Jakub Duszak „Obietnica” (2)

Opowiadania Jakub Duszak - 7 września 2015

Smart nie przypominał sobie żadnych wizyt lekarskich, nie potrafił także powiedzieć, jakim sposobem znalazł się w swojej sypialni.

– Wizja – powiedział i usiadł ponownie. Ekran po lewej stronie drzwi uaktywnił się i przekazał obraz.

– Otwórz. – Drzwi się rozsunęły. – Światło.

– Wygląda pan o wiele lepiej – rzekł wysoki, niebieskooki blondyn, wchodząc do jasno oświetlonej sypialni.

Pielęgniarka podeszła do łóżka, zapraszając Smarta, aby usiadł na jego skraju. Przybliżyła skaner, wodziła nim po ciele pacjenta, a urządzenie wydawało pikające dźwięki. Laundi stał w milczeniu, przyglądając się badaniu.

– Wygląda na to, że wszystko w normie. Silny z pana mężczyzna. – Smart zauważył, że kobieta jest starsza, niż sądził. Z jej oczu biło doświadczenie.

– Wspaniale. – Ucieszył się z diagnozy porucznik. – Czy będzie pan potrzebował pomocy przy ubieraniu i spacerze do siedziby dowództwa sztabu kryzysowego? – Na dźwięk tych słów pułkownikowi zakręciło się w głowie. Nie wszystko było snem. – Generał Drayfuss chciał pana tam widzieć, najszybciej jak to tylko możliwe.

– Ubiorę się sam, ale potem może mi pan towarzyszyć, poruczniku.

– Tak jest. – Laundi spojrzał znacząco na pielęgniarkę, ale ta i tak szykowała się do opuszczenia sypialni, nie patrząc wcale na porucznika, który wyszedł zaraz za nią.

4.

– … dlatego, uważam, musimy zareagować, coś zrobić, Pierwsza jest w niebezpieczeństwie… – Van Craft przerwał i się odwrócił. Spojrzenia wszystkich pięciu siedzących przy eliptycznym stole mężczyzn zawisły na przybyłym.

Było sześciu. Jeden zginął. Tylko jeden.

– Witamy. – Generał Drayfuss, siedzący u szczytu stołu, naprzeciw Van Crafta, rozproszył ciszę. – Witamy bohatera. – Smart milczał. – Podejdź. Usiądź – Drayfuss wskazał krzesło.

Smart zaczerpnął powietrza i ruszył powoli, jak uczniak wezwany do tablicy. Znał tych wszystkich ludzi, mógłby być teraz jednym z nich… gdyby nie poszedł walczyć. Kiedy usiadł, trochę pewniejszy siebie, przyjrzał się uważnie twarzom zebranych. Malowały się na nich wszelkie uczucia zazwyczaj towarzyszące żałobnikom, jednak ginęły one pod warstwą wszechobecnej ulgi. Ciśnienie spadło. Mocno. Takie właśnie miał wrażenie. W niektórych spojrzeniach dało się wyłapać niewyraźne błyski podziwu i fascynacji. Identyczne zaobserwował wcześniej u eskortującego go porucznika.

– Witam również – zaczął. Audytorium zdawało się czekać na jego słowa, niczym na pełne emfazy deklaracje cudownie uzdrowionego nieboszczyka. – Hmm… powiem szczerze. Nie wiem, po co to spotkanie. Dobrze wiecie, że nie zdążyłem jeszcze przygotować raportu.

– Wiemy, wiemy – potwierdził Drayfuss – nie przejmuj się tym. Najważniejsze, że wydobrzałeś, chociaż, z drugiej strony, raport byłby nieodzowny. Możliwe, że pomógłby nam ustalić kilka ważnych szczegółów. – Twarde spojrzenie generała kontrastowało z miękkim tonem jego wypowiedzi. Drayfuss był wcieleniem obowiązkowości, więc ciężko było spodziewać się po nim innej reakcji, nawet, a może szczególnie, w tak nietypowej sytuacji.

– Pan generał raczy wybaczyć, ale myślę, że pułkownik Smart ma prawo do większego zmęczenia niż my – wtrącił Stub, szef archeologów.

– Postaram się z tym uporać jak najszybciej. – W tym towarzystwie Sebo nie miał zamiaru użalać się nad sobą.

– Ok. Idźmy dalej. Sebo, zakładam, że chciałbyś, mimo wszystko, posłuchać, o czym tutaj rozmawiamy. Będziesz wiedział, na co zwrócić uwagę w raporcie. Oczywiście, twoja opinia również bardzo nas interesuje. Niech mu ktoś opowie – rzucił generał i obrócił się na krześle w stronę nieprzeniknionej czerni okna, zakładając ręce za głowę.

Zadania podjął się pułkownik Van Craft.

– A więc, panie pułkowniku…

– Darujmy sobie już ten oficjalny ton, Dirk – przerwał Drayfuss – przynajmniej dzisiaj.

– A więc, Sebo. – Pułkownik Dirk Van Craft przetarł chusteczką spocone czoło, otoczone siwiejąca podkową włosów. – Dyskutujemy na temat strategii, jaką powinniśmy obrać w najbliższym czasie. Jak zapewne się domyślasz, doszło między nami do małej różnicy zdań. Tak więc powiem ci na początek, co powinniśmy zrobić według mnie. – Z ust trzech sztabowców wydobyły się ciche westchnienia. – Brama działa, tak? Wiemy, że można ją aktywować, i wiemy, że oni również mogą.

– Wiemy, że jest to możliwe – przerwał Asmovsky, siwy staruszek o sięgających ramion włosach, z których każdy wydawał się żyć niezależnym życiem. Główny naukowiec spoglądał na wszystkich przez swoje okrągłe okulary. – Znaczy się, nie wiemy, czy nadal, ale pracujemy nad tym.

– Tak czy siak – Van Craft zbył słowa doktora, jakby ten opowiadał o swoim reumatyzmie – ryzyko istnieje, i to kurewsko wielkie. Brama jest otoczona umocnieniami i wycelowano w nią wszelką dostępną nam broń, której produkcji nie wstrzymaliśmy, a ja nalegam, żeby jeszcze ją zwiększyć. Pracujemy nad pozyskaniem technologii od schwytanego obcego. – Tu spojrzał na Asmovsky’ego.

Słowo „obcy” ukłuło Smarta jak pinezka w kręgosłup.

– W końcu się uda. – Van Craft pędził dalej ze swoim wywodem. – Nauczymy się robić te wszystkie zabaweczki i kiedy naukowcy rozgryzą, jak otworzyć tę pieprzoną Bramę, rzucimy się tam z naszym nowym arsenałem i zemścimy. Pomożemy naszym, pomożemy Matce Ziemi.

– To jest, oczywiście, bzdura. – Teraz Stup postanowił powiedzieć pułkownikowi, co powinni zrobić. – I widzę, Sebo, po twojej minie, że też tak uważasz. Nikt nie musi ci chyba mówić, zresztą żadnemu z nas, jakiego te sukinsyny dokonały spustoszenia. Nie mamy pojęcia, ilu ich tam jeszcze jest. Być może Ziemia teraz płonie, tak jak nasze miasta i wszystko wokół. A może już się spaliła? Wątpię w to, żebyśmy dysponowali większym, czy lepszym sprzętem niż ludzie na Pierwszej Ziemi. Albo dali sobie radę, albo nie. My ze swoim potencjałem nic tu nie wniesiemy. Bramę trzeba zniszczyć, zanim atak się powtórzy.

– Od dwustu lat próbujemy ją otworzyć – włączył się do rozmowy Kościelny, dość młody, jak na pełnioną przez siebię funkcję przewodniczącego Instytutu Pamięci o Ziemi. – I dziś wiemy, że jest to możliwe. Nie możemy jej zniszczyć, nie możemy zniszczyć marzeń o powrocie do domu. To ta myśl była i jest naszym paliwem, sensem, dążeniem. Nie możemy tego zrobić.

– Dokładnie tak – przytaknął Van Craft – to kwestia patriotyzmu.

– To kwestia cholernie wielkiego ryzyka – nie zgodził się Stup. – Nasz pierwotny dom może już nie istnieć. Możliwe, że jesteśmy jedyną ostoją ludzkości we wszechświecie. A to znaczy, że spoczywa na nas odpowiedzialność. Musimy zacząć myśleć. Myśleć o ludzkości właśnie. Jeżeli zadbamy o siebie, zadbamy o przedłużenie bytności człowieka w całym pieprzonym wszechświecie.

Nikt nie odpowiedział od razu. Zdawało się, że Stup zdołał ich przekonać. Jednak milczenie przerwał Van Craft.

– A skąd oni się tam wzięli, na tej Ziemi? Co? Zastanawiałeś się nad tym?

– Druga brama? – odpowiedział pytaniem archeolog.

– Może druga, a może mają inne sposoby. Uderzmy jak najszybciej, póki są osłabieni.

– Tego nie wiemy.

– Nic nie wiemy, ale nie możemy niczego nie robić! – Van Craft niemalże krzyknął.

Znowu cisza.

– Co z Obcym? – przerwał ją Smart.

– Wyzionął ducha – odpowiedział Asmovsky.

Ściągnij tekst:
Strony: 1234567

Mogą Cię zainteresować

Nie znaleźliśmy żadnych powiązań.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!