjnego.

– Zrozumiałam – powiedziała Kaja. – Weźcie kurs na wyspę San Salvador. Tam będzie z wami rozmawiać. Wszystko jasne?

– Absolutnie.

– Koniec połączenia.

– Staruszek coś wymyślił – stwierdził Effectus, patrząc na towarzyszy. – Nie ma co kombinować. Płyniemy, dokąd kazano.

 

2.

 

Najważniejszy, przyjąwszy wygląd palmy kokosowej, rozmyślał i czekał cierpliwie, aż okręt podwodny podpłynie do brzegu i załoga zejdzie na ląd.

„Fircyki. Młodzian znowu upiększył się nowymi tatuażami, a dziewica wygląda tak, jakby zamierzała grać w pornosie. I w tych cymbałach cała moja nadzieja!”

– Effectusie! – zawołał, i głos niczym grom potoczył się po brzegu.

Ściągnij tekst:

P O W I Ą Z A N E   A R T Y K U Ł Y:

  • Brak powiązań. Teczki musiały zostać spalone.
NOTKA BIOGRAFICZNA:
Fahrenheit Crew

Tutaj powinna być notka biograficzna redakcji Fahrenheita, ale ponieważ nikomu z nas nie chciało się jej napisać, zostawiamy tekst, który właśnie teraz czytacie. Jeśli spodziewaliście się czegoś ciekawego, przepraszamy!

Facebook.

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź


*

*

Prawa autorskie

Niniejsze utwory objęte są prawami autorskimi.

Podejrzewamy, że autorzy chcieliby te prawa zachować, dlatego my – Redakcja Fahrenheita – nie zgadzamy się na łamanie tychże (praw, bo choć łamanie autorów mogłoby być ciekawym widowiskiem, wolimy ich w całości… przynajmniej dopóki pracują dla nas).

W przypadku, gdyby jednak kogoś naszła chętka na nierespektowanie praw autorskich, zalecamy konsultację z lekarzem i adwokatem.

W ostateczności można skontaktować się z Redakcją.

Losowy cytat od Redakcji

Mężczyźni kochają wiele razy, ale zawsze w istocie tylko siebie.

— Patrick White, Voss

Kalendarz wydarzeń

Najbliższe wydarzenia

21. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie
od do
Aktualności
Międzynarodowe Centrum Targowo-Kongresowe EXPO Kraków
Soundedit ’17 – I ty zostaniesz Numanoidem
od do
Aktualności
Klub Wytwórnia w Łodzi
The Symphony of Heroes - Music from Heroes of Might and Magic©
Aktualności
Narodowe Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu (Plac Wolności 1)
Opolcon 2017
od do
Aktualności
Zespół Szkół Elektrycznych i Zespół Szkół Ekonomicznych w Opolu przy ulicy Tadeusza Kościuszki
Do NOT follow this link or you will be banned from the site!