Bartłomiej Urbański „Batman v Superman, czyli co za dużo, to niezdrowo”

Film i muzyka nimfa bagienna - 6 lipca 2016

batman v supermanJeśli superhero jest za bardzo super, to nie jest super. Ani hiper. Ani mega. Bartłomiej Urbański i jego refleksje o przygodach chłopaków z supermocami.

Jak powinien wyglądać film, w którym do walki stają dwaj najważniejsi superbohaterowie wszech czasów? Powinien zawierać najbardziej wartościowe składniki. Samą esencję Batmana i Supermana, przygotowane według najlepszych historii z ostatnich prawie osiemdziesięciu lat. Do tego ekscytujące sceny walki, porażające efekty specjalne, dramatyzm sytuacji oraz decyzje i konsekwencje, które zdefiniują kolejne filmy z uniwersum DC.

„Batman v Superman” nie jest tak zły, jak maluje go większość nadzwyczaj krytycznych opinii. Przede wszystkim godne pochwały jest to, że Zack Snyder próbował zrobić coś nowego w kinie superbohaterskim, film „poważny” na tle konkurencji. Nie ma tutaj lekkości i humoru, do których przyzwyczaiły nas inne produkcje z tego gatunku. Dlaczego? Bo to nie miał być taki film.

Jest ciemny, duszny — klaustrofobiczny, tak jak zwątpienie i brak porozumienia między walczącymi stronami. Obraz ukazuje obsesję i paranoję Batmana, ale też jego determinację, gdy ludzie są w niebezpieczeństwie. Mnóstwo w nim nawiązań, zwłaszcza do tradycji judeochrześcijańskiej.

To jednak nie zmienia faktu, że fani oczekiwali czegoś… być może lepszego, ale z pewnością innego. Z czego to się bierze? I czy sami nie przyłożyli do tego reki? A może jesteśmy nadal w erze pstrokacizny i nawalanek, i jeszcze nie dojrzeliśmy do poważnego traktowania superbohaterów? A może sami nie wiemy, czego chcemy?

Czas sprzyja takiej analizie, bo właśnie w światowej dystrybucji cyfrowej pojawiła się wersja ostateczna „Batman v Superman”.

Uwaga na spojlery z filmu i komiksów!

Łyżka Zacka Snydera i pęczek Franka Millera

Zack Snyder w jednym z wywiadów wyraził zdumienie, że w filmiku na Youtube pokazano wszystkie zabójstwa Batmana w poprzednich filmach, a dyskutanci mają pretensje akurat do niego. To obrazuje, jak bardzo reżyser „Batman v Superman” ma na względzie opinie fanów i mediów, i chce im się przypodobać za wszelką cenę. Jest to jego największy błąd.

Właśnie z tego powodu wybrał historie, które widnieją na samym szczycie list najlepszych opowieści o Batmanie i Supermanie. List, których pełno w Internecie. List, które są często tworzone przez miłośników tych superbohaterów, i które są polecane jako początek przygody z Człowiekiem ze Stali i Mrocznym Rycerzem. Czasami jednak trzeba zapomnieć o opinii widzów i po prostu zrobić dobry film. Tak postępowali wcześniej inni reżyserzy, na przykład kontrowersyjne były decyzje Tima Burtuna przy pracach nad pierwszym „Batmanem”, a później film okazał się definiującym tego superbohatera na wiele lat, włącznie z serią animowaną. Podobna sytuacja miała miejsce z Heathem Ledgerem w roli Jokera — na początku opinia publiczna nie była zadowolona, ale wszystko uległo zmianie, gdy film trafił do kin. O negatywnych reakcjach zostało już dużo napisane, dlatego nie warto się na ten temat rozpisywać, ale warto pamiętać, że fani nie zawsze mają rację i nie zawsze potrafią przewidzieć, jak będzie wyglądała finalna wersja filmu z ich ulubionym superbohaterem. Jest to zadanie reżysera i producentów.

Niezaprzeczalnie ogromny wpływ na kształtowanie twórczości Zacka Snydera miał i nadal ma Frank Miller. W wywiadach reżyser wspominał nie raz, jak ważny jest dla niego ten twórca komiksów. Intensywnie współpracowali przez wiele lat przy kilku filmach, w tym ekranizacjach komiksów, a także konsultowali się podczas prac nad „Batman v Supeman”. Powinno to ucieszyć wielbicieli komiksów, bo — podobnie jak Snyder — również dla nich Miller jest jednym z najważniejszych, a często najważniejszym twórcą. Zazwyczaj taka opinia została uformowana na podstawie jego najlepszych prac. Sławę zyskał dzięki „Powrótowi Mrocznego Rycerza”, „300”, „Sin City” czy komiksach o Daredevilu. Jednak Frank Miller poza wzlotami miał także upadki, zarówno komiksowe („Holy Terror”, „All-star Batman i Robin: Cudowny chłopiec”, „Mroczny Rycerz kontratakuje”), jak i filmowe („Spirit”, „Robocop 2” i „Robocop 3”, „Sin City: Damulka warta grzechu”). Z tego powodu trzeba docenić dokonania tego twórcy, ale może niech jego wpływy nie będą kluczowe przy tworzeniu filmów. Chyba że chcemy na wielkim ekranie zobaczyć Kobietę Kota jako prostytutkę albo erupcję wulkanu podczas stosunku Supermana i Wonder Woman.

Reżyser chciał oczywiście nadać filmowi własny styl i częściowo mu się to udało, bo spektakl wizualny, z którego przecież Snyder słynie, był doprawdy imponujący. I nie chodzi tu tylko o sceny walki, ale nawet bardzo statyczne obrazy wyglądają jak przeniesione z kart komiksu. O jego zdolnościach w tej kwestii można było przekonać się już w innych filmach, a szczególnie w „300”. Czyli dostajemy to, czego chcemy — ekscytujące sceny walki i porażające efekty specjalne.

Z drugiej strony Zack Snyder dał się również poznać jako nieszczególnie utalentowany w kwestii opowiadania historii. W jego produkcjach można odnaleźć wiele luk fabularnych czy postaci, których motywacje ciężko, a nawet nie sposób zrozumieć. Ale z drugiej strony, jeśli spojrzeć pod trykoty innych superherosów, zauważymy wcale nie mniejsze luki, jedynie przykryte bardziej pstrokatymi barwami.

W jego filmach można zauważyć również wpływy kręcenia teledysków, gdzie nie zawsze najważniejsza jest historia. Widać je w filmie „Batman v Superman” — widz atakowany jest różnymi obrazami, reminiscencjami, wizjami przyszłości i snami, pośród których można się pogubić, a które nie mają wpływu na aktualnie opowiadaną historię. W dużej części nie mają żadnego znaczenia dla tego konkretnego filmu, a tylko musimy przyjąć na wiarę, że kiedyś w przyszłości dowiemy się, co oznaczają, i dlaczego były tak istotne.

I jeszcze został dramatyzm sytuacji i wyborów, przed którymi stają bohaterowie. Pożądany przecież w filmach, choć akurat w kinie superbohaterskim nie stał do tej pory na wysokiej pozycji. W przeciwieństwie do części teledysków muzycznych, w filmie potrzebne są chwile przerwy na rozładowanie napięcia i dramatyzmu, aby dopiero po chwili znowu zacząć je budować. Jeśli jednak każda kolejna scena jest tymi cechami przepełniona, to dochodzi do przesytu, powstaje patetyczny melodramat, którego nie sposób traktować poważnie i na przykład podczas sceny z „Martha” wydarzenia nie robią już na widowni wrażenia, a czasami wręcz sala wybucha śmiechem. Można by powiedzieć, że co za dużo, to niezdrowo, ale akurat w tym wypadku maksyma nie będzie miała zastosowania, bo w wersja ostateczna dzięki dodatkowym scenom pozwala na lepsze rozłożenie akcentów i wyjaśnienie przynajmniej części luk fabularnych.

Filet z piersi Supermana

Nie jest tajemnicą, że Frank Miller nienawidzi Supermana i zrobi wszystko, aby dokopać temu superbohaterowi, a przynajmniej dać mu prztyczka w nos. W jednym z wywiadów wprost opowiadał o „Powrocie Mrocznego Rycerza”, że cały czas kibicował Batmanowi, bo chciał, aby jego „bad boy” pokonał posiadającego supermoce „uczniaka”.

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

36. urodziny Evy Green
Film i muzyka MAT - 6 lipca 2016

6 lipca 1980 roku w Paryżu urodziła się francuska aktorka Eva Gaëlle Green. W trakcie swojej…

Komiksowe zapowiedzi na listopad’16
Komiks MAT - 2 listopada 2016

Godziny w zegarkach przestawione, a zatem wieczory coraz dłuższe. W oczekiwaniu na lepszą aurę warto wyciągnąć…

„Liga Sprawiedliwości” już w kinach
Film i muzyka Fahrenheit Crew - 17 listopada 2017

Dwa dni po światowej premierze do Polski trafia obraz wyreżyserowany przez Zacka Snydera i Jossa Whedona…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!