Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „LandsbergOn” nr 12

Patrząc z niepokojem w przyszłość

Technologia na równi fascynuje ludzi i ich przeraża. Ale nie ma w tym nic zaskakującego. Właściwie od zarania dziejów wszelkiego rodzaju innowacyjne rozwiązania – stanowiące nierzadko istotne udogodnienie codziennego życia, ale zarazem ingerujące w jakimś stopniu w tradycję – spotykały się z mniejszą lub większą nieufnością. Współcześnie lęk przed nowoczesnością potęguje sztuczna inteligencja, a dzieje się to głównie za sprawą medialnych doniesień o zacieraniu granic między człowiekiem i maszyną. To, z jednej strony, mrzonki, gdyż nadal różnego rodzaju programy są bardziej „sztuczne” niż rzeczywiście „inteligentne”, i nawet w przypadku tych najbardziej rozwiniętych dominują halucynacje; czyli różnego rodzaju błędy i pomyłki, czy, po prostu, kłamstwa i fałsze. Z drugiej strony, prawdą jest, że od wielu lat w rozwiniętych społeczeństwach następuje rezygnacja z autonomii (i prywatności), przy jednoczesnym przerzucaniu na szeroko rozumianą technikę odpowiedzialności za wykonywanie różnych działań.

Jak być może pamiętają czytelnicy Fahrenheita – a należy mieć nadzieję, że nie tylko oni – Stowarzyszenie na rzecz Innowacji Społecznych NOVUM wydaje pierwszy gorzowski magazyn fantastyczny „LandsbergON”. Czasopismo ukazuje się w formule półrocznika, a motywem przewodnim drugiego numeru z 2023 roku (dwunastego ogólnie) był cyberpunk; czyli mocno refleksyjne i raczej negatywne podejście do komputerowej i informacyjnej przyszłości. Na dwudziestu czterech stronach znalazły się trzy opowiadania „Ars moriendi nowej generacji” Joanny Łebkowskiej, „Egzorcyzmy nad rodem Jenkins” Mateusza Oszusta i „Nowa fura szefa” Michała Narożniaka oraz wywiad Piotra Jakubowskiego z Michałem Gołkowskim „SybirPunk to przyszłość, o jaką nikt nie prosił, a na jaką niestety zasłużyliśmy”. Oprawę graficzną zapewniły ilustracje Łukasza Karnacza oraz Piotra „Rosikowskiego” Rossa. Z kolei całość poprzedzał wstęp (będący tak naprawdę felietonem) redaktora naczelnego Mariusza Sobkowiaka „Kraina marzeń i niebezpieczeństw”.

Opublikowane beletrystyczne teksty pokazują odmienne sposoby literackiego ujmowania zagadnienia rozwoju technologicznego i wynikających z niego konsekwencji – społecznych czy ekonomicznych.

W swojej historii Joanna Łebkowska czerpie na równi z twórczości Franza Kafki i Philipa K. Dicka. Bowiem anonimowy bohater zostaje postawiony w sytuacji wymagającej od niego zmierzenia się z wszechobecną sztuczną inteligencją, dbającą jakoby o jego dobrostan. Niewielka, kameralna opowieść ma wyjątkowo dramatycznych charakter, a przed czytelnikiem stawia kluczowe pytanie o koszt świadomego rezygnowania z samodzielności, by poczuć się bezpiecznie i nie mieć żadnych obowiązków. Okazuje się, że komfortowe życie nie musi oznaczać rajskiego statusu.

Zdecydowanie inaczej do tematu podszedł Mateusz Oszust, stawiając na połączenie przygody i akcji, a także zabawę konwencją. Oto młoda dziewczyna z dobrego domu została opętana przez demona. Na szczęście, na ratunek został wezwany – a jakże – egzorcysta. Tyle tylko, że miejscem akcji nie jest siedemnastowieczne miasto położone w Hrabstwie Essex czy pokój dwunastolatki, lecz mniej lub bardziej odległa przyszłość, w której standardem są wszczepy, umożliwiające przeniesienie się do wirtualnej rzeczywistości. Autor bardzo umiejętnie łączy klasyczną grozę z nowoczesnością. Fabuła jest wartka, nie brak w niej również dynamicznej i bezpośredniej konfrontacji ze złem. Można jeszcze dodać, że utwór sprawia wrażenie fragmentu większej całości, zatem prawdopodobnie bohaterowie jeszcze kiedyś pojawią się, by zmierzyć się z następnym zadaniem.

Natomiast w tekście Michała Narożniaka klimat jest jeszcze swobodniejszy. W ironiczny filtr ujęto zarówno korporacyjny porządek, jak i futurystyczne marzenia o niezawodnej technologii. A punktem wyjścia dla fabuły jest pojawienie się tytułowego menadżera, mającego odnowić oblicze przedsiębiorstwa zajmującego się produkcją mechanicznych komponentów. Jak to jednak często  bywa, zapowiedzi wprowadzenia nowego porządku okazują się mrzonkami, podjęte decyzje to tylko populistyczne działania, a biznes, póki się – przysłowiowo – kręci, pozostaje bez większych zmian. Najważniejszy jest zysk, niezależnie od ewentualnych usterek czy niedoróbek, co w końcu mści się na przełożonym.

O ile należy przyznać, że opowiadania nie są szczególnie oryginalne, ponieważ opierają się o znane i wielokrotnie już przetwarzane motywy, o tyle czyta się je z przyjemnością. Intrygi są spójne i przemyślane. Postaci dość rozbudowane, mają swój indywidualny rys, wpływający na ich zachowanie. Jeśli czegoś brakuje we wszystkich trzech utworach, to przede wszystkim naukowych podstaw. Rekwizyty – asystent mieszkańca, cyfrowy świat czy latające pojazdy – istnieją, ale nie dowiemy się, w jaki sposób powstały i na jakiej zasadzie funkcjonują. Nie jest to oczywiście konieczność, ale dbanie o tego typu „detale” nadaje zarówno autorom, jak i ich dziełom większą wiarygodność.

Estetyczna strona czasopisma zasługuje na zdecydowaną pochwałę. Kolorowa szata graficzna oraz przyjemny w dotyku papier wzmagają pozytywne wrażenia z lektury opowiadań. Po jednym numerze – jedenastym – w tym wydaniu magazynu układ tekstu powrócił do dwóch kolumn, co jednak w żaden sposób nie wpływa na odbiór przyswajanych treści.

Perspektywy na przyszłość nie prezentują się w jasnych barwach. Przy czym wydaje się, że kwestia potencjalnego zagrożenia ze strony takich czy innych komputerowych urządzeń, mających nabyć wbrew człowiekowi niezależność, nie jest najbardziej palącym problemem. Zanim ludzkość zdążą zniszczyć zbuntowane maszyny (czy ktoś w ogóle pokusił się o jakąś merytoryczną hipotezę, dlaczego miałyby to robić?), wcześniej albo wykończy się sama albo zrobi to za nią konsekwentnie postępująca zmiana klimatu. A dla tych problemów żadna inteligencja nie znalazła jeszcze rozwiązania.

 

Maciej Tomczak

Mogą Cię zainteresować

[Recenzja] „Koniec dzieciństwa” Arthur C. Clarke

Gwiazdy nie są dla człowieka?   Powieść „Koniec dzieciństwa” miała premierę w 1953 roku. Oczywiście…

Na huśtawce

Mam już swoje lata, twarda ze mnie kobieta i nie tak łatwo mnie przestraszyć.  Nie przestraszyła mnie…

Tak samo, a jednak inaczej

Pisanie o drugim (i każdym kolejnym) tomie cyklu jest zawsze sporym wyzwaniem. Aż się prosi,…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Fahrenheit