Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

Jonatan Pazik „Księżniczka Littenda i Sekret Doliny Kwiatów”

Opowiadania Jonatan Pazik - 26 lutego 2021

Fahrenheit objął patronatem zeszłoroczną edycję konkursu literackiego „Jaskier” organizowanego przez Cech Fantastyki SkierCon. Na konkurs napłynęło rekordowo dużo prac, a jury miało niełatwe zadanie wyboru tych najlepszych. Po burzliwych obradach przyznano nagrody główne w dwóch kategoriach wiekowych, a wyróżnienia aż w trzech. Dzisiaj przedstawiamy opowiadanie wyróżnione w kategorii wiekowej 12 – 15 lat autorstwa Jonatana Pazika.

 

Miejsca akcji:

 

Kwiatowa Dolina (Fente Kalkta)

Pole Meteorytów (Feant Meteon)

Zamek Littendy (Kfont Littenda)

 

Miejsca niewystępujące w opowiadaniu:

 

Mroczne Ziemie (Gzand Feanti)

Rzeka Mroźna (Wedone Ica)

Rzeka Radości (Wedone Liktebsa)

Cicha Rzeka (Wedone Quajin)

Mroczna Rzeka (Wedone Gzande)

Lizak Zagłady (Vifelik Xavet)

Pustynia Nivea (Sahar Nivea)

Księżycowy Klif (Moonti Kleef)

Półwysep Blasku (Unfeant Likten)

Źródło Śmierci (Pflaa Kihten)

Góra Pierwiastków (Anfeant Gzewil)

Strefa Dźwięków (Untes Feant)

oraz cztery jeziora (Xav – Zwykłe, Nawep – Mineralne,

Lomi – Gazowe i Doli – Rtęciowe)

 

Postacie:

 

Littenda jest księżniczką Windesji. Dysponuje magią wiatru, choć czasami wspiera się czarami z księgi zaklęć. Ma turkusowe oczy i zielone włosy zaplecione w warkocz.

Usanna posługuje się magią ognia. Jej oczy i włosy mogą zmieniać kolor od pomarańczowego po intensywną czerwień. Jest księżniczką Firry.

Meliana pochodzi z Aightu, ale podczas wojny wyprowadziła się do Windesji. Zatrudniła się jako służąca w zamku. Ma złote włosy, piwne oczy i dysponuje mocą światła.

Xalden jest księciem Secry. Jego włosy oraz oczy mają niebieski kolor. Zna magię sekretów.

Vokan ma brązowe włosy i oczy w kolorze ciemnej czekolady. Jest księciem Eartheny i posługuje się mocą ziemi.

Quaji ma złote włosy i zielone oczy. Za pomocą magii umysłu potrafi szybko przenosić się w odległe miejsca. Jest księciem Brennu.

 

Księżniczka Littenda i Sekret Doliny Kwiatów

 

– Jesteś pewna, że mogę włożyć to na święto? -zapytała Littenda stojąc w różowej sukience naprzeciw lustra. Meliana, jasnowłosa służąca, będąca jednocześnie jej przyjaciółką podała księżniczce nakrycie głowy.

– Gotowe. Będziesz super wyglądać.

Littenda nałożyła na głowę zielony kapelusz ozdobiony chryzantemami i pnączami winorośli. Księżniczka poprawiła listek opadający jej na oczy i uśmiechnęła się. Po chwili wyszła zostawiając Melianę samą w komnacie. Ruszyła korytarzem udekorowanym kwiatami i kryształami. Zeszła po schodach majestatycznym krokiem. Otworzyła wrota i przymknęła oczy rozkoszując się świeżym powietrzem Windesji.

Littenda przywołała swoją torebkę i poszła zrobić zakupy. Przechodząc obok restauracji usłyszała rozmowę.

– Naprawdę spełnia każde życzenie!? – pytał jakiś chłopak.

– No przecież mówię. Szkoda, że tylko trzy – odpowiedział jego starszy kolega.

– O czym gadacie? – wtrąciła się do rozmowy Littenda.

– Spadaj, zielonowłosa. Nie twój interes – burknął ten młodszy.

Oczy dziewczyny zalśniły turkusowym blaskiem.

– Jak śmiesz tak mówić do księżniczki!!! – wrzasnęła. – Zasługujecie na karę!

Obaj uciekli w popłochu. Littenda wróciła do swojego zamku. Wyprosiła Melianę z komnaty, zdjęła kapelusz i pozostając w intensywnie różowej sukience wyjęła z torebki telefon. Zadzwoniła do księcia z Królestwa Sekretów.

– Halo, Xalden!

– Litta? Co się stało?

– Właśnie słyszałam pewien sekret. Masz może informacje o spełnieniu trzech życzeń w ostatnim czasie?

– Oczywiście! Przecież każdy już wie o Magicznej Kostce z Kwiatowej Doliny.

– Ja nie wiem!? – zdziwiła się księżniczka.

– Więc już tłumaczę. Kwiatowa Dolina znajduje się na terenie Brennu. Podobno tam znaleziono Magiczną Kostkę, która spełnia trzy życzenia.

– Dobra, jak będę chciała się tam udać, na pewno cię zawiadomię.

– Muszę kończyć, trzymaj się. Pa!

– Pa. – Littenda rozłączyła się.

Dziewczyna wrzuciła ziemniaka do mikrofalówki i włączyła funkcję „przetwarzanie”. Po chwili wyjęła z urządzenia frytki, ale nie zdążyła ich zjeść, bo z zewnątrz usłyszała krzyki. Dopadła do okna.

Kilka budynków płonęło. Mieszkańcy stolicy biegali z wiadrami wody, lecz ogień rósł w siłę. Littenda chwyciła księgę zaklęć.

Magneto wygłosiła czarodziejka.

Ogień stracił grawitację i uniósł się do góry, a księżniczka rozbiła lewitujące płomienie swoją mocą. Straty były jednak bardzo duże. W całości spaliły się biblioteka i teatr. W pożarze ucierpiała królowa Hortensa. Littenda po chwili była już przy matce umierającej na gruzach teatru.

– Mamo… – zaczęła, lecz rozpacz odebrała jej mowę.

– Nic nie mów, dziecko – wychrypiała konająca władczyni. – Obejmij tron i rządź mądrze.

– Nie, mamo! Musisz żyć! Ja nie dam rady! – płakała księżniczka. Królowa zamknęła oczy. – Mamo, nie umieraj! Nie idź w stronę światła! Obudź się! Musisz żyć! Mamooo!!!

Wyczarowała kryształową trumnę i pozwoliła, by poddani… Odwróciła wzrok momentalnie podejmując decyzję.

Jest jeszcze nadzieja!

Czarodziejka wysłała wiadomość do Xaldena, Meliany, księcia Eartheny Vokana oraz Usanny, księżniczki Firry. Otworzyła szafę i wyjęła z niej zielone spodnie, czerwoną bluzkę w truskawki, granatowe buty, różowy plecak z namalowaną wielką cytryną, a także karabin. W ostatniej chwili rozmyśliła się i wybrała zamiast niego sztylet. Dziewczyna wyczarowała z powietrza błyszczące skrzydła. Wyskoczyła przez okno i poleciała prosto do pałacu w Brennie. Pozostali byli już na miejscu.

– Jak mogłaś do tego dopuścić!? – wrzeszczał Vokan na Usannę.

– To nie moja wina! – broniła się ruda księżniczka.

– A właśnie że twoja! – krzyczał dalej. – Tylko ty mogłaś powstrzymać ten ogień! Zawiodłaś!!!

Littenda uroniła łzę. Miała nadzieję, że Magiczna Kostka spełni jej życzenie. Na szczęście w chwili, gdy Vokan z Usanną zamierzali wywołać jeszcze większą awanturę, zjawił się Quaji,książę Brennu i mocą umysłu nakazał im spokój.

– Albo będziecie się zachowywać jak na gości przystało, albo nici z podróży – zagroził uwalniając po chwili skrępowane umysły.

– Lepiej ich zostawmy – szepnął do Littendy Xalden. – Tylko będą nam zawadzać.

– O nie! Każdy idzie, czy wam się to podoba, czy nie – odparła dziewczyna. Odwróciła się w kierunku Vokana i przywiązała go do Usanny właśnie wyczarowanym sznurkiem, po czym zaciągnęła ich do drzwi. Książę sprawiał wrażenie, jakby wolał odpiłować sobie rękę, niż znosić towarzystwo księżniczki Firry. – Koniec ze Świętem Kwiatów, idziemy na misję!

W kilka chwil dotarli do granicy wąwozu. Mgła wypełniała dolinę po brzegi, ale Quaji dostrzegł schody prowadzące w dół. Pierwsza zeszła Meliana. Potem Xalden ciągnąc za sobą Vokana i Usannę. Littenda się zawahała.

– Poradzisz sobie – odezwał się Quaji. – Po prostu myśl o tym, co chcesz osiągnąć, a uda ci się!

– No nie wiem… a jeśli nie?

– Zrób to dla mamy – dodał. Oczy czarodziejki zapłonęły szmaragdowym blaskiem. – I weź to. – Książę Brennu wręczył jej ciemnoczerwone pudełeczko iskrzące od brokatu. – Będziesz wiedziała kiedy je otworzyć. Powodzenia!

Księżniczka posłała mu blady uśmiech i odwróciła się w stronę doliny. „Dla mamy” usłyszała szept w swoim umyśle. Zacisnęła zęby i postąpiła krok naprzód zanurzając się w nieskończenie gęstej mgle.

Naraz wszystkie jej moce znikły. Cała magia po prostu… rozpłynęła się! Kiedy schody się skończyły i Littenda poczuła pod stopami miękki grunt, nie było już odwrotu. Dziewczyna wpadła na Xaldena. Przewrócili się obydwoje. Poznała go po intensywnie błękitnych włosach, widocznych pomimo mgły.

– Hejka, jak leci? – spytała podnosząc się z ledwie widocznego dywanu kwiatów.

– Zdajesz sobie sprawę, że jesteśmy tu bezbronni? – odparł chłopak. – Teraz wszystko może nas po prostu zjeść, rozszarpać zębiskami, pokąsać szczękoczułkami, albo nawet…

– Przestań histeryzować! – krzyknęła księżniczka Windesji. – Mamy sztylet, plecak i magiczne pudełko, co może nam się stać?

Nagle oboje wpadli w gąszcz ostów popchnięci przez coś dużego, ciężkiego i…

– Tu się schowaliście! – odezwała się Usanna. – Wiecie może, gdzie sznurek? Wszyscy wstali i otrząsnęli się z kolczastych liści, które wczepiły im się w ubrania.

– Ja mam. – Księżniczka Firry usłyszała głos z tyłu. Obróciła się i zobaczyła Vokana, a raczej jego brązową czuprynę.

– Idziecie w końcu, czy nie!? – Z mgły wynurzyła się Meliana. Jej złote włosy lśniły mocniej niż u pozostałych rozpraszając mgłę.

– Cholibka, chyba coś widzę – powiedział Xalden. Pobliski krzak magnolii zaszeleścił.

– Coś tam jest! – szepnęła roztrzęsiona Littenda. Meliana wzmocniła blask swoich włosów i postąpiła krok naprzód zaciskając palce na rękojeści sztyletu.

Usanna zaczęła trząść się jak galareta, a między jej palcami zajaśniały płomienie. „Czyli mgła nie blokuje całkowicie magii, jedynie ją osłabia!” pomyślała.

– Melka! – zawołała ruda księżniczka. Blondynka na nią spojrzała. – PADNIJ!!!

W tym momencie potwór wyskoczył zza krzaka i kłapnął zębiskami w miejscu, gdzie przed chwilą stała dziewczyna.

Tamta przeturlała się, po czym wstała. Wszyscy oprócz Usanny byli śmiertelnie przerażeni.

– Spadaj łapserdaku! – wrzasnęła tworząc ognistą falę, która odrzuciła wilka daleko w niezmierzone przestrzenie gęstej mgły. – Magia jest tu osłabiona, ale nadal działa – wyjaśniła gasząc czerwony blask swoich włosów.

Littenda wywołała mały antycyklon spychając mgłę na drugi kraniec doliny. Dostrzegła szarą bestię, a za nią mnóstwo kości. Użycie dość mocnego czaru wyczerpało Usannę. Vokan i Xalden stanęli do walki ze zbliżającym się potworem, podczas gdy Meliana pomagała rudej księżniczce wstać. Littenda spojrzała na brokatowy przedmiot, ktory ściskała w dłoni. Otworzyła pudełko.

– Cześć, jestem Tikki – odezwało się dziwne, drobniutkie stworzonko z nieproporcjonalnie dużą głową wyfruwając z pudełeczka. Istotka była czerwona w czarne kropki i lewitowała. – Ludzie!!! Gdzie ja jestem!?!? – wrzasnęła Tikki spoglądając na walkę chłopaków z przerośniętym wilkołakiem.

W pudełeczku zostały kolczyki w tym samym kolorze co Tikki. Littenda je założyła, a stworek nadal gadał.

– Zapamiętaj! Twoja supermoc to Szczęśliwy Traf. A teraz powiedz „Tikki, kropkuj”.

– Tikki, kropkuj! – krzyknęła księżniczka. Stworzonko wniknęło do kolczyka. Dziewczyna nakryła dłońmi twarz. Gdy ją odsłoniła, na jej oczach widniała czerwona maska. Księżniczka rozłożyła ramiona. Czerwony kostium zaczął się pojawiać na czubkach palców i w dwie sekundy dotarł do stóp. U boku pojawiło się zwinięte jojo. Dziewczyna skoczyła, a w tym czasie na kostiumie pojawiły się czarne kropki. – Jejku, jestem przebrana za biedronkę! – zauważyła Littenda gdy przemiana dobiegła końca. Podeszła do Xaldena i Vokana. Ze zdumienia rozdziawili usta.

Biedronka rzuciła swoim jojem trafiając bestię między ślepia. Potwór zawył oraz popędził w stronę dziewczyny. Ta skoczyła wysoko i swoją bronią związała szarego wilka. Meliana rzuciła jej sztylet, który zielonowłosa wbiła w grzbiet zwierzęcia.

– Ruszajmy – zarządziła Littenda po wszystkim. Chwilę zajęło im dotarcie do składziku kości. W oddali dostrzegli sześcian wbity w ziemię. Nikt nie chciał deptać po ludzkich szczątkach, a Usanna prawie zwymiotowała.

– Mogą być zaczarowane – podzieliła się uwagą z pozostałymi.

– Mam pomysł – powiedziała Biedronka. Podrzuciła jojo do góry. – Szczęśliwy Traf!

Z nieba spadła buteleczka z napisem „Wypij mnie”. Dziewczyna dała ją Melianie, która momentalnie odzyskała swoje moce. Wyczarowała snop światła biegnący nad trupami prosto w stronę Magicznej Kostki. Gdy wszyscy po nim przeszli, blask zniknął. Kolczyki Littendy zapikały.

Magowie obstąpili Kostkę i wyjęli ją z ziemi. Dziwne drżenie ogarnęło cały świat, a zwłoki okazały się jednak zaczarowane, bo po prostu wstały i zaczęły podchodzić coraz bliżej.

– Wiedziałam! – odezwała się Usanna. – Jak ja nienawidzę inferiusów! Świt już blisko, więc wystarczy zatrzymać żywe trupy, dopóki trwa dzień.

– Każda ścianka jest w innym kolorze. Czerwona oznacza ogień, metal i chemię; pomarańczowa to ziemia, rośliny i eksplozja; żółta to światło, mowa i umysł; zielona to elektryczność, wiatr i życie; niebieska to lód, woda i tajemnica; fioletowa oznacza ciemność, kosmos oraz dźwięk – wytłumaczył Xalden, a w tym samym czasie Meliana postawiła jaśniejącą barierę, dzięki czemu inferiusy nie mogły ich dopaść z żadnej strony.

– Po kolei – powiedziała Littenda. Na biedronkowych kolczykach było wcześniej pięć kropek, lecz teraz została tylko jedna. Księżniczka obróciła kostkę czerwoną ścianką do góry.

Na tej części sześcianu wyryto falistą linię, prostokąt oraz probówkę. Usanna stworzyła płomyk i przyłożyła go do falistej kreski. Jedna trzecia ścianki zajaśniała szkarłatnym blaskiem. Vokan wyodrębnił z ziemi drobinki metalu i położył je na prostokącie. Zaczął emanować szarym światłem.

Stado trupów naparło mocniej na barierę, przez co Meliana niemal upadła. Trzeba było się pośpieszyć.

Xalden wygrzebał spod kwiatów trochę ziemi i nasypał na pomarańczowy element sześcianu. Obok wylądował jakiś kwiatek. Littenda wróciła do własnej postaci. Tikki była przerażona widokiem zombiaków, Więc księżniczka włożyła kolczyki do pudełka, w którym schronił się też przerażony stworek. Puzderko trafiło do plecaka a Littenda dmuchnęła na zieloną ściankę kostki oraz napluła na niebieską. Xalden wyczarował znak zapytania, który wniknął do symbolu tajemnicy. Część żółtej ścianki już się świeciła. Gdy Meliana przewróciła się na dywan kwiatów nadal generując barierę, Usanna pisnęła ze strachu. Zajaśniała fioletowa ścianka.

– Tikki, wyłaź! – warknęła Littenda otwierając pudełko. – Leć do Quajiego i przyślij inną magiczną biżuterię.

Mały ludzik wziął kolczyki i poleciał w górę przenikając barierę. Niestety, to zachwiało całą mocą Meliany, przez co światło zgasło. Do świtu została jeszcze minuta, lecz żywe trupy nie zamierzały czekać. Littenda posłała im falę wiatru odpychając je na kilka metrów. Gdy znowu podbiegły, Xalden rzucił w nie wykrzyknikami. Vokan całkiem zużył swoją magię ustawiając barierę z ziemi. Działała przez kilka sekund. Potem Usanna stworzyła ognistą obręcz zatrzymując inferiusy na minutę. Xalden zakrył fragment fioletowej ścianki z symbolem ciemności. Zajaśniała.

Czar Usanny słabł z każdą chwilą. W momencie, gdy światło słońca wypełniło przestrzeń wokół, umarlaki uciekły w stronę zamglonej części doliny.

Fragment żółtej ścianki wciąż świecił. Ruda księżniczka zgasiła magię, leżąca tuż obok Meliana upuszczała krople własnej krwi na zieloną część kostki. Teraz zostało jeszcze po jednym symbolu na ściankę: reakcja na czerwonej, eksplozja na pomarańczowej, umysł na żółtej, prąd na zielonej, lód na niebieskiej i kosmos na fioletowej.

Wreszcie przyleciało nowe stworzonko przypominające wyglądem smoka. Wyczarowało iskierki, które pomknęły w stronę zielonej ścianki. Potem pospiesznie odleciało.

Littenda spakowała kostkę do plecaka. Wszyscy ruszyli do schodów. Niestety mgła znów zaczęła się rozprzestrzeniać na całą dolinę i mimo pełni dnia zrobiło się ciemnawo. Vokan wyczuł za sobą bliską obecność inferiusów. Piątka czarodziejów pomknęła schodami na górę.

Trupy podążyły za nimi, więc przyjaciele pobiegli do pałacu Quajiego. Zatrzasnęli wrota na klucz.

– Macie już kostkę? – zapytał Quaji. – Co z wami?!

– Goni nas stado inferiusów. Fajnie, prawda? – odparła ruda księżniczka. Złotowłosy książę wybałuszył oczy.

– Masz jakąś miksturkę odnawiającą magię? – spytała zdyszana Littenda. Władca Brennu przywrócił wszystkim moce. Coś mocno uderzyło w drzwi.

– Szybko, wiejmy stąd – szepnął Vokan. Quaji wypełnił żółte pole na kostce magią umysłu i przeteleportował przyjaciół na dach zamku. Z każdej strony otoczyły ich ożywione trupy. Mimo pełni dnia nadal funkcjonowały. Nagle znikąd pojawiła się Tikki w towarzystwie stworka przypominającego wyglądem czarnego kota. Biedroneczka dała Littendzie kolczyki, a kot dał Quajiemu pierścień.

– Tikki, kropkuj! – zawołała dziewczyna.

– Plagg, wysuwaj pazury – powiedział chłopak zmieniając się w Czarnego Kota.

Księżniczka wyczarowała wszystkim Skrzydła Wiatru. Wzbili się w powietrze zanim potwory ich dopadły i polecieli do Icadenu. Lodowe pola obsypane wiecznym śniegiem iskrzyły w blasku poranka. Wylądowali przed Szafirowym Pałacem.

– Hejka – przywitał ich białowłosy książę Azan.

– My tylko na chwilę – zapewniła Meliana kładąc Magiczną Kostkę na śniegu niebieską ścianką do dołu. – Co jeszcze musimy mieć? – spytała Xaldena.

– Chemia, wybuch, kosmos. O, widzę naszych chybamartwych kolegów! – Wszyscy spojrzeli w stronę granicy kraju. Nadbiegały zombiaki. – Narka, musimy coś załatwić! – Chwycił sześcian i wzbił się w powietrze. Pozostali pofrunęli za nim do państwa upadłych gwiazd.

– Potrzebny nam meteoryt – szepnął na miejscu Xalden. Szybko znaleźli kosmiczną skałę oraz przyłożyli do niej kostkę. – Super. Teraz do Mooniku.

Polecieli do księżycowego kraju i wylądowali przed Ametystowym Zamkiem.

– Zabitha, jesteś!? – zawołał Xalden wchodząc do środka.

– Potrzebujemy pomocy! – krzyknęła Usanna. Odpowiedziała im cisza.

– Kobieto, chodź no tutaj!!! – wrzasnęła rozgniewana Littenda. Właśnie miała wysłać swoją magię na poszukiwanie złośliwej księżniczki, gdy nagle u szczytu kryształowych schodów rozległ się ponury śmiech.

– Słyszę wasz strach. Mroczne myśli, przed którymi nie ma ucieczki. – Schodziła powoli, stopień po stopniu stukając obcasami. – Moc spełniania życzeń; możliwość urzeczywistnienia najskrytszych pragnień. Nie oprzecie się pokusie!

– Przestań bredzić i powiedz, jak pozbyć się tego dziadostwa! – zdenerwował się Vokan.

– Inferiusy nie spoczną, póki was nie zabiją! – wysyczała. – Musicie udać się do Dayamy po dalsze wskazówki.

– No spoko – odezwał się Quaji. Do pomieszczenia wparowały zaklęte zwłoki. Littenda wypchnęła je za pomocą wiatru oraz zatrzasnęła drzwi na klucz. Trupy wleciały oknem skręcając karki przerażonym służącym.

– Ej! One zabiły mi Basaltiego! – krzyknęła Zabitha. Quaji użył swojej mocy, by dostać się bezpośrednio do Dayamy. Wszyscy złapali się za ręce i po chwili już ich nie było.

W diamentowym pałacu na drugim krańcu wyspy Littenda zarządziła postój. Odesłała Usannę do Firry, Quajiego do Brennu, a Vokana do Eartheny. Następnie poleciała z Melianą i Xaldenem do Endesu po energię eksplozji oraz do Haltu po eliksir bezsenności, żeby nie usnąć. Potem udali się do Kemii.

– Co z wami jest? – zaniepokoiła się Rexona, tamtejsza księżniczka.

– Nie chcesz wiedzieć – wydyszała wycieńczona Littenda.

– Potrzebujemy mocy reakcji chemicznej – powiedział Xalden.

– A skąd wiecie, że ją mam? – spytała chemiczka.

– Bo mieszkasz w chemicznym zamku – odparła Meliana wyjmując Magiczną Kostkę z plecaka. Pałac zadrżał od potęgi artefaktu.

Rexona skierowała swoją moc na kostkę i w rezultacie sześcian był gotowy do spełniania życzeń. Przywróciła dziewczynom magię oraz siły fizyczne.

Littenda wyczarowała dwójce przyjaciół Skrzydła Wiatru. Xalden poleciał do Secry, natomiast dziewczyny do Windesji.

– Inferiusy mają zniknąć na zawsze. Chcę, by tamten pożar nigdy się nie wydarzył. – Littenda wymówiła życzenia, gdy tylko znalazła się we własnej komnacie.. Spojrzała na zniszczone budynki. W mgnieniu oka wszystkie szkody naprawiły się, a z teatru wyszła królowa Hortensa żywo rozmawiając z Królową Śniegu. Serce księżniczki zabiło mocniej z radości. – Melka! Myślę, że pożar był spowodowany czyimś okropnym życzeniem. Zabierz mnie do Brennu!

Jasnowłosa Meliana, cały czas unosząc się w powietrzu za oknem, wykonała rozkaz i po chwili były już na polu pomiędzy zamkiem Quajiego, a schodami do Kwiatowej Doliny. Littenda podeszła do krawędzi wąwozu wypełnionego wieczną mgłą.

– Ostatnie życzenie. Niech Kwiatowa Dolina zostanie bezpowrotnie unicestwiona! – krzyknęła zielonowłosa rzucając sześcian w dół. Nastąpiło trzęsienie ziemi i wąwóz zamknął się tworząc zwyczajną łąkę.

– To już koniec? – spytała niepewnie Meliana. Księżniczka odwróciła się w jej stronę z nieziemskim blaskiem w oczach. Skinęła głową.

Dziewczyny wróciły do Malachitowego Pałacu, gdzie czekała już królowa Hortensa. Littenda rzuciła się w jej objęcia, a Meliana popłakała się ze wzruszenia.

 

Koniec

 

Tymczasem w Ametystowym Zamku księżniczka Zabitha znalazła dziwne pudełeczko w kolorze brokatowej czerwieni. Gdy je otworzyła, wydostało się z niego fioletowe stworzonko przypominające ćmę. Czarodziejka wyjęła z pudełka broszkę w kształcie motyla i uśmiechnęła się planując śmierć Littendy. Ale to już inna historia…

 

Jonatan Pazik




Pobierz tekst:

Mogą Cię zainteresować

Joanna Góra „Nasza wspólna misja”
Opowiadania Joanna Góra - 14 sierpnia 2020

Fahrenheit objął patronatem tegoroczną edycję konkursu literackiego „Jaskier” organizowanego przez Cech Fantastyki…

Karolina Bast Kolasa „Impar”
Opowiadania Karolina Bast Kolasa - 11 września 2020

Fahrenheit objął patronatem tegoroczną edycję konkursu literackiego „Jaskier” organizowanego przez Cech Fantastyki…

[Recenzja] „Wiedźmin”
Muzyka Jacek Falejczyk - 18 października 2017

Roztańczony Geralt, śpiewający Jaskier Zacznę od anegdoty. Dawno, dawno temu byłem abstynentem –…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Fahrenheit