Piotr Witold Lech „Ten z naprzeciwka” (6)

Opowiadania Piotr Witold Lech - 19 czerwca 2017

– Będziesz musiała mi to wszystko solidnie wynagrodzić. – Przyciągnął Paris do siebie. Usiadła mu na kolanach.

– Wynagrodzę – szepnęła mu do ucha i pocałowała w usta.

– No dobra, chłopaki, polejcie! – wrzasnął Wiszniewski.

– Ale tobie pół – roześmiał się Zalas.

– Chyba tobie!

André oderwał usta od ust Paris.

– Po całym! – krzyknął. – Nie będzie się nikogo dyskryminować! Nawet Wiszniewskiego!

Towarzystwo wybuchnęło śmiechem. Ktoś puścił muzykę.

 

VI

 

„Pamiętaj, to co realne, niekoniecznie jest rzeczywiste.” Twarz długowłosej wariatki: ładna i zniszczona, młoda i stara.

André Grotkowski poderwał się. Nasłuchiwał z bijącym sercem, na szczęście nic się nie wydarzyło. Senna, leniwa, nocna cisza. Przez otwarte na oścież okno wpadało świeże powietrze, ale wciąż czuć było zapach przetrawionego alkoholu, kawy, perfum i papierosów. Paris zakryła się kołdrą po czubek głowy.

André cicho wstał i na palcach wymknął się do kuchni. Znalazł napoczętą butelkę wody mineralnej i łapczywie dopił ją do końca.

Potem podszedł do okna. Tam, po drugiej stronie, pod jedenastką, w jego mieszkalni z narkotycznej wizji, która w rzeczywistości okazała się nie jego, paliło się światło. Czyli ktoś, kto w rzeczywistości tam mieszkał, także nie mógł zasnąć. „Dziwna psychodrama”, pomyślał.

W nocnej ciszy zaszumiał ruchomy chodnik w dole. André spojrzał i zobaczył jadąca nim postać. Wydała mu się znajoma, ale światło przygaszonych latarń nie oświetlało wyraźnie twarzy. Drobna, długie włosy. Zaraz! A czy to nie jest…? André wychylił się z okna. Schizofreniczka spoglądała na niego, pomachała mu ręką i znikła za rogiem.

Do mnie machała? Ale skąd wiedziała, gdzie mieszkam? André poczuł się nieswojo.

Usłyszał, że Paris wstała.

– Ty też, kochanie, nie możesz spać… – odwrócił się i głos ugrzązł mu w gardle.

Zamiast pięknej twarzy Paris zobaczył kawałki skóry zwisające na czaszce, jeden oczodół i jedno wpatrzone w niego oko, pulsujący system mięśniowy i nerwowy. Kawałki ciała, mięśni i nerwów zwisały też z żeber, piszczeli i kości miednicy. Wewnątrz odsłoniętego kręgosłupa przemykały świetliste iskry. Cały pokój za plecami stwora pulsował; migotały plami bieli.

I liczby. Dużo liczb. Cyfry szalejące w przestrzeni.

– André, kochanie, co z tobą? – To coś, co powinno być Paris, zbliżało się do niego z wyciągniętymi rękami szkieletu. – Przestraszyłam cię tym ankiem? Chodź  tu, głuptasie.

Cofał się, aż plecami trafił na otwarte okno.

– Ratunku! – wrzasnął.

– André, kochanie…

– Ratunku!

– Doktorze! Doktorze!

– Co się dzieje, Barbaro?

– System nawala!

– Szlag by to trafił!

– Ratunku!

– Szybko, doktorze!

– Zapisy!

– Jeden, sześć, dwa, jeden, dziewięć, dwa, osiem, dwanaście, dziewięć.

– Aa… aaaa… ndre… ko… ko…chanie… nie… nie… nie…

– Ratunku!

– Nic z tego! Dzwoń do Jasieniowej!

– Coo… ooooo… się… dzieeeeeee… Annnndreeee…

– Halo, tutaj Barbara Skoczeń z hospicjum. Pani profesor, mamy tu kłopot z Paliatywną. Coś jest nie tak z systemem u André Grotkowskiego, nie radzimy sobie, pacjent doznaje szoku. Tak, tak, to ten trzystulatek. Doktor Milski prosi o konsultację. Tak, słucham.

– Głuuuupppp… ttaaa… sie…

– Tak, rozumiem: resetować sekwencję. Doktorze, słyszał pan? Dobrze, zaczynamy.

– Ratunku!

Zaspany André poderwał się na łóżku. Nasłuchiwał.

– Ratunku! – Rozpaczliwy krzyk wdzierał się do mieszkalni przez lufcik, jaki poprzedniego wieczoru na polecenie André pozostawiło termointeligentne okno.

– Ratunku!

– Znowu to samo. – Zrezygnowany opadł z powrotem na łóżko. – Szczelność sto procent – powiedział głośniej w stronę okna.

Przez chwilę delektował się ciszą.

Piotr Witold Lech

Ściągnij tekst:
Strony: 123456

Mogą Cię zainteresować

Nie znaleźliśmy żadnych powiązań.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!