Maciej Musialik „Kirrimowie spłacają dług”

Opowiadania Cordeliane - 26 sierpnia 2015

– Czy oni naprawdę robią to, co wydaje mi się, że robią? – spytał cicho najemnik.

– Obawiam się, że tak – szepnął kapitan. – Ale nie pytaj mnie pan, dlaczego.

***

– Chmura podchodzi z prawej – oznajmił pierwszy oficer. – Zostało jej czterysta metrów. Kontynuować ostrzał?

– Nie – odparł kapitan niszczyciela. Najpierw trzeba ominąć to… zjawisko.

– Tak jest. Przygotować manewr wymijający! – rzucił oficer przez ramię.

Okręt zaczął skręcać.

Tymczasem anomalia z każdą chwilą była coraz bliżej. Przypominała monumentalny, bladofioletowy obłok, raz po raz rozświetlany od wewnątrz błyskami wyładowań.

– Dwieście metrów! – wykrzyknął nawigator.

– Szybciej, do cholery! – dowódca, spąsowiały z emocji, jął miotać się między podwładnymi, gorączkowo wymachując rękami.

Niszczyciel przechylił się na lewą burtę i zaczął przyspieszać.

Ale wtedy chmura dopadła go i wchłonęła.

W jej wnętrzu zatańczyły błyskawice.

***

Załoga „Persefony” w milczeniu wpatrywała się w odczyty skanerów. Nikt nie potrafił znaleźć słów na to, co właśnie zobaczyli. Byli tak przejęci, że nie dostrzegli, iż Kirrimowie rozłączyli się i usiedli na podłodze ze skrzyżowanymi nogami. Mieli zamknięte oczy i szeptali coś pod nosem.

– Piraci uciekają – zauważył Luc, wskazując na skraj monitora.

Rzeczywiście, dwie ocalałe jednostki z całych sił gnały ku skrajowi sektora w ucieczce przed zabójczym obłokiem. Ten jednak zaczął się już rozmywać. Kilka chwil później po dziwnym zjawisku nie było ani śladu. W pustej przestrzeni unosiły się jedynie pozostałości zniszczonego statku.

Pierwszy z zadumy ocknął się kapitan.

– Jak stan silników? – spytał.

– Dwa zniszczone – odparł nawigator.

– Damy radę wykonać skok? Wreszcie mamy wolną drogę.

– Przy połowie mocy może być ciężko, ale spróbuję. Oczywiście, jeśli kadłub wytrzyma.

– Musi. Chcę tylko jak najszybciej opuścić ten parszywy system. Jeśli firma przyśle mnie tu jeszcze raz, powiem prezesowi, że może sobie całą „Persefonę” wsadzić w… – Ostrogoff urwał, bo dostrzegł, że Aterrun z ojcem wstali i ruszyli w och stronę.

– Chyba powinniśmy wam podziękować – Luc zwrócił się do Kirrimów. – Choć za cholerę nie wiem, jak to zrobiliście.

– Tajemnica zawodowa – uśmiechnął się Aterrun.

– Nie oczekujemy podziękowań – z powagą dodał Merrun. – Wasz statek dał nam schronienie, nawet jeśli nieświadomie. A Kirrimowie zawsze płacą swe długi. Poza tym zrobiliśmy to też dla siebie. I dla naszych rodzin. Więc teraz, jeśli pozwolicie, chcemy do nich wrócić.

– Jasne – odparł kapitan, po czym zwrócił się do nawigatora. – Ładownia się nie rozszczelniła?

– Nie, wszystko gra.

– W takim razie możecie zobaczyć się ze swoimi – rzekł Kirrimom Ostrogoff. – Gilbert, odprowadź panów – skinął na mechanika.

Gdy wszyscy opuścili już mostek, kapitan westchnął pod nosem i pokręcił powoli głową, jakby wciąż nie wierząc w nic, co niedawno tu zaszło.
Wtem tuż obok rozległo się stęknięcie i coś zaszurało na podłodze.

Kapitan podskoczył jak oparzony. Potem jednak dostrzegł, że to Jacques właśnie odzyskał przytomność. Najemnik gramolił się na czworaki, trzymając ręką za obolały czerep. Potem stanął chwiejnie na nogach.

– Co się dzieje? – jęknął, rozglądając się z wysiłkiem.

– W samą porę! – roześmiał się Luc, podchodząc do kompana. – Wszystko przespałeś!

– Coś mnie ominęło?

– Całkiem sporo. Ale opowiem ci później, bo jeszcze znów byś zemdlał.

– Bardzo zabawne – bąknął Jacques, skupiając się na utrzymaniu równowagi. – Lepiej daj mi coś na ból głowy. Czuję się, jakby ktoś mi po niej tańczył…

Nie mógł zrozumieć, dlaczego pozostali zaczęli się śmiać.

***

Nie minęło kilka minut, a na mostek wpadł Gilbert. Był zdyszany i przerażony.

– Wkurzyli się! – wykrzyknął z przejęciem.

– Kirrimowie? – zdziwił się Ostrogoff. – Niby o co?

– Brakuje jednego kontenera. W środku była część uchodźców!

– Jak to „brakuje”? – Luc podrapał się po głowie. – Przecież nie mógł wyparować. Chyba że…

Najemnik pobladł i wbił zaniepokojony wzrok w Gilberta. W jego oczach dostrzegł zrozumienie.

– Ale narobiliśmy bigosu – jęknął mechanik. – Oni zaraz tu przyjdą! Co im powiemy?

– Zabarykadujmy się tutaj – z głupia frant zaproponował kapitan.

– Nie ma mowy – żachnął się Luc. – Trzeba zawrócić i odnaleźć tamten kontener. Daleko raczej nie podryfował. No i nie był mocno uszkodzony, przy odrobinie szczęścia nikomu nic się nie stało. Musimy się tylko pospieszyć.

– To się może udać – przystał Gilbert.

– Zaraz przeskanuję sektor – dodał nawigator i jął wstukiwać coś do komputera.

– Tylko migiem – ponaglił Luc, zachodząc w głowę, jak ma obwieścić honorowym Catangiańczykom, że wystrzelił ich pobratymców w próżnię.

Obawiał się, że Kirrimowie zapragną spłacić i ten dług.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678910

Powiązane wpisy

Fantazmaty. Tom II
Aktualności - 12 listopada 2018

Oto kolejny tom fantastycznych opowieści od Fantazmatów.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!