B.V. Larson „Rebel Fleet 2: Flota Oriona” – fragment

Fragmenty B.V. Larson - 19 kwietnia 2019
INFORMACJE O KSIĄŻCE:

Autor: B.V. Larson
Tytuł: "Rebel Fleet 2: Flota Oriona"
Tytuł oryginalny: "Orion Fleet (Rebel Fleet Series Book 2)"
Cykl: Rebel Fleet
Wydawnictwo: Drageus
Tłumaczenie: Paweł Dembowski
Premiera: 17 kwietnia 2019
Liczba stron: 512
Format: 12,5x19,5 cm
ISBN (papier): 978-83-65661-90-6
Cena: 39,90 zł
O ksiażce: B.V. Larson „Rebel Fleet 2: Flota Oriona”

Jakieś piętnaście minut później nieoczekiwanie przyszedł do mnie Samson. Zwykle przydzielony był do obsługi systemów obrony i wsparcia, więc szanowałem jego opinie. Miał zdezorientowaną minę i wpatrywał się w tablet.

– Co jest, chorąży? – spytałem. – Wygląda na to, że jednak nie zostawiliśmy cię na stacji.

Nieco się ożywił, słysząc, że zwracam się do niego stopniem. Był dumny ze srebrnych pasków na pagonach.

– Mamy coś dziwnego – stwierdził.

– Nie słuchaj go! – krzyknął Dalton zza steru. – Po prostu szcza ze strachu i tyle.

– Zamknij się! – warknął Samson.

– Po prostu pokaż, co tam masz – powiedziałem spokojnie.

– Byłem na dolnym pokładzie i dostawałem dziwne odczyty. Ta liczba nie powinna być tak wysoka.

Pokazał mi tablet pełen danych. W większości były zielone, czasami żółte, jedna pomarańczowa. Wcisnął właśnie tę. Na ekranie pojawił się aktualizowany w czasie rzeczywistym wykres pokazujący nagły skok odczytów.

– Widzisz? Wszystko jest nie tak. Osłony wyglądają, jakby były uruchomione, ale nie są. Nie mamy dość mocy, by działały jednocześnie z układem fazowania.

Przejrzałem dane z góry na dół. Na ścianach wokół nadal wyświetlał się przewidywany kurs wroga, który ustalili Abrams i Chang.

– Wyłączyć tę grafikę! – krzyknąłem.

Chang aż podskoczył. Nie zadawał pytań, tylko wcisnął coś na konsoli i obraz zniknął.

Stary „Młot” – myśliwiec – został rozebrany i wykorzystany przy budowie nowego. Jedną z rzeczy, które po prostu przeniesiono z niego na nowy okręt, były potencjalnie przezroczyste grodzie. Wprawdzie tylko na mostku, ale to wystarczyło. Wtedy dopiero zobaczyliśmy niewiele ponad kilometr od nas inny okręt fazowy. Tak blisko, że moglibyśmy go niemal dotknąć. Samson rzeczywiście wykrywał osłony, tyle że imperialne.

– Na stanowiska! – krzyknął Miller, uruchamiając wszystkie możliwe alarmy.

Cały okręt ożywił się i na każdym pokładzie ludzie siadali przy konsolach – o ile już przy nich nie czekali.

– Nie strzelać! – zawołałem. – Niech nikt nie dotyka steru!

Ręce Daltona wystrzeliły w górę. Przynajmniej potrafił wykonać porządnie rozkaz, kiedy zależało od tego jego życie.

– Są tuż przy nas, kapitanie! – Szczęka Samsona opadła niemal do ziemi. – Nie wierzę, że tak blisko. Dlaczego do nas nie strzelają?

– Z tego samego powodu, co my. Przyglądają się instrumentom, szukają nas za pomocą komputerów, zamiast spojrzeć przez okno. O ile w ogóle mają okna.

– Kapitanie – odezwał się wyjątkowo spokojnie Chang – szanse, że nas tu znaleźli przypadkiem, są astronomicznie znikome. Musieli mieć sposób na namierzenie naszego położenia. Sugeruję działać, zanim zaatakują.

Skinąłem głową i przyjrzałem się smukłemu okrętowi.

Trudno było wydać rozkaz rozpoczęcia bitwy, kiedy nie wiedziałem, jak może się skończyć.

– Chang, jak szybko „Zabójca” mógłby wysłać nam na pomoc myśliwiec?

– Dziewięć minut.

– Za długo… Jeden z okrętów do tego czasu zostałby zniszczony. Czy znajdujemy się w zasięgu strzału stacji? Głównych baterii, nie rakiet.

– Nieco poza.

– Cholera. Czy ty zaleciłeś tę pozycję, Chang?

– Nie – wyjaśnił Miller. – To ja. To nie był błąd, tylko środek ostrożności. Jeśli Fex rzeczywiście pracuje dla wroga, nie możemy mu ufać. Zbyt łatwo byłoby mu popełnić mały „błąd” i zniszczyć nie ten fazowiec, co trzeba.

Przez chwilę patrzyłem mu w oczy, ale w końcu skinąłem głową.

– Dobra robota, Miller.

Każdy Kher w Rebelii nienawidził okrętów fazowych.

Jak trudno byłoby Fexowi przekonać swoich podwładnych, że zniszczenie obu jest dobre dla wszystkich?

– Dobrze więc, zrobimy to sami. Czy możemy użyć silników chemicznych, żeby delikatnie się obrócić?

– To zwiększy naszą widoczność – odparł Miller.

– My już ich widzimy – przypomniałem. – Jeśli spojrzą w naszą stronę, i tak nas zobaczą.

– Niekoniecznie. Nasza technologia nie jest identyczna.

Może Abrams ulepszył ich projekt, mimo że oczywiście dysponują lepszymi sensorami?

Miałem mętlik w głowie. Musiałem podjąć szybką decyzję. W głębi serca wiedziałem, że Ziemia powinna posadzić w tym fotelu oficera marynarki. Lotnictwo wepchnęło się tu na siłę, ale wolałbym mieć ze sobą wyjadacza z floty. Jego doświadczenie i zmysł taktyczny byłyby nieocenione.

Nowe rodzaje sił zbrojnych rzadko jednak od początku funkcjonowały idealnie. Musiałem zadowolić się tym, co miałem.

Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na Millera.

– Rozwal drani z głównego działa.

Uśmiechnął się lekko. Wiedział, że daję mu zaszczyt zadania śmiertelnego ciosu. Zajął stanowisko i położył dłonie na konsoli. Wieżyczka okrętowa zaczęła się obracać.

Wtedy wreszcie nas dostrzegli.

Ściągnij tekst:

Powiązane wpisy

Piknik na skraju Mlecznej Drogi
Recenzja fantastyczna - 24 lipca 2015

Nie ma co się oszukiwać – jesteśmy tylko lekko zapóźnioną cywilizacją na peryferiach Galaktyki. Oraz… pionkiem…

Wojna pozycyjna
Recenzja fantastyczna - 28 września 2016

Czyżby drugi oddech przed kolejną naparzanką? Konrad „Khorne S” Fit i jego wrażenia po lekturze…

Powrót do korzeni
Recenzja fantastyczna - 26 kwietnia 2017

No to dotarliśmy do ostatniego tomu cyklu Hayden War! Ostatni nie oznacza, że to koniec historii napisanej…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!