Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

[Recenzja] „Sen niespokojny” Radomir Darmiła

Recenzje fantastyczne A.Mason - 20 listopada 2023
Tytuł: "Sen niespokojny"
Autor: Radomir Darmiła,
Wydawnictwo: Wydawnictwo Alegoria,
Redakcja: Sonia Korta, Piotr Dudek,
Korekta: Joanna Czarkowska,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 31 października 2023
Wydanie: 1
Liczba stron: 344
Format: 12x20 cm
Oprawa: miękka,
ISBN: 978-83-66767-42-3
Cena: 44.90 PLN
Więcej informacji: Radomir Darmiła „Sen niespokojny”

Na początku był Lem, potem polska fantastyka naukowa rozbłysła niczym supernowa i zgasła wraz z przybyciem Sapkowskiego i tego całego tfu! fantasy. Od tego czasu nie ma już niczego, tylko co jakiś czas niebo, niczym gwiazdy rozbłyskowe, rozświetlają nam sporadyczni autorzy, jak Dukaj, Kosik i inni…

Nie ukrywam, że wychowałem się na „klasycznej” polskiej fantastyce naukowej i był okres, kiedy miałem poczucie pewnej pustki, przekonanie że powyższy scenariusz jest prawdziwy, kiedy pałeczkę pierwszeństwa w literaturze fantastycznej przejęła fantasy. Na szczęście z SF nigdy nie było i nie jest tak źle, co udowadniają listy wydawanych corocznie książek, na których zawsze znajdziemy jakieś ciekawe tytuły z tego gatunku (choć nie zawsze muszą one być udane).

Powieść Radomira Darmiły, która niedawno miała swoją premierę, jest „klasycznym SF”. W „Śnie niespokojnym” poznajemy losy kilku bohaterów, które splatają się ostatecznie w jedną historię. Brama pomiędzy światami, przez którą dotąd mogli podróżować ludzie, zamyka się i część z nich zostaje uwięziona na Tirdze, obcej planecie. W podobnej sytuacji jest kilka innych ras „obcych”, przybyszów z innych planet, którzy pojawili się tam przed ludźmi. Za każdym razem scenariusz wyglądał podobnie – rasom tym udawało się otworzyć bramę, która działała przez jakiś czas (przepuszczając tylko wybrane przez nią osobniki), by po latach zamknąć się, uniemożliwiając nie tylko podróż powrotną, ale i wszelką komunikację z rodzimymi planetami. Według niektórych mieszkańców planety za zamknięcie bram odpowiada Śpiący – bóg, który wyśnił ten świat i który w jakiejś formie jest obecny na planecie i wpływa na jej losy. Jak nietrudno się domyślić, koegzystencja na Tirdze nie zawsze przebiega pokojowo.

Czytelnik wrzucany jest przez autora, można powiedzieć – w środek akcji – już po zamknięciu Bramy: Gabriela Żemajtis, kobieta-renegatka, kradnie pewne wiertło, a ściga ją Rafał Mered. W to polowanie po obu stronach wplątani są obcy, którzy pomagają lub przeszkadzają protagonistom . W miarę postępów pogoni czytelnik zapoznaje się z bohaterami ludzkimi i „nieludzkimi”, obcymi rasami i zależnościami pomiędzy nimi oraz ich historią, wyjaśnia się też, jaki cel ma kradzież wiertła i co to oznacza dla planety.

I tu mam pierwszy poważny zarzut do autora – opowieść od początku jest dynamiczna i wielowątkowa, podzielona na stosunkowo krótkie fragmenty splatające się ze sobą, przez co czytelnik ma prawo  czuć się przez pierwsze kilkadziesiąt stron zdezorientowany. Poznajemy kilku bohaterów pierwszoplanowych, kilku potencjalnie pierwszoplanowych i kolejnych – drugoplanowych, więc trudno się na początku zorientować, kto jest kim. Szczególnie, że bliższe zwyczaje i wygląd pozostałych ras także poznajemy „wyrywkowo”.

Nie pomagają też ciekawe językowo, ale bez wyraźnego „klucza”, nazwy bohaterów i miejsc. Jeśli ktoś dałby mi ich rozpiskę, nie wiem, czy potrafiłbym prawidłowo przypisać je do ras, a to bardzo utrudniało mi początkową identyfikację. Brakło mi też rozróżnienia języka, którym porozumiewają się postacie. Rasy (w teorii) mniej rozwinięte, np. Łenandi, mówią niepoprawnie, prawie jak Kali. Natomiast u pozostałych bohaterów zauważyłem i zapamiętałem tylko dwie cechy – dżirgiże używające dukaizmów i Fan Orifiél nieodmieniający imion. Wszyscy pozostali mówią poprawnie, czasem nawet zbyt poprawnie, po polsku.

Co jest mocną stroną powieści? Na pewno ciekawy świat. Tirga to tygiel różnych ras, których charaktery i zwyczaje poznajemy w miarę rozwoju akcji. Rasy te różnią się od siebie fizycznie i behawioralnie, po zakończeniu lektury czuję niedosyt, że autor skupił się na głównym wątku, nie pozwalając sobie na „popłynięcie” trochę bardziej w świat, o którym ostatecznie dowiadujemy się nie za wiele. Chciałbym poznać jakieś historie, tradycje i mitologie ras występujących w powieści, nawet jeśli byłyby formą dygresji, nie powiązaną z główną osią opowieści.

Bardzo sprawnie autor rysuje też charaktery bohaterów. Są wewnętrznie spójni, znamy ich pobudki i cele, ale jednoczenie nie są czarno-biali. Radomirowi Darmile udało się zrobić coś, co nie każdemu wychodzi – mimo że historię poznajemy w sporej mierze dzięki narracji i pewnej formie „monologów w dialogach”, niejednoznaczność bohaterów i wątpliwości na temat ich działania rodzą się w głowie czytelnika, nie są nam podane wprost. I to my decydujemy, komu ostatecznie kibicować.

Rozpoczynając swoją recenzję, napisałem, że „Sen niespokojny” jest to  klasyczna science–fiction, i swoje zdanie podtrzymuję. Co ważne, jest to klasyczna polska fantastyka naukowa. Tematyka, sposób przedstawiania świata, budowa fabuły czy język są „żywcem” wyjęte z klasyków polskiej fantastyki naukowej. Bohaterowie mają nie tylko polskobrzmiące nazwiska, ale są Polakami. Polska nie jest może potęgą światową, za to w naszym kraju zostanie wynaleziony sposób przedostania się do innego świata. To u nas zostanie otwarta Brama i to my decydujemy, kto przez nią będzie przechodził.

Gdyby nie kilka ewidentnych nawiązań (bardzo gorzkich zresztą) do współczesności, byłbym w stanie uwierzyć, że „Sen niespokojny” powstał w latach ’80 – i absolutnie nie jest to żaden zarzut z mojej strony. Po początkowej dezorientacji, jeśli da się książce szansę, czyta się ją naprawdę bardzo przyjemnie jako science fiction akcji. Od początku do końca mamy do czynienia z wartką i sprawnie poprowadzoną fabułą, bez dłużyzn i „przegadanych” kawałków. Tytuł zaciekawił mnie na tyle, że z chęcią przeczytam kolejny tom, licząc na rozwinięcie i uzupełnienie wątków.

Bo kolejna część „musi” się pojawić, jako że zakończenie „Snu” jest półotwarte, a przez to… niesatysfakcjonujące. Nie jest to cliffhanger, jednak czytelnik pozostaje ze zbyt dużą liczbą pytań, na które nie otrzymuje odpowiedzi.

A.Mason

Mogą Cię zainteresować

Marcin Mortka „Pas Ilmarinena”
Fantastyka Marcin Mortka - 29 maja 2023

Informacje o książce Wojna obudziła demony nie tylko w ludziach. W chwili,…

Dziewięć miliardów imion dyskusji

Bardziej uważni czytelnicy mogli zauważyć wzmożoną aktywność Juliusza „Q” Mroza na łamach…

Fantastyczne wybory
451 Fahrenheita A.Mason - 10 października 2019

Za nieco ponad dzień rozpocznie się cisza wyborcza. Pamiętajcie, że fantastykę możecie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Fahrenheit