ISSN: 2658-2740

[Recenzja] Antologia „Tarnowskie Góry Kryminalnie”

Mimo dwunastu historii „Tarnowskie Góry Kryminalnie” nie są szczególnie długą antologią. Fabuły są krótkie, lecz bardzo dobrze napisane. Nie chodzi bynajmniej o style autorek i autorów, chociaż oczywiście tym również nie można nic zarzucić, lecz o sposób skonstruowania opowieści. Intrygi są misternie utkane, nie ma w nich chaosu czy przypadku, a zatem wszystkie sceny czy dialogi odgrywają istotną rolę. Podobnie prezentują się występujące pierwszo- i drugoplanowe postaci, na przedstawienie których pisarki i pisarze nie mieli za wiele miejsca…

[Recenzja] „Wszystko pochłonie morze” Magdalena Kubasiewicz

W ramach akcji „dzisiaj premiera – dzisiaj recenzja”, Anna Szumacher przeczytała i napisała kilka słów o książce „Wszystko pochłonie morze” Magdalena Kubasiewicz.
Sięgnęłam po książkę Magdaleny Kubasiewicz z pewną dozą czytelniczego spokoju, bo – znając jej wcześniejszą twórczość fantastyczną – wiedziałam, że dostanę coś przynajmniej dobrego. Może nie odkrywczego, ale porządnego. O, jakże się myliłam…

[RECENZJA] Antologia „Fantastyczne pióra 2019”

Pomysły i ich rozwinięcia są dość klasyczne, a można nawet rzec, że konserwatywne. Dla przykładu: androidy zyskujące samoświadomość, paktowanie z diabłem, podróże nawiedzonym pociągiem, postapokaliptyczna wizja świata bez perspektyw na jego poprawę, pętle czasowe czy transformowanie ciała mocą swoich pragnień są motywami znanymi i już po wielokroć powielanymi w literaturze, komiksie, filmie lub grach komputerowych. Nie oznacza to, że opowiadania są z tego względu nużące lub nie mogą się podobać. Natomiast pozwala przypuszczać, że próby przełamania konwencji nie są często podejmowane, co może też być konsekwencją negatywnych reakcji odbiorców.

[RECENZJA] „Mroczny zew” Maciej Liziniewicz

Podobnie jak w przypadku debiutu, również w „Mrocznym zewie” Maciej Liziniewicz powala czytelnika swoją znajomością organizacji społeczno-kulturowej czy militarnej I Rzeczpospolitej. Z pieczołowitością przedstawia funkcjonowanie zhierarchizowanego społeczeństwa i relacji zachodzących zarówno pomiędzy poszczególnymi stanami, jak i wewnątrz nich. Przedstawia zwyczaje związane z podróżowaniem, przyjmowaniem gości, spędzaniem czasu na posiłkach i naradach, organizacją polowania, w tym zwłaszcza na potwory, a jednocześnie porywa opisami walki i pojedynków. Przy czym erudycja autora powala, lecz w żadnym wypadku nie przygniata.

[RECENZJA] „Czarna Góra” Andrzej Pilipiuk

Na pięć tekstów mamy dwa opowiadania przygodowe praktycznie bez fantastyki, dwa opowiadania ze śladową ilością (niby coś fantastycznego w nich jest, ale usunięcie tego elementy nic by zasadniczo nie zmieniło) i jedno opowiadania stricte fantastyczne. Historie osadzone są w różnych czasach, różnych miejscach, mają różnych bohaterów (choć tu muszę nadmienić, że wszystkie główne postacie znamy z poprzednich utworów autora). Mimo najszczerszych chęci nie potrafię znaleźć żadnej myśli przewodniej.

[Recenzja] „Zodiaki. Genokracja” Magdalena Kucenty

Anna Szumacher przeczytała „Zodiaki. Genokracja” Magdaleny Kucenty. Przeczytała i napisała. A było to tak:
Nie jest łatwo być człowiekiem, to prawda powszechnie znana. Jednak kiedy jesteś biopunkowym tworem, wynikiem niepojętej i nieco sadystycznej gry między wszechpotężnymi rodzicami, dopiero masz pod górkę. A szaleni rodzice to i tak drobiazg, jeśli codziennie musisz borykać się z faktem, że masz w głowie dwie skrajne osobowości, klona, który chce cię zabić, lub ukrytą płytko pod skórą zabójczynię bardzo lubiącą marchewki. I teraz skupiliście się na marchewkach, prawda?…

[Recenzja] „Dywan z wkładką” Marta Kisiel

Bookiety Maciej Tomczak - 16 lutego 2021

RedNacz zmierzył się z pierwszym kryminałem w dorobku popularnej autorki fantastyki. Czy skórka warta wkładki… to znaczy wyprawki?
„Dywan z wkładką” jest dziesiątą powieścią Marty Kisiel, a pierwszą pozbawioną wątków fantastycznych. Natomiast nie jest to debiut autorki, jeśli chodzi o budowanie opowieści wokół wątku poszukiwania mrocznego zabójcy, chociaż tym razem jest on kluczowy dla toczącej się przygody. Myli się jednak ten, kto sądzi, że pisarka podeszła do sprawy przesadnie poważnie, rezygnując z tak charakterystycznego dla siebie humoru, ironii czy zgryźliwości…

[Recenzja] „Biały Ptak” R.J. Palacio

Bookiety Edyta Szewczuk - 27 stycznia 2021

R.I.Palacio, właściwie Raquel Jaramillo – amerykańska pisarka, graficzka  i córka imigrantów z Kolumbii urodzona w Nowym Jorku. Jest autorką kilku książek dla dzieci, w tym bestsellera „Cudowny chłopak”, którego światowa sprzedaż przekroczyła 5 milionów egzemplarzy. „Biały Ptak” to graficzna powieść o przyjaźni, życzliwości, odwadze i wartościach, jakimi wszyscy powinniśmy się w życiu kierować. Rekomendowana starszym dzieciom, ma jednak szansę spodobać się też dorosłym czytelnikom. Książka jest  kontynuacją bestsellera „Cudowny chłopak”, a także kolejnym etapem szerzenia dobra przez autorkę,  założycielkę ruchu „Wybierz dobro”.

[Recenzja] „Biblioteka szaleńca. Największe kurioza wydawnicze” Edward Brooke-Hitching

Bookiety Anna Szumacher - 18 stycznia 2021

Rok literacki 2020 kończę pozycją mocarną i zacną. Edward Brooke-Hitching zaczarował mnie już wcześniej albumem „Atlas lądów niebyłych”, więc spodziewałam się, że „Biblioteka szaleńca. Największe kurioza wydawnicze” będzie perełką. Jednak im dłużej czytałam to cudo, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że to nie jest pojedyncza perła, a wielki kufer skarbów, złota i klejnotów…

[Recenzja] „Per aspera ad astra” Robert J. Szmidt

Każdy fan science fiction – czy to filmów czy literatury – zapytany o historię grupy zamkniętej w jednej przestrzeni potrafi wymienić przynajmniej jeden tytuł. W takich opowieściach przewija się kilka motywów: problemów we współpracy z innymi ludźmi, podkreślonych przez odmienność charakterów czy sztucznej inteligencji, na której osąd trzeba się zdać oraz zagrożeń płynących z podróży poprzez niezbadane rejony kosmosu.

[RECENZJA] „Córka nieboszczyka” Joanna Jodełka

Bookiety Hanna Fronczak - 11 grudnia 2020

Książka mnie zmęczyła – i sama się zastanawiam, jaka jest przyczyna takiego stanu rzeczy. Bo powieść nie jest zła, ma wszystko, co trzeba, jest w niej i zagadka rodzinna, i trup (ba, żeby jeden!), i para detektywów amatorów płci żeńskiej (przypominam: nazwa serii brzmi „Siostry Raj”), która stara się dowiedzieć, kto zabił. Wszystko jest tam, gdzie być powinno, więc dlaczego przebijałam się przez tę powieść z takim wysiłkiem? Być może dlatego, że jest w niej czegoś za dużo.

[RECENZJA] „Człowiek do przeróbki” Alfred Bester

W latach 50. w USA nikt oficjalnie nie zastanawiał się nad sensownością stosowania kary śmierci – po prostu ją wykonywano. W „Człowieku do przeróbki” widzimy jej swoistą antytezę, przeróbkę właśnie. Niby wszystko jest pięknie i humanitarnie, człowiek zachowuje głowę na karku, jednak trudno mi powiedzieć, co wydaje się bardziej okrutne: odebranie człowiekowi życia na krześle elektrycznym czy przeróbkę właśnie.

[RECENZJA] „Jak pachnie deszcz?” Simon King, Clare Nasir

Bookiety Hanna Fronczak - 2 grudnia 2020

Autorzy wyszli z założenia, że – skoro napisali książkę popularnonaukową (z akcentem na popularno-) – powinni przybliżyć czytelnikowi mechanizmy i zjawiska, których z pogodą mógł do tej pory nie kojarzyć. Dlatego opisują rzeczy pozornie odległe od tematu – wyjaśniają, skąd bierze się barwa nieba, analizują budowę i aktywność Słońca, wpływ ultrafioletu na gazy atmosferyczne czy intensywność nagrzewania się pustynnego piasku.

[Recenzja] „Muzeum Luster” Luis Montero Manglano

Bookiety Anna Szumacher - 27 listopada 2020

Luis Montero Manglano nie jest świeżynką na polskim rynku wydawniczym. Rebis wydał wcześniej jego trylogię Poszukiwaczy – dosyć udaną przygodówkę o „odzyskiwaczach” zrabowanych dzieł sztuki. W najnowszej książce, „Muzeum Luster” autor trzyma się tego, co zna – pisze o tajnych stowarzyszeniach, sztuce, symbolice w obrazach oraz tajemniczych i makabrycznych morderstwach… miejmy nadzieję, że to ostatnie zna tylko w teorii.

[RECENZJA] „Mój Michael” Amos Oz

Nie jestem pewna, czy współczesne kobiety – energiczne, świadome swoich możliwości i celów, co więcej, potrafiące o te cele walczyć, będą umiały i chciały utożsamić się z bierną Hannah. Czy postać ta wzbudzi w nich współczucie czy raczej irytację? I tak oto napisana przed półwieczem powieść nabiera nowego, nieoczekiwanego wymiaru. Pokazuje, jak bardzo my, kobiety, zmieniłyśmy się przez ten czas. Nie tylko zdobyłyśmy nowe prawa, ale także, a przede wszystkim, nauczyłyśmy się inaczej postrzegać same siebie. I już choćby dlatego warto tę książkę przeczytać.

[Recenzja] „Szklany mag” Charlie N. Holmberg

„Szklany mag” to druga część tworzonego przez Charlie N. Holmberg cyklu o ludziach specjalizujących się w magii… nazwijmy to cywilizacyjnej. Dlatego można zostać mistrzem od papieru, plastiku, szkła czy metalu. Jeśli nie czytaliście tomu pierwszego, czyli „Papierowego maga”, koniecznie po niego sięgnijcie, bo to jedna z sympatyczniejszych serii dostępnych obecnie na rynku. Jednak jeśli znacie już Ceony… zapraszam w dalszą podróż.

[Recenzja] Antologia „Cyberpunk Girls. Opowiadania”

Różnego rodzaju parytety społeczne zawsze wzbudzały pewną dozę zakłopotania. Kryjące się za nimi intencje są najczęściej jak najbardziej słuszne, lecz wykonanie już niekoniecznie przynosiło zamierzone skutki. Podobnie traktowane bywają publikacje tworzone przez określony typ autorów lub skierowane do konkretnego odbiorcy. Nie inaczej jest zatem, jeśli chodzi o antologie stworzone przez pisarki; wystarczy przypomnieć niektóre nieprzychylne komentarze po pierwszym zbiorze Hardej Hordy. Z niezrozumiałych powodów część środowiska popada w niemające pokrycia w rzeczywistości stereotypy, zwłaszcza gdy chodzi o literaturę science fiction, traktowaną przez długi czas jako domena mężczyzn. Zupełnie niesłusznie, co dobitnie udowadniają „Cyberpunk Girls”.

[RECENZJA] „Wędrująca Ziemia” Cixin Liu

Ten rodzaj tekstów fantastycznych to – świadomy lub nie, któż to wie? – powrót do korzeni science fiction. Do czasów, gdy autorzy fantastyki nie silili się zbytnio na literackie subtelności, stawiając sobie za główne zadanie olśnić na chwilę czytelnika błyskiem oryginalnego pomysłu. I znowu brakuje mi wiedzy, by orzec, czy jest to immanentna cecha opowiadań Cixina Liu, czy świadomy dobór tekstów, które weszły w skład tomu. Niestety, bariera językowa jest tu nie do pokonania. O ile w przypadku tekstów angielsko- czy rosyjskojęzycznych można sięgnąć do oryginału, by zyskać szerszą perspektywę i wyrobić sobie zdanie, o tyle język chiński jest przeszkodą nie do pokonania.

Fahrenheit