Milena Wójtowicz „Czacha”

Czterdzieści lat minęło, jak jeden dzień…Tra la laaaaa… No, nie czterdzieści. Dziesięć. To tak naprawdę mała różnica, możecie mi wierzyć. W każdym razie, jak się jest martwym. Rzeczy, które robisz, będąc martwym – niezły tekst, co? Tylko gorzej, jak ktoś zacznie dopytywać, co to za rzeczy. Jedna rzecz. Jedna, cholernie nudna rzecz, którą robię od dziesięciu lat. Uwaga, uwaga. Panie i panowie… Madamy i… eeee… mesjery… Majne damen und heren…    Tadaaaaam!

No i tu dochodzimy do małego problemu definicyjnego. Znaczy, co ja robię. A konkretnie – który kawałek mnie.

Od razu przyznam, że co do dolnego – bez skojarzeń, wszystko od szyi w dół miałem na myśli – to nie jestem pewien. Leżę, a przynajmniej powinienem, w grobie, ale diabli wiedzą, co ta kretynka zrobiła z moim ciałem, może rozwłóczyła po cmentarzu, może zużyła do jakichś praktyk tajemnych. Nie żeby te praktyki przyniosły jakiś skutek.

Ale wracając do spraw ciekawszych – mój górny kawałek, inaczej mówiąc, głowa, a dosadniej i jeszcze bardziej zgodnie z prawdą: czacha, od dziesięciu lat kisi się w czymś, co niby za szklaną kulę robi, ale tak naprawdę to jest to terrarium. Serio serio. Nawet poidełko ma. Świętej pamięci Zygmunt the chomik nigdy mi nie wybaczył tego, że go wyeksmitowałem, chociaż słowo daję, to nie był mój pomysł, tylko jej. Nekromantki od siedmiu boleści. Z chudym tyłkiem.

Serio, ona w ogóle tyłka nie ma. Wklęsłe coś, a nie dupa. Widać, co ta nekromancja z ludźmi robi. Reszta też chuda, i do tego cera nie najlepsza. Pryszczata. Podobno to od tej całej magii, nekromancji i te pe, ale ja to myślę, że jej charakter na twarz wychodzi. A że charakter ma, jaki ma, to pryszczami jej obradza.

W końcu, jaką idiotką trzeba być, żeby pójść na cmentarz z łopatą po czachę, tylko dlatego, że się coś takiego zobaczyło w telewizji, w „Conanie”? Nie, nie w tym „Conanie”. Nie w tym prawdziwym „Conanie”, gdzie Arnold mięśnie prężył. W serialu… Kto by to badziewie oglądał? I kto by je brał za źródło wiedzy o nekromancji?? Załamka. Noł koments normalnie.

Ona mówi, że wtedy była młoda i głupia. Cóż, młoda to już nie jest, he he he. Latka lecą, przynajmniej żywym. Mnie to nie. Ja sobie leżę – no, część mnie leży – w formalinie i innych nekro-płynach, i patrzę na świat tym, co zostało z moich pięknych oczu.

O, ona mówi, że jestem obrzydliwie anatomicznie szczegółowy. Ona! Wyobrażacie sobie? Laska polazła w nocy na cmentarz, wykopała mój łeb z grobu, odprawiła jakieś nekromanckie fiu-bździu, i to ja, rozumiecie, ja ją obrzydzam. Z moją szczegółowością i niezdrową skłonnością do detali. A fuj normalnie.

A co niby powiedzieć o lasce, co ma pół domu zawalone trupio-podobnymi, żeby nie powiedzieć trupiopochodnymi gratami? Sąsiedzi nasyłają na nią kontrole z administracji. Kontrola daleko nie doszła, bo jedna pańcia zemdlała jeszcze w przedpokoju. Nic lasce za to nie zrobili, bo wolność wyznania jest, i jeśli ona uważa, że ręka wisielca chroni domostwo, to li i jedynie jej sprawa. Póki ją wiesza w przedpokoju, a nie na klatce schodowej. Git prawo, nie ma co.

A propos prawa – dzielnicowy u nas bywał. Każdy jeden nowy składał wizytę, za podpuszczeniem kochających sąsiadów. Najczęściej jedną, chociaż zdarzył się jeden chojrak, co częściej bywał, szacun ponoć za to miał wśród żulii okolicznej, że aż czapki z głów przed nim zdejmowali. Bo żulia wie, co jest u nas w domu. Mieliśmy włamanie, raz, bo jakiś głupek usłyszał, że laska to jest kolekcjonerka. Tylko nie dosłyszał czego, he he… Wracając do chojraka – przychodził na donosy sąsiedzkie regularnie, póki laska sobie nie ubzdurała, że on widocznie tak do niej… Tylko nieśmiały jest. Jak go zaczęła podrywać, tośmy go więcej nie widzieli. I bynajmniej nie chudym tyłkiem go odstraszyła, jakby ktoś miał wątpliwości. Bo może tyłek ma chudy, resztę też, ale za to nadrabia klatą, jeśli wiecie, co mam na myśli. Mocno nadrabia. Tylko wiecznie łazi w grubych, rozciągniętych swetrach. Jak to nekromanta, wiadomo, wszędzie jej trupio chłodno. Jakby ten sweter zdjęła, to by może dzielnicowy został, ale ona wtedy była w fazie intelektualnej. I na ten intelekt go podrywała. Zaczęła się wymądrzać, co ma w którym słoju i skąd to wzięła… No, nie zdzierżył chłopina, trudno mu się dziwić. Na jego miejscu też bym nie zdzierżył. Gdybym był żywy. Ale jestem martwy, i mnie to wisi.

Jeszcze jednego mamy takiego twardziela, co do nas przychodzi. W celach sadystycznych. Z młodymi rekrutami. W ramach hartowania materiału. Znaczy, rekrutów. Laska tych odwiedzin nie lubi, bo potem musi po rekrutach myć kibel. Tam się, rozumiecie, hartują. Tego to laska nie podrywa. A szkoda, bo on by może poleciał. Znaczy, dla niej szkoda, bo dla mnie to dobrze. Odpowiada mi pozycja jedynego mężczyzny w domu, nawet jeśli nie mam tych, no, atrybutów. Czuję się, normalnie, jak pan na włościach – leżę sobie w tym terrarium, pływam sobie, to zerknę na lewo, to na prawo, to wybuchnę śmiechem, ale takim prawdziwie upiornym. Umiem. Przez  tyle lat zdążyłem się nauczyć. I wynudzić od cholery. Laska nie dała się namówić, żeby mi tu TV wstawić. Telewizor to ziele szatana, czy jakoś tak. I kto to, kurka, mówi. Inne ziela szatana to się zbiera, po nocach, po cmentarzach, strasząc grabarzy i tłukąc się o te roślinki z jakimiś zielarami, ale tego to do domu nie wpuści.

Ta, wiem, wiem, o czym teraz każdy myśli – co nekromantka robi na osiedlu? W M-3 do tego? No? No? No mieszka! Na taką odpowiedź nikt by nie wpadł, co nie? A dziwne, bo nekromanta w sumie też człowiek, chociaż wychudły i do umarlaka podobny. Ale, jak to mówią, żyj i daj żyć innym, nawet jak już z nich trupy. Mieszkanie laska dostała po stryjecznej babci, tudzież dziadkowej ciotce, diabli wiedzą, w każdym razie po takiej paniusi w moherowym bereciku. I zaraz się tam z domu wyniosła, co starzy zapewne przyjęli z ulgą. I to jaką… Bo jak się laska wyniosła, to zabrała ze sobą swoje ukochane eksponaciki, mnie między innymi. Nie żeby mnie kochała, pfuj, ohyda, chrońcie mnie przed nią, goście z Hadesu i innych gmin sąsiednich. Ukochane dlatego, że ukrywała nas pod łóżkiem i wyrzucić za nic nie chciała. Swądek szedł równo, więc paliła masowo kadzidełka, te patykowe, śmierdzące. Mnie to przyduszało, a ja przecież nie oddycham, więc co o starych laski mówić… Prze-wa-lo-ne, do kwadratu, a nawet prostokąta. Ale mieli, na co se zasłużyli. Wspominałem, że laska sobie mnie zmajstrowała, bo to w telewizji zobaczyła? Bo telewizja, rozumiecie, to zło. Tyle że starzy laski tego nie wiedzieli, i nie ograniczali jej dostępu do telekoryta… Się napatrzyła na różności, a że z główką chyba zawsze miała coś nie ten tego, to się troszku zbytnio przejęła… Efekty widać, aż dziwne, że jej od tego przesiadywania przed ekranem dupa nie urosła. To akurat by jej na zdrowie wyszło.

Niestety, albo i stety – inaczej by mnie tu nie było – zamiast rozwijać se mięśnie dolne, laska umysł sobie rozwijała w wyjątkowo pokrętny sposób. No i wyszło, co wyszło. I cerę sobie przy okazji popsuła.

Ale wracając do nudy, bo o tym miałem. Naprawdę, czego to człowiek – znaczy czacha – nie zrobi, żeby tę nudę, nomen omen, zabić. Próbowałem wszystkiego, łącznie z podsłuchiwaniem sąsiadów. Wniosek – czego to ja bym nie dał za porządną telenowelę. Wróć, Isauro! U ciebie to się przynajmniej działo…

Mógłbym jeszcze ewentualnie lukać za okno, że niby sobie telewizję oglądam, transmisja na żywo, te sprawy… Ale, jak wspomniałem, laska jest nekromantką. A nekromanci mieszkają w ciemnych i dusznych norach. Fakt. To, że ta nora to jest M-3 na drugim piętrze, nic nie zmienia. Efekt ciemności i zaduszenia laska osiąga dzięki ogromnym, ciężkim zasłonom. Nie odsłania ich nigdy, zresztą pewnie i tak nie dałaby rady. Przygniotłyby ją.

Jak widać, zmuszony byłem do znalezienia sobie innych, nazwijmy to szumnie, rozrywek. A wierzcie mi, nie jest to łatwe, jak się ma tylko czachę. No bo co ja mogę? Coś polukam, coś podsłucham, coś powiem… No właśnie, wzięło mnie jakiś czas temu i olśniło w kwestii tego podglądania, podsłuchania i powiedzenia. Zresztą, nazywajmy rzeczy po imieniu – podkablowania raczej.

Otóż dyktuję teraz moje wspomnienia Zygmuntowi, rozumiecie. Tak, temu Zygmuntowi the chomikowi, świętej pamięci. Wciąż ma do mnie urazę, ale odkąd jest martwy, to lepiej nam się układa. Jak się jest ukochanym (no, z tym bym polemizował, w końcu oddała jego terrarium mnie, a mnie to ona nawet nie lubi) zwierzaczkiem nekromantki, nawet jak to jest nekromantka od siedmiu boleści i z chudą dupą, to się nie umiera na amen tylko dlatego, że was wyżej wymienioną przygniotła.

Zygmunt swoje życie po życiu spędza o wiele bardziej aktywnie niż to wcześniejsze. Między innymi nauczył się pisać. Ręcznie niestety, ale z tym to nie ma wyjścia. Laska ma obsesję na temat swojego komputera, i Zygmunta nie dopuszcza. Że niby popsuje. Nic by nie popsuł, to jest pojętny chomik, ale ona się boi, że dokopiemy się do jej skrzynki mailowej i profili na portalach randkowych.

Tak, tak, laska ma profile. Wszędzie. Chyba żaden portal nie ostał się nieskażony jej „najatrakcyjniejszą fotką”. Takie chuderlawe, z ziemistą cerą, w wielkich brylach, z cieniami pod ślipiami, i fatalną fryzurą nad tymi niekształtnymi brylami, to jest ona. Na fotce stoi na tle pustej ściany z tapetą w wypłowiały wzorek. Rozważała zdjęcie na tle regału z książkami, ale zrezygnowała z tego pomysłu. Fazę intelektualną ma już za sobą, ale z mojej sugestii, żeby sobie zrobiła zdjątko bez tego okropnego sweciora, to już nie skorzystała. Głupia, i tyle. Jakby nie wiedziała, o co na takich portalach chodzi…

Ściągnij tekst:

P O W I Ą Z A N E   A R T Y K U Ł Y:

  • Brak powiązań. Teczki musiały zostać spalone.
NOTKA BIOGRAFICZNA:
Cintryjka

Nazgul Ortografii, redaktorka-hobbystka, okazjonalnie recenzentka. Długi staż recenzencki sprawił, że zrobiłam się bardzo wybredna i teraz czytam już tylko to, na co naprawdę mam ochotę. Jeśli jest to fantastyka, to bardzo rzadko polska. Jeśli już polska, to najczęściej z oferty wydawnictwa Powergraph. Strona językowa i stylistyczna utworu ma dla mnie pierwszoplanowe znaczenie, dobra fabuła to nie wszystko. Ważna jest również konstrukcja psychologiczna postaci. Moim ulubieni fantaści to Scott Lynch, Peter Watts, Neal Stephenson, Jim Butcher, Matthew W. Stover, Dan Simmons, Agnieszka Hałas, Anna Kańtoch i Wit Szostak.

Prawa autorskie

Niniejsze utwory objęte są prawami autorskimi.

Podejrzewamy, że autorzy chcieliby te prawa zachować, dlatego my – Redakcja Fahrenheita – nie zgadzamy się na łamanie tychże (praw, bo choć łamanie autorów mogłoby być ciekawym widowiskiem, wolimy ich w całości… przynajmniej dopóki pracują dla nas).

W przypadku, gdyby jednak kogoś naszła chętka na nierespektowanie praw autorskich, zalecamy konsultację z lekarzem i adwokatem.

W ostateczności można skontaktować się z Redakcją.

Losowy cytat od Redakcji

W fosforyzującej mgławicy majaczyły tam dwa makrodemony Maxwella. Demony grały w jedną z najbardziej stochastycznych gier — w orła i reszkę. Trawiły na to wszystek wolny czas. Olbrzymie, niemrawe, nieopisanie absurdalne — przypominały odziane w zniszczoną liberię kolonie wirusa Heinego-Medina pod mikroskopem elektronowym. Jak przystoi demonom Maxwella, przez całe życie zajmowały się otwieraniem i zamykaniem drzwi

— A.B. Strugaccy, Poniedziałek zaczyna się w sobotę

Kalendarz wydarzeń

Najbliższe wydarzenia

O_KAZ Wita Szostaka i Łukasza Orbitowskiego
Aktualności
Cheder (ul. Józefa 36, 31-056 Kraków)
Do NOT follow this link or you will be banned from the site!