Tylko twist

Swego czasu (było to dawno, dawno temu) wśród autorów zapanowała moda na przerabianie opowiadań na „pełnowymiarowe” powieści. W większości przypadków efekty były, delikatnie rzecz ujmując, dyskusyjne. Pomysł wyśmienicie sprawdzający się w krótkiej formie niekoniecznie był w stanie podźwignąć kilkusetstronicowe dzieło. Z czasem pisarze uprościli cały proces i zaczęli pomijać etap opowiadania. Wykształciła się cała grupa książek opartych na twiście, czyli zaskakującym (przynajmniej w mniemaniu autora) zakończeniu. O ile jednak w przypadku opowiadania taka strategia świetnie się sprawdza, o tyle w powieści już niekoniecznie. Nie każdemu czytelnikowi chce się przebijać przez grube tomiszcze, by w końcu dotrzeć do pointy.

Książkę taką bardzo łatwo rozpoznać. Wystarczy wyobrazić sobie, że zamiast nagłego zwrotu powieść kończy się w sposób przewidywalny, a potem zadać sobie proste pytanie: „Czy teraz, gdy już znam rozwiązanie zagadki, chciałoby mi się sięgnąć po tę książkę jeszcze raz?”. To taka zawoalowana forma pytania: „Czy oprócz twistu powieść ma w sobie coś jeszcze?”.  Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to znaczy, że mamy przed sobą nie tyle powieść, co przerośnięte opowiadanie.

Tak właśnie rzeczy się mają z najnowszą powieścią Sabine Durrant „Skłam ze mną”.  Odniosłam wrażenie, że autorka miała niezły pomysł na zakończenie, a całą resztę rozdęła na siłę. Tak jakby nie chciała fajnego pomysłu „marnować’ na krótką formę.

Na kolejnych stronach powieści obserwujemy poczynania głównego bohatera, Paula Morrisa, niespełnionego czterdziestokilkuletniego literata. Jest to indywiduum mało sympatyczne, z braku własnych funduszy żerujące na znajomych, w szczególności na kobietach, które z premedytacją uwodzi. Takie właśnie działanie jest osią opowieści. Paul usiłuje zapewnić sobie „wikt i opierunek”, oczarowując owdowiałą Alice. Jednak tym razem misterna sieć kłamstw tkana przez uwodziciela prowadzi do tragicznego końca (oczywiście nie zdradzę jakiego).  Mógłby to być dobry punkt wyjścia dla powieści psychologicznej lub socjologicznej. Mógłby, ale nie jest, bo Durrant postanowiła skoncentrować się na kryminale. Konsekwentnie buduje diaboliczną intrygę, zadowalając się bardzo pobieżnym szkicowaniem postaci. Śledzimy kolejne poczynania głównego bohatera, jego drobne krętactwa i kłamstewka. Nic z tego nie jest szczególnie ekscytujące. Autorka chyba to czuje, bo od czasu do czasu wplata drobne „flesze” – przebitki z przyszłości, sugerujące, że za czas jakiś wydarzy się coś strasznego. Co – tego nie zdradza. W zasadzie nie zdradza prawie niczego, obsesyjnie dążąc do zaskoczenia czytelnika. W efekcie prędzej czy później książka zaczyna nużyć, bo jak na powieść psychologiczną zarówno postaci, jak i łączące ich relacje  są zbyt płytkie, a jak na powieść sensacyjną – dzieje się za mało. Z jednej strony nie ma zagadki, nie możemy więc próbować samodzielnie odgadnąć rozwiązania, z drugiej strony nie wiemy, co się wydarzy, nie możemy więc za bardzo śledzić ciągu przyczynowo-skutkowego, czyli, mówiąc mniej górnolotnie, dociekać, jak to się stało.

Przeczytałam jeszcze raz to, co dotychczas napisałam, i mam wrażenie, że chyba okazałam się zbyt srogim sędzią, bo „Skłam ze mną” nie jest mimo wszystko powieścią pozbawioną zalet. Jeśli umieścić książkę w określonej kategorii i tylko w tym kontekście ją rozpatrywać, nie jest źle. Kategoria ta to „lekka lektura plażowo-tarasowo-hamakowa”.

I tak przy wszystkich swoich wadach powieść Durrant to całkiem niezły wybór na leniwy wakacyjny wyjazd. Ot, lektura szybka, łatwa i przyjemna, choć może niespecjalnie absorbująca. Taka guma do żucia dla oczu.  Czyta się szybko, nie wymaga specjalnego skupienia. Nawet jeśli widok szczególnie atrakcyjnej plażowiczki albo plażowicza odciągnie naszą uwagę, albo gdy nagle trzeba szybko interweniować, bo nasza latorośl zbyt śmiało sobie poczyna, to i tak raczej nie zgubimy wątku i bez trudu po chwili wrócimy do lektury. Rozleniwiony słońcem i letnim nieróbstwem mózg też się raczej podczas lektury nie przegrzeje. Takie książki też są potrzebne. Wszak każdy kiedyś musi się wyluzować. Od tego są wakacje.

Agnieszka Chodkowska-Gyurics

Tytuł: „Skłam ze mną”

Autor: Sabine Durrant

Tłumacz: Jacek Spólny

Wydawca: Zysk i S-ka 2017

Stron: 344

Cena: ‎36,90 zł

 

Ściągnij tekst:

P O W I Ą Z A N E   A R T Y K U Ł Y:

NOTKA BIOGRAFICZNA:
Agnieszka Chodkowska-Gyurics

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź


*

*

Prawa autorskie

Niniejsze utwory objęte są prawami autorskimi.

Podejrzewamy, że autorzy chcieliby te prawa zachować, dlatego my – Redakcja Fahrenheita – nie zgadzamy się na łamanie tychże (praw, bo choć łamanie autorów mogłoby być ciekawym widowiskiem, wolimy ich w całości… przynajmniej dopóki pracują dla nas).

W przypadku, gdyby jednak kogoś naszła chętka na nierespektowanie praw autorskich, zalecamy konsultację z lekarzem i adwokatem.

W ostateczności można skontaktować się z Redakcją.

Losowy cytat od Redakcji

13 czerwca 1983 roku amerykańska sonda kosmiczna Pioneer, wysłana w celu zbadania Jowisza, opuściła Układ Słoneczny i skierowała się hen, ubi leones. Bardzo mnie to ucieszyło. Zawsze o jednego wścibskiego mniej.

— płk Wiesław Górnicki, Teraz już można

Kalendarz wydarzeń

Najbliższe wydarzenia

7 Salon Ciekawej Książki
od do
Aktualności
Hala Expo - Łódź (Łódź, al. Politechniki 4)
Do NOT follow this link or you will be banned from the site!