Natalia Mietielewa „Wianek gór”

Mówiono: smoczy kwiat rośnie w górach niczym druzy szlachetnych kamieni. Temu, kto go odszuka i zerwie, spełnią się wszystkie życzenia. Kto pragnął władzy, wiedzy lub bogactwa, ruszał na poszukiwania w góry odwieczne – Góry Wiecza. I zazwyczaj do domu nie wracał.

Mówiono: ci, którzy go zerwali, teraz są daleko za górami i mają wszystko, czego kiedyś pragnęli. Ludzie z rodu Wiecza słuchali, uśmiechali się i twierdzili, że wielu rusza szukać szczęścia w wielkim świecie i niektórzy je znajdują bez żadnego cudu.

Mówiono: tylko mężczyzna może zerwać smoczy kwiat. Kobieta nie pokona górskiego szlaku, tak jak rzeka nie popłynie pod górę, a ziemia nie stanie się wiatrem. Kobiety z doliny tylko się uśmiechały. Niech mówią, niech się cieszą. Po co kobiecie malutki kwiat, skoro ma dla siebie cały Krąg Wiecza – wieniec na czole boga? Żadna z nich nie zamieni całej ziemi za ziarnko piasku, całego światła – za małą iskrę, wieczności za jedną chwilę. Smoczy kwiat daje tylko jednemu, a Krąg – wszystkim. Wiedzę i bogactwo, prawość i siłę. Smoczy kwiat jest drogą dla jednego, a Krąg dla wszystkich. Dla całego rodzaju ludzkiego.

 

***

Bóg Wiecz, władca czasu i twórca losów, włożył swój wieniec o świcie. Dolinę jeszcze zaścielała kołdra mgły, gdy kobiety z rodu Wiecza przyszły i niczym chmura okrążyły chatę zielarki Poreki. Na podwórze nie weszły. Stały za ogrodzeniem i milczały. Patrzyły z taką nienawiścią, że podwórkowy pies szarpał się na łańcuchu i wył ze strachu.

Wycie obudziło osadę.

Ci z handlarzy, którzy po raz pierwszy przyszli do doliny po najcieńszą wełnę, z początku byli zdumieni: kto to widział, żeby baby, zgromadziwszy się w jednym miejscu, milczały? Obyci kupcy pośpiesznie porzucali osadę i ponaglali kolegów. Krąg, bez szczególnych powodów, obcych nie tykał, przestrzegając prawa gościnności. Ale kto wie, co może zobaczyć w twojej duszy, za co nagle gardło ściśnie pętlą, kręgosłup nagnie? Za dawne oszustwo, za kradzież zapomnianą, za krew nieumyślną…? A na kim grzech nie ciąży, choćby maleńki? Chyba tylko na tym, który się jeszcze nie urodził.

 

Z okien sąsiedniego domu wszystkie oczy były zwrócone na podwórze Poreki. Chłopcy nigdy jeszcze nie widzieli Wielkiego Kręgu. Zbiera się on niezwykle rzadko i tylko w sprawach szczególnej wagi – wojowniczych cudzoziemców zawrócić albo gniew Boga Wiecza lub ziemi i niebios uciszyć. A tu, do domu zielarki, zleciały się kobiety z całej osady, matki i żony, siostry i narzeczone. Wszystkie, które noszą rodowy pas Wiecza.

– Ale wyje, biedna psina! – Wzdrygnął się starszy syn Netora. – Czego mogą chcieć od biednej Poreki? Przecież ją jednym paznokciem przycisnąć można, a całym Kręgiem to ją rozgniotą. Szkoda, piękna baba.

Netor przeprowadził paznokciem po ostrzu noża i chrząknął: „Nie zaszkodzi poprawić”, i niezwłocznie zabrał się do dzieła. Czereń czekał, przestępował z nogi na nogę, sapał niezadowolony, ale nie śmiał popędzać ojca. I Netor się udobruchał.

– Przyszły przywitać gościa. Do sąsiadki wrócił przybrany syn, Wiel. Ten, co osiem lat temu zaginął.

– Coś podobnego! Przecież on w górach stracił życie!

– Nie stracił, jak się okazuje. Pomyliłem się wtedy.

Czy na pewno się pomylił? Musiał rozpoznać klamrę, którą podarował sierocie, kiedy przyjęto go do rodu.

Wykonał ją dla swego pierworodnego, Doglada. Ozdabiał kryształkami górskimi – dla bystrości oka, czystości serca i jasności umysłu. Nie zdążył wręczyć talizmanu; zabrakło pierworodnego, Krąg Wiecza go zmielił. Czereń teraz uchodzi za starszego, na słabego Doglada pokrzykuje.

Ojciec spojrzał w kąt, gdzie jego kaleki pierworodny kręcił się przy misce z wodą, puszczał bańki przez słomkę. Cały mokry, splątana bródka zwisa sopelkami. Syn podniósł bezmyślne oczy, pomruczał coś po swojemu, jak zwykle niezrozumiale, rozmazał ślinę po brodzie. Przykro patrzeć.

Netor oddał talizman Wielowi, ale chłopiec prawdopodobnie go zgubił albo ktoś mu go odebrał, być może sam komuś podarował. Tylko że kości nie zmienisz, a przecież Wiel był kulawy. Ciało, jakie znaleźli myśliwi w górskiej rozpadlinie, miało prawą nogę krótszą. Czaszkę pokrywały czarne włosy i na żebrach leżał prezent Netora, jak nowy. Zwłoki przywieziono do Poreki  – rozpoznała przybranego syna. Klamrę od tamtej pory nosiła na sercu. Nie przelewała łez, arogantka, bo kryształowe płoną na piersi, pamiętają. Kogo w takim razie pogrzebali wówczas, jeśli nie Wiela?

Nie, to nie Wiel wrócił po ośmiu latach, chociaż przedstawił identyczną klamrę. Poreka przyszła o świcie – zmieniona nie do poznania. Wołaj ludzi, że niby to nieboszczyk ożył! Poszli z siekierami i kołkami. Spotkał ich zwyczajny chłopak. Zmęczony, aż się chwiał na nogach. Uśmiechał się radośnie: „Ludzie, przecież to ja, Wiel! Wróciłem! Żywy!”. Sam wyciągnął rękę do nacięcia; krew bryzgnęła czerwona, ciepła, ludzka. Przesłuchali. Powiedział o wielu sprawach, które tylko zaginionemu sierocie były znane. Położyli klamry obok siebie – nie do odróżnienia. Jak to możliwe? I odzież ma po ojcu, jakby swojej nie miał. Widocznie Poreka z pudła wyjęła. A przede wszystkim – nogi zdrowe, równe, daj Boże każdemu takie. Jakby nigdy nie był kaleki.

 

– Tatko – nie wytrzymał Czereń, przerywając myśli – co im do tego? Przecież wrócił, tylko się cieszyć!

Wycie z ulicy stało się nieznośne; do psa zielarki przyłączyły się wszystkie okoliczne. Netor ze złością wbił nóż w ławkę.

– Cieszyć się, powiadasz?  A to, że Lipka zaginęła i nawet Krąg nie może śladu odnaleźć? Baby wyczuwają, że on wie, gdzie jest dziewczynka.

Syn opadł na ławkę, wyrwał nóż i skrzywił się.

– Jeśli wie, to powie. Tylko coś tu się nie zgadza. Przyszedł w nocy? Taaak. A Lipka zaginęła w przeddzień rano. W tym czasie nasz pierwszy lepszy patrol zauważyłby obcego. Nie było go w pobliżu, tatko.

– Zauważyłby albo i nie! – prychnął Netor. – A kto go widział, póki znachorka do naszych drzwi nie zastukała? Ani jedna baba nie zauważyła. Ani jeden pies nie podniósł alarmu! Zresztą, sam Wiel mówi, że nie spotkał nikogo z naszych. Jego oczy także mi się nie spodobały, śmiał się z nas.

– A my z koleżkami jeszcze raz go przepytamy! – Czereń zręcznie obrócił w palcach nożyk.

Netor skinął głową, ale uśmiechnął się pod nosem: gdzie Krąg wkroczy, nie będzie kogo przesłuchiwać. I nie ma takiej potrzeby. Baby mają sposoby, że nawet nierozumne zwierzę przemówi. Ale umarlak to nie zwierzę. Czy przemówi? Dlatego niech starszy czeka na swoją godzinę.

 

***

Pies zdechł jeszcze przed południem. Leżał pośrodku podwórza kosmatą grudką, utkwiwszy szklisty wzrok w zamknięte na zasuwę drzwi. Martwa paszcza szczerzyła się gorzkim wyrzutem: gospodyni nie wyszła, nie obroniła, nie uratowała.

Osada była jak wymarła. Niektórzy nie wrócili jeszcze z poszukiwań Lipki, inni postanowili ratować dzieci i zwierzęta, odprowadzając je w bezpieczne miejsce. Netor swoje małoletnie córki, nie noszące jeszcze pasa Wiecza, wysłał dalej od nieszczęścia. Sensu w tym mało, ale i tego maleństwa komuś wystarczy, by wyżyć, zwłaszcza od dziewczynek Krąg będzie ciągnąć moc, jeśli swojej i zwierzęcej zabraknie.

Łańcuchowe psy Netora już osłabły – nie wyją, tylko jęczą. Do chlewa nawet nie zaglądał, tak tam było cicho. Bał się spojrzeć w oczy niewinnych, umęczonych zwierząt.

Baby zupełnie oszalały. Zostawiły wszystko, dzieci i gospodarstwa. Wygasiły ogniska. O wszystkim zapomniały. Nikogo nie oszczędzają, już nawet z własnego ogniska domowego zaczynają moc zabierać. A jeśli potem nie będzie komu jej oddawać?

Takiej mocy magicznej w swoim życiu nie widział. Orinka, jego żona, mówiła: nie wolno się wtrącać, jeśli kiedykolwiek to się zdarzy. A czy wypada mu – ratajowi i mężowi – stać na uboczu? I czy nie czas, by się mężczyźni wmieszali? Spojrzał na starszego i podniósł się z ławy:

– Już czas.

Kaleki Doglad przestał się bawić i ruszył za nimi. Jak dziecko – na czworakach.

 

Nie udało się wmieszać. Kobiety nie puściły. Stały, trzymając się za ręce. Nie rozczepisz, choćbyś siekierą rąbał, a z nią też nie da się podejść – niewidzialna ściana o krok przed Kręgiem, ręce i nogi drętwieją. Co to się dzieje, Boże Wieczu? Czy to są nasze delikatne i czułe żony?

Netor poszukał oczyma Orinkę. Zdrętwiał. Stoi blada, jakby życie z niej uleciało, oczy zatoczyła, na wargach piana, a rzucić się do niej, wyrwać, do piersi przycisnąć bliską, ukochaną, matkę jego dzieci – nie można.  Jest o krok, a nie dosięgniesz.

Obok stary Bograd oparł się na kosturze, posępny, ale nie śmie się wmieszać. W rękaw staruszka konwulsyjnie wczepił się Lipień, brat bliźniak zaginionej. Dzieci nierozłączki, podobne jak dwie krople wody, nazywane pieszczotliwie Lipkami, i oboje są dziećmi Kręgu.

Wszystko zaczęło się wczoraj. Rano bliźnięta zaginęły, ale chłopiec pod wieczór przybiegł do osady. Wszystkich postawił na nogi, tak był wystraszony tym, co siostra wymyśliła. Ni mniej, ni więcej – smoczy kwiat chciała odszukać! Nigdy, od zarania dziejów, czegoś takiego nie było. Nie kwitnie on dla kobiet.

Czego się jeszcze baby dowiedziały od chłopca – nie powiedziały nikomu. Ale zebrały Duży Krąg do poszukiwania uciekinierki, jakby osadzie groziła napaść albo gniew ziemi i niebios wisiał nad domostwami. Netor wiedział, że poza doliną panuje spokój, sąsiedzi siedzą cicho i nie odważą się wyleźć, pomni przeszłości. Za góry nikt nie mógł ręczy

. Ale wówczas wszyscy ukryliby się w schronach, a dolinę pozostawili żywiołom. Wobec tego, dlaczego natychmiast po przyjściu obcego, podającego się za Wiela, Krąg zgromadził niebywałą siłę? Wszyscy tu są. Nawet dziewczynki, które zaledwie wczoraj założyły pas Wiecza. To już nie tylko Duży, ale Wielki Krąg. I to wszystko z powodu gołowąsa i dziewczyny. Co się dzieje, boże Wieczu?!

Netor zachwiał się z bólu. Serce ścisnęło się tak, jakby się na nim usadowił olbrzym i naciskał z całej siły. Ciało – jakby je ktoś wywracał  na lewą stronę, żeby znaleźć i wytrząsnąć z niego duszę, choćby nie wiem jak się chowała ze strachu. Znaleźć i zapytać: czy to ty stworzyłaś zło? Tak? Więc umrzyj!

Jakże Poreka z Wielem wytrzymują takie coś? Skąd biorą siły? Albo Wiel nie jest winny zaginięcia Lipki, albo jest Nieżyjący, nad którym żywi nie mają władzy. Nie mają władzy nad ciałem. A nad duszą? Gdzie jest dusza Nieżyjącego?

 

***

– Wiel, ja już nie mogę!

– Wszystko zaraz minie, matulu – z trudnością wypowiedział ostatnie słowo, jakby z gardła wypchnął kamień.

Poreka leżała na podłodze – włosy zmierzwione, odzież podarta. Przed chwilą miotała się w paroksyzmach, próbowała popełnić samobójstwo. Wiel nie pozwolił, przytrzymał. Silny on teraz, jej przybrany syn. O głowę wyższy od Poreki. Potężny. Straszny.

 

W nocy ktoś cicho zastukał, jakby mysz poskrobała, ale nie w drzwi, tylko w serce; z bólu Poreka się obudziła. Dopiero po chwili dotarło do niej, że to nie serce stuka trzykrotnym pukaniem, jak to czynił kiedyś synek. Zapaliła łuczywo od tlącego się ogniska. Kółko mętnego światła plusnęło na izbę, pomalowało ściany cynobrem. Zielarkę często niepokojono po nocach: choroby nie znają snu. Dlatego, otworzyła bez namysłu.

Stał dwa kroki od ganku. Podwórkowy pies, zamiast szczekać na obcego, popiskiwał jak szczeniak, łasił się do bosych nóg, omal ze skóry nie wylazł, by ją rozścielić pod nogi przybyszowi.

Poreka podniosła wyżej łuczywo i omal nie wypuściła go z rąk. Obcy był zupełnie goły. Z odzieży – kilka zwojów cienkiego sznura, owiniętego wokół bioder. Smagła skóra lśniła jak natłuszczona gliniana patelnia. Cały podrapany. Wzrok Poreki co raz zatrzymywał się na jasnych paskach blizn, rozrzuconych po całym potężnym ciele.

– Źle wyglądam? – prawie niedosłyszalnie zapytał gość i zwinny uśmiech prześliznął się jaszczurką po gładkiej jak rzeczny otoczak twarzy. Tak samo nieuchwytnie uśmiechali się kiedyś Wiel i jego ojciec, brat Poreki.

– Zawsze budzisz ludzi po nocy, by zapytać, jak wyglądasz? Czy przyszedłeś w konkretnej sprawie? Tak ci było pilno, że nie zdążyłeś się ubrać? – Jaszczurka znów się pojawiła i zatrzymała na chwilę, jakby się grzała na gorącym kamieniu. – Nie jestem obcy, matulu Poreka. Jestem Wiel. – Oczy jego były szczęśliwe, świeciły jak dwa słońca po deszczu. Czy Nieżywy albo górski duch mogą mieć takie oczy, pełne ciepłego, radosnego światła? Nie zgasły nawet, kiedy sąsiadów zawołała, i kiedy dał sobie rękę pokroi. Zmatowiały dopiero wtedy, gdy Krąg Wiecza okrążył dom.

 

Krąg naciskał, jakby wszystkie góry i cała ziemia zwaliły się na pierś, nie pozwalając oddychać. Braknie już sił. Ruszysz się – złamiesz ciszę. I Poreka się nie ruszała. Leżała jak zapomniana rzecz. Nogi przeświecały przez dziury w spódnicy. Wstyd – przybrany syn patrzy. Co tam wstyd? Byleby tylko rozumu nie stracić.

Wiel zdjął z ławki kozią skórę i przykrył zielarkę. Pogłaskał po głowie jak dziecko. Ostrożnie wytarł łzy – ona ich już nie czuła.

Ściągnij tekst:

P O W I Ą Z A N E   A R T Y K U Ł Y:

  • Brak powiązań. Teczki musiały zostać spalone.
NOTKA BIOGRAFICZNA:
Fahrenheit Crew

Tutaj powinna być notka biograficzna redakcji Fahrenheita, ale ponieważ nikomu z nas nie chciało się jej napisać, zostawiamy tekst, który właśnie teraz czytacie. Jeśli spodziewaliście się czegoś ciekawego, przepraszamy!

Facebook.

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź


*

*

Prawa autorskie

Niniejsze utwory objęte są prawami autorskimi.

Podejrzewamy, że autorzy chcieliby te prawa zachować, dlatego my – Redakcja Fahrenheita – nie zgadzamy się na łamanie tychże (praw, bo choć łamanie autorów mogłoby być ciekawym widowiskiem, wolimy ich w całości… przynajmniej dopóki pracują dla nas).

W przypadku, gdyby jednak kogoś naszła chętka na nierespektowanie praw autorskich, zalecamy konsultację z lekarzem i adwokatem.

W ostateczności można skontaktować się z Redakcją.

Losowy cytat od Redakcji

Wiem, wiem. Boisz się, że popełnisz błąd. To nic. Na błędach można się uczyć. Rany, gdy ja byłem młody, wręcz atakowałem innych swoją głupotą, a oni bili mnie kijami. Nim dobiegłem czterdziestki, tak wyostrzyłem swoją broń, że stała się niczym brzytwa. Jeśli będziesz ukrywał niewiedzę, nikt cię nie uderzy i niczego się nie nauczysz.

— Ray Bradbury, 451° Fahrenheita

Kalendarz wydarzeń

Najbliższe wydarzenia

21. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie
od do
Aktualności
Międzynarodowe Centrum Targowo-Kongresowe EXPO Kraków
Soundedit ’17 – I ty zostaniesz Numanoidem
od do
Aktualności
Klub Wytwórnia w Łodzi
The Symphony of Heroes - Music from Heroes of Might and Magic©
Aktualności
Narodowe Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu (Plac Wolności 1)
Opolcon 2017
od do
Aktualności
Zespół Szkół Elektrycznych i Zespół Szkół Ekonomicznych w Opolu przy ulicy Tadeusza Kościuszki
Do NOT follow this link or you will be banned from the site!