Hanna Fronczak „Krucjata Kiciaszka, czyli męczarnie prawdziwej miłości”

Opowiadania Fahrenheit Crew - 22 stycznia 2014

Hrabia Stanisław Witold Pytka, sołtys Hołotopola, obudził się z krzykiem. Ciężko dysząc, usiadł w skotłowanej pościeli i wtulił mokrą od potu twarz w poduszkę. Niestety, przerażający sen wciąż trwał mu pod powiekami.

Nieszczęśnik wciąż widział szyderczo wyszczerzone białe zęby i lodowatobłękitne oczy, patrzące mu w twarz z ironią i ledwo skrywanym szyderstwem. Nad czołem wysłannika piekieł, który poważył się naruszyć spokój jego snu, wznosiły się imponującej wielkości rogi, a zarośnięte oblicze nocnego zwidu zakończone było rzadką, kozią bródką.

Gdzie on już widział te oczy? Gdzie on już widział tę twarz?

Zamrugał nerwowo. Rzeczywistość wypierała senne majaki, co nie znaczy, że okazywał się łatwa do przyjęcia. Zadrżał z przerażenia.

Szatan mówi wszystkimi językami świata. Ma cyniczne spojrzenie i irytujący sposób bycia, cechuje go też brak poszanowania dla podstawowych wartości. Przecież zupełnie niedaleko, niemal tuż pod jego bokiem, żyje ktoś, kto doskonale odpowiada temu opisowi. Bródkę ma wprawdzie nie kozią i rogi w dziennym świetle też niewidoczne, ale sen nareszcie pozwolił ujrzeć go w rzeczywistym kształcie. Sołtys zadrżał. Przecież to… towarzysz Winnicki! Jego nocny zmór, jego dzienna trauma i złowieszcza antyteza. Nareszcie ujawnił swoje prawdziwe oblicze!

Stanisław dwojga imion Witold hrabia Pytka bezsilnie opadł na posłanie. Zmaganie się z codziennością bywa takie trudne… Trzeba jednak nieść sztandar wysoko, nie ma odwrotu. Musi zniszczyć plugawego odmieńca, uwolnić podsłoneczny świat od jego obmierzłego widoku. Choćby było to nie wiadomo jak trudne. Jutro ogłosi krucjatę przeciwko nowemu wcieleniu szatana, a niebawem Wspanialewo będzie musiało ogłosić konkurs na nowego sołtysa. Już on wiedział, jaką kandydaturę wysunąć.

 

***

 

Neonowy Rycerz też nie miał łatwego życia, oj nie. Matka natura obdarzyła go ciałem Posejdona z Cap Aleksandria, rysami męskimi i władczymi, puszystymi rzęsami o wręcz nieprawdopodobnej długości i oczyma jarzącymi się jak czarne węgle. Wydawać by się mogło, że zbrojny w takie atrybuty będzie doskonale radził sobie w życiu, umiejętnie wzbudzając sympatię i równie umiejętnie ją wykorzystując.

Otóż nie!

Natura okazała się nieumiarkowana w szafowaniu swoimi darami. Nie wystarczyło jej, że wizualnie uczyniła zeń bożyszcze kobiet w wieku od 5 do 105 lat. Nie! Tego jej było za mało. W charakterze bonusu dołożyła mu jeszcze wysoko wydajne feromony, które każdą ze wzmiankowanych wielbicielek potrafiły przyprawić o graniczące z szaleństwem podniecenie. Jedyną osobą, która pozostawała obojętna na jego męski magnetyzm, była HL 90210, która jako android całą erotyczną chemię tego świata miała w dużym podejrzeniu. Dlatego też Neonowy Rycerz czuł do niej coś na kształt wdzięczności i umiarkowanej sympatii. Była jedyną kobietą, która mogła spokojnie go wysłuchać, nie rumieniąc się przy tym nerwowo i nie przełykając hałaśliwie śliny. Niby to niewiele, a jednak.

Zapadał wieczór. Nieszczęsny przystojniak założył o trzy numery za dużą grubą bluzę z kapturem i workowate dżinsy, by ukryć boskie kształty swego ciała. Kaptur naciągnął na oczy, by stłumić ich blask. Dusił się. Dusił się w domu, dusił się siedząc przy kompie, potrzebował wolności i świeżego powietrza. Musiał wyjść. Po prostu musiał.

Chyłkiem wyśliznął się z domu i lotem strzały pomknął ku opłotkom. Las czekał niedaleko. W lesie było spokojnie, cicho, w lesie mógł na chwilę zapomnieć o tym, kim jest. W lesie mógł przez chwilę nie myśleć z nienawiścią o matce naturze, która (jako kobieta) tak go ukochała.

Na niebie coraz mocniej wypełniał się blaskiem idealnie okrągły księżyc. Neonowy Rycerz przystanął zachwycony, chłonąc doskonałe piękno letniego zmierzchu.

W okolicy łydek wyczuł jakiś ruch. Niechętnie oderwał wzrok od ziemskiego satelity i spojrzał w dół. Stwierdził, że o jego nogi lubieżnie ociera się kotka Moszego Wodotryska. Wlepiła w niego zielone oczy i powiedziała coś pomiędzy „młuuu” a „młę”. Neonowy Rycerz otrząsnął się z nastroju chwili, odskoczył od kolejnej napalonej samicy i mrucząc pod nosem przekleństwa kontynuował bieg ku lasowi.

 

***

 

Kiciaszek też klął na czym świat stoi. Zamierzał spędzić wieczór ze szklanicą piwa, otoczony gronem azjatyckich tancerek. Bardzo je lubił. Na dysku miał ich ponad 2 giga.

Niestety, hrabia Stanisław Witold Pytka nie okazał zrozumienia dla jego potrzeb estetycznych. Wyłuszczył swemu emisariuszowi zasady krucjaty i przeciwko komu należy ją skierować, a jakby tego było mało, wstępny raport nakazał przynieść sobie nazajutrz po porannej mszy. Tak więc Kiciaszek, zamiast zażywać godziwej rozrywki, przedzierał się przez chaszcze w kierunku Wspanialewa. W duszy narastał mu bunt.

Wyszedł właśnie z paproci na ścieżkę wiodącą wedle trzech buczków i skonstatował, że Wspanialewo jest tuż-tuż. Zaczerpnął tchu i dał nura w krzaki po drugiej stronie drogi. Musiał sprawdzić, czy możliwe jest podkraść się niepostrzeżenie pod dom Winnickiego. Jeśli tak – reszta zadania spoczywała w rękach doborowego duetu Pomulnik – Sokraton, specjalistów od rozwiązywania problemów ciosem siekiery. Czynili tak nawet (a zwłaszcza) wtedy, jeśli ranga i waga problemu były tego rodzaju, że przydałoby się raczej precyzyjne cięcie floretem.

Jako się rzekło, Kiciaszek na powrót zagłębił się w las. Lawirując między leszczynami, zbliżył się do niewielkiej polanki.

I stanął jak wryty.

Bo oto oczom jego ukazał się cudowny widok. O pół metra od niego na miękkiej murawie spoczywała uśpiona cudownej urody istota. Jej kształtne dłonie sugestywnie wspierały się o muskularne uda, rysy były szlachetne i drapieżne zarazem, a spomiędzy kuszących warg wystawało źdźbło trawy, które niewątpliwie pogryzała była w zadumie, nim usnęła. Całość sylwetki tchnęła nieuchwytnym czarem. Była w niej siła, i oddanie, i uległość, i brutalność, i spokój, i niczym nieskrępowane pożądanie. Zwłaszcza – to ostatnie.

Kiciaszek opadł na kolana. Zapomniał, gdzie jest, zapomniał, kim jest, zapomniał, po co tu przyszedł. Już tydzień spędził bez Andżeliki, kobiety swego życia, co odzywało mu się w organizmie płomieniem nie do ugaszenia. Lecz na widok spoczywającej na ziemi niebiańskiej zjawy wszelkie prymitywne żądze Kiciaszka zniknęły jak sen jaki złoty. Cóż to za doskonałość idealną miał u swych stóp! Pragnął ją wielbić. Pragnął tylko na nią patrzeć, obawiając się zniszczyć urok chwili jakimkolwiek brutalnym słowem lub gestem. Pragnął zamienić się w proch pod stopami swego nagle obleczonego w ciało marzenia, chciał stać się trawą pod jego plecami, blaskiem księżyca otulającym jego doskonałą sylwetkę.

Chwila zapatrzenia nie trwała długo. Obcowanie z doskonałością zawsze narusza symetrię wszechświata, który natychmiast ewoluuje ku stanowi krańcowo różnemu. Neonowy Rycerz poruszył się niespokojnie. Krótka drzemka na polance zregenerowała jego siły. Chwilę leżał jeszcze z zamkniętymi oczyma, szczęśliwy, rozkoszując się pograniczem jawy i snu. Myśli przepływały leniwie przez ociężałe od uśpienia zwoje mózgowe wioskowego obiektu niewieścich westchnień. Tego mu było trzeba. Teraz będzie mógł wrócić do domu i na powrót zanurzyć się w cuchnącym bagnie prymitywnych, zwierzęcych żądz.

Ściągnij tekst:
Strony: 12

Mogą Cię zainteresować

Spotkanie z Marcinem Podlewskim w Centrum Popkultury Yatta
Aktualności Fahrenheit Crew - 15 czerwca 2016

W najbliższy piątek (17.06.2016) o godzinie 18:00 w Centrum Popkultury Yatta.pl (przy ul. Hożej 19 w Warszawie) odbędzie się…

Stalker – Tajemnica zony Tarkowskiego
Aktualności Fahrenheit Crew - 18 kwietnia 2013

Michał Gołkowski – autor Ołowianego świtu (premiera książki 26 kwietnia) w kolejnej odsłonie.  …

O uczuciach (z)mieszanych
Bookiety nimfa bagienna - 9 czerwca 2016

Jest ryzyko, jest zabawa! Agnieszka Chodkowska-Gyurics recenzuje egzotyczny kryminał – „Podróż do Transylwanii”…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!