Adam Cebula „O odgrzewanych kotletach”

Wspominki to pewnie najstarsza forma literackiej opowieści. Mogę sobie wyobrazić wojowników ponoć najstarszego ludu Khoisan, jak siedzą przy ognisku jakieś 100 tysięcy lat przed narodzeniem Chrystusa i opowiadają sobie wyczyny zapomnianych już wojów sprzed może 50 albo 100 lat.


Wspominki to pewnie najstarsza forma literackiej opowieści. Mogę sobie wyobrazić wojowników ponoć najstarszego ludu Khoisan, jak siedzą przy ognisku jakieś 100 tysięcy lat przed narodzeniem Chrystusa i opowiadają sobie wyczyny zapomnianych już wojów sprzed może 50 albo 100 lat. A jeśli znali jakieś formy zapisu, być może widzę ich, jak oglądają na ścianach jaskiń malunki i próbują się domyślać, jak polowali i walczyli ich przodkowie może sprzed jakiegoś tysiąca czy dwóch tysięcy lat.

Wspominkiem jest przecież Iliada. Do czasów Adama Mickiewicza działała zasada, że wolno pisać o zdarzeniach sprzed kilkudziesięciu lat. Można powiedzieć, że na wspominkach jedzie cała literatura od swego zarania.

Odgrzewany kotlet to coś trochę innego. Gdy jakieś zdarzenie ludźmi wstrząśnie, gdy napisze się o nim wiele analiz, to – jak mówią czasami psychoterapeuci – mamy temat przepracowany. Mamy bogatą literaturę zawierającą materiał faktograficzny, wyjaśnione różne aspekty wydarzeń, i gdy ktoś wraca do tematu, to nie powinien zaczynać od zera, zazwyczaj może jedynie dokładać kolejne cegiełki do wiedzy o tym, co się stało. Jeśli nawet po latach pojawia się jakaś rewolucyjna teza odnośnie owych byłych zdarzeń, to o ile ma być jakimś wkładem w ich zrozumienie, to nie będzie ona kwestionować wszystkiego, co wiemy. Nawet jeśli pokazujemy, że coś było oszustwem, musimy się odwołać do tej oszukanej wiedzy, by pokazać, co się naprawdę stało.

Odgrzewany kotlet zazwyczaj powstaje w ten sposób, że autor sięga do jakiegoś dawnego, zazwyczaj intrygującego czy bulwersującego zdarzenia, „zapominając” o tym, co na ten temat do tej pory ustalono. Erich von Däniken, pisząc o Wyspie Wielkanocnej, o ile mnie pamięć nie myli, ani słowem nie zająknął się o badaniach, które przeprowadził Thor Heyerdahl. Jak już wiele razy pisałem (repetitio est mater studiorum), Heyerdahl przeprowadził z wyspiarzami m.in. próby wykuwania słynnych posągów oraz nawet postawiono jeden z nich i chyba(?) udało mu się założyć kamienną czapkę.

Däniken odczekał trochę, a najpewniej najzwyczajniej w świecie zupełnie nieświadom wcześniejszych odkryć, napisał swoje fantazje o kosmitach, bo przecie prymitywni wyspiarze bez maszyn żadną miarą nie mogli transportować wielotonowych głazów, stawiać ich, a już najbardziej nieprawdopodobne zdało mu się, by odłamali w kamieniołomach takie wielkie bloki. Dlaczego o kosmitach wiedzą wszyscy, a o stawianiu posągu poprzez podparcie go stosem kamieni nieliczni?

Minął jakiś czas, ludzie zapomnieli o książce „Aku-Aku. Tajemnica Wyspy Wielkanocnej”. Można spokojnie było ludziom wcisnąć kolejny kit na dawno rozpoznany temat.

Warto jednak zauważyć: jedyny problem z Dänikenem jest taki, że propaguje on dość nieszkodliwą bajeczkę. Co prawda uderza także w naukę, lecz kto ma jakiekolwiek pojęcie o historii, nie potraktuje jego rewelacji poważnie, i jego teorie nie będą miały konsekwencji.

Teoria propagowana m.in. przez Wiktora Suworowa (Władimir Bogdanowicz Riezun), że Stalin planował atak na III Rzeszę, a Hitler, najeżdżając ZSRR, jedynie ratował swoją skórę, ma już znacznie poważniejsze konsekwencje. To próba wybielenia w jakimś tam stopniu nazistów i przerzucenia odpowiedzialności za tragedie II wojny światowej na kogoś innego. Nie na tych, którzy faktycznie byli za nie odpowiedzialni, ale tych, których dziś chcą nie lubić ludzie.

Problem wygląda tak, że nazistów naprawdę nie ma. Najwyżej mamy tzw. neonazistów. To już tak naprawdę ludzie trochę groteskowi. Owszem, bywają groźni, lecz nie mogą być spadkobiercami win swych poprzedników z prostego powodu: nie stoi za nimi poważna siła (jakakolwiek), nie dorobili się ideologii, która nie ciągnęłaby zdechłą myszą, a nade wszystko dlatego że pomiędzy nimi a „prawdziwymi” nazistami nie ma ciągłości. Nie budzą już emocji. Owszem, byli komuniści. Państwo rosyjskie jak najbardziej jest tym samym państwem, które brało udział w wojnie i kreowało związane z nią wydarzenia. Rosja to żyjący winny, budzący większe emocje niż wygrzebany gdzieś w lasach Argentyny stary esesman.

Jak mi się zdaje, takie są przyczyny kreowania „odgrzewanych” teorii. To ma szansę ruszyć czytelnika. Ale dlaczego ludzie to kupują?

Bo zapomnieli, a nawet więcej: ci, co wiedzieli, poumierali. Zasada odgrzewanego kotleta. Ze świadomości ludzi wypadło kilka faktów albo się zatarły, nie sposób przypisać im odpowiedniej wagi. Kto zna historię II wojny światowej na takim poziomie, na jakim musiało ją znać jeszcze moje pokolenie, na rewelacje Suworowa wzruszy ramionami. Tak, prawda, ZSRR nie krył zamiaru wywołania światowej rewolucji, niesienia sztandaru komunizmu przez wszystkie kontynenty. To było wpisane w oficjalną propagandę. Jednak jednocześnie nie miało nic wspólnego z wojennymi planami na najbliższe lata.

Wojna zimowa (wojna radziecko-fińska 1939-1940 r., fiń. talvisota, ros. ?????? ?????) – konflikt zbrojny pomiędzy ZSRR a Finlandią, toczący się w okresie od 30 listopada 1939 do 13 marca 1940 roku (104 dni) – (za Wikipedią) pokazał wartość bojową Krasnoj Armii. Finlandia nie wygrała tej wojny, ale straty, jakie poniósł „Sojuz”, były tak wielkie, że ocaliły istnienie małego państwa. W ludziach proporcje były mniej więcej takie: 1 żołnierz fiński na 10 krasnoarmiejsców, w samolotach (za Wikipedią) było 1 do 26.

Stalin na pewno nie należał do najbystrzejszych polityków tamtych czasów, ale z pewnością posiadał tyle rozumiał: ma atrapę armii. Aby – mając takie proporcje strat – mógł myśleć o zaatakowaniu w owym czasie najlepszej armii świata, musiałby mieć pod bronią jakieś (powiedzmy) 20 milionów ludzi, a miał najwyżej jedną dziesiątą tego. Za Suworowem jest powtarzana teza, jakoby początkowa klęska Rosjan wynikała z tego, że armia była przygotowana do ataku i kłóciło się to zupełnie z szykiem obronnym. Przy czym „szyk” to przenośnia. Zarówno dla rozmieszczenia oddziałów, jak i wszelkich innych elementów przygotowania, proporcje środków transportu, uzbrojenia, ustalenia dróg dowodzenia itd.

Pytanie: a czemuż to w wojnie fińskiej, w której wszystko szło zgodnie z sowieckimi planami, bojcy dostali takie lanie?

Prawda jest taka, że po zajęciu Francji Hitlerowi zaczęły się kończyć pomysły, co dalej. Mocarstwo, które zadarło z całym światem, miało przed sobą tylko jedną drogę: ciągły podbój. Na Zachodzie w bitwie o Anglię Niemcy dostali pierwsze lanie, a Stalin zaczął stawiać warunki utrzymania egzotycznego sojuszu. I znów pewien „szczegół, który chyba umyka już wnukom tych, co widzieli wojnę. Hitler za głównego wroga miał nie Żydów, ale komunistów. Po dojściu do władzy od razu zaczął ich mordować. Potem była przerwa do 1938 roku. Dopiero wówczas wziął się za Żydów.

Stalin oczywiście wiedział, co się stało z niemieckimi towarzyszami, i byłby kompletnym idiotą, gdyby się nie spodziewał, że w którymś momencie wymuszony sojusz z ideologicznym wrogiem nie zostanie podeptany. Oceniał jednak chyba jeszcze w 1941 roku, że dla III Rzeszy współpraca z ZSRR ciągle bardzo się opłaca. Prawdopodobnie przez to, że przez całe życie lawirował pomiędzy różnymi spiskami, podstępami, rozgrywał prowokacje, uznał, że to, co oficerowie jego wywiadu widzieli na własne oczy, o czym donosił mu wywiad angielski, jest kolejną zmyłką, która ma wciągnąć Sowiety w konflikt po niewłaściwej stronie. Trudno, mówiąc prawdę, chodzić tropami głupca, nie jest tak ważne, dlaczego tatuś radzieckiego narodu kompletnie poszkapił się w swych kalkulacjach, ale ważne jest to, że okazał się tak samo sprawny jak jego machina wojenna. Zawiódł jako przywódca. Kompletnie.

Niestety głupota budzi zawsze największe zdziwienie oraz emocje i jest najtrudniejsza do wyjaśnienia.

Krasnaja Armia, która miała być gotowa do agresji na III Rzeszę, naprawdę pozbierała się dopiero 19 listopada 1942 roku, gdy ruszyła ofensywa zamykająca kocioł pod Stalingradem. Jak to możliwe, że będąc pod bronią, przygotowana do walki, potrzebowała dobre półtora roku, by realnie stawić czoła hitlerowcom? Co się dzieje, gdy ścierają się ze sobą oddziały w sytuacji gdy obie strony planują atak na swoje pozycje, widać na przykładzie bitwy na Łuku Kurskim. Rosjanie i Niemcy ponosili straty, nie było dramatycznej przewagi żadnej ze stron. Strategiczne zwycięstwo Czerwonej Armii oznaczało kilkakrotnie większe straty w ludziach (ok. 60 tys. Niemców i ok. 260 tys. Rosjan) , lecz było to zwycięstwo. Mówiąc krótko, gdy obie strony były faktycznie gotowe do walki, przebieg konfrontacji w niczym nie przypominał pogromów z pierwszego półrocza agresji na ZSRR. Walki były faktycznie wyrównane, a zwycięzcę czy przegranego trudno wskazać.

Żyjąca już własnym, niezależnym od Suworowa życiem teoria katastrofy Krasnoj Armii stara się zwalić winę na ów szyk zaczepny (cokolwiek to znaczy). Znaczyć ma, że Ruscy sami sobie byli winni. Wychodząca do ataku armia była „zupełnie” nieprzygotowana do obrony, przez co wyprzedzające uderzenie tak łatwo ją praktycznie zmiotło. Otóż, jak wspomnimy czy to Łuk Kurski, czy polską wojnę z Sowietami prowadzoną przez Piłsudskiego, to operacje zaczepne i obronne we współczesnej wojnie manewrowej nie różnią się zasadniczo. Najlepszą odpowiedzią na atak jest rajd własnych wojsk wyprowadzany na tyły enpla, który pozbawia ich zaopatrzenia, przerywa linie łączności, rozbija niezbędne do działania jednostki tyłowe. Jeśli sami wyprowadzamy uderzenie w jakimkolwiek kierunku, musimy przygotować silną obronę innych odcinków, by zabezpieczyć się przed taką okolicznością. Jeśli jednostki bojowe jedynie zostały gdzieś zgrupowane, to muszą być przygotowane na to, że nieprzyjaciel spróbuje je zniszczyć lub choćby tylko odciąć. Dlatego właśnie pod Kurskiem walki były tak wyrównane.

O to, czy były przygotowania do ataku na III Rzeszę, czy też są to fantazje, można byłoby zapytać byłych bojców. Dopóki żyli. Wystarczyło poczekać, aż poumierają, albo… staną się niewiarygodnymi starymi dziadami. Minęło jakieś pół wieku i tyle wystarczy, by można było zacząć fantazjować.

W rzeczywistości wystarczy znacznie krótszy okres, by ludziom z głów wywietrzało, jak było, i zaczęli wymyślać cuda na temat tego, co sami przeżyli. Kilka razy o tym pisałem: w peerelu rządziła PZPR. Pytanie: dlaczego w opowieściach o kolejnym minionym okresie wywiało ze sceny I sekretarza KC PZPR, który w swoim czasie wyznaczał faktyczną linię polityczną, że nie opowiada się już o rzeczywistej wszechwładzy lokalnych komitetów partyjnych?

POWIĄZANE ARTYKUŁY

Ściągnij tekst:
NOTKA BIOGRAFICZNA:
Adam Cebula

Prawa autorskie

Niniejsze utwory objęte są prawami autorskimi.

Podejrzewamy, że autorzy chcieliby te prawa zachować, dlatego my – Redakcja Fahrenheita – nie zgadzamy się na łamanie tychże (praw, bo choć łamanie autorów mogłoby być ciekawym widowiskiem, wolimy ich w całości… przynajmniej dopóki pracują dla nas).

W przypadku, gdyby jednak kogoś naszła chętka na nierespektowanie praw autorskich, zalecamy konsultację z lekarzem i adwokatem.

W ostateczności można skontaktować się z Redakcją.

Losowy cytat od Redakcji

Ja cenię gorycz, gdyż rodzi się z doświadczenia. To przywilej tych, którzy żyją naprawdę. Ty także musisz ją polubić. W końcu, gdy zniknie wszystko inne, pozostanie ci tylko ona.
Kościej Nieśmiertelny

— C.M. Valente, Nieśmiertelny

Kalendarz wydarzeń

Najbliższe wydarzenia

Wystawa komiksów w Muzeum Narodowym w Krakowie
from to
Komiks
Muzeum Narodowym w Krakowie (al. 3 Maja 1, 30-062 Kraków)
Międzynarodowy Festiwal Kryminału Wrocław 2018
from to
Aktualności
Wrocław, województwo dolnośląskie, Polska
Targi Książki dla Dzieci i Młodzieży "Dobre Strony"
from to
Aktualności
Hala Stulecia, 1, Wystawowa, Dąbie, Osiedle Biskupin-Sępolno-Dąbie-Bartoszowice, Wrocław, województwo dolnośląskie, 51-618, Polska
Do NOT follow this link or you will be banned from the site!