R.Ch. „Oddech agonalny”

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 1 czerwca 2012

Autor nie do końca był uczciwy w stosunku do potencjalnych odbiorców tekstu, tytuł powinien brzmieć „Długi oddech agonalny czytelnika”. To taka uwaga na marginesie, żeby po raz kolejny przypomnieć pisarzom in spe, że tytuł wieńczy dzieło.

W przypadku omawianego tekstu, choć Autor nie powiedział tytułem całej prawdy i tylko prawdy o utworze, to jednak nikt nie może mu zarzucić, że nie ostrzegał. 

Opowiadanie jest złe w sposób kompletny, można rzec doskonały. Brakuje w nim bowiem wszystkiego, co powinien mieć tekst przynajmniej zadowalający: poprawnej polszczyzny, logiki, dobrych dialogów, wiarygodnych postaci, a nade wszystko sensu istnienia. Z góry przepraszam, że nie wykonałam pełnej analizy  tekstu i skoncentrowałam się tylko na jednej z warstw, niestety dokładna „łapanka” zajęłaby tyle miejsca na serwerze, że provider kazałby się nam wynosić.

 

Jechałem drogą E126. Mój pięcioletni Volkswagen, mimo że nie w najlepszym stanie, dawał radę [Dobre  rady? Zawsze w cenie!] wycisnąć z siebie 130 km na godzinę.[Nie dość że Wujek, o pardą, Auto Dobra Rada, to jeszcze z autowyciskiem – patent byłby godny uwagi, gdyby wyciskało z siebie benzynę, do kanisterka na przykład, ale sto trzydzieści?, pięcioletni volkswagen?,  Pfffy, szwagier maluchem…] Gdy wrócę, pierwsze co będę musiał zrobić, to udać się na przegląd.[Chyba dentystyczny, bo samochód, jak widać na kondycję nie narzeka.] Coś burczało w silniku.[To był HORROR, czyhający na czytelnika – głodny samochód.]

 

Tego akapitu równie dobrze mogłoby nie być, wystarczyłyby dwa pierwsze słowa.

 

Dookoła las i ciemność, która zastąpiła promienie słoneczne. Miałem nadzieję nie spotkać jakieś zabłąkanej sarenki.[Bez obaw, sarenki są grzeczne i milusie, a grzeczne sarenki po wieczorynce chodzą grzecznie spać.] Gdyby tak się stało, nie wiem, kto odniósłby poważniejsze obrażenia.[Cóż, niestety i społeczność sarenek musi się borykać z problemem tak zwanej trudnej młodzieży. W ciemnym, ciemnym lesie grasują bowiem sarenki UPADŁE!]Nagle gdzieś z boku zobaczyłem ciało[upadłej, nawalonej sarenki]. Ledwo oświetlone przez moje światła drogowe. [Teraz już wiem po co narratorowi ten przegląd, jego światła drogowe ledwo świecą.]

 

A wystarczyło napisać, że na poboczu leżało ciało. Ale gdzie wtedy klimat grozzzy, tak pożądany w strasznych opowieściach.

 

Nie zatrzymałem się. Ostatnie czego teraz potrzebowałem, to odpowiadanie na pytania policji, którą będę zmuszony wezwać[Do nawalonej sarenki?!], i przeszukania bagażnika[Ta sarenka jest w bagażniku? Uprowadzenie sarenki?]. Po czymś takim mógłbym stracić wolność na piętnaście lat.[Za kłusownictwo?, góra piątka.] Nie mogłem się zatrzymać. Przecież muszę myśleć o sobie. A jak ten ktoś umrze? Nie. Da sobie jakoś radę. Musi. Poza tym pewnie niedługo ktoś tamtędy przejedzie.

 

Powyższy akapit ma przybliżyć czytelnikowi gonitwę myśli bohatera, który przeżywa dylemat moralny. Ma pewnie pokazać również, że bohater jest moralnie niedoskonały. Tak myślę. Inaczej nie jestem w stanie zrozumieć, czemu policja wezwana do leżącego na poboczu ciała miałaby interesować się zawartością bagażnika.

 

Nagle usłyszałem świst hamulców.[Co za las! Upadłe sarenki na poboczu, świszczące hamulce po krzakach!] Nie wiem jak to się stało, ale moja lewa noga nacisnęła pedał niezależnie ode mnie.[…i niezależne nogi. Choć ja na jej miejscu też pewnie bym zareagowała nerwowo, gdybym tak znienacka usłyszała świst hamulców.] Musiałem chwilę pomyśleć. [Za późno tralala, trzeba było pomyśleć przed napisaniem tego tekstu.]Z pomocy nieznajomemu przyjdzie mi ponieść karę.[Z czytania tego tekstu przyjdzie mi ponieść traumę.] Za to uratuję mu życie. Za nie pomaganie, będą mnie prześladować wyrzuty do końca moich dni, a on będzie martwy.[Wyrzuty powinny prześladować Autora za „nie manie” pojęcia o języku, jakim się posługuje.] Z dwojga złego chyba kara nie jest takim złym pomysłem.

 

Kapitan Mamert Stankiewicz mawiał w chwilach totalnego oszołomienia: „Znaczy, co to znaczy?” i ja się z nim zgadzam.

 

Wrzuciłem wsteczny i przejechałem dwa kilometry, [A nie prościej było zawrócić?] które udało mi się pokonać od momentu zobaczenia poszkodowanego. W lusterku widziałem jego ciało, dużo lepiej oświetlone niż poprzednim razem.[Aaa, to przegląd już niepotrzebny. A nie, pardą, tym razem poszkodowanego wyłowiły z ciemności światła zadnie, te jak powszechnie wiadomo oświetlają jak reflektory na Stadionie Narodowym.]  Leżał bez ruchu. O ile się nie myliłem, cały pokryty był krwią. [Co w czerwonym świetle tylnych lamp samochodu było doskonale widoczne.]To zły znak.[Niechybnie.] Chwilę trwało zanim zebrałem się w sobie, aby otworzyć drzwi.

Silnik zostawiłem uruchomiony, a światła włączone. Podchodząc do mężczyzny uświadomiłem sobie coś strasznego. To może być podpucha. Zaraz ktoś wyskoczy z lasu [Sarenka?], trzaśnie mnie pałą w łeb i odjedzie autem. [Jaaasne, pięcioletni volkswagen, każdy by się połaszczył.] Nieświadomy bagażu da się złapać za kilkadziesiąt kilometrów.[Aaa, rozumiem, na bagażniku jest napis „trefny towar”] Po rejestracjach dojdą do właściciela, czyli mnie. [I jeszcze różne rejestracje.] No i piętnaście lat życia pójdzie psu w dupę.[Niechybnie. Choć kodeks karny nie jest tego świadomy, ale o tym póniej.]

Rozejrzałem się dookoła. Na szczęście nic nie wskazywało, że tak się stanie.[Nikt nie czaił się z pałą?] Trochę pewniejszym krokiem ruszyłem naprzód. Kucnąłem nad, miałem nadzieję żywym, ciałem.[Pieprzyć ciało! Co z człowiekiem?] Twarz była pokryta krwią i jeszcze jakąś dziwną, czarną mazią. Wziąłem trochę w palce i powąchałem. Nie rozpoznałem substancji, mimo że egzystencją przypominała olej silnikowy. [Wszystko jasne, ciało zabiło się samo, albowiem nie mogło znieść egzystencji nudnej jak flaki z olejem.] Na twarzy brakowało oka, a z boku nie było jednego ucha.[Całe szczęście, że tylko jednego, gdyby obu uszu z boku brakowało to by dopiero było nieszczęście.] Zauważyłem też, że w wielu miejscach nie było skóry. Mięso wyglądało jakby żyło i chciało się przedostać spod płynu[czyżby mazi?] na zewnątrz i pójść własną drogą.[Ludzie pozbawieni polotu orzekliby zapewne, że ciało musiało być mocno nieświeże, a inkryminowana maź NA PEWNO nie pachniała olejem silnikowym, tylko zupełnie inaczej, ale ja myślę, że mięso najwyraźniej nie chciało wieść oleistej egzystencji i usiłowało oddalić się z godnością.] Na szczęście to tylko wyobraźnia [niestety!] spłatała mi figla. Wyglądało zwyczajnie, jak mięso pod skórą.[Mięso jest mięso, powiedział Hawajczyk na pogrzebieCooka.]

 

Na siedem akapitów pełnych słów, treści znalazłam naparstek, nie, naparsteczek: „Jest noc. Bohater jedzie samochodem przez las. Dostrzega leżące na poboczu ciało. Nie zatrzymuje się, jednak targany moralnie wraca, by udzielić pierwszej pomocy.”

 

Wiedziałem co robić w takiej sytuacji. Na studiach przeszedłem kurs pierwszej pomocy. Nikogo nie było w pobliżu, aby poprosić o pomoc, [Pierwszy punkt  na kursie pierwszej pomocy to poprosić kogoś o pomoc?] więc nachyliłem się nad ustami i nosem ofiary.  Czekałem na te dwa oddechy, które powinny się pojawić w ciągu dziesięciu sekund. Serce mi zamarło. Zupełnie nic. Aż w końcu, po bardzo długich pięciu sekundach, [I po co było się tak denerwować?] poczułem na policzku i usłyszałem coś podobnego do wyziewu. Przed oczami pojawiła się para, zasłaniając moje pole widzenia. [Na poboczu leżał bowiem poszkodowany gejzer.]

Ściągnij tekst:
Strony: 123456

Mogą Cię zainteresować

Wesołego jajka!
Aktualności Fahrenheit Crew - 17 kwietnia 2014

Czyś katolik, czyś pohaniec, albo inna Twoja bajka, siądź w niedzielę, jak należy, wtrząchnij…

Gostkon 2019
Aktualności Fahrenheit Crew - 9 stycznia 2019

Na początku lutego odbędzie się jednodniowy Gostyński Festiwal Fantastyki – Gostkon.

Red-Akcje nr 11

Oj sypią się gromy na superprodukcję TVP o tytule „Korona królów”. Najnowszej…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!